Ranking

FILMOWE McGUFFINY, czyli co napędza akcję w hollywoodzkich filmach

Autor: Jacek Lubiński
opublikowano

Termin McGuffin – tudzież MacGuffin lub magofin – wymyślił brytyjski scenarzysta Angus MacPhail. A spopularyzował w latach 30. ubiegłego stulecia jego współpracownik, nie kto inny, jak sam mistrz suspensu, Alfred Hitchcock, którego 39 kroków bazuje właśnie na użyciu tego fabularnego tricku. Czemu akurat McGuffin? Dokładnie nie wiadomo, lecz słynny reżyser zawsze wyjaśniał genezę słowa anegdotką, w której dwóch Szkotów jedzie pociągiem i jeden z nich pyta drugiego o dziwny bagaż, na co ten odpowiada:

– Ach, to MacGuffin.
– Ale czym jest MacGuffin?
– MacGuffin to urządzenie służące do łapania lwów w górach.
– Ale w naszych górach nie ma żadnych lwów!
– W takim razie to nie jest MacGuffin!

Głupie, ale dobrze obrazuje zasadę działania McGuffina, który jest po prostu czymś, co napędza akcję, wokół czego krąży cała intryga, a co ostatecznie… nie ma tak naprawdę znaczenia. McGuffin jest więc dla bohaterów wszystkim i zarazem niczym. To pretekst, którego filmowcy często nie tylko nie próbują nam jakkolwiek wyjaśnić, lecz nawet nie pokazują. Poniżej kilka jednych z ciekawszych przykładów McGuffinów w kinie, z drobnymi spoilerami w pakiecie.


klejnot

Serce Oceanu z hitu Titanic to nie jedyny, ale chyba najlepszy i najsłynniejszy wariant McGuffina „na srokę”, czyli błyskotki, która marzy się nie tylko kobietom. To także jeden z nielicznych przykładów, w których nikomu tak naprawdę nie udaje się ostatecznie położyć łap na legendarnym skarbie. Przez dekady tonący w dekolcie Rose, radośnie poszedł na dno wielkiej wody wzorem Leonarda DiCaprio. I w przeciwieństwie do niego już nie wypłynął, przyprawiając w finale całą męską część widowni o prawdziwe łzy.


królicza stopa

Atrybut związany tylko i wyłącznie z Mission: Impossible 3, ale przez to warty odnotowania. O ile cała seria bazuje w jakimś stopniu na McGuffinach (w jedynce jest to lista NOC, w sequelu Chimera i tak dalej), to w trzeciej części twórcy poszli na całego, rzeczony element fabuły chrzcząc mianem… amuletu przynoszącego szczęście. Do samego końca nie dowiadujemy się zresztą, czym tak naprawdę jest królicza stopa oraz do czego może służyć (no i czy faktycznie daje farta). Sympatyczna grafika na grzbiecie przedmiotu sprawia jednak, że nie jakoś chcemy wiedzieć…


plany

To oczywiście przede wszystkim schematy Gwiazdy Śmierci, w Nowej nadziei będące dla Rebeliantów… cóż, jedyną nadzieją. Następuje tutaj w dodatku pewien paradoks, bowiem za McGuffina można w tym filmie uznać także robota R2-D2, w którego metalowych bebechach plany te spoczywają przez większość czasu. Co więcej, jak rzadko kiedy, istnienie planów zostaje tutaj autentycznie wykorzystane, a ich poznanie (również przez widza) wydatnie przyczynia się do happy endu, ergo mają one jednak istotne znaczenie. Szkoda, że kolejne próby powtórzenia tego myku w danym uniwersum już tak fajnie nie wyszły – tak, do ciebie mówię, Łotrze 1!


posążek

Statuetka Sokoła Mille… ekhm, maltańskiego z filmu o tym samym tytule to wciąż wzorowy przykład McGuffina (choć dobre są również poszczególne artefakty z sagi o Indianie Jonesie). Widzimy go dopiero w ostatniej scenie, wcześniej jedynie słysząc o nim różnorakie historie. Poniekąd może przyczynić się to do rozczarowania współczesnej widowni jego faktyczną prezencją – szczególnie że film jest czarno-biały. Ale też i na tym poniekąd sztuczka polega, żeby pozornie wartościowa – a raczej wręcz bezcenna – dla bohaterów rzecz okazała się jedynie „zwykłym” rekwizytem, który można by było zastąpić dowolnie innym, mrocznym przedmiotem pożądania i efekt byłby właściwie taki sam. Magia kina.

Ostatnio dodane