Przed zachodem słońca | FILM.ORG.PL

Przed zachodem słońca








Karolina Chymkowska
30.06.2016


Tekst z archiwum film.org.pl (2006)

Historia, która czarowała i chwytała za serce. Jak piękna baśń, tym piękniejsza, że jej zakończenie można było dopisać sobie samemu. Taki test – czy jesteś romantykiem, czy cynikiem. Czy też może chciałbyś wierzyć, ale nie do końca masz odwagę.

Spotkali się i spędzili razem jedną noc. Oboje młodzi. Oboje pełni nadziei. Ona żywiołowa i przekorna, skłonna do krótkich i nagłych wybuchów śmiechu, on celujący w ciętym dowcipie, dopiero rozwijający swoją zdolność obserwacji, a zatem czasami popadający w nieoczekiwaną zadumę. Jedna noc, która była jak baśń o odnalezieniu się we właściwym miejscu i czasie, o niezwykłym spotkaniu w niespodziewanie wczesnym momencie życia, kiedy wierzy się w sprawczą moc silnego pragnienia, wciąż bardziej się marzy, aniżeli planuje, a wszystko co piękne wydaje się naturalne i należne. W efekcie – umawiają się na spotkanie, za sześć miesięcy, dokładnie szesnastego grudnia.

W tej konkretnej chwili nie jest nawet istotne, czy do tego spotkania dojdzie czy nie, najważniejsza jest ich niekwestionowana wiara, przekonanie, że wszystko potoczy się właściwym torem, a zakończenie będzie tym jedynym słusznym zakończeniem. I tak rozeszli się w dwie różne strony, nie zostawiając adresu, telefonu, żadnego kontaktu, zapewne wierząc, że tak niezwykłe spotkanie nie może być przypadkowe ani jednostkowe, a ta chwila zawieszenia – sześć marnych miesięcy – to tylko przerwa, która nic nie znaczy.

before 1

W rzeczywistości nie widzieli się wiele lat. Spotkanie w Wiedniu nie doszło do skutku. On czekał na nią na darmo – ona zaś musiałaby wybierać między pożegnaniem z miłością, która trwała przez całe jej życie, a wyjściem na spotkanie tej, która nie zdążyła się jeszcze na dobre narodzić. I nagle – zaskoczenie i pustka. Co robić dalej? Jak się odnaleźć? Skoro nawet nie wiadomo, gdzie właściwie szukać?

Kiedy spotykają się ponownie, na jego wieczorku autorskim, poświęconym promocji książki, której treścią jest ta pamiętna noc, w pierwszej chwili wszystko wydaje się identyczne jak kiedyś. Spacerują ulicami Paryża, prowadząc dialog tak, jakby podjęli go w tym samym miejscu, jakby przepaść minionych lat nie istniała. Z identyczną swadą, czytając sobie wzajemnie w myślach, kończąc za siebie zdania, na jednej fali zrozumienia. Kolejna rozmowa, która musi się zamknąć w granicy kilku godzin, aby on mógł zdążyć na samolot. Kiedy spotkali się po raz pierwszy, byli gotowi angażować wszystko, co tylko w nich najlepsze. Ze szczerością, która jeśli chwilami przechodziła w grę, to tylko z kokieterii. Z odwagą, która prowadzi do cierpienia, ale jednocześnie dostarcza największych emocji, najbardziej intensywnych z możliwych. Byli gotowi wiele poświęcić i uparcie wierzyć.

before 2

Tym razem nie są już tak niepohamowanie spontaniczni. Są ostrożni – nie wiedzą, czego się spodziewać. Każde zastanawia się w cichości ducha – co tamto spotkanie znaczyło dla drugiej strony? Czy było tak samo ważne jak dla mnie? Czy potem tak samo bolało? Zaczynają subtelną grę. Przyznają się do własnych przeżyć, ale lekko, w klimacie żartu, bez nacisku. Bacznie obserwują reakcję. I jednocześnie, tak na wszelki wypadek, budują wokół siebie barierę ochronną. Owszem, to przykre, że nam nie wyszło, ale jednak ułożyliśmy sobie życie, nic nie zostało bezpowrotnie stracone, jakaś szansa może i przepadła, ale jednak pojawiła się kolejna. Z jednej strony szanowany pisarz, mąż i ojciec, z drugiej zaangażowana aktywistka, zadowolona ze swojego aktualnego związku „z doskoku”, który pozwala jej na niezależność. I tak wspominają – epizod sprzed lat, należący do innego czasu, którego bohaterami byli zupełnie inni ludzie. Oni – i nie oni. Młodzi i głupi.

I wtedy zaczynają dostrzegać siebie od nowa. Powoli się odsłaniać. Przez te kilka lat w ich życiu pojawiały się ważne fazy, prawdziwe kamienie milowe. Ale istota sprawy tkwi wciąż w szczegółach. W małych, ulotnych drobiazgach, które bezbłędnie wyróżniają konkretną osobę, w pojedynczych gestach, spojrzeniach, ruchach, w tym jak spogląda przez ramię, jak poprawia włosy, jak marszczy czoło. Drobiazgach, które kojarzymy i zapamiętujemy, które w długi czas po rozstaniu potrafią wywołać dławienie w gardle i skurcz serca. Nawet wtedy, kiedy nie pamięta się już konkretnych słów ani kolejności zdarzeń – te najmniejsze szczegóły pozostają żywe. Kiedy zaczynamy naszą życiową podróż sentymentalną, jesteśmy pełni chęci, by ofiarowywać, oddawać siebie, przeżywać jak najintensywniej. Wspiera nas wiara, że wszystko musi się przecież ułożyć. Ryzykujemy i balansujemy na krawędzi, dając całe serce i nie zostawiając sobie skrawka wolnej przestrzeni, żadnego wentylu bezpieczeństwa. Dawanie wiąże się naturalnie z otrzymywaniem, każda inna opcja wydaje się niepodobieństwem.

before 3

Ale wtedy zaczynają się porażki. Szereg pomniejszych bądź jedna ogromna – niemniej skutek jest taki sam. Nagle nie ma już skąd czerpać. Źródło wysycha. Każde przeżycie przeistacza się w namiastkę, w cień tego, czym było kiedyś, kiedy nie towarzyszyła mu obawa przed bólem ani widmo doznanych rozczarowań. Zamiast ryzyka – ucieczka. Zamiast współodczuwania – samotność, bezpieczna, bo oswojona. Może być także inaczej – bycie z kimś, czy też raczej – obok kogoś, kiedy nagle przychodzi stanąć twarzą w twarz z pytaniem – dlaczego się zaczęło, czemu trwa i co wynika z tego, że trwa. Jak daleko sięgnąć pamięcią – żadnej intensywności nie było. Pragnienie stabilizacji, może. Może chęć dopasowania do jakiegoś wzorca. A potem nagle przychodzi etap, w którym wszystko jest już tylko poświęceniem i niczym więcej.

Jesse i Celine odkrywają w sobie wzajemnie tę pustkę – to najważniejsza bariera, którą muszą przełamać. Ostateczne przyznanie się do tego, jak wiele bólu kosztowało ich rozstanie, jego bezsensowna przypadkowość, jak również do tego, że wspomnienie tej jednej szczególnej nocy nie jest wcale beztroskie i radosne, ale zaważyło na całym ich późniejszym życiu, wyznaczyło poprzeczkę, do której nie byli w stanie już potem dosięgnąć. I to jest ogromna ulga. Czemu nie mieliby sobie pozwolić na to, by uznać nawet całą dekadę własnego życia za błąd? Co z tego, że to bardzo dużo? I że tak wiele się zdarzyło? Nadal mają prawo do szczęścia. Jak również – a właściwie przede wszystkim – do poszukiwania go. Ta świadomość pozostanie, niezależnie od tego, czy Jesse wsiądzie do następnego samolotu, czy też nie.

To właśnie jest to – suma drobiazgów. Pojedyncze elementy, które składają się na całość i potem, nawet oderwane, natychmiast ją przywołują. Chwila, w której przestajesz się martwić konsekwencjami i tym, co nastąpi dalej, po prostu chłoniesz ją, póki jest i póki możesz się nią cieszyć. Szansa, w którą znowu potrafisz uwierzyć, nawet jeśli jedną już raz przegapiłeś – i sam fakt, iż wierzysz, że może przytrafić się znowu. A co będzie dalej? To rodzaj testu – czy jesteś romantykiem, cynikiem, czy też może chciałbyś wierzyć, ale nie do końca masz odwagę.

Dla Beowulfa. Na urodziny. Z lekkim wyprzedzeniem:)

Karolina Chymkowska

Karolina Chymkowska

Redaktor naczelny na film.org.pl.
Jestem filmowym profilerem. Kino to dla mnie przede wszystkim emocje. Bohaterowie. Niuanse. Półtony. Lubię wgryzać się pod powierzchnię, szukać tego, co niedopowiedziane.
Karolina Chymkowska

Latest posts by Karolina Chymkowska (see all)












Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

The Witch

Następny tekst

PIKNIK Z NIEDŹWIEDZIAMI. ŚCIEŻKI ZDROWIA DLA TWARDZIELI



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE