publicystyka filmowa

POLTERGEIST. DUCH (1982)

Autor: Adrian Szczypiński
opublikowano

Zanim Steven Spielberg dał się poznać jako utalentowany twórca poważnych dramatów, zrobił wszystko, by uznać go za najlepszego dostarczyciela filmowej rozrywki świata. O młodzieńczym dramacie „Sugarland Express” (1974) mało kto pamiętał, poza tym już rok później Spielberg przestraszył cały świat „Szczękami”. Później złamał stereotyp krwiożerczych kosmitów, przedstawiając przyjazne ufoludki w „Bliskich spotkaniach trzeciego stopnia”, odkrył w sobie zamiłowanie do wariackiej groteski w „1941” i wreszcie stworzył z Lucasem najlepszy tandem Hollywoodu, rozpoczynając cykl Indiany Jonesa.

Z jednej strony groza, z drugiej ciepła baśniowość, z trzeciej komedia, wreszcie z czwartej wielka przygoda. Spielberg gładko ślizgał się po kilku gatunkach, wyciskając z każdego maksimum atrakcyjności. Mimo swego wielkiego talentu, przekładalnego na forsę, jakiej Hollywood jeszcze nigdy nie widziało, początek lat 80. był dla niego okresem bardzo burzliwym. Gromy spadające ze wszystkich stron za „1941” mocno nadwyrężyły jego reputację złotego dziecka Fabryki Snów, powstający „Poszukiwacze zaginionej arki” byli dziełem bardziej Lucasa niż jego, życie osobiste znaczyło się burzą uczuciową, reżyser stawiał pierwsze kroki w branży jako producent, zaś wytwórnia Columbia stanowczo domagała się kontynuacji „Bliskich spotkań trzeciego stopnia”.

Nie wystarczyła im wersja specjalna z 1980 roku, którą Spielberg zmontował na nowo i dokręcił kilka scen. Chcieli prawdziwego sequela. Spielberg na odczepne napisał zarys scenariusza, nazwany „Night Skies”, opowiadający w zdecydowanie horrorowym stylu o kosmitach, nawiedzających zwykłą amerykańską rodzinę. Lecz w tym samym czasie miał już gotowy pomysł diametralnie odmiennego w nastroju „E.T.”.

duch-1

Frank Price, szef Columbii, nie chciał jednak słyszeć o bajeczce dla dzieci, więc wkurzony Spielberg zabrał scenariusz „Night Skies” do MGM (obaj panowie już od dawna się nie lubili, dlatego Spielberg w kontraktach zastrzegał wykluczenie współpracy z Price’em). Ponieważ wstępne prace nad „E.T.” wkroczyły w decydującą fazę, Spielberg podjął dwie ważne decyzje. Aby nie robić dwóch filmów o kosmitach, przerobił „Night Skies” na opowieść o złośliwych duchach (nieco podobną do własnego młodzieńczego filmu „Something Evil”, 1972), a także zrezygnował z reżyserii na rzecz Tobe’a Hoopera, twórcy kultowego slashera „Teksańska masakra piłą mechaniczną”.

Spokojny dom państwa Freelingów stał się nagle areną działania poltergeistów, złośliwych duchów. Zrazu tajemnicze i zabawne sytuacje przybrały dramatyczny obrót, kiedy 5-letnia Carol Anne, najmłodsza córka Freelingów, została uprowadzona „na druga stronę”, a jej rozpaczliwe wołanie o pomoc stało się słyszalne tylko w telewizorze, wyświetlającym brak sygnału. Zrozpaczeni rodzice wezwali na pomoc specjalistów od zjawisk paranormalnych. Lecz do skutecznego okiełznania złych mocy zdolna była dopiero Tangina, kobieta-medium. Jej wiedza i determinacja rodziców Carol Anne doprowadziły do starcia z siłami ciemności, kryjącymi się w dziecięcym pokoju. Lecz czekała ich jeszcze niespodzianka w postaci cmentarzyska, na którym postawiony był ich dom…

duch-3

„Poltergeist” to już klasyka horroru (oficjalny polski tytuł „Duch” brzmi jakoś tak niepozornie, poza tym kojarzy się z filmem „Ghost”, nieważne, że przetłumaczonym jako „Uwierz w ducha”…). Horroru dość nietypowego. Spielbergowska sielskość przedmieść, widok ładnych domków, układna rodzina, pocieszne sytuacje codzienne, ciepło i humor, to wszystko skutecznie usypia czujność widza. Usypia na tyle mocno, że kiedy złe moce uruchamiają drzewo za oknem, usiłując porwać i pożreć małego Robbiego, nie do końca dajemy wiarę temu, co dzieje się na ekranie. Dopiero gdy mała Carol Anne zostaje wciągnięta do szafy w swym pokoiku, a jej głos zaczyna dobiegać z telewizora, poczucie zagrożenia jest po obu stronach ekranu takie samo.

