Peep Show. Twoje marzenia nigdy się nie spełnią | FILM.ORG.PL

PEEP SHOW. Twoje marzenia nigdy się nie spełnią

Kumpelski sitcom w rękach niezwykle utalentