Ranking

NAJBARDZIEJ WZRUSZAJĄCE SCENY W HORRORACH. Krwawe emocje

Autor: Karolina Nos-Cybelius
opublikowano

Filmowy horror to dość pojemna kategoria. Znajdą się tu obrazy pełne przemocy i skąpane we krwi, ale też klimatyczne kino grozy. Bywa, że wzruszamy się na tych drugich, na tych pierwszych bardzo rzadko. Ale rzadko nie znaczy nigdy. Nie tylko melodramatyczne wątki w filmowych biografiach tak kultowych postaci jak chociażby Frankenstein czy Dracula wywołują w widzu nagły przypływ melancholii i smutku. Wywiad z wampirem, Pozwól mi wejść, Byzantium, ale też Egzorcyzmy Emily Rose, OsadaInni i niemal całe współczesne hiszpańskojęzyczne kino grozy – komu z nas nie zdarzyło się wzruszyć na tych filmach, które z powodzeniem łączą konwencję horroru z dramatem? Okazuje się jednak, że nawet kino eksploatacji może zaskoczyć epizodem, na którym oczy nam zwilgotnieją. Poniżej subiektywny przegląd takich właśnie scen. Wyciskacze łez rodem z horroru.

Uwaga – opisy filmów mogą zawierać spoilery.

Komu z nas nie zdarzyło się wzruszyć na filmach, które z powodzeniem łączą konwencję horroru z dramatem?

Najście

Najście to wyjątkowo krwawy francuski horror, opowiadający o ciężarnej Sarah (Alysson Paradis) i tajemniczej prześladowczyni (Béatrice Dalle, aktorka znana z równie brutalnego i kontrowersyjnego Głodu miłości oraz roli niewidomej dziewczyny w Nocy na Ziemi Jima Jarmuscha), która nachodzi samotną młodą dziewczynę w wigilijny wieczór. Widz kina gore raczej nie spodziewa się podczas seansu wzruszeń, a jednak. Jest w Najściu bardzo poruszająca scena, kontrastująca z krwawą jatką, która niebawem pojawi się na ekranie.

Trzynasta minuta filmu, Sarah wchodzi do przydomowego studia fotograficznego. W pomieszczeniu panuje półmrok. Dziewczyna ogląda ścianę wyklejoną czarno-białymi fotografiami, na których uwieczniono tylko szczęśliwe chwile. Ona i jej tragicznie zmarły niedawno mąż. W tle subtelna fortepianowa i skrzypcowa muzyka. Tył sylwetki Sarah. Powolny najazd kamery. Obejmujące ją delikatnie dłonie i męskie ramiona. Nagi mężczyzna stoi za plecami dziewczyny, tuli się do jej szyi, wącha włosy. Schyla się do pocałunku i nagle… Z fantazji brutalnie wyrywa Sarah wspomnienie wypadku, w którym zginął jej mąż i ojciec dziecka, które niebawem przyjdzie na świat. Jest to dla mnie jedna z najbardziej wzruszających scen w kinie w ogóle, a co dopiero w horrorze. Widziałam Najście kilkakrotnie i za żadnym razem nie umiałam powstrzymać łez.

Smętarz dla zwierzaków

W powieściach Stephena Kinga i ich ekranizacjach można co prawda natknąć się na pewną dawkę wzruszeń i patosu, jednak tego, co robi z widzem jedna ze scen Smętarza dla zwierzaków, nie sposób racjonalnie wyjaśnić. W adaptacji filmowej z końca lat osiemdziesiątych w roli powracającego zza grobu kilkuletniego Gage’a występuje Miko Hughes (znany między innymi z Nowego koszmaru Wesa Cravena i Kodu Merkury), chłopiec o przedziwnym magnetyzmie, który ma w sobie zarazem coś złowrogiego i odpychającego. Nie wiem, na ile jest to dziełem przypadku – bo raczej trudno podejrzewać dwuletniego malca o wybitne aktorskie umiejętności – ale scena, w której Gage umiera po raz drugi, jest mistrzowska. Naładowana sprzecznymi emocjami, pełna napięcia i rozpaczy… Po prostu rozdziera mi serce. Ożywiony na tytułowym smętarzu dla zwierząt chłopiec nie jest już zwykłym dzieckiem, tylko istotą o morderczych pragnieniach, która kieruje się instynktem, potrafi zwodzić i manipulować, byle tylko osiągnąć swój cel. Jednak kiedy ojciec daje dziecku śmiertelny zastrzyk, z zamiarem uśpienia go, jak usypia się stare, schorowane zwierzęta, w nich obu coś pęka. Mały Gage płacze, odchodzi mrocznym korytarzem, resztkami sił odwraca się do ojca i mówi: „To niesprawiedliwe”, robi kilka kroków i upada. Trudno, żeby oczy się nie zeszkliły, kiedy widzimy coś podobnego.

Harry Angel

Kolejna ekranizacja książki. Harry Angel w reżyserii Alana Parkera. Połączenie horroru ze współczesnym kryminałem w stylu noir. Film nieprzeciętny. Pulsujący obrazami i muzyką, hipnotyzujący. Historia detektywa (w tej roli Mickey Rourke, na ekranie partneruje mu mefistofeliczny Robert De Niro), podejmujące się niełatwego zadania odnalezienia pewnego mężczyzny, który przepadł bez śladu. Po drodze odkrywa prawdę o samym sobie, mierzy się z niełatwą przeszłością. Ten zaskakujący pojawiającą się nagle brutalnością film wieńczy scena, która należy do najbardziej pamiętnych kinowych momentów. Finał Harry’ego Angela to prawdziwy granat. Rozrywa. Właśnie wtedy mam dreszcze na skórze i łzy w oczach. W przeważającej mierze jest to zasługa gry Mickeya Rourke’a. Dramatycznej, ale nie przesadzonej. Zachrypnięty głos, płacz, krzyk, egzystencjalny dramat rozgrywający się na ekranie wdziera się w umysł widza. Do tego ta melancholijna saksofonowa muzyka… Nie sposób nie współodczuwać i nie uronić łzy.

Ostatnio dodane