POPIÓŁ I DIAMENT – alfabet filmowy. Ciekawostki, anegdoty i wszelakie fakty | FILM.ORG.PL

POPIÓŁ I DIAMENT – alfabet filmowy. Ciekawostki, anegdoty i wszelakie fakty








Miłosz Drewniak
08.01.2017


Strony: 1 2 3 4

Ze względu na fakt, że Popiół i diament był w historii naszego piśmiennictwa filmowego jednym z najszerzej omawianych dzieł (około stu tekstów wydrukowanych w ciągu trzech miesięcy od premiery!) i można z dużym prawdopodobieństwem stwierdzić, że napisano o nim już praktycznie wszystko (jest też Popiół i diament jedynym polskim filmem, który doczekał się własnej, obszernej monografii autorstwa Krzysztofa Kornackiego), proponuję czytelnikom film.orgu formę niecodzienną.

Poniższy abecedariusz jest chaotycznym zbiorem ciekawostek i wiadomości podstawowych, zakulisowych anegdot i wszelakich faktów dotyczących filmu Wajdy (pełna filmografia Wajdy tutaj), które miłośnik polskiego kina winien zgłębić. Popiół i diament od A do Z, bez żadnego porządku (oprócz alfabetycznego), bez wstępu, rozwinięcia i zakończenia. Serdecznie zapraszam.

A jak ARCYDZIEŁO, nie tylko polskiego, ale również światowego kina.

To, co elektryzuje podczas lektury recenzji – pisze Krzysztof Kornacki – to odwaga i częstotliwość, z jaką autorzy operują pojęciami „arcydzieło”, „genialne”, „wybitne”, „znakomite”, „przełomowe”; czasem wprost w tytule, co – w wypadku krytyki filmowej – stanowi najwyższy wyraz uznania. Nigdy wcześniej nie użyto w stosunku do polskiego filmu takiego bukietu superlatyw. Skwitować to można stwierdzeniem, że wcześniej zbyt wielu wybitnych obrazów polska kinematografia nie wyprodukowała. Ale z praktyki historyka kina polskiego mogę z pełną odpowiedzialnością napisać, że i później określenia takie, jakich używano wobec „Popiołu i diamentu pojawiały się bardzo rzadko.

1-F-2433-24-800×800

Reżyser Andrzej Wajda

Natomiast o międzynarodowym zasięgu i prestiżu filmu Wajdy (Popiół i diament w pierwszej dekadzie swojego istnienia został sprzedany do czterdziestu dwóch krajów) świadczy chociażby bardzo dobra prasa, jaką cieszył się za granicą (dla przykładu – londyński tygodnik „New Statesman” ogłosił go najlepszym filmem nakręconym po wojnie, podczas gdy paryski „Monde” rozpisywał się na temat talentu Wajdy i innych reżyserów polskiej szkoły filmowej). Popiół i diament otrzymał również dwie zagraniczne nagrody – FIPRESCI na festiwalu w Wenecji i Srebrny Laur, nagrodę ufundowaną przez amerykańskiego producenta Davida O. Selznicka dla filmów, „które dzięki wysokiemu poziomowi artystycznemu przyczyniają się najbardziej do umocnienia więzów przyjaźni i wzajemnego zrozumienia między narodami świata”.

Najlepszym dowodem na niezwykłą moc oddziaływania filmu Wajdy mogą być również wypowiedzi artystów, na przykład słowa Andrieja Tarkowskiego: „Popiół i diament to było dla nas objawienie, dla wielu z nas” lub wyznanie japońskiego reżysera Kohei Oguriego, jakoby został filmowcem pod wpływem wstrząsu, jaki wywołał w nim seans polskiego filmu. Nie ma jednak wśród zagranicznych reżyserów większego wielbiciela Andrzeja Wajdy od italo-amerykańskiego mistrza Martina Scorsese, w którego filmach można odnaleźć wiele inspiracji kinem Polaka (np. Taksówkarz Scorsesego czerpie garściami zarówno z Popiołu i diamentu, jak i z filmu Niepotrzebni mogą odejść w reżyserii Carola Reeda). Sławomir Bobowski w swojej książce Między świętością a potępieniem. Martin Scorsese i religia przywołuje za Piotrem Lisem sympatyczny epizod z życia Andrzeja Wajdy:

