Najlepsze filmy lat 70. – miejsca 50-41 | FILM.ORG.PL

Najlepsze filmy lat 70. – miejsca 50-41








18.07.2013


 

100 – 76
75 – 51
50 – 41
40 – 31
30 – 21
20 – 11
10 – 1
Suplement do rankingu

 

50. Lokator
The Locataire / The Tenant
1976, reż. Roman Polański, w rolach głównych: Roman Polański, Isabelle Adjani

Najbardziej niepokojący film o popadaniu w chorobę psychiczną. Pierwszy raz oglądałem ten tytuł siedząc jeszcze na nierozpakowanych kartonach zaraz po przeprowadzce do nowego mieszkania w kamienicy. Nie polecam. Na długo pozostaje w pamięci genialna muzyka Sarde’a no i postać Trelkovskyego w którą wcielił się sam reżyser. Znakomite studium schizofrenii. [Witold Wojciechowski]

Lokator jest też filmem o konformizmie i buncie, co ilustruje przemiana wewnętrzna głównego bohatera. Trelkowski na samym początku filmu sprawia wrażenie człowieka, który nie lubi się wychylać. Jest sympatyczny i naiwny zarazem, np. dając jałmużnę bezdomnemu, który nawet nie okazuje wdzięczności. Otoczenie narzuca mu swoją wolę, którą protagonista akceptuje – np. gdy w kawiarni codziennie rano podają mu gorącą czekoladę, której wcale nie zamawiał, lub sprzedają papierosy marki Marlboro, których Trelkowski nie pali. Jego frustracja narasta, by w końcu znaleźć ujście w pogłębiającej się nerwicy i radykalnej zmianie osobowości. Odtąd postać Polańskiego staje się stanowcza i buntownicza. Stara się nie popadać w konformizm, aby nie zatracić swojej osobowości. Jednak indywidualizm przegrywa w głównym bohaterze i Trelkowski wreszcie, w pełnym makijażu i sukience Simone Choule, skacze z okna. [Miłosz Drewniak, fragment analizy]

 

49. Ucieczka gangstera
The Gateway
1972, reż. Sam Peckinpah, w rolach głównych: Steve McQueen, Ali MacGraw, Ben Johnson

Prawdziwy twardziel nie ucieka tylko podejmuje walkę, ale gdy w grę wchodzą pieniądze (i kobieta) można nieco nagiąć zasady by zwyciężyć i zdobyć to czego się pragnie. Gdy westerny zaczęły tracić popularność Sam Peckinpah przeniósł się do współczesności, by pokazać że prawo pięści i rewolweru obowiązuje także w obecnych czasach. Powstało widowisko, które dostarcza rozrywki, ale i uświadamia jaką wielką moc ma gotówka, dla której ludzie gotowi są pozabijać się nawzajem. [Mariusz]

W tym ekspresyjnym, pełnym widowiskowych scen akcji filmie, będącym protoplastą współczesnych „akcjonerów” (scenarzystą „Ucieczki…” był Walter Hill – dziś niekwestionowany mistrz hollywoodzkiego „action cinema”), McQueen i Ali McGraw (ówczesna żona McQueena) stworzyli postacie będące alternatywą dla małżeństwa z „Nędznych psów”. Mimo zdrady, gangster – McQueen nie porzuca swej żony, po wybuchu furii zrozumie i zaakceptuje motywy jej postępowania. Często filmy Peckinpaha stawiano jako przykład twórczości kontestatorskiej, charakterystycznej dla upolitycznionego kina lat 70. Wydaje się jednak, że kino twórcy „Nędznych psów” wymyka się prostym określeniom i schematom. Pomimo faktu, że w „Ucieczce gangstera” bohaterowie walczący z prawem, uciekają przed wymiarem sprawiedliwości, paradoksalnie swą buntowniczą postawą potwierdzają trwałość małżeńskich przyrzeczeń. [Piotr Kletowski, fragment filmografii Peckinpaha]

 

 

