Ranking

NAJCIEKAWSZE TEEN MOVIES. Młodzi, piękni, szaleni

Autor: Karolina Dzieniszewska
opublikowano

Podczas gdy starsze pokolenie Amerykanów pławiło się w powojennym dobrobycie i zastaniu, młodzi organizowali swoją wizję świata. Dzięki nim popkultura weszła na salony, a świat filmu wykorzystał to najszybciej – byli nie tylko nowym, obiecującym odbiorcą, ale także niewykorzystanym wcześniej bohaterem.

Dopiero w latach 40. uświadomiono sobie, jak dochodowy może być ten nowy, kulturowo hybrydyczny osobnik rodzaju ludzkiego zwany potocznie „nastolatkiem”. Zawieszony w swoim bezczasie, niedookreśleniu i braku formy (bo czymże jest, jeśli już nie dzieckiem, a jeszcze nie dorosłym?) okazał się dla Ameryki doby nowego prosperity niczym tabula rasa – konsumentem idealnym, wokół którego można było dopiero budować system ekonomiczny oparty o idoli, modę, upodobania czy nawet poglądy.

Rozprzestrzeniająca się w zawrotnym tempie na cały świat kultura młodych przede wszystkim bazowała na przestrzeni marketingowej, skutecznie usidlającej żywiołowość, energiczność i chęć podboju świata jej odbiorców. Nie można było przecież buntować się bez odpowiedniej oprawy wizualnej, wymieniając chociażby skórzaną kurtkę sygnowaną nazwiskiem Marlona Brando, okulary à la James Dean czy puszkę coca-coli. Wbrew pozorom kultura rocka przejęła symbole agresywnie lansowane wokół gwiazd nowego kina.

Ten ranking jest mocno subiektywny. Wypisując wszystko, co mieści się w nie-gatunkowym określeniu „teen movies”, można wpaść w pułapkę nadmiaru… stąd ostra selekcja, wobec której zastrzeżenia można zgłaszać w komentarzach.

20th Century Women

Jest to ten typ kina osobistych wzruszeń, w którym potencjalnie niewiele się dzieje, ale jednocześnie urzeka ono swoich odbiorców humorem, chwytliwym soundtrackiem i nienachalnością toczącej się historii, bo każdy z wątków jest zaledwie oglądanym przez widza fragmentem czyjegoś życia. Główny z nich poświęcony został samotnie wychowującej nastoletniego Jamiego Dorothei, która prowadzi dom znajdujący się w stanie ciągłego „in progress”. Mike Mills (twórca Debiutantów) korzysta z konwencji filmu o dorastaniu i pierwszej miłości, by ze szczyptą nostalgii opowiedzieć o rzeczywistości, która przeminęła – o pełnym pasji i energii przełomie lat 70. i 80., o tętniącym świecie, w którym kobieta codziennie rano sprawdza notowania giełdowe, podczas gdy jej syn czytuje podręczniki z zakresu feminizmu.

Autostrada

Wybitna obsada tego filmu (Jared Leto, Jake Gyllenhaal, Selma Blair na początku lat 2000) to na pewno pierwszy argument, by po ten film sięgnąć. Drugim niech będzie jego szalona energia, która wciąga widza i wypluwa go po półtorej godziny dopiero gdzieś na obrzeżach Seattle. Nie ma kuriozum, które nie mogłoby się zdarzyć, bohaterowie bowiem na przykład spotykają człowieka chorego na ichtiozę, który robi za atrakcję w lokalnym parku rozrywki. Podróż będąca młodzieńczą przygodą i jedynym sposobem, by umknąć gangsterom, ma gorzki posmak rewizji prywatnego american dream.

American Honey

Andrea Arnold stała się specjalistką od kina inicjacji, począwszy od kanonicznego tytułu, jakim jest Fish Tank. W American Honey reżyserka wyrywa się (wreszcie) z brytyjskich przedmieść i również rusza w podróż po USA, pozwalając tym samym sobie i swoim bohaterom na niekończący się korowód typowo amerykańskich widoków, następujących po sobie imprez w kolejnych motelach, w rytm nieustających popowych przebojów. Film Arnold to odyseja po młodości, gdzie odgrywa się kolejne sceny związane z radosną naiwnością bohaterów, a osiemnastoletnia Star w jednym momencie decyduje się porzucić wszystko, by dołączyć do wędrownej komuny sprzedającej prenumeraty czasopism w całym kraju. To mógłby być moralitet opowiadający o pokoleniu White Trash, ale na szczęście jest wypełnionym słońcem chwytaniem spontaniczności.

Ostatnio dodane