Wajda pokazał w Ameryce nominowaną do Oscara Ziemię obiecaną, podszedł do niego nieznajomy mężczyzna. „Nazywam się Martin Scorsese – powiedział. – Widziałem pański „Popiół i diament”. Wspaniały. Za chwilę będzie wyświetlany mój film pod tytułem „Taksówkarz”. W ostatniej scenie bohater nosi ciemne okulary…”

B jak BOBEK, czyli Bogumił Kobiela, który w filmie Wajdy kreuje rolę podobną do tej z Zezowatego szczęścia (późniejszego o dwa lata), rolę oportunisty i kanalii – Julka Drewnowskiego, prezydenckiego sekretarza. Kobiela razem z genialnym Stanisławem Milskim, wcielającym się w rolę redaktora Pieniążka, tworzy niezapomniany duet komiczny rodem z dramatów Williama Shakespeare’a, niwelujący tragiczne akcenty głównego wątku. Historia wejścia Kobieli do filmu jest bardzo prozaiczna: „Kobiela szedł za Cybulskim” – wyjaśnia Andrzej Wajda, nawiązując do przyjaźni dwóch artystów, niestrudzonych działaczy gdańskiego teatrzyku studenckiego „Bim-Bom”. O stosunku Kobieli do pracy i nowej roli w Popiele i diamencie świadczy ten krótki fragment listu, który aktor wysłał do domu przed rozpoczęciem zdjęć:

Mam propozycję do trzech filmów. W międzyczasie wyrywałem się co tydzień do Łodzi do „Zamachu na Kutscherę”, a jeszcze umówiony jestem z Hasem na nieduży, ale świetny epizod w „Pożegnaniach” Dygata. To wszystko jeszcze nie koniec, bo – uwaga! uwaga! – podpisałem umowę już – na dużą rolę w „Popiele i diamencie” Andrzejewskiego! Wyśrubowałem stawkę na ryczałt – 20 tysięcy złotych! Jadę w poniedziałek na pierwsze zdjęcia i cieszę się jak dziecko.

000000078_20140321150008_

Bogumił Kobiela w roli sekretarza Drewnowskiego

C jak CYBULSKI, czyli po prostu Zbyszek, który w Popiele i diamencie kreuje najważniejszą rolę w swojej karierze. Polski James Dean już nigdy nie uwolni się od postaci Maćka Chełmickiego. Rola stanie się dla niego klątwą, a jednocześnie błogosławieństwem i pomnikiem. Sam Cybulski dla zobrazowania swojej sytuacji bardzo często przytaczał anegdotę o wielbicielu, który po premierze filmu Jak być kochaną (w którym Cybulski podjął próbę dekonstrukcji własnego mitu, grając anty-Chełmickiego) podczas spotkania w Warszawskim klubie „Reduta” wstał i zapytał, nawiązując do jednej ze scen filmu Hasa: „Gdyby tak w życiu naprawdę obok pana pokoju gwałcili kobietę, to też by pan się schował pod materac?”. To najbardziej wymowny dowód na to, że nie bohater – Maciek Chełmicki – ale jego odtwórca Cybulski stał się narodowym symbolem pokoleniowej traumy, w umysłach widzów na zawsze zespalając się z wizerunkiem akowca w ciemnych okularach (brzemię pokoleniowego symbolu aktor odczuwał na tyle dotkliwie, że własnemu synowi dał na imię Maciej). Trudno dzisiaj wyobrazić sobie, że rolę Chełmickiego mógł zagrać ktoś inny, np. Tadeusz Janczar, którego Wajda brał pod uwagę. Nie chciał obsadzać Cybulskiego, bo jego zdaniem był on trudny we współpracy. Ugiął się dopiero wtedy, gdy Janusz Morgenstern – drugi reżyser Popiołu i diamentu – zagroził, że odejdzie, jeżeli Wajda nie obsadzi Cybulskiego w roli Maćka. Należy nadmienić, że Morgenstern kierował się własnym interesem, gdyż Cybulskiego chciał obsadzić w swoim debiucie – Do widzenia, do jutra – a długi okres zdjęć do Popiołu i diamentu miał być świetną okazją do równoczesnych prac przygotowawczych.

polish-cinema-for-beginners-kino-nowe-horyzonty-wroclaw-2015-03-05-002

Zbigniew Cybulski jako Maciek Chełmicki w finałowej sekwencji filmu.

D jak DOLNY ŚLĄSK, gdzie zrealizowano film – a dokładniej – w Wytwórni Filmów Fabularnych nr 2 we Wrocławiu, gdzie wybudowano scenografię hotelu „Monopol”, w którym rozgrywa się, inaczej niż w pierwowzorze literackim, lwia część akcji. Popiół i diament jest filmem atelierowym (w plenerze nakręcono niecałe 20% zdjęć). Ekipa w czasie kręcenia mieszkała na planie, tj. w pokojach wrocławskiej wytwórni. Nieraz kręcono w papciach i szlafrokach, a próby organizowano o przeróżnych porach – na przykład w środku nocy. Dzięki temu atmosfera panująca na planie była swojska i rodzinna, a chwilami nawet – jak ją określa Kornacki – bankietowa. Jeśli chodzi o wnętrza, które wykorzystano poza halą zdjęciową, kręcono w dwóch lokalizacjach: w wówczas częściowo zburzonym kościele Świętej Barbary (dziś funkcjonuje on pod nazwą Soboru Narodzenia Przenajświętszej Bogurodzicy) i w korytarzu imitującym Urząd Bezpieczeństwa w scenach z Markiem Szczuką. Do majowych zdjęć plenerowych wykorzystano malownicze ulice Wrocławia (np. jedną ze scen spacerowych z Cybulskim i Krzyżewską nakręcono na ul. Franciszkańskiej) i kaplicę Świętej Jadwigi pod Trzebnicą, gdzie zrealizowano scenę zamachu, otwierającą film. Na wzmiankę zasługuje również scena śmierci głównego bohatera na „śmietniku historii”, który to śmietnik zagrało wysypisko w dzielnicy Krzyki, gdzie wznosi się dzisiaj kopiec imienia Władysława Andersa.

Miłosz Drewniak

Miłosz Drewniak

Rocznik ’91, czyli wychował się na filmach z Indianą Jonesem i chyba dlatego nie lubi w kinie smętnego bergmanowania. Skończył polonistykę we Wrocławiu, broniąc pracy na temat słowa w filmach Quentina Tarantino. Na stałe związany jest z film.org.pl, ale publikował też na łamach portalu Noir Café i rocznika naukowego „Studia Filmoznawcze”. Top (bez szczególnego porządku): "Zezowate szczęście", "Popiół i diament", "Słodkie życie", "Osiem i pół", "Do utraty tchu", "Fargo", "Big Lebowski", "Pulp Fiction", "Złap mnie, jeśli potrafisz", "Dogville".
Miłosz Drewniak

Strony: 1 2 3 4





  • Senny

    ŚWIETNY artykuł o najlepszym polskim filmie w historii! Bardzo, bardzo interesujący, pozdrowienia dla autora który wykonał kawał dobrej roboty!

    • Miłosz Drewniak

      Kłaniam się nisko i również pozdrawiam :-)

  • Mefisto

    Znakomity tekst.

  • apolinary

    Rewelacyjny tekst, dzięki za niego

  • Piotr

    Świetny tekst. Cieszę się, że mogłem przeczytać tyle mądrych słów, o jednym z moich ulubionych filmów.,

  • Moritz

    Może warto by niejako na użytek różnych, sążnistych peanów na temat tego filmu wspomnieć o jego jednej niemal kompromitującej wadzie? Piszący te słowa zastanawia się czy autor powyższego tekstu jest świadomy owego cienia na nieskazitelnym białym płótnie filmu Wajdy z lekka tylko okraszonym krwawymi plamami (sic).

    O czym mowa? O jednej z najbardziej bzdurnych ekspozycji w dziejach kina. Tym bardziej dobitnej, że dotyczącej przecież rzekomego skończonego arcydzieła.

    A zatem Chełmicki wraz z Andrzejem czekają na przejazd komunistycznego dygnitarza, którego mają ukatrupić. Jest jasne, że przygotowywali się do tej akcji od dłuższego czasu. Wiadomo też, że obaj wiedzą dokładnie kim jest ich przyszła ofiara, co robi a przede wszystkim JAK SIĘ NAZYWA. Nic to.
    Chełmicki i tak zapyta: – „Ty, jak on się nazywa?” – „Szczuka” – pada odpowiedź. A widz wtedy nuci sobie pod nosem – „Aha, więc chodzi o niejakiego Szczukę”.

    Wstyd Polska szkoło.

    • rzeczywiście, totalna kompromitacja. W głowie się nie mieści. Od dzisiaj zupełnie inaczej patrzę na film Wajdy.

      • Moritz

        Patrz jak do tej pory. Po co ta ironia? Chodzi po prostu o to, że to nie jest niestety film bez wad a zatem nie jest arcydziełem. Ale to tylko moja opinia:) Tak dla Ciebie na pocieszenie.

        • Znasz jakieś filmy bez ani jednej, nawet najmniejszej wady?

          • Moritz

            Znam, a już na pewno bez takiej wtopy jak w „Popiele…” Ale mogę wymienić. Dla mnie filmy bez wad to np: „Pulp Fiction”, „Sin City”, „Mad Max:Fury Road”, „La Haine” Kassovitza, „300”… „La Strada” Felliniego, albo mój ukochany „City Lights”
            Chaplina. Wszystkie te filmy są perfekcyjne w swoim kształcie ekranowym pod każdym względem bez tego typu wad o której napisałem powyżej, przynajmniej ja ich nie dostrzegam.

            Nie, żebym dyskredytował „Popiół i diament”. Jest w tym filmie wiele doskonałych scen, wspaniały wątek z Elżbietą Krzyżewską, nieśmiertelna scena ze szklankami, którą można oglądać non stop. Jednak nie uważam aby ten film zasługiwał na cały nimb jakim się go otacza. To po prostu bardzo dobre kino z pewnym zgrzytem nie zaś najlepszy film w historii rodzimej kinematografii.

          • Ten zgrzyt nie umniejsza znaczenia Popiołu, tak samo jak dziesiątki błędów w Pulp Fiction, Sin City, 300 itp nie umniejszają jakości tych filmów (choć pewnie wiele osób by się nie zgodziło co do twojej oceny filmu Snydera). Wpadki były, są i będą, także w arcydziełach i nie ma filmów perfekcyjnych pod każdym względem (szczególnie gdy odnosimy się do scenariusza, montażu, zdjęć, czegoś na drugim planie, jakiś wtop inscenizacyjnych). Popatrz choćby na listę wpadek do filmu Tarantino:
            http://www.imdb.com/title/tt0110912/goofs?ref_=tt_ql_trv_2
            albo twój ukochany film Chaplina http://www.imdb.com/title/tt0021749/goofs?ref_=tt_ql_trv_2
            Jeden z moich ulubionych filmów, Blade Runner, ma ich prawie 100. I co z tego?

            Czy wpadki istnieją? Tak. Czy wpływają znacząco na odbiór? Niekoniecznie, chyba że przemawia przez kogoś przesadna drobiazgowość, upierdliwość i złośliwość. Wpadek nie można traktować śmiertelnie poważnie.

          • Moritz

            Ok, jasne ale nie stawiaj znaku równości między niedoróbkami technicznymi, których jest faktycznie cała moc a błędami w samej narracji na które rasowy scenarzysta nie powinien sobie pozwolić. Tą bezsensowną ekspozycję z prologu „Popiołu…” porównałbym do ortograficznego byka w pracy doktorskiej. Jest to wszystko dobrze napisane, trzyma się kupy ale „byk” też tam jest.

          • Karolina Chymkowska

            Dawno nie oglądałam co prawda „Popiołu i diamentu”, ale scenę, o której piszesz, zapamiętałam nie jako błąd, ale celowy zabieg. Zblazowany Maciek Chełmicki, który ziewa, przeciąga się i rzuca od niechcenia „ty, kto on jest, bo zapomniałem?”. W gruncie rzeczy mało go to obchodzi, jest robótka do zrobienia i tyle, jest egzekutorem, nie wywiadowcą, i ani rozpoznanie, ani sąd nie należą w tym momencie do niego, nawet jego decydent, porucznik, zdaje się tu na wyrok majora, a major mówi tyle „zdaj się na wiarę, zaufaj, siedzisz w tym od 1940 roku”. A efekty są takie, że ginie dwóch przypadkowych robotników i rusza lawina.

          • Moritz

            Niewątpliwie da się to w ten sposób zinterpretować. Pytanie czy rzeczywiście scenarzyście przyświecało właśnie to o czym napisałaś.






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

GŁUSZA. Problemy pierwszego świata

Następny tekst

TOP5 OD REDAKCJI



Strony: 1 2 3 4

OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE