Najlepsze filmy lat 80. - wielki ranking | FILM.ORG.PL



Najlepsze filmy lat 80.




Przed Wami wielki ranking najlepszych filmów lat 80. 

Skołatane nerwy głosujących to norma, bo co jak co, ale lata 80. XX wieku to w kinie czas mlekiem i miodem płynący. Co więcej, dla dużej części pełen sentymentów, wspomnień i młodzieńczych zachwytów. Każdy z głosujących musiał wybrać 30 najlepszych według niego filmów, bez względu na jakiekolwiek kryteria pochodzenia czy gatunku. Premiery filmów miały mieścić się w dekadzie 1980-1989. I tyle. Nie ma co strzępić języka. Najważniejsze jest poniżej. 

Przypominamy poprzednie zestawienia:

Najlepsze filmy lat 90.

Najlepsze filmy I dekady XX wieku

Najlepsze seriale

Najlepsi reżyserzy

Najgorsze sequele

 

 

 

Wstęp i miejsca 100-76

75- 51

50- 41

40- 31

30- 21

20- 11

10- 1

SUPLEMENT DO RANKINGU

100. Krótki film o miłości (1988)

reż. Krzysztof Kieślowski

W „Krótkim filmie o miłości” Kieślowski mówi o potrzebie istnienia w drugim człowieku, o miłości właśnie. Wkraczając w przestrzeń między dwojgiem ludzi Kieślowski nie pozwala się rozpraszać. Dlatego małe mieszkania, w których toczy się niemal cała historia, stają się azylem, klatką. Zamknięta przestrzeń sygnalizuje bezruch. Reżyser sprawia, że przestrzeń, a raczej jej brak, także nam opowiada, chce byśmy, poczuli bezradność i niemoc, która towarzyszy bohaterom filmu. Zamyka uczucia gdzieś w zaciszu czterech ścian a jednocześnie z całą mocą przenosi je na widza. Tworzy poruszający film o najpotrzebniejszych nam uczuciach. [Haneska]

 

 

 

99. Wall Street (1987)

reż. Oliver Stone

Chodzi o to, panie i panowie, że chciwość – z braku lepszego określenia – jest dobra. Chciwość jest słuszna. Chciwość jest skuteczna. Chciwość oczyszcza, chwyta istotę ducha ewolucji. Chciwość w każdej formie: chciwość życia, pieniędzy, miłości, wiedzy odznaczyła się rozwojem ludzkości. I chciwość, zapamiętajcie sobie, nie tylko ocali Tedlar Paper, ale też inną niesprawną firmę, która nazywa się USA (Gordon Gekko)

Gordon Gekko to ikona tamtych czasów. Gordon Gekko to symbol chciwości i bezwzględności. „Wall Street” Olivera Stone’a to portret fragmentu finansjery lat 80. – poniekąd klasy społecznej rodzącej się na jednej z niewielkich ulic Dolnego Manhattanu. To świetny, rasowy dramat oparty na intensywnym pojedynku kapitałowego obżarstwa (perfekcyjny, nagrodzony Oscarem Michael Douglas) z gospodarczą dietą (doskonały Charlie Sheen). Takich pojedynków – osadzonych w świecie ekonomii i dramatów większych od bohaterów – naprawdę niewiele jest na świecie. Myliłby się ktoś, gdyby założył sobie, że Oliver Stone, obecnie zadeklarowany lewak, skrytykował kapitalizm w swoim filmie. Nic podobnego. Ostrze nie zostało w nikogo wymierzone, a już na pewno nie w system. On zrodził tylko odpowiednie charaktery, na odpowiednim tle. Film dopowiedział tylko fabułę do faktów – zaledwie 2 miesiące przed premierą (grudzień 1987) w Stanach miał miejsce Czarny Poniedziałek, który spowodował zjazd w dół wszystkich giełd na świecie. Dzięki Gordonom Gekko? To jedna z odpowiedzi. [desjudi]

 

98. Oto Spinal Tap / This is Spinal Tap (1984)

reż. Rob Reiner

Jeden z pierwszych filmów z gatunku fikcyjnych dokumentów, opowiadający historię nie istniejącego zespołu heavy metalowego. Będący absolutnie przezabawną, pomysłową i niezwykle celną satyrą, proponującą humor angielski w najlepszym wydaniu, trochę absurdalny (echa Monty Pythona), ale jednocześnie nie uwłaczający inteligencji widza. Mimo pastiszowego charakteru, daje się w nim mimo wszystko wyczuć miłość do szeroko pojętej muzyki rockowej. Obraz nie jest w Polsce specjalnie znany, a szkoda, bo to już klasyk pełen genialnych scen (Stonehenge, opowieści o perkusistach), jak i smaczków muzycznych. Sukces filmu był tak ogromny, że historia Spinal Tap jeszcze się nie zakończyła. Zespół naprawdę gra koncerty, które cieszą się ogromnym zainteresowaniem, nagrywa i wydaje płyty. W tej heavy metalowej krucjacie biorą oczywiście udział aktorzy zaangażowani w produkcję filmu. [Tomashec]

Jedyny film, który na IMDB dostał indywidualną skalę, podkręconą „up to eleven”. Fabularyzowany dokument doskonały. [snappik]

 

97. Powrót z piekieł / Hellraiser (1987)

reż. Clive Barker

Jedynka jest jednym z najlepszych filmów tego gatunku. To co w nim najciekawsze to jego oryginalność i sam pomysł, który w sequelach nie został wykorzystany no i świetnie opowiedziana historia. Jedynie efekty trącą dziś myszką, zwłaszcza pod koniec, choć wiadomo, że Barker miał niewiele kasy na realizację – i tym bardziej wzbudza podziw, że za tak niewielkie pieniądze można zrobić film, które wywołuje spore wrażenie. Na pozór zwykły horror gore ale diabeł tkwi w szczegółach.  [Joe Chip]

BÓL wręcz sączy się z ekranu i przenika widza [Wyjec]

 

 

 

96. Ostatni Cesarz / The Last Emperor (1987)

reż. Bernardo Bertolucci

Najlepszy film, reżyser, zdjęcia, scenariusz, muzyka, dźwięk, kostiumy, scenografia, montaż. Rok 1987 należał bezapelacyjnie do znakomitego filmu Bernardo Bertolucciego, który dominował rozdanie Oscarów, jak niewiele filmów w historii. Jest to na pewno ten przypadek, kiedy najważniejsza nagroda w świecie filmu wędruje w zasłużone ręce – Bertolucci stworzył film totalny, łączący w sobie wiele skrajnych elementów: osobiste emocje bohaterów z monumentalną i tragiczną historią Cesarstwa Chińskiego w jego schyłkowym momencie. Widzieć jego wzniosłe momenty i szybki upadek potęgi – to zachwyca, wzrusza, intryguje. Tym bardziej, że zdjęcia są przepiękne, na granicy przeestetyzowania. Tym bardziej, że obraz zbliża się niebezpiecznie do chińskiej cepelii nigdy jednak nie przekraczając granicy śmieszności, a przybliżając jedynie chwile, które zdeterminowały wygląd świata wtedy i teraz (tak, tak!). To się nazywa dopiero wielkie kino! [desjudi]

 

 

