Ranking

7 NAJLEPSZYCH MOMENTÓW trylogii „POWRÓT DO PRZYSZŁOŚCI”. Ranking subiektywny

Autor: Łukasz Budnik
opublikowano

Być może to truizm, ale godny podkreślenia – trylogia Powrotu do przyszłości jest doskonałym kinem przygodowym. Znakomicie wyreżyserowanym, obsadzonym i napisanym. Za każdym razem wywołującym te same intensywne emocje, od śmiechu przez stres aż po wzruszenie. Ma się wrażenie, że seria ta składa się z samych dobrych scen, najlepiej działających w całości. Postaram się wyjść naprzeciw temu odczuciu i wytypować siedem tych, do których sam wracam najchętniej.

7. Pojedynek (Powrót do przyszłości III)

Ileż satysfakcji przynosi oglądanie pojedynku Marty’ego z Bufordem Tannenem. Przypuszczam, że dla McFlya nie ma większej różnicy, że jego przeciwnik to pradziadek Biffa, a nie on sam. Ważne, że ma w końcu okazję stanąć do walki jeden na jeden z przedstawicielem rodu, który napsuł mu już tyle krwi. Bez uciekania, bez ingerowania w minione wydarzenia – liczy się to, co tu i teraz. W dodatku wyjść z tego pojedynku zwycięsko, bardziej niż siły używając tutaj sprytu (może być sobie wdzięczny, że oglądał Za garść dolarów Sergio Leone). Zdziwienie Buforda, że wygrana nie przychodzi mu tak łatwo, i to, jak ostatecznie kończy, zostawiają widza w rewelacyjnym nastroju. Brawo, Marty!

6. Hoverboard (Powrót do przyszłości II)

Porównywanie wizji filmowej z rzeczywistością stanowi dodatkową atrakcję.

Fragment będący oczywistym nawiązaniem do części pierwszej (co zostaje zresztą wprost skomentowane w samej scenie), ale wygrywający z nią osadzeniem w danym czasie. Tym razem Marty ucieka nie przed Biffem i jego kumplami, a przed wnukiem wspomnianego. Ważniejsze jest nie tyle przed kim, ile w jaki sposób. Hoverboard to gadżet, o którym zapewne marzy wielu kinomanów. Oczywiście mamy już elektryczne deskorolki, ale to wciąż nie ten sam poziom zabawy, kiedy nie można lewitować nad ziemią (żal tym większy, że minęły już trzy lata od daty przedstawionej w filmie!). Sama scena to zabawna, dynamiczna sekwencja, dziś bawiąca nie tylko samą akcją, lecz także elementami otoczenia. Wiemy już, jak faktycznie wyglądał rok 2015, zatem porównywanie wizji filmowej z rzeczywistością stanowi dodatkową atrakcję. Do tego zawsze miło popatrzeć, jak protagonista wygrywa z bandą przygłupich rzezimieszków. Szczególnie tak sympatyczny jak Marty McFly.

5. Pociąg (Powrót do przyszłości III)

Gdybym miał ocenić każdą z części osobno, to pewnie wskazałbym trzecią jako tę najsłabszą (przy czym to nadal znakomity film!), ale punkt kulminacyjny w postaci kolejnego powrotu do przyszłości jest doskonały. Cała sekwencja wzbudza potężne pokłady emocji i do samego rozwiązania trzyma w bezustannym napięciu. Na tym etapie podróży jesteśmy już tak zżyci z bohaterami, że za wszelką cenę chcemy, aby udało im się zrealizować swój cel – drżymy więc z emocji za każdym razem, gdy napotykają kolejne niebezpieczeństwo (na szczęście do dyspozycji jest przywieziony z 2015 roku Hoverboard!). Oprócz warstwy emocjonalnej fantastyczna jest tutaj również strona techniczna – praktyczne efekty wypadają bezbłędnie, ze szczególnym wskazaniem na pociąg upadający z urwiska.

4. “Nie potrzebujemy dróg” (Powrót do przyszłości)

Marty może odetchnąć z ulgą – nie tylko nie zniknął z tego świata, lecz także poniekąd doprowadził do znacznego polepszenia swojej sytuacji życiowej. Zostaje mu cieszyć się perspektywą weekendu z ukochaną Jennifer. Czyżby? Nagłe pojawienie się doktora Browna weryfikuje jego plany i z całą pewnością miesza trochę w głowie – w końcu nie codziennie słyszy się od powracającego z przyszłości przyjaciela, że trzeba pomóc swoim dzieciom (w dodatku stojąc obok ich przyszłej matki). Przyznajemy Marty’emu rację, gdy zauważa brak odpowiedniej drogi do rozpędzenia się, ale odpowiedź Browna i to, co dzieje się z DeLoreanem, rozwiewają wszelkie wątpliwości – przygotujmy się lepiej na nową przygodę. Bezbłędne zakończenie!

Ostatnio dodane