Wcześniejsza penetracja domu Freelingów przez widmową dłoń, wysuwającą się z kineskopu, także jest osłabiona przez humorystyczną puentę obserwującej to zdarzenie Carol Anne, mówiącej swym figlarnym, dziecięcym głosikiem „Oni tu są…” Nie mówiąc o komediowych epizodach z zafascynowaną zrazu śmiesznymi sztuczkami z przesuwającymi się przedmiotami panią domu Diane Freeling, fantastycznie graną przez JoBeth Williams. Dalej jest tak samo. Poruszająca walka o ściągnięcie córki z zaświatów, bajkowe wizje zagubionych duchów, przemierzających domostwo Freelingów czy zabawna, mimo swej niezwykłości, scena z lewitującymi przedmiotami w pokoju Carol Anne, dość ostro sąsiadują z pełnymi grozy epizodami, przy których uśmiech zamiera na twarzy.

duch-4

Od momentu premiery, tę wyraźną dwoistość tłumaczono nazwiskami twórców. Z jednej strony łagodny Spielberg, z drugiej lubujący się w makabrze Tobe Hooper. Na pierwszy rzut oka „Poltergeist” wygląda więc jak wypadkowa dwóch konwencji, starcie dwóch odmiennych wrażliwości. Pozornie łatwo odróżnić sceny spielbergowskie od scen ewidentnie hooperowskich, a ich gwałtowne przemieszanie można złożyć na karb łagodzenia reżyserskich zapędów przez producenta Spielberga, lub na odwrót. Tymczasem prawda jest dużo prostsza.

Spielberg miał decydujący wpływ na cały film. To on był głównym autorem scenariusza, on stał za wszystkimi scenami, także tymi mrożącymi krew w żyłach, on dobrał obsadę, on dowodził na planie filmowym, on decydował o doborze muzyki, on nadzorował produkcję efektów, wreszcie on, wespół z Michaelem Kahnem, zmontował „Poltergeista”. A co miał w takim razie do roboty Tobe Hooper? Właściwie bardzo niewiele. Pamiętacie „Superprodukcję” Machulskiego i sceny kręcenia kretyńskiego filmu, będącego tylko przykrywką dla spotkania gangsterów z całego świata? Rafał Królikowski pyta „- Co ja mówię?”, a Janusz Rewiński szczerze odpowiada „- Nic. Ty tylko reżyserujesz…”. Mniej więcej podobnie wyglądała praca Hoopera na planie „Poltergeista”.

Niby był nominalnym reżyserem, który odpowiada za całokształt dzieła i sprawuje pieczę nad wszystkimi aspektami produkcji, lecz w rzeczywistości to było zajęcie Spielberga, który bezpardonowo wypiął Hoopera z łańcucha decyzyjnego i uczynił z niego potulnego wykonawcę poleceń.

duch-2

Czy film na tym stracił? Ani trochę, w końcu wielu widzów dało się nabrać, przypisując autorstwo horrorowych scen Hooperowi. Szczególnie jednej, mianowicie masakrowania własnej twarzy przez jednego z naukowców, poprzedzonej groteskowym widokiem pełznącego steku. Do pomysłodawcy Spielberga należały dłonie, zrywające żelową imitację skóry i mięśni z modelu twarzy.

Koszmary z własnego dzieciństwa zyskały w „Poltergeiście” idealne ujście. W doborze wiarygodnej obsady kierował się jak zwykle omijaniem znanych nazwisk. Zamiast etatowego Johna Williamsa, zaangażował Jerry’ego Goldsmitha, który wspaniale napisał bardzo williamsowską muzykę. Centralną postacią uczynił Diane, heroiczną matkę Carol Anne; w „Bliskich spotkaniach”, „E.T.” i „Imperium słońca” dziecięcy bohaterowie tęsknili za matkami, ojcowie byli nieobecni lub mało ważni. Woleli, jak Roy Neary, rzucić familię i polecieć w kosmos. Urzekająca scena wizyty świetlistych duchów mogłaby być z powodzeniem wmontowana w „Bliskie spotkania trzeciego stopnia”. Ten sam nastrój, te same zastygnięte w niemym zachwycie twarze ludzi, ta sama bajkowa cudowność.

Dlaczego więc twórca „Szczęk” wynajął reżysera, który nie miał wpływu na film? Zabraniały tego przepisy amerykańskiego związku zawodowego reżyserów, traktujące, że producent nie może zwolnić reżysera w trakcie zdjęć i zająć jego miejsca, oraz że nie wolno reżyserować dwóch filmów jednocześnie. A Spielberg równolegle pracował nad „E.T., choć zdjęcia do niego rozpoczął dopiero w trakcie postprodukcji „Poltergeista”. Premiery obu filmów dzielił zaledwie tydzień. Spielberg powiedział później: „Jeśli E.T. był szeptem, to Poltergeist był krzykiem”.

duch-6

Ta błyskotliwa opowieść o złośliwych duchach doczekała się dwóch dużo słabszych kontynuacji, oraz spin-offowego serialu „Poltergeist: The Legacy”. Zainspirowała także kolejne pokolenie filmowców. Nadnaturalny fenomen duchów i ich obecność w świecie ludzi, Spielberg wyjaśnił w monologu dr Lesh. Mianowicie niektórzy ludzie tak bardzo chcą zostać wśród żywych, że nie dociera do nich świadomość własnej śmierci i przeistoczenia się w postać ducha. Ta myśl była fundamentem scenariuszy „Szóstego zmysłu” M. Night Shyamalana i „Innych” Alejandro Amenabara. Z kolei motyw zagrożenia ukrywającego się w prozaicznym telewizorze, zainspirował japońskiego pisarza Kôji Suzuki do napisania powieści, na podstawie której Hideo Nakata nakręcił kultowy, przerażający „Krąg”.

Nad „Poltergeistem” unosi się tragiczna historia pozafilmowa, choć niektórzy uważają to za klątwę z „drugiej strony”. Młode aktorki grające obie córki Freelingów leżą od lat na tym samym cmentarzu Westwood Memorial Park w Los Angeles. Starsza, Dominique Dunne, po nakręceniu filmu miała pecha związać się z niejakim Johnem Sweeneyem, szefem nocnego klubu w Los Angeles. Ich burzliwy związek zakończył się 30 października 1982 roku, kiedy to w szale zazdrości Sweeney udusił 23-letnią Dominique. Heather O’Rourke zagrała blondwłosą Carol Anne także w dwóch kolejnych sequelach „Poltergeista”, lecz w 1987 roku, po występie w drugiej części, dopadła ją choroba grypopodobna. Objawy się nasilały, zdiagnozowane ostatecznie jako chroniczne zapalenie jelita. W pełnym stadium choroby zagrała jeszcze w trzeciej części cyklu. Zmarła na stole operacyjnym 1 lutego 1988 roku w wieku lat 12, cztery miesiące przed premierą „Poltergeista III”.

duch-5

Tradycyjnie garść ciekawostek. Na casting do roli Carol Anne rodzice przyprowadzili Drew Barrymore, lecz Spielberg szukał dziewczynki o iście anielskim wyglądzie. Drew w zamian otrzymała rolę Gertie w „E.T.”. Rola Diane Freeling była oferowana Shirley MacLaine, która wolała występ u boku Jacka Nicholsona w „Czułych słówkach”. Zarówno w „Poltergeiście” jak i w „E.T.”, Spielberg wstawił kilka zabawkowych nawiązań do „Gwiezdnych wojen”. W jednej ze scen Craig T. Nelson ogląda film „A Guy Named Joe” (1943), ze Spencerem Tracym z roli pilota, który umarł, poszedł do nieba i wrócił jako duch.

Niezależnie od „duchowych” podobieństw, Spielberg już wtedy chciał wyreżyserować remake tego filmu, który ostatecznie powstał w 1989 roku jako „Always”. Zatrudnił więc scenarzystów Michaela Graisa i Marka Victora, którym przy okazji pochwalił się o przygotowywanym filmie o duchach. Grais i Victor odparli, że zamiast nudnej opowieści o duchu pilota, woleliby napisać scenariusz o nawiedzonym domu. Tak też się stało. Oryginalnie zmontowany „Poltergeist” zawierał tyle straszących scen, że cenzura przydzieliła mu kategorię R (czyli dla dorosłych). Nie chcąc rezygnować z pieniędzy, przynoszonych do kina przez młodych ludzi, Spielberg wyrzucił kilka najbardziej przerażających scen i uzyskał kategorię PG (czyli za zezwoleniem rodziców). Dom, grający z zewnątrz posiadłość Freelingów, stoi w Simi Valley w Kalifornii, wciąż zamieszkany przez tych samych ludzi, którzy wynajęli swoje włości ekipie Spielberga.

Horrory, oferując dawkę bezpiecznego strachu, mają niepodważalną wartość terapeutyczną. Patrząc na filmografię Spielberga, „Poltergeist” był jego ostatnim seansem grozy, obfitującym w tak odważne sceny, podchodzące kilkukrotnie pod gatunek gore. Późniejsze zabawy w straszenie, oferowane w „Parkach jurajskich” czy „Wojnie światów”, były już tylko zabawami. Czyżby „Poltergeistem” się wyleczył?

Spielberg opuścił rejony dziecięcych koszmarów na rzecz nader realistycznego odtwarzania okropieństw II wojny światowej, walki o zniesienie niewolnictwa czy bliskowschodniego terroryzmu. Lecz niezależnie od manifestowanego filmami artystycznego dojrzewania, filmy Stevena Spielberga ciągle czarują i ciągle działają, a starzeją się w nich tylko fryzury i samochody.

Tekst z archiwum film.org.pl (2006)

Ostatnio dodane