95. Na przedmieściach / The burbs (1989)

reż. Joe Dante

Film, mimo iż należy do gatunku komedii, nie wywołuje spazmów śmiechu – podczas seansu może kilka razy uda się skrzywić usta. Mimo to, „Na przedmieściach” wprawia w pozytywny nastrój i zostawia po sobie uczucie nostalgii za beztroskim dzieciństwem, gdy podczas lata całe dnie spędzało się na dworze z przyjaciółmi. Nie ma w filmie żadnych większych trosk – nikt tu nie mówi o wojnie (poza Rumsfieldem, jednak nawet on nie odwołuje się do piekła jakie przeżywają żołnierze – wspomina okres spędzony w armii z tęsknym uśmiechem), nikt nie umiera na raka, nikt nie martwi się o pracę itp. Bohaterowie wiodą życie, do jakiego wielu (w tym niżej podpisany) dąży i jak wyobraża sobie przyszłość. Można pokusić się o interpretację całości jako metafory – akcja toczy się na obrzeżach miasta z dala od zgiełku, wielkich firm, intensywnego ruchu ulicznego czy gonitwy za pieniędzmi; bohaterowie natomiast, nie przejmują się poważnymi problemami – żyją więc „Na przedmieściach” zarówno na płaszczyźnie geograficznej jak i metaforycznej. To wszystko sprawia, iż film ten jest dla mnie w pewien sposób wyjątkowy, a sądząc z internetowych komentarzy nie tylko ja mam podobne odczucia. Reżyser potrafił wytworzyć cudowny, nostalgiczny klimat dzięki czemu unieśmiertelnił swoje dzieło. Podczas kolejnych seansów zna się już fabułę, żarty, a nawet miejscami dialogi – ale atmosfera zawsze potrafi oczarować. Koniec końców, właśnie ten element zostaje z widzem. Co ciekawe, „Na przedmieściach” to jeden z niewielu obrazów z Tomem Hanksem uznawany za box office’ową wpadkę. Czego jednak nie osiągnął w kinach, zwróciło się potem z nawiązką i dziś można już spokojnie mówić o statusie filmu kultowego.[Dirk, fragment recenzji]

 

 

94. VaBank (1981)

reż. Juliusz Machulski

Jeden z nielicznych ‘niepolskich’ filmów zrobionych w Polsce. Właściwie tylko język aktorów zdradza jego pochodzenie, gdyż cała reszta w niczym nie ustępuje amerykańskim klasykom kryminału, do których tak beztrosko, z przymrużeniem oka, a jednocześnie z odpowiednim szacunkiem i powagą podchodzi Machulski w swym debiucie. To pod tym względem zresztą jego najlepszy film, gdyż z jednej strony bliski jest Polakom (którzy przecież z miejsca go pokochali), a z drugiej pozbawiony jest tych wszystkich przytyków i odniesień do realiów i sytuacji nam jedynie zrozumiałych – to produkcja totalnie wyzbyta martyrologii (a takich w całej naszej historii niewiele)! No a poza tym to bardzo dobry film wielokrotnego użytku, podparty równie udanym sequelem. I styka. [Mefisto]

 

Jeden z najlepszych „heist movies” jakie w życiu widziałem i to na dodatek z naszego kraju! Bezbłędne odwzorowanie lat 30, świetne aktorstwo i perfekcyjny scenariusz. [Pegaz]

 

93. Gandhi (1982)

reż. Richard Attenborough

Filmy biograficzne są zasadniczo takie same bo zawsze to zawsze to droga „od zera do bohatera” ale film Richarda Attenborough pokazuje wielkiego człowieka i jego drogę do tej wielkości w sposób epicki ale nienadęty a bywa to trudne. [Sonny Crockett]

 

Kim był Gandhi? Odpowiedzi szuka Richard Attenborough w swoim epickim filmie poświęconym życiu, czy też lepiej – kształtowaniu się Gandhiego i jego postawy wobec świata. Używam słowa epicki z pełną świadomością, że wielu widzów kojarzy to określenie z widowiskami historycznymi, w których ekran zaludniają tłumy statystów a akcja wiedzie od bitwy do bitwy, od jednej konfrontacji na wielką skalę do drugiej. „Gandhi” to film innego rodzaju. Choć mamy tu przejmujące, świetnie sfilmowane sceny zbiorowe, to prawdziwy rozmach, z jakim Attenborough nakręcił swe dzieło, leży raczej w doniosłości poruszanych problemów. Rozmowy, jakie w zaciszu kolonialnych willi odbywa Mahatma z angielskimi zarządcami Indii czy politykami Indyjskiego Kongresu Narodowego są równie poruszające i doniosłe, jak obrazy nędzy i prześladowań. Choć rozmówcy odnoszą się do siebie z grzecznością, czasem nader przesadną, pozwalają sobie na żarty, to widz doskonale zdaje sobie sprawę, o jaką stawkę toczy się gra. Wśród gęstej sieci rytuałów cywilizowanego, zachodniego świata rozgrywana jest walka, która zadecyduje o losie milionów. Gesty nabierają tu szczególnego znaczenia, słowa ważą więcej, niż są to w stanie znieść wypowiadający je ludzie. Gandhi zastępujący służącego przy nalewaniu herbaty podczas jednego ze spotkań staje się generałem w wojnie przeciwko niesprawiedliwości.[Shandor, fragment recenzji]

 

 

92. Tango & Cash (1989)

reż. Andriej Konczałowski

Świetny, bezpretensjonalny i zabawny film, z powodzeniem nawiązujący do najlepszych tradycji „kina kumpelskiego”. Duża w tym zasługa bardzo dobrze rozumiejącego się duetu Sylvester Stallone’a; Kurt Russell. Wytwarzająca się między nimi wyczuwalna chemia jest motorem napędowym tej produkcji, która charakteryzuje się też dobrym i równym tempem akcji przeplatanej przednimi i wesołymi dialogami. Poza tym to udana próba delikatnej zmiany wizerunku Stallone’a (okulary, gajerek).
Oczywiście do pewnego stopnia, bo  tak radykalnej metamorfozy przez cały film, mogliby nie znieść najzagorzalsi fani aktora. Warto przy okazji zauważyć, że już w 1989 roku (a nie dopiero w „The Expendables”) Sly do swojego ekranowego ego miał autoironiczny stosunek (słynna kwestia „Rambo is a pussy” ;). Pozycja, która mimo swoich latek wciąż wywołuje serdeczny uśmiech na twarzy. [Tomashec]

 

Obok Rocky’ego, Rambo, Cobry i Cliffhangera (i Expendables) mój ulubiony film Sly’a. Nie jest to na pewno poziom Zabójczej Broni, ale osobiście żałuję, że film (podobnie jak Cobra) się nigdy nie doczekał i już się nie doczeka kontynuacji, bo mogła z tego być fajna seria. Pozostaje mieć nadzieję, że Russell da się namówić na udział w kontynuacji Expendables. Co prawda film w kolejnych minutach przekracza kolejne granicy głupoty (m.in. za sprawą koleżki będącego wynalazcą), czego ukoronowaniem jest akcja w końcówce z udziałem monster trucków i innych pojazdów, to jednak pozostaje to dla mnie jeden z tych tytułów ery VHS, które nie znudzą mi się nigdy.  [Gieferg]

 

Ja tam się zawsze nieźle na tym bawię. Schematyczne lecz zabawne i lekkie kino akcji. Ogląda się gładko, po jakimś czasie wraca mi ochota na ponowne zaliczenie czyli nadaje się na kilka seansów. Tylko tego należy oczekiwać. [Joe Chip]

 

91. Narzeczona dla księcia / The Princess Bride (1987)

reż. Rob Reiner

Najbardziej ironiczna baśń świata ciągle nie przestaje mnie bawić. Opus magnum Reinera ma wszystko, czego wymagam od komedii (tony sarkazmu, kilogramy ciętych ripost, litry czarnego humoru), dokładając do stawki gry słowne, humorystyczne pojedynki na szpady i mnóstwo niesamowitych zwrotów akcji. [Beowulf]

Wszystko to, czego można wymagać od świetnej komedii fantasy. Lekko, przyjemnie, frywolnie, absurdalnie, z kupą mrugnięć do widza, z masą bajkowych archetypów, odwołań do baśniowej klasyki. Na pierwszy rzut oka postmoderna na całego, ale jednak to coś więcej niż formalny i fabularny eksperyment. Fajność ma wiele synonimów, a jednym z nich jest „Narzeczona dla księcia” – w pewnym okresie, dopiero wkraczając w wiek nastoletni, był to mój ulubiony, najukochańszy film. Cudo. [desjudi]

 

 

90. Śmiertelnie proste / Blood Simple (1984)

reż. Joel & Ethan Coen

Bracia Coen już pierwszym wyreżyserowanym filmem zagwarantowali sobie miejsce w pierwszej lidze amerykańskich twórców. W ich debiucie są już wszystkie elementy, które z czasem staną się ich znakami rozpoznawczymi: groteskowa przemoc, precyzyjny scenariusz, gra z przyzwyczajeniami widzów. Ekspozycja trwa bardzo długo, bo Bracia z misterną pieczołowitością rozstawiają pionki na szachownicy, ale w momencie, gdy gra się rozpoczyna to jesteśmy świadkami jednych z najbardziej trzymających w napięciu sekwencji kina lat osiemdziesiątych. [Piotr Han]

Jeden z najlepszych debiutów reżyserskich w historii. Naładowany napięciem do granic możliwości, pełen niezwykle klimatycznych scen. [Pegaz]

 

 

89. Uciekający pociąg / Runaway train (1985)

reż. Andriej Konczałowski

Traktat o wymiarze wolności zawarty w ramach thrillera o więziennych uciekinierach, którzy walczą o przeżycie w tytułowym pociągu. Jeden z niewielu filmów, w których trzyma się kciuki za kompletnie niesympatycznego antybohatera. I kolejna porażająca scena z panteonu największych w historii kina – Jon Voight wychodzący przy akompaniamencie Vivaldiego na dach jadącego pociągu, siłujący się z napierającą z każdej strony zamiecią śnieżną. [Beowulf]

 

Film, który już chyba przykrył się lekką warstwą kurzu, co według mnie nie powinno mieć miejsca. Niesamowite w „Uciekającym pociągu” jest pokazanie wielu prawd o człowieku i człowieczeństwie przy ciągłym akompaniamencie furkoczącego pociągu zmierzającego donikąd – a wszystko tylko po to, by móc powiedzieć śmierci z uśmiechem na ustach: „Jestem wolny.” [Berus]

 

88. Ofiary wojny / Casualties of War (1989)

reż. Brian de Palma

To jeden z najlepszych filmów Briana de Palmy. „Casualties of War” to oparta na faktach historia grupy żołnierzy, którzy podczas wojny w Wietnamie wyruszyli na patrol, z jednej z wiosek porwali dziewczynę, wielokrotnie ją zgwałcili, a następnie zabili. Problem w tym, że jeden z nich, Max Eriksson, grany tu przez Michaela J. Foxa, wcale nie brał udziału w całej zabawie, przeciwnie – odciął się i starał się uratować dziewczynę, nie znalazł w sobie jednak odwagi i siły, aby przeciwstawić się pozostałej czwórce żołnierzy. Sprawa wyszła na jaw dopiero po misji, gdy Eriksson ją upublicznił.

„Ofiary Wojny” porażają ujęciem tematu i okrutnymi scenami przemocy wobec wietnamskiej dziewczyny. Okrutne jest jednak też oglądanie Erikssona, gościa moralnego i uczciwego, który pokonany przez siłę sytuacji nie jest w stanie stawić czoła silniejszym mentalnie żołnierzom. Dramatyzmu sytuacji dodaje fakt, że nieszczęśliwa dziewczyna jest niezwykle piękna; żołnierz, który jest prowodyrem znęcania się nad nią na początku filmu ratuje Erikssonowi życie, a jego postępowanie wcale nie bierze się znikąd, gdyż jest podyktowane zemstą za śmierć towarzysza. Również sam tytuł można rozumieć dwojako – może w nim chodzić zarówno o Wietnamczyków, których los w tamtych czasach był zdany na łaskę lub niełaskę Amerykanów/Vietcongu, ale może też obejmować samych uczestników konfliktu, wszystkich żołnierzy, których stan ducha, równowaga psychiczna i zasady moralne były gwałcone i niszczone przez horror wojny.

„Casualties of War” to przezajebisty i niedoceniony film, może nawet przewyższający traktujący o podobnej tematyce „Full Metal Jacket” Stanleya Kubricka. Już dawno tak nie kibicowałem głównemu bohaterowi i tak nie nienawidziłem czarnych charakterów. De Palma jest tutaj w topowej formie, udowadniając, że oprócz skromnych thrillerów stać go również na ogarnięcie tysięcy statystów i efektów specjalnych. No i nie można zapomnieć o genialnym aktorstwie Seana Penna, tutaj w jednej z jego pierwszych wielkich ról. Ale i Michael J. Fox daje radę.[Rodia]

 

87. Top Gun (1986)

reż. Tony Scott

Nieważne, że Tom Cruise był za niski na pilota, i że ruskie Migi były grane przez amerykańskie F-5. Nieważne, że fabuła była naiwna i że to (wg Tarantino) najdroższy film o gejach w historii kina. Ważne, że całe moje pokolenie wychowało się na piosence „Take My Breath Away” i innych wpadających w ucho kawałkach  z „Top Gun”. Że emocjonowaliśmy się podczas powietrznych pojedynków podziwiając dumę Marynarki USA – F-14 w akcji, z mega-zainteresowaniem śledziliśmy elektryzującą rywalizację między Cruise’em a Kilmerem, i roniliśmy łzy podczas wyławiania z wody martwego Goose’a. Żujący gumę Maverick w Ray Banach stał się ikoną lat 80., windując Toma Cruise’a na szczyt popularności. Film Tony’ego Scotta sprawił, że wzrosła ilość chętnych do latania na wojskowych odrzutowcach. „Top Gun” to zresztą najlepszy film o pilotach („Żelazne orły” i inne klony nawet nie próbowały dorównać królowi) i celuloidowy pomnik wystawiony najseksowniejszemu samolotowi w historii lotnictwa. F-14 Tomcat, kilka lat temu wycofany ze służby i zastąpiony Hornetami (F-18), znakomicie uzupełniał fabularne założenie „Top Gun” – to miał być film dla ludzi młodych, pięknych, dynamicznych i… zakochanych. [Dux]

 

 

86. Akademia Policyjna / Police Academy (1984)

reż. Hugh Wilson

„Police Academy” zapoczątkowała podgatunek. Uraczono zatem widzów wszelkiego rodzaju „Akademiami” – „Combat Academy”, „South Beach Academy”. Poziom większości z tych filmów pozostawia wiele do życzenia – ich twórcy chcieli bowiem, żerując na sukcesie oryginalnej „Police Academy”, napełnić sobie kieszenie „sprzedając” wątpliwej jakości produkty. Seria ta cieszyła się ogromną popularnością również w Polsce na początku lat dziewięćdziesiątych i została przebojem wypożyczalni kaset wideo. Z całą pewnością można stwierdzić, iż wychowało się na cyklu co najmniej jedno pokolenie. Dziś żarty nikogo już nie zaszokują, ale wciąż bawią i zapewniają całkiem niezłą rozrywkę. Polecam przypomnieć sobie dawne czasy lub (jeśli ktoś nie widział jeszcze żadnego z filmów wchodzących w skład cyklu) zapoznać się z serią o przygodach absolwentów tej szacownej instytucji – Akademii Policyjnej.[Dirk, fragment recenzji]

 

Pomysł, który miał rację bytu tylko w latach 80. Zbiorowisko przerysowanych bohaterów, slapstickowe gagi i końcowe zwycięstwo outsiderów – schemat powielany w całej dekadzie, który w filmie Hugh Wilsona osiągnął idealny balans. Dodatkowo dostaliśmy świetnie współpracującą obsadę, która dała początek całej franszyzie. Bo kto tak naprawdę pamięta fabuły poszczególnych filmów serii? Liczyło się przecież obcowanie z hałaśliwie spokojną Hooks, wielkim Hightowerem, terminatorowym Tackleberrym czy Jonesem – człowiekiem o wielu głosach. Mimo, że przez lata seria rozmieniła się na drobne, to debiutancki epizod do dzisiaj bawi swoją absurdalną naturalnością i szczerością w kreacji bohaterów – których nie można nie lubić. [Gamart]

 

 

85. Złodziej / Thief (1981)

reż. Michael Mann

Klimat, klimat i jeszcze raz klimat. Michael Mann już w swoim debiucie udowadnia, że jest królem gatunku sensacji. Niesamowita, gęsta atmosfera, fenomenalne zdjęcia, świetnie dobrany soundtrack, w końcu znakomite wyczucie w prowadzeniu fabuły. Mann, biorąc na warsztat banalną, zdawałoby się historię o zawodowym złodzieju, wyciska z niej wszystko, co najlepsze, serwując jeden z najlepszych, a zarazem najbardziej niedocenianych filmów sensacyjnych lat 80. [Nawrocki]

 

Choć to pierwszy film przyszłego twórcy „Gorączki”, i w zasadzie już wtedy Mann mógłby sobie bez zażenowania zmienić nazwisko na God. Mannowski styl, który zachwyci później w „Gorączce”, „Informatorze” i „Zakładniku” jest obecny już tutaj. Jest spokojny, tajemniczy mężczyzna działający na granicy prawa? Jest. Jest wystawiony na próbę męski kodeks honorowy ? Jest. Jest tętniące życiem miasto nocą będące jednym z bohaterów? Jest. Jest ambientowa, wpadająca w ucho muzyka? Jest. Ten reżyser od zawsze wiedział, co chce opowiadać, i co my chcemy oglądać. [Phlogiston]

 

‚Thief’ nie pozostawia żadnych wątpliwości: Mann zawsze wiedział, o czym chce opowiadać. miał to nagrane od samego początku. zauważyliście, że jego bohaterowie nigdy nie są odpowiedzialni wyłącznie za siebie. wszyscy mają coś do stracenia. nie są to ludzie pogrążeni w czarnej rozpaczy. ich filozofia nie jest filozofią straceńców. zmierzam do tego, że Mannowscy bohaterowie nigdy nie pielgrzymują bez celu, nie są wydziedziczeni, zawsze znajdzie się miejsce (zazwyczaj utożsamiane z kobietą), do którego mogą wrócić i odciąć się od przeszłości. co ciekawe, pomimo posiadania takiego miejsca, pomimo świadomości istnienia azylu, rzadko wracają. nie ulegaj pokusie zemsty – to chyba najgłębsza myśl, jaka wyziera z twórczości Manna. ‚Złodziej’ przynosi ledwie jej zarys, bardzo nieśmiały szkic, choć jako film jest on dziełem w pełni skończonym. w formie najbardziej dosadnej idea ta zabrzmi dopiero w ‚Gorączce’ i będzie to mocno niewesternowe postawienie sprawy.

‚Thief’ jest prezentem dla tych, którzy widzą piękno w podmokłych, odrapanych zaułkach, wyłożonych czerwoną cegłą. Caan odgrywa tu wielką rolę. tak naprawdę jedną z niewielu w swojej karierze, którą może określić mianem „wspaniałej”. Frank włamuje się do sejfów, kradnie tylko „pewny” towar: diamenty i banknoty. żyje w cieniu (dosłownie i w przenośni), porusza się schodami przeciwpożarowymi, z budynków wychodzi zawsze tymi samymi drzwiami z napisem „emergency exit”. jada w barach, na spotkania w interesach umawia się grubo po północy. jego kobieta nie może mieć dziecka, więc „załatwia” jej chłopca, jego mentor, niejaki Okla, umiera w więzieniu na wieńcówkę, więc ten pomaga mu umrzeć na wolności, w szpitalnym łóżku. [Mental]

 

84. Żyć i umrzeć w Los Angeles / To Live and Die in L.A. (1985)

reż. William Friedkin

Najlepszy pościg samochodowy w dziejach kina. To wystarczyłoby, by zapewnić filmowi Friedkina status klasyka. Własciwie więc nie trzeba wspominać o kapitalnych kreacjach Petersena i Dafoe. Ani o pierwszorzędnym soundtracku Wang Chung. Ani o świetnie sportretowanym Mieście Aniołów. Ani o… [Paszczak]

Dlaczego warto obejrzeć rzeczony film? Powodów jest półtora miliarda. Wymienię raptem 4:

1. Bardzo podobają mi się filmy, w których bohaterowie wyciągają broń po to, żeby zabić, a nie po to, żeby se pomachać gnatem przed kamerą. Między innymi dlatego Peckinpah wyprzedza w moim prywatnym rankingu o jedno oczko Leone (co absolutnie o niczym nie świadczy, gdyż obydwaj to filmowe mózgi na miarę Bohra w fizyce). A zatem: film Friedkina jest fajny, bo konkretny: strzał w łeb i nie ma cię.

2. Zero młodzieżowych tekstów w tylu „Sprzątnij te frytki z mojego siedzenia albo ci z dupy średniowiecza zrobię jesień” tudzież „Zabijałem ludzi, kiedy ty jeszcze ssałeś suty mamusi”. Takich śmiesznych linijek w filmie Friedkina nie ma, co zapewne wpłynie na frekwencję przed telewizorami.

3. Brutalność, seks, przekleństwa. Film sensacyjny musi być brutalny i musi ociekać „kurwami”, w przeciwnym wypadku jest niewiarygodny. To chyba oczywiste. Odnośnie seksu. Jest w filmie Friedkina jedna scena warta każdych pieniędzy. Główny bohater przychodzi do mieszkania swojej informatorki, która poza tym, że spełnia rolę policyjnego szpicla, musi od czasu do czasu dawać gliniarzowi dupy, inaczej trafi na powrót za kratki. Więc facet wchodzi do sypialni i zastaje kobitę w wyrku. Ściąga spoconą koszulę (wcześniej był na akcji) i ciska trykotem w twarz dziewczyny. Ta zakłada koszulę na swoje nagie ciało, dając mu niedwuznacznie do zrozumienia, na co ma ochotę. Bohater rozpina rozporek i dalej wiadomo.

4. Pościg samochodowy. Jest przecudny. Nie spodziewajcie się jednak powietrznych piruetów czy scen, w których ciężarówka wyładowana trzodą chlewną przewala się przez odmęty ognia. Nic z tych rzeczy. O nieziemskości sekwencji pościgowej decyduje w tym wypadku niesamowita rozpiętość przestrzenna całości. Bohaterowie zaczynają samochodowe przepychanki na mieście, następnie lądują na torach kolejowych przy akompaniamencie turkotu kół pociągu towarowego, potem zjeżdżają do takiego betonowego wąwozu (coś jak w T2), by na końcu zatamować ruch na czteropasmowej autostradzie. Bardzo ważne: gliniarze występują do w roli uciekających i BOJĄ SIĘ O WŁASNE ŻYCIE. Gdy na chwilę gubią ogon, jeden z nich dosłownie cieszy się jak dziecko. Dodam tylko, że sekwencja nakręcona została w sposób bardzo ascetyczny i stonowany. [Mental]

 

O dziwo, dość słabo znany film z lat 80-tych, mało kasowy, jednak w mojej ocenie William Friedkin stworzył najlepszą sensacyjną produkcję owej dekady. Zarówno świetny scenariusz, jak i wykonanie, łącznie z jedną z najlepszych scen samochodowego pościgu w historii Hollywood. [doveling]

 

83. Wybrzeże Moskitów / Mosquito Coast (1986)

reż. Peter Weir

Wybrzeże Moskitów przedstawia szaleńca, który poniekąd ma rację, że żyjemy w czasach konsumpcjonizmu i wszystko jest podane na tacy. Ale jednocześnie pokazuje jak niebezpieczna może być przesadna ignorancja dzisiejszego świata i życie z dala od cywilizacji. Ów główny bohater pragnie żyć zgodnie z naturą. Wyjeżdża z rodziną do dżungli, w której od podstaw buduje, domy, uprawia ziemię, hoduje rośliny oraz buduje ogromną „lodówkę”, która wytwarza lód. Niestety jego Eden staję się dla niego ostatnią przystanią. [cosmic13]

 

Lubię taki pomysł na kino. Lubię, gdy ktoś ma w sobie dość odwagi i samozaparcia, aby rzucić wszystko w diabły i wyruszyć w przygodę swojego życia i zrealizować marzenia. Nawet wtedy, gdy nie jest się już samotnym strzelcem i ma rodzinę na głowie. Z drugiej strony film pokazuje, do czego może doprowadzić chorobliwa chęć robienia wszystkiego po swojemu i nie liczenia się ze zdaniem innych. [Gemini]

 

82. Przypadek (1981)

reż. Krzysztof Kieślowski

Genialny w swojej prostocie film. Większość ludzi lubi o sobie myśleć jako o kształtujących własny los podmiotach. Kieślowski jest innego zdania – daje brutalnie do zrozumienia, jak mało znaczące są nasze życiowe wybory – to przypadek i okoliczności sprawiają, że jesteśmy tym, kim jesteśmy. Komunistą, działaczem opozycji, czy może jednak bezpartyjnym naukowcem? Tak niewiele ich dzieli. Można się nie zgadzać z jego tezami, ale nie zmienia to faktu, iż film Kieślowskiego jest dziełem, skłaniającym do refleksji – najwyższej klasy intelektualną prowokacją. [Piotr Han]

 

Piękna wykładnia życiowego przypadku, który jest w stanie zdeterminować dalsze życie. Krzysztof Kieślowski pokazuje życie człowieka (Boguś Linda), którego los zależy od tego, czy: a) wskoczy do pociągu, b) nie wskoczy, bo sokiści go złapią, c) nie wskoczy, bo spotka koleżankę ze studiów. 3 różne historie tego samego bohatera to odpowiedź na to, na ile – i czy w ogóle – jesteśmy panami własnego losu. Odpowiedź jest jasna, ale nie pada ani razu z ekranu. Zostajesz, widzu, sam na sam z myślami, które kołaczą w głowie, wciąż się przypominają i wychodzą na wierzch w tych momentach, o których dobrze wiesz, że są ważne dla Twego dalszego losu. „Przypadek” to bezsprzecznie jeden z najbardziej intrygujących filmów polskich w historii.  [desjudi]

 

 

81. 2010: Odyseja kosmiczna (1984)

reż. Peter Hyams

Twórcy wiedzieli, że Kubricka przeskoczyć nie sposób, a na zadane przez niego pytania nie ma odpowiedzi, które mogłyby znaleźć swój wizualny ekwiwalent. Dlatego z całą premedytacją poszli w bezpiecznym kierunku, świadomie narażając się na stratne porównania wobec pierwowzoru (…) Ciekawe, jak film wyglądałby bez balastu pierwowzoru? Pewnie w ogóle by nie powstał, choć trzeba sobie jasno powiedzieć, że „2010″ traktowane jako autonomiczne dzieło, prezentuje się nad wyraz porządnie. Znakomici aktorzy, płynna narracja, niezłe dialogi, fantastyczna oprawa scenograficzna, doskonałe efekty, świetna, orkiestrowo-elektroniczna muzyka Davida Shire’a, bezbłędnie utrzymany nastrój kosmicznej przygody; nawet sceny bezmyślnie żerujące na gadżetach z Kubricka ogląda się z dreszczem na plecach, lecz tylko pod warunkiem bezkrytycznego przyjęcia grabieżczej konwencji twórców „2010″ [Adi, fragment recenzji]

 

 

80. Pola śmierci / The Killing Fields (1984)

reż. Roland Joffe

20 tysięcy grobów masowych, prawie półtora miliona ofiar (20-25% całej ludności) – oto skutki rządów Czerwonych Khmerów i Pol Pota w Kambodży. Roland Joffe nie podszedł jednak do tak drażliwego tematu jak dokumentalista (choć film nie jest pozbawiony dokumentalnej dokładności), ale oparł historię na świadku tamtych wydarzeń, który widzi kompletny bezsens okrucieństwa kambodżańskich komunistów. W roli głównej Haing S. Ngor, absolutny debiutant filmowy, nagrodzony Oscarem za najlepszą rolę… drugoplanową, choć to na jego wątłych barkach spoczywa emocjonalny ciężar tego filmu. „Pola śmierci” to bowiem mocny, wstrząsający dramat pokazujący horror, który co jakiś czas gotuje ludzkości polityka. W pozostałych rolach wyśmienici Sam Waterstone, John Malkovich i niesamowita muzyka Mike’a Oldfielda. Miłośnicy niebanalnego kina wojennego – bez scen batalistycznych – nie mogą nie znać. Wybitne kino! [desjudi]

 

Na faktach. Wstrząsający film pokazujący dojście do władzy w Kambodży Czerwonych Khmerów oraz tragiczne dla mieszkańców tego kraju skutki ich krwawych rządów. Ciężki, ale jakże ważny i uświadamiający nas o rozmiarze ludobójstwa w Kambodży film. [Lawrence]

 

79. Mój sąsiad Totoro / Tonari No Totoro (1988)

 reż. Hayao Miyazaki

Pisząc, dyskutując czy choćby nawet myśląc w samotności o filmach Miyazakiego, nie sposób pominąć Totoro, który z miejsca stał się prawdziwą ikoną japońskiej animacji. I przez lata nic nie zdołało go stamtąd wygonić, czy też zagrozić jego statusowi ‘ukochanego zwierzaczka’ – ani Ponyo, ani Mononoke, ani stwory ze „Spirited Away”. Z pewnością nie jest to najlepszy film kultowego studia Ghibli. Ale bezprzecznie to jedna z moich ulubionych ich produkcji – m.in. właśnie ze względu na to niesamowicie sympatyczne coś, co żyje w lesie, jeździ kotobusem, mocno chrapie, jeszcze mocniej ryczy i ma narkotycznie uzależniający wygląd z rozbrajającym uśmiechem na czele. Niby tylko dla dzieci, ale koniecznie czeba obczaić! Następnym krokiem będzie już kupno pluszaka na własność – oczywiście w rozmiarze XXL. [Mefisto]

 

 

 

78. Fitzcarraldo (1982)

 reż. Werner Herzog

Jeden z najpiękniejszych poematów o człowieku, i to nie tylko w historii kina. Herzog powołuje w nim do życia szaleńca, osobę która sprzeciwia się wszelkim przeciwnościom natury i chce odwrócić istniejący porządek rzeczy. Fabryka lodu w sercu amazońskiej dżungli, kolej prowadząca przez andyjskie szlaki, gmach opery umiejscowiony gdzieś między kolejnymi dopływami najpotężniejszej rzeki świata – to wszystko marzenia chorego, nic więcej tylko majaki. Fitzcarraldo nie robi sobie jednak nic ze zdroworozsądkowych opinii innych i z szalonym błyskiem w oku Klausa Kinskiego prze do przodu. W końcu nadchodzi czas na cud – przy użyciu jedynie ludzkich mięśni pomiędzy korytami rzeki przeniesiony zostaje ponad 300-tonowy statek (Herzog nie używał przy tej scenie żadnych efektów specjalnych, czy też pomocy wyspecjalizowanych maszyn!). Reżyser uzmysławia nam, że sednem człowieczeństwa jest szaleństwo, emocje zwyciężają intelekt. [Fidel]

 

Wyprawa szaleńca do amazońskiej dżungli, w celu stworzenia opery, aby tubylcy poznali twórczość Verdiego. Czyż to nie dziwaczne! Nie, to nie koniec, bo transport statku drogą lądową przy pomocy tubylców to dopiero szaleństwo! Bohater niesamowity, owładnięty pasją, nikt inny tylko Klaus Kinski, mógł zagrać szaleńca. Piękne zdjęcia amazońskiej dżungli urzekają, a transport statku lądem powala na kolana. [Cosmic13]

77. Koyaanisqatsi (1982)

reż. Goddfrey Reggio

Dziwny film. Zestaw kadrów, które same w sobie nie są jakoś zachwycające, a w tle muzyka Philipa Glassa. I to wszystko. Zero słów, zero fabuły. Logika podpowiada mi, że oglądanie czegoś takiego przez półtora godziny to katorga i straszna nuda, na dodatek nie niosąca ze sobą większych wartości. Ale tak nie jest. Na początku, przez chwilę kamera pokazuje nam różne oblicza natury, a później trafiamy do cywilizacji. Minimalistyczna, zapętlająca się w sobie muzyka Glassa poraża pięknem i mistycyzmem. W dziwny sposób działa z obrazem i wydobywa z niego coś więcej, sprawiając, że to co dla nas powszechne i zwykłe staje się transcendentne. \”Koyaanisqatsi\” to hiponotyzująca medytacja nad światem, w którym natura nie jest przeciwieństwem cywilizacji, ale stanowią dwie części jednej i dobrze naoliwionej machiny. [patyczak]

 

 

Film Reggio udowadnia, że bez użycia słów można czasem opowiedzieć o wiele więcej, niż w trakcie wielogodzinnych przemów, czy przy użyciu setek zapisanych stron. Doskonale sfotografowane i zmontowane widowisko o tym, jacy jesteśmy i – jednocześnie – wizualne pytanie o to, czy chcemy być tacy nadal. [Fidel]

 

Spojrzenie z dystansu na naszą cywilizację. Koyaanisqatsi czyli życie pozbawione równowagi, szalone życie tak przedstawia się ono w oku kamery reżysera Godfrey\’a Reggio. Hipnotyzujący wręcz seans pokazujący nas ludzi, jako małe mrówki co chwilę przyśpieszając czas, zwalniając, skupiając się na szczegółach lub wręcz odwrotnie ukazując nas wszystkich jako jeden żywy organizm. Film jedyny w swoim rodzaju, obok którego po prostu nie da się przejść obojętnie. I jeszcze do tego wszystkiego dochodzi genialna muzyka Philipa Glassa. Kto nie widział, niech szybko nadrabia. [Azgaroth]

 

76. Fanny & Alexander (1983)

reż. Ingmar Bergman

„Fanny i Alexander” z lat 1981/83 jest filmowym pożegnaniem Bergmana z kinem. Powstaje film nie tylko na temat dzieciństwa, ale także jesieni życia. Ostatni film Bergmana staje się świadectwem upragnionego i nareszcie przez reżysera osiągniętego poczucia bezpieczeństwa. Blask dzieciństwa zostaje tu zestawiony z pogodnym zmierzchem sędziwego wieku. Od tego czasu Ingmar Bergman zajmował się reżyserią teatralną i pisywał wyłącznie scenariusze filmowe [Vera, fragment opracowania o Ingmarze Bergmanie]

Kolejny wybitny film na liście! Kto się boi Bergmana i wszelkich skojarzeń z nim związanych, ten powinien obejrzeć jeden z jego ostatnich filmów. „Fanny i Aleksander” to bowiem film przyjemny, łatwy w oglądaniu, nie wymagający intelektualnej gimnastyki, ale jednocześnie przemyślany w najdrobniejszym aspekcie, błyskotliwy i mądry mądrością człowieka, który widział wiele i chce mówić o tym, co najważniejsze, najistotniejsze. Film jednocześnie skromny i epicki. A nade wszystko skutecznie poruszający tę nutkę,która odpowiada za myślenie o tak zwanym życiu.  W naszym rankingu dość nisko, lecz w rankingach światowej krytyki zawsze blisko podium (i to nie tylko biorąc pod uwagę lata 80. ale historię kinematografii w ogóle).  [desjudi]

 

Wstęp i miejsca 100-76

75- 51

50- 41

40- 31

30- 21

20- 11

10- 1

SUPLEMENT DO RANKINGU

 

 

 

Ciąg dalszy już wkrótce…

 

Komentarze mile widziane :)

 

 

 

 










Przeczytaj także:

50 najważniejszych reżyserów wg KMF
90 najgorszych sequeli
Najlepsze blockbustery wakacji 2012
Klub Winowajców
Szybka piątka #15 - Koniec wieńczy dzieło czyli filmy ze spapranym finałem
Wielki Liberace






  • Tomasz Kocot

    Akademia Pana Kleksa wplątała się w Akademie Policyjną :)

    • http://www.film.org.pl/ Rafał Oświeciński

      niedopatrzenie, poprawione ;)

  • Jakub Piwoński

    ostatnia dwudziestka standardowo ma w sobie najwiecej zaskoczen. i dobrze.

  • Fidel

    Fajnie, że „Fitzcarraldo” i „Koyaanisquatsi” weszły na listę. Spodziewałem się raczej suplementu.

  • Wezyr

    Dobrze, że nie jest to tak ściśle mainstreamowa lista – zwłaszcza biorąc pod uwagę polskie gusta. Tytuły dobre, solidne i zasługujące na pozytywne słowo.

  • Maciek

    Przyznaję że niektórych tytułów nie widziałem i wiem co trzeba nadrobić. Przyznam że Wasze rankingi prostują moją (nie)wiedzę o filmie i dlatego czekam na ciąg dalszy. Dzięki !

  • kadr

    Fajny wybór, jednak odniosę się raz jeszcze do zestawienia filmów z lat 90- tych. Nie rozumiem dlaczego brak z nim filmu tak niezwykłego jakim jest „Zły Porucznik” Ferrary. Przecież to wręcz nieziemskie kino, bezkompromisowe, brawurowe, odważne. Jakże inne od dominującej zewsząd celuloidowej poppeliny.

    • Rafał Donica

      To może cofnijmy się do narodzin wszechświata i zadajmy sobie pytanie dlaczego… ok, żarty żartami, drogi Kadrze, jestesmy w Rankingu filmów lat 80. i rozgrzebywanie tutaj rankingu lat 90. uważam za zachowanie trochę nie na miejscu ;).

  • madzia

    Super pomysł z tą listą…tyle tytułów niedocenionych….dzięki

  • Michał

    Jak zwykle większości filmów z końcowych miejsc nie widziałem ;) Czas nadrobić zaległości… Zaskakująco dużo polskich filmów, spodziewałem się może trzech w całej trzydziestce.

  • Pingback: Najlepsze filmy lat 80. / Miejsca 75-51 | Film.org.pl

  • kalamacje

    wspaniały ranking, jak się okazuje wszystkie obejrzałam :D

  • Przemysław Zakrzewski

    Genialny ranking, na to czekałem. Kino lat 80. nie ma sobie równych i jest wspaniałym przypomnieniem młodzieńczych lat. Łezka się w oku kręci. Czemu teraz się nie robi takich komedii, horrorów i filmów przygodowych? Ech.

  • http://www.facebook.com/adrian.szczypinski Adrian Szczypiński

    „Otchłań”!!! a nie „Głębia”.

  • Pies potakujący głową

    mam wrażenie, że w tym rankingu chodzi o stopień popularności filmów, a nie jakość i ambitność dzieła, nie ma wielu genialnych filmów, a np: rambo plasuje się przed cinema paradiso :D

    • http://www.film.org.pl/ Rafał Oświeciński

      Wartość kina lat 80. w równym stopniu polega na wysokiej jakości filmów (bez dwóch zdań), jak i na sentymentalnym podejściu do tegoż. I nie ma w tym nic złego i to dowodzi jednej rzeczy: że filmy w tym okresie były świetne, wielokrotnego użytku (tzw. replay value), gatunkowo wzorowe i obecnie mające status prawdziwie kultowych. Mało? Krytycy mają swoje listy, KMF swoje. Kto co lubi.

      • Pies potakujący głową

        ok.widziałem z 95% tych filmów pod 1/3 z tych filmów podpisałbym się bez dwóch zdań, choćby łowca androidów, czy lśnienie, czy pełny magazynek, brazil, pluton, paradiso, ale mam wrażenie, że wszystko obraca się wokół ameryki i zapomina się o Europie czy Azji cz nawet Polsce, bo to amerykańskie filmy były „głośne” każdy o nich wie i każdy oglądał, a takie rzeczy jak przesłuchanie, dekalog, dzieła Kusturicy, kurosawy, wendersa, jarmuscha, bergmana, von triera, greenaway, animacje choćby ulica krokodyli są pomijane a nie nikt mi nie powie, że nie są majstersztykami w swoich gatunkach
        pewnie mógłbym wymieniać, ale po co, to chyb anie moja bajka,
        choć bardzo się cieszę, że chcesz pokazać w jakiś sposób piękno tamtej dekady :)
        pozdrawiam

        • http://www.film.org.pl/ Rafał Oświeciński

          mój osobisty top również nie był tak „zamerykanizowany”, niemniej bardzo się cieszę, że mimo wszystko głosujący pamiętali o polskich klasykach i Bergmanie, Allenie czy „Koyaanisqatsi”. Jednak trudno oczekiwać wyższych miejsc dla filmów mniej popularnych i nie naznaczonych wyraźnie „piętnem” vhs ;)

          • Buzzthesut

            Moze zwyczajnie postawmy teze, ze filmy z lat 80-tych sa bez dwoch zdan najlepsze i to bez wzgedu na szerokosc geograficzna-mam tu na mysli tez i nasz polski zascianek, ktory potrafil pokazac pazur i stworzyl niezapomniane i jedyne filmy do ktorych zawsze chce sie wracac…

        • BOGDAN

          CZUJE ZE JESTES OBEZNANY Z FILMAMI LAT 80-TYCH.OGLADALEM W TAMTYCH LATACH COS W RODZAJU ,,POLKIEGO WESTERNU ,, NAGRANEGO W BIESCZADACH PRZEZ AMERYKANSKIEGO AKTORA DOMIESZKA POLSKIEJ I ,,NATIVE AMERICA INDIAN,,KRWI TAKZE. TYTUL BYL ,,BARWY TECZY,,–ALE NIE JESTEM PEWIEN.PIEKNIE NAGRANY PEJZAZOWO.CHCIALBYM GO OBEJZEC PO WIELU WIELU LATACH.JAK TRAFIC NA JEGO SLAD.Z SZACUNKIEM STARSZY JUZ –BOGDAN/CANADA

  • Dawid

    ‚Niekończąca się opowieść’ nie ma nic wspólnego z Emmerichem, poprawcie to bo w oczy razi takie porównanie ;p

  • Kalelpl

    Wow, naprawdę świetny wybór do top 10. W sumie tylko Predator nie widziałem, ale znalazło się miejsce dla mojego ulubionego filmu (Ostatnia Krucjata) :).

  • Wezyr

    No, cóż, ostatnie miejsca były bardziej oryginalne i zaskakujące. Wprawdzie lubię zdecydowaną większość filmów z rankingu, ale wiele z tych najwyższych pozycji było do przewidzenia, a o pierwszym miejscu Blade Runnera wiedziałem od początku. Trochę za dużo oklepanych tytułów, a za mało filmów wyszukanych, rzadkich, niszowych. Gdyby całość była, jak ta ostatnia 20, to byłoby wspaniale. Zdecydowanie szkoda było tracić kilka pozycji na sequele. Mimo to nadal ranking jest OK.

  • rickenbacker

    Oglądając dalsze miejsca tego rankingu wypatrywałem The Thing, Predatora, Terminatora i Blade Runnera i pomyślałem sobie, że jeżeli tam ich nie ma to muszą być w pierwszej dziesiątce bo w innym wypadku ten ranking będzie nic nie wart, no i się nie zawiodłem, naprawdę świetne zestawienie klasyków.

  • Kris

    Ranking naprawdę spoko, właściwie, to
    najlepszy z rodzimych:) Co prawda kilka pozycji zamieniłbym miejscami, ale ogółem filmy, które powinny się tutaj znaleźć są ujęte. Rarytas:D

  • Kozas

    Świetny ranking, tak jak w poprzednich najbardziej interesujące pozycje to 100-50( a zwłaszcza 100-70) bo zdecydowaną większość tych z wysokich miejsc się już widziało. Mam taki pomysł, aby następnym razem zrobić ranking w stylu „Pierwsze 50(lub 60) lat XX wieku”, bo wtedy to dopiero taka lista miałaby wymiar dydaktyczny :) Bo o ile lata 1980-dziś są dla większości dobrze znane, to wszystko przed 1970 dla wielu jest czarną dziurą z kilkoma punktami( Casablanca, Sokół Maltański)

    • http://www.facebook.com/profile.php?id=100000415401719 Remigiusz Budyła

      Kapitalny pomysł. Na pewno dałoby się wychwycić kilka perełek i uzupełnić zaległości :)

    • Guest

      Również popieram! ;)

    • http://www.facebook.com/andrzej.s.stec Andrzej Stec

      Popieram, ekstra pomysł! :)

    • http://www.film.org.pl/ Rafał Oświeciński

      zobaczymy co się da zrobić. najbliższy jednak ranking obejmie lata 70., ale docelowo idziemy w przeszłość aż ogarniemy całą historię kinematografii :)

    • http://www.facebook.com/kuba.kowalik.90 Kuba Kowalik

      Bez przesady, przed 1970 były filmy Hitchocka – Psychoza, Ptaki, Zawrót Głowy, Okno Na Podwórze, filmy Elii Kazana z Marlonem Brando i Jamesem Deanem, filmy Felliniego, nie mówiąc o najlepszych polskich filmach, jak Rękopis Znaleziony w Saragossie, Popiół i Diament, Kanał, Pociąg…
      Przed 1950 mogłoby być trudniej, bo poza Przeminęło z Wiatrem, Nosferatu, Dyktatorem i paroma innymi, jest mniej powszechnie znanych tytułów.

      • Kozas

        Ale czasy przed 1970 są chyba dużo mniej znane, niż te od 1980, czyż nie? A to, że istniały wybitne filmy to oczywiste, bo inaczej nie byłoby sensu takiego rankingu robić. Wymienisz kilkanaście filmów, może z 20-30, które są powszechnie znane, ale obecny tu ranking lat 80-tych możnaby cały zapełnić znanymi filmami ;p I w sumie gdzieś od miejsca 70 wszystkie filmy były mi wcześniej znane, a większość dobrze pamiętałem. Za to ranking 1900-1960? Założę się, że znacznie pogłębiło mi moją wiedzę w tym zakresie

        • http://www.facebook.com/kuba.kowalik.90 Kuba Kowalik

          Wymienię conajmniej 80.

          Ale uczepiłem się tylko liczby, bo sam pomysł jest bardzo dobry.

  • Łukasz

    Heh patrząc na pierwszą 10 wydaje mi się, że ranking powinien się raczej nazywać ” nasze ulubione filmy lat 80″ ( albo „sentymentalny ranking filmów z lat 80″) ale na pewno nie najlepszych:D

  • madzia

    Dokładnie warto obejrzeć filmy,które otarły się o uszy a nie zakodowalismy tytułów :)
    teraz mam spisane i znam plany na wieczory zimowe:) super

  • janko

    Swietny ranking, teraz czas na lata 70. , które też obfitowały w wielkie dzieła.

    • Be

      Powiedziałbym nawet: w najlepsze :)

  • Dead Man Walking

    Bladerunner i Obcy + T1 i T2: czy ktokolwiek zrobi cokolwiek lepszego w kinie SF?

  • m

    A kiedy suplement? Nie miał być przypadkiem wczoraj?

    • parappa

      Na tym portalu to, że zapowiedziane artykuły pojawiają się z
      kilkudniowym opóźnieniem robi się chyba standardem. Z poprzednim rankingiem
      było podobnie.

  • Luk

    Witam i gratuluję na wstępie, ranking jest super, kilka pozycji widzę, że mam do nadrobienia. I taka mała prośba do twórcy, czy udałoby się Panu zrobić ranking kina lat 80, pozycje 200 – 101 :)). Oczywiście wiem, że by to trwało jakiś czas, ale myślę, że i wśród tych pozycji znalazłyby się perełki nie do ominięcia.
    Pozdrawiam.

  • http://www.film.org.pl/ Rafał Oświeciński

    Suplement będzie na weekend, prawdopodobnie w sobotę. 50 wybranych tytułów spośród kilkuset, na które zagłosowano.

  • Pingback: Suplement do rankingu najlepszych filmów lat 80. | Film.org.pl

  • Macc

    A gdzie „Powrót Żywych Trupów”?

  • Soundwave

    Nie wiem czy ktoś to przeczyta, ale w opisie Imperium Kontratakuje jest błąd. Film nakręcił Irvin Kershner, a nie George Lucas.

  • http://www.facebook.com/marek.jankowski.144 Marek Jankowski

    MAM BARDZO WIELKI SENTYMENT DO LAT 80 JAKO ŻE WTYCH LATACH DORASTAŁEM.I UWARZAM ZE W TYCH LATACH POWSTAWAŁY NAJWIĘKSZE HITY OGLĄDAJĄC JE NAWET TERAZ POWRACAM DO LAT SZCZĘNIECYCH I PORZYPOMINAM SOBIE PIERWSZE MAGNETOWIDY I EMOCJA JAKIE WYWIERAŁY NA MNIE PIERWSZE CHWILE KIEDY WKŁADAŁO SIE TE OGROMNE KASETY DO ODTWARZACZA I CZEKAŁO Z WIELKIMI EMOCJAMI NA TO CO POJAWI SIE NA EKRANIE.ROCKY KRWAWY SPORT PREDATOR RAMBO COMMANDO TO BYŁY PRAWDZIWE EMOCJE.FILMY ZROBIONE PROSTYMI ŚRODKAMI PRZY MINIMALNYCH KOSZTACH PRODUKCJI.TAKA PROSTOTA KRĘCENIA FILMÓW POŻĄDANA TERAZ CHYBA TYLKO WŚRÓD FANATYKÓ MIŁOŚNIKÓW TEGO KLASYCZNEGO OKRESU DLA KINA.KINO NOCNE NIEDOSTĘPNE DLA DZIECI WŁASNIE TYM BARDZIEJ POŻĄDANE.NIEZAPOMNIANE FILMY NIEZAPOMNIANE CHWILE.

  • Maciej

    Ranking jak najbardziej subiektywny.

    Szkoda, że w rankingu zabrakło takich pozycji jak „Zabić drozda” „Życie jest piękne” „Braveheart” czy chociażby „Forrest Gump” – wg. filmy zasługujące na uznanie, bardziej niż taki „Człowiek z blizną” :)

    • Mr.Mbutu

      najlepsze filmy !LAT 80!

      • Maciej

        O w mordę. Masz racje. Widać, że czytam nieuważnie. Zamiast skupić się na tej dekadzie to poleciałem ładnie po bandzie.

  • http://www.facebook.com/ygrt.binski Ygrt Biński

    Super zestawienie!

  • Simply

    Za bardzo populistyczne to wszystko – abstrahując od samej wartości filmów – zwłaszcza pierwsza dwudziestka.
    Kompletne pominięcie ,, Harry Angela” Parkera – niewybaczalne. A tak, trzymając się tego, co określiłeś ,,piętnem VHS” : gdzie ,, Ciało i Krew” Veerhoevena, ,, Gotyk” Russella, ,, Amerykański Wilkołak w Londynie” Landisa, ,, Maniac” Lustiga, ,, Evil Dead” jedynka, ,, The Beyond” i ,, New York Ripper” Fulciego, ,, Opera” i ,, Tenebrae” Argento, ,,Stagefright” Soaviego, ,, Manhunter” Manna,,Deadly Prey” Priora, ,, Southern Comfort” i ,, Jonhhy Handsome” Hilla, ,, Killer ” i ,, Better Tomorrow 1 & 2 Woo… ? ( tak odruchowo )
    A ,, Inaczej niż w Raju” Jarmusha ,, Ćma barowa” Schroedera ,, Opętanie” i ,, Kobieta Publiczna” Żuławskiego, ,, Ściśle Tajne” Zuckerów & Abrahamsa, ,,Pod Osłoną Nieba” Bertolucciego ? Nie, że pokutują gdzieś na tyłach, ich nie ma tu wcale. To jest piętno blockbusterów i pospolitości, a nie vhs-ów. Wybacz szczerośc, przynajmniej ,, Simple Blood” Coenów umieściłeś, a więc jest git :D

  • przemek

    fenomenenalny ranking , wymiatasz :)

  • hojrak

    szukam filmu, kiedyś w latach 80 byłem na nim w kinie, nie pamiętam nic o nim oprócz jednej scenki, konczy się film trzaskają krzesła zaczynają sie napisy koncowe coś w stylu „proszę poczekać to jeszcze nie koniec” czy coś takiego, i po napisach leci jeszcze chwilę fim, sory że tak piszę ale chodzi mi to po głowie

  • Pingback: Lata 70., czyli nowy cykl KMF | Film.org.pl

  • Piotr

    Genialne. Gratulacje za chęci i wytrwałość. Bardzo użyteczne. Pozdrawiam.

  • Buzzthesut

    Dziekuje Ci panie za lata 80-te i ich przewspaniale filmy, nie wiem czym bylaby dzis kinematografia bez nich, ale wiem juz czym nigdy nie bedzie…

    Chwala Ci panie za te arcydziela wszechczasow i za ten swietny ranking…

  • Buzzthesut

    Moze ktos pamieta ten film-zamrozony samuraj w lodzie zostaje odnaleziony przez grupe amerykanskich naukowcow, potem jest juz tylko lepiej…
    Bede bardzo wdzieczny za tytul.

  • http://www.ponapisach.blogspot.com/ Patryk Karwowski

    to live and die in la – dzięki bardzo za zachętę do obejrzenia.

    Obejrzałem , zrecenzowałem.

    http://ponapisach.blogspot.com/2013/09/to-live-and-die-in-la-zyc-i-umrzec-w.html

  • dawidek

    Czemu nie ma takiego filmu w rankingu jak „Książę w Nowym Jorku”? Przecież to jedna z najlepszych komedii jakie oglądałem…

  • Pingback: 10 najpopularniejszych tekstów 2013 | FILM.ORG.PL

  • Axel

    Brakuje mi „Top Gun” i „Poltergeist”, czyli „Duch”.




Rafał Oświeciński

18/09/2012

KMF Film.org.pl 1999-2014 Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie, modyfikacja, publikacja, dystrybucja w celach komercyjnych bez zgody właściciela tej strony są zabronione.

Strona załadowała się w 0,782 sekund.

banner