48. Suspiria
1977, reż. Dario Argento, w rolach głównych:  Jessica Harper, Alida Valli, Joan Bennett, Udo Kier

Mój ukochany film wszech czasów i jednocześnie horror, od którego zacząłem na poważnie interesować się tym gatunkiem. Przez lata wracałem do niego wielokrotnie i za każdym razem odkrywałem coś nowego, coś, co mi wcześniej umykało, a jednocześnie dopełniało arcydzieło w reżyserii Daria Argento – wizjonera, który wpakował w „Suspirię” całą swoją duszę i nie nakręcił już później nic równie idealnego. Tymczasem „Suspiria” to – pomimo fabularnej prostoty – jeden z najbardziej misternych, złożonych i sugestywnych horrorów w całej historii kina. Wszystkie elementy budowy dzieła filmowego Argento układa tak, by w pracując w perfekcyjnej symbiozie tworzyły nastrój grozy totalnej, wszechogarniającej i – co może najważniejsze – działającej w sposób podświadomy, podskórny, trudny do racjonalnego wytłumaczenia. Począwszy od pierwszej sceny, w której za główną bohaterką ze złowieszczym łoskotem zamykają się drzwi lotniska, aż do spektakularnego finału „Suspiria” jest znakomitym onirycznym horrorem wypełnionym scenami skomponowanymi z prawdziwą maestrią. Nie było i raczej nigdy nie będzie drugiego takiego filmu. [Motoduf]

W tym filmie nie należy dopatrywać się logiki, ponieważ się jej nie znajdzie. Film należy do tzw. „kina poezji”, którego Dario Argento jest głównym reprezentantem. Baśniowy, liryczny i upiorny film elektryzuje i wciąga, a hipnotyzująca muzyka i jaskrawe kolory kreują niepowtarzalną aurę, która czyni z tego filmu prawdziwe dzieło sztuki. Fabuła jest tylko pretekstem, gdyż siła filmu tkwi w unikatowej, jedynej w swoim rodzaju oprawie wizualnej. [Mariusz]

Legendarna, choć w Polsce znana przez długi czas jedynie z pirackich wersji oraz sławy, jaką zyskała na Zachodzie, „Suspiria” Daria Argento uchodzi za jego najlepszy horror. Wizualnie jest to majstersztyk – atakujące widza (i bohaterkę) wściekle jaskrawe kolory oraz cudaczna scenografia przyprawiają o zawrót głowy i dezorientację. Czy to świat zwariował, czy oglądamy sen chorego psychicznie daltonisty? Do tego dochodzi wspaniała, przerażająca ścieżka dźwiękowa zespołu Goblin, z powtarzającym, niczym mantrę, wiele wyjaśniającym słowem „Witch” (Wiedźma). [Crash, fragment opisu sequeli]

 

47. Dopaść Cartera
Get Carter
1971, reż. Mike Hodges, w rolach głównych:  Michael Caine, Ian Hendry, Britt Ekland, John Osborne, Bryan Mosley

Brytyjskie kino zemsty w najlepszym wydaniu. Kultowa i wciąż będąca punktem odniesienia dla prawdziwych oraz ekranowych kryminalistów rola Michaela Cane’a. Świetny dramat gangsterski z niepodrabialnym klimatem, o czym przekonał się sam Sylvester Stallone, na którego remake najlepiej spuścić zasłonę milczenia. Solidne, przeszyte czarnym humorem, męskie do cna kino, w którym jedynie trzy rzeczy mogą przyprawić dziś o zgrzytanie zębami: okulary Erica Paice’a, drętwa atmosfera lokalnej dyskoteki w jednej ze scen oraz strasząca facjatą Doreen. Cała reszta to jednak nadal doskonale oglądające się dwie godziny z gatunku ‘sam przeciw wszystkim’. [Mefisto]

Michael Caine jako klasyczny angielski twardziel z klasą, niewzruszonym wyrazem twarzy, strzelbą i sarkastycznym poczuciem humoru. Jeżeli ktoś widział popłuczyny ze Slyem niech o nich zapomni i obejrzy tego klasyka a tytuł Dopaść Cartera zacznie kojarzyć się z prawdziwie męskim kinem. [Sonny Crockett] Brytyjski oryginał z 1971 roku, uznawany jest zarówno przez krytyków jak i widzów za jeden z najlepszych (o ile nie najlepszy) angielski film gangsterski. To znakomite kino zemsty. Oszczędne w formie, proste, ale ze świetnym klimatem. Michael Caine, świetnie prowadzony przez reżysera stworzył jedną z najbardziej wyrazistych postaci w swojej karierze. Jest zimny, bezwzględny, lecz niepozbawiony humoru (jak to Anglik). Rozterki moralne to dla niego obcy zwrot. [Tomashec, fragment analizy remake’ów]

