Ranking

Co za dużo, to niezdrowo. Sequele, które ZEPSUŁY wcześniejsze filmy

Autor: Filip Pęziński
opublikowano

Są filmy i serie filmów, które kochamy. Są też filmowcy, którzy nie wiedzą, kiedy ze sceny zejść niepokonanym. Często powstają kontynuacje, które nigdy powstać nie powinny i które swoim poziomem nie zbliżają się nawet do oryginału czy poprzednich odsłon. Na szczęście jednak obok większości z nich łatwo przejść obojętnie, można je zignorować. Powstają jednak też takie, które zwyczajnie wkurzają. Takie, które wypaczają oryginał, poprzednie odsłony. Zapraszam na pełne gniewu zestawienie sequeli  najbardziej mnie irytujących. 

Obcy: Przebudzenie

Pierwsze trzy filmy z serii Obcy to kino doskonałe. Każda część jest zupełnie inna, zarówno pod względem konwencji, klimatu, jak i stylizacji, ale każda oferuje kinofilskie doznania na najwyższym poziomie. Historię Ellen Ripley dopełnia zakończenie Obcego 3, które z jednej strony znakomicie wpisuje się w pesymistyczny obraz całości, z drugiej niesie pozytywne przesłanie – nasza bohaterka odeszła na swoich warunkach, zabierając ze sobą potwora, który zniszczył jej życie. Ludzkość jest wolna od zabójczego obcego. A przynajmniej być powinna, bo oto pięć lat później na ekrany weszła część czwarta, która wychodzi z absurdalnego założenia, że o to z krwi Ripley sklonować można nie tylko jej ciało, ale i umysł oraz tkwiącą w środku „oryginału” królową obcych. Poświęcenie Ripley poszło na marne.

Mroczny Rycerz powstaje

Przez cztery długie lata czekałem, żeby zobaczyć, jak Bruce Wayne radzi sobie z tym przytłaczającym brzemieniem.

Batman poświęca się w walce o dusze Gotham i przyjmuje na siebie winy za grzechy Harveya Denta. Komisarz James Gordon nie chce się na to zgodzić, ale wie, że to jedyne rozwiązanie. Dlatego pozwala swoim ludziom spuścić psy i ścigać Mrocnego Rycerza, prawdziwego obrońcę miasta. Wyniszczony, zmęczony Batman dobiega do swojego pojazdu i rzuca się do ucieczki w głąb miasta, które kocha. Niezwykle patetyczne, pełne emocji zakończenie Mrocznego Rycerza dosłownie zwaliło mnie z nóg i przez cztery długie lata czekałem, żeby zobaczyć, jak Bruce Wayne radzi sobie z tym przytłaczającym brzemieniem. Jak chroni miasto, kiedy jest atakowany i ścigany za zbrodnie, których nie popełnił. Niestety nigdy się nie dowiedziałem, bo według zwieńczenia trylogii Christophera Nolana opisana wyżej akcja była ostatnią nocą, w której widziano Człowieka-Nietoperza, a za pomocą machnięcia magicznej różdżki z Gotham zniknęła cała przestępczość.

Sin City: Damulka warta grzechu

Uwielbiam pierwszą odsłonę Sin City i zacierając ręce sięgałem po wyczekiwaną kontynuację. Niestety powstał film bardzo kiepski – pozbawiony energii oryginału, sklejony ze źle napisanych historii i koniec końców stanowiący ledwie cień tego, co udało się osiągnąć Robertowi Rodriguezowi i Frankowi Millerowi w pierwowzorze. To jednak byłoby wybaczalne, gdyby nie fakt, że obaj twórcy napluli na swoje dzieła (Rodriguez na pierwszy film, a Miller na swój kultowy komiks) za sprawą kontynuacji wątku Nancy. W części pierwszej bohater grany przez Bruce’a Willisa poświęca się i popełnia samobójstwo – wie, że nikt nie wygra z senatorem Roarkiem. W Damulce wartej grzechu Nancy wygrywa. I to bez większych problemów. Żenujące.

Ostatnio dodane