Ranking

FILMY Z NAJLEPSZĄ EKRANOWĄ DRAMATURGIĄ. Pod napięciem

Autor: Radosław Dąbrowski
opublikowano

Niniejszy artykuł został poświęcony filmom, które moim zdaniem zasługują na szczególną uwagę ze względu na budowane napięcie. Oczywiście znamienitych produkcji potrafiących zaangażować widza od pierwszej do ostatniej minuty można wskazać setki. Dlatego przygotowane przeze mnie zestawienie to tylko kilkanaście z (bardzo) wielu możliwych propozycji.

Jak już wspomniałem w powyższym lidzie, w rozważaniach o nieprzerwanym filmowym napięciu istotne jest to, aby skupić uwagę odbiorcy dzieła już na samym początku seansu i utrzymać ją do napisów końcowych (a najlepiej także przez dobrych kilka dni po nich). Z tego względu oczywistym jest, że podstawę stanowi temat utworu. Jeden z pierwszych filmów, jakie przychodzą mi na myśl, gdy padnie hasło filmowego napięcia, to Ucieczka skazańca (1956) w reżyserii Roberta Bressona. Motyw więzienny jest silnie obecny w kulturze filmowej, a właśnie to dzieło francuskiego twórcy jest pod tym względem jednym z moich ulubionych.

Paradoks tego filmu jest taki, że już tytuł, ale również początek utworu, zdradza nam rozstrzygnięcie akcji, a i tak przez ponad półtorej godziny z niezwykłym zaciekawieniem śledzimy poczynania głównego bohatera. W dziele Bressona dominuje narracja pierwszoosobowa. Bohater dzieli się z widzem swoimi przeżyciami, przez co powstaje poczucie, iż przemawia bezpośrednio do widza. Trudno mu nie kibicować i bardzo szybko, po kilku minutach seansu, stajemy się uczestnikami ucieczki, wspólnie próbując opuścić więzienie.

Widz zaproszony zostaje do pomieszczenia, w którym przy doskwierającym upale członkowie ławy przysięgłych obradują po procesie młodzieńca oskarżonego o morderstwo.

Ucieczka skazańca rozgrywa się głównie w jednym pomieszczeniu (jak łatwo się domyślić – celi), zatem ważny jest również charakter kameralny. Ograniczona przestrzeń, nieustanne działanie bohatera i bliskie z nim obcowanie – te aspekty decydują o udzielającym się odbiorcy filmu napięciu. Patrząc tymi kategoriami, na myśl przychodzi także Dwunastu gniewnych ludzi (1957). Widz zaproszony zostaje do pomieszczenia, w którym przy doskwierającym upale członkowie ławy przysięgłych obradują po procesie młodzieńca oskarżonego o morderstwo. Za reżyserię utworu odpowiadał Sidney Lumet. Napięcie wynika z obserwacji rosnącego sporu pomiędzy przysięgłymi, z których sukcesywnie każdy kolejny nabiera wątpliwości wobec podjętej wcześniej decyzji. Nie tylko umiejętność poprowadzenia zażartych dyskusji decyduje o intensywnym oddziałaniu dzieła Lumeta na widza. Równie istotną kwestią są aspekty techniczne. Dość wymienić sugestywne zbliżenia na twarze dwunastu bohaterów czy zastosowanie specjalnych obiektywów, które przybliżają odbiorcy filmu niewielką, skąpaną w prażącym słońcu przestrzeń, w jakiej się zmagają ociekający potem przysięgli, co wywołuje wręcz klaustrofobiczne uczucie. Co prawda do Dwunastu gniewnych ludzi mam kilka zastrzeżeń w związku ze zwrotami akcji, niemniej to już są kwestie logistyczne. Na pewno nie słabnie wysoki poziom dramaturgiczny. Nie może dziwić również fakt, że Dwunastu gniewnych ludzi do dziś cieszy się licznymi adaptacjami na deskach sceny teatralnej. Również w naszym kraju.

Od pierwszej do ostatniej minuty nie tracą napięcia Funny Games (1997). Michael Haneke znakomicie nakreślił duet antagonistów, którzy nieprzerwanie intrygują widza swoim zachowaniem i wypowiadanymi kwestiami. To mocna w wymowie, momentami brutalna, opowieść, ale jednocześnie fascynująca oraz pociągająca ze względu na grę, jaką Paul i Pieter prowadzą nie tylko z zastraszaną rodziną, lecz samymi widzami. Oglądając znęcanie się czarnych charakterów nad małżeństwem i ich dzieckiem, odczuwamy bezradność. Nie potrafimy zareagować, rzucić koła ratunkowego, przyjmując pozycję biernych obserwatorów aktu przemocy. Myślę, że podobny dyskomfort wywołuje scena samochodowa (że tak ją określę) w Zwierzętach nocach (2016) Toma Forda. Jest to podobny rodzaj doświadczenia. U Hanekego ta bezsilność trwa blisko dwie godziny. Austriacki reżyser co chwilę podsuwa widzowi ciekawą partię dialogową, nagły zwrot akcji czy przede wszystkim dozę ironii i nieustannie gra z konwencją. W efekcie trudno o znużenie czy rozproszenie. Haneke wie, jak utrzymać zainteresowanie widza i nie pozwolić mu ani na moment oderwać wzroku od ekranu.

Ostatnio dodane