 

 

46. Sieć
Network
1976, reż. Sidney Lumet, w rolach głównych:  Faye Dunaway, William Holden, Peter Finch, Robert Duvall, Wesley Addy, Ned Beatty, Beatrice Straight

Nigdy świat telewizji nie został pokazany w tak przerażający sposób. Znakomite kino z niesamowitym aktorstwem nawet w najmniejszych epizodach. Jeśli ktoś w to nie wierzy niech zobaczy porażający monolog Neda Beatty, albo Beatrice Straight, której wystarczyło niecałe 6 minut by za swą rolę zgarnąć Oscara! [Pegaz]

Wojewódzki, Olejnik, Drzyzga… Ten film, to dowód na to, że wszystko już było. [Hitori Okami]

Sposób opowiadania tej historii, jej przekaz, aktorstwo i przede wszystkim, bezbłędne dialogi, wynoszą go na półkę z napisem „rewelacyjne” – nawet pomimo słabszych elementów. „Network” widziałem w ubiegłym roku dwa razy i za każdym razem wywierał na mnie ogromne wrażenie. Przymykam oko na naciąganą psychologię postaci i rzekomą archaiczność. [nawrocki, wypowiedz z forum]

 

 

45. Halloween
1978, reż. John Carpenter, w rolach głównych: Jamie Lee Curtis, Donald Pleasance, Nick Castle

Ojciec chrzestny wszystkich slasherów. Dobra, były już jakieś Czarne Święta, Krwawe Walentynki, czy inne święta dziękczynienia, ale to dopiero Halloween pokazał, jak się powinno robić takie filmy. Wzór dla późniejszych piątków trzynastego i koszmarów z ulicy Wiązów i jeden z najlepszych filmów Carpentera. [materatzowy]

W 1963 roku Michael Myers zabija swą siostrę. Piętnaście lat później ucieka z zakładu psychiatrycznego i wraca do swego rodzinnego miasteczka, Haddonfield. Tutaj pozbawiony jakichkolwiek uczuć, „wcielone zło”, zabija z zimną krwią kolejne osoby w swoim domu. Próbuje mu się przeciwstawić jedynie Laurie Strode. Z pomocą spieszy jej dr Sam Loomis, będący lekarzem Michaela od piętnastu lat, jako jedyny mogący powstrzymać Myersa. Obraz, który wstrząsnął amerykańską kinematografią, ukazując wydarzenia jednej nocy w tak sugestywny sposób. Na film składają się: znakomity klimat, trzymający w napięciu do samego końca, kapitalny debiut Jamie Lee Curtis oraz niepowtarzalna muzyka autorstwa samego Johna Carpentera. „Halloween” to jednocześnie kanon podgatunku horroru o wdzięcznej nazwie „slasher”. [Tomashec, fragment opisu sequeli]

 

44. Pojedynek na szosie
Duel
1971, reż. Steven Spielberg, w rolach głównych: Dennis Weaver, 1955 Peterbilt 281

Debiut Stevena Spielberga na dużym ekranie, mimo że na początku z myślą o małym. Bogu ducha winny kierowca sedana kontra psychopatyczny kierowca ciężarówki. Niezwykle trzymający w napięciu film, po którym trzykrotnie zastanowimy się, zanim zabierzemy się za wyprzedzanie jakiejś ciężarówki. Wielkie kino, za niewielkie pieniądze, plus najstraszniejsza ciężarówka w historii kina. [Lawrence]

Ten film oglądałem 10-tki razy i za każdym razem czuję to samo napięcie co za pierwszym razem. Mistrzowska robota Spielberga. [Witold Wojciechowski]

Od „Pojedynku na szosie” widownia miała wyraźnie ukierunkowane wymagania dotyczące Spielberga. Oczekiwano cudów, tak skąpo dzielonych przez ówczesnych luminarzy Hollywoodu. Planowany jako skromny film telewizyjny, pełnometrażowy debiut Stevena Spielberga dowiódł niezwykłej inwencji wizualnej i dramaturgicznej twórcy, który już na początku swej kariery jasno ukazał, że kino to żywioł, nad którym potrafi bezbłędnie panować. [Adi, fragment recenzji]

 

43. Dzień Szakala
The Day of the Jackal
1973, reż. Fred Zinnemann, w rolach głównych: Edward Fox, Terence Alexander, Michel Auclair, Alan Badel, Tony Britton

W filmie praktycznie nie ma muzyki, scen akcji jest niewiele, bohaterowie nie wypluwają z siebie słownych wiązanek, nie kozaczą przed kamerą scenografia jest szara i surowa, realizacja jest tak „anty-cool” jak się da. Ach, byłbym zapomniał, film trzyma w napięciu przez bite dwie godziny, a tytułowy Szakal to najbardziej charyzmatyczny hitman jaki pojawił się na celuloidowej taśmie. Polecam również pierwowzór, czyli książkę Fredericka Forsytha. [Phlogiston]

Zasłużony reżyser Fred Zinnemann (4 Oscary na 9 nominacji), twórca głównie dramatów, niespodziewanie udowodnił, że znakomicie sobie radzi również z czysto sensacyjnym kinem. W 1973 roku nakręcił thriller, który w kategorii „polowanie na zabójcę” nie ma sobie równych do dziś. „Dzień Szakala” to stylowe, rewelacyjnie poprowadzone, wzorcowe kino sensacyjno-kryminalne, osadzone w realiach Francji lat 60. Powieść będącą pierwowzorem filmu Frederick Forsyth podzielił na trzy części: anatomię spisku, pościgu i mordu, i taka też jest ekranizacja. Z anatomiczną precyzją przedstawiono wszystkie aspekty planowania zamachu przez Szakala, jak i śledztwa tropiącego go Lebela, a wszystko to stale na wysokich obrotach i bez wytchnienia, trzymający za gardło wyścig z czasem aż do samego finału. Sam Szakal to kapitalna postać, perfekcjonista w swym zawodzie, kawał drania, ale z gatunku tych, którym się kibicuje (bez dwóch zdań życiowa rola Edwarda Foxa), lecz komisarz Lebel (wybitny Michael Lonsdale), z pozoru safanduła, to wcale nie inspektor Clouseau, tylko najlepszy francuski śledczy i dlatego ich pojedynek jest pod każdym względem pasjonujący. „Dzień Szakala” śmiało określam mianem dreszczowca doskonałego, dla mnie jest to w swoim gatunku film idealny. [Cassel]

Perfekcyjne skonstruowany scenariusz, trzymający w napięciu od początku do końca. Im bliżej finału jesteśmy, tym częściej zaczynamy obgryzać paznokcie. Ten film wręcz męczy tym, jak bardzo wciąga, brak w nim przestojów i dłużyzn. Do tego sama postać Szakala. Przykład tego, że antagonista może być lubiany i dopingowany. Budzi sympatię i chcemy, żeby mu się udało. Życiowa rola Edwarda Foxa. [Arahan]

Klasyka – dosłownie i w przenośni. Jeden z tych filmów, które zdają się lecieć w telewizji praktycznie codziennie, ale które mimo to ogląda się niemal za każdym razem. I za każdym razem fascynuje, bo jest to film właściwie doskonały, bez jakichkolwiek większych wad, które spędzałyby nam sen z powiek. Film z doskonałym klimatem i, co ważniejsze, bezbłędnie zagrany, z Edwardem Foxem po jednej i Michaelem Lonsdalem po drugiej stronie barykady – i nie wiadomo, któremu kibicować bardziej, bo obaj równie mocno fascynują! Oparty o równie ekscytującą powieść Fredericka Forsytha, film Freda Zinnemanna (dodajmy, iż jeden z ostatnich) stanowi jedną z najlepszych adaptacji literackich i dowód na to, że obraz potrafi tchnąć w słowa nową jakość, nie zatracając przy tym ducha oryginału. Nie wiem, czy wśród 40 milionów Polaków jest ktoś, kto jeszcze nie widział tego dzieła, ale jeśli jest, to nie powinien dłużej zwlekać… [Mefisto]

 

42. Papillon
1973, reż. Franklin J. Schaffner, w rolach głównych: Steve McQueen, Dustin Hoffman

Steve McQueen to prawdziwy twardziel i znakomity aktor. Te cechy najlepiej zostały wykorzystane w dramacie więziennym będącym biografią Henriego Charriere’a zwanego Motylkiem (Papillon). To dzięki rewelacyjnej kreacji McQueena można uwierzyć w niezwykły upór, determinację i wytrwałość głównego bohatera, który marzy o wolności i to marzenie stara się realizować. Opromieniony oscarowym triumfem „Pattona” Franklin J. Schaffner przygotował kolejne zapierające dech w piersiach epickie i poruszające widowisko. „Papillon” to nie tylko opowieść o człowieku pragnącym wolności, ale także historia niezwykłej przyjaźni dwóch odmiennych charakterów: odważnego i wytrwałego Papillona z niepozornym i zagubionym fałszerzem pieniędzy (w tej roli Dustin Hoffman, dla którego lata 70. to był najlepszy okres w karierze). [Mariusz]

Jeden z filmów, z którymi przyszło mi się zapoznać tuż przed plebiscytem. Po seansie „Papillon” stał się dla mnie produkcją, którą mogę śmiało umieścić na podium filmów o tematyce więziennej. Naprawdę świetnie zrealizowany film ze znakomitą grą McQueena i Hoffmana i wyśmienitą historią. [Sephiroth]

Rewelacyjny film, ukazujący bestialstwo ludzkie. Jak na 150-minutowy film, ogląda się go z ciekawością i bez znużenia. Znakomite role McQueena i Hoffmana. [Robert]

 

41. Pojedynek
The Duellists
1977, reż. Ridley Scott, w rolach głównych: Harvey Keitel, Keith Carradine, Robert Stephens, Jenny Runacre

Doskonały debiut Scotta. „Pojedynek” w warstwie fabularnej to niemal banał, spotkanie dwóch silnych charakterów w osobie Armanda d’Hubert (Keith Carradine) oraz Gabriela Feraud (Harvey Keitel), absurdalna zniewaga a dalej to już seria pojedynków na broń białą w różnych momentach Historii. Pojedynków które po dziś dzień imponują realistycznym podejściem do zagadnienia fechtunku, nikt tu nie wymachuje szablą z uśmieszkiem na twarzy, po szermierzach widać wysiłek jaki kosztuje każde pchnięcia, natarcie, obrona, każdą kropla potu i krwi. Do tego nakręcono to wg starej dobrej szkoły bez rwanego montażu, ujęc trwających ułamek sekundy. Imponuje zresztą cała otoczka wizulana: kostiumy, plenery, scenografia, rekwizyty. Dla mnie film doskonały choć napewno nie dla każdego osoba która nie łapie atmosfery może narzekać na dłużyzny i rwaną narrację ale jeżeli klimat wciągnie to koniec filmu pojawi się niespodziewanie i pojawi się żal że film nie trwał dłużej. [Sonny Crockett]

Najbardziej realistyczne pojedynki na broń białą w historii kina cudownie sfotografowane w opowieści o szaleństwie schowanym pod płaszczykiem honoru. Najlepszy film Ridleya Scotta. [simek]

Film z gatunku „wszyscy słyszeli, mało kto oglądał”. Jak dla mnie, najmądrzejsze i najbardziej dojrzałe dzieło Scotta, które nie ustępuje w niczym Alienom czy innym Blade Runnerom. Rewelacyjne studium obsesji i wyniszczającej, powiedzmy, rywalizacji, bijące na łeb choćby podobny tematycznie Prestiż. Wspominana wyżej konstrukcja narracyjna jest wbrew pozorom przemyślana i diabelnie konsekwentna: Ridley nie kreśli tła historyczno-obyczajowego, nie skupia zbytnio się na losach bohaterów – fabuła ma konstrukcję epizodyczną, ukazując kluczowe momenty wieloletniej konfrontacji. Realizacja, chociaż momentami mocno teatralna (sceny w Rosji), jak najbardziej daje radę: zdjęcia są rewelacyjne, muzyka świetna. Role Carradine’a i Keitela genialne. Wspaniały film. [jarod, wypowiedz z forum]

 

100 – 76
75 – 51
50 – 41
40 – 31
30 – 21
20 – 11
10 – 1
Suplement do rankingu

 












Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Fota #41 - Sam Raimi i Bruce Campbell

Następny tekst

Fota #42 - Gra o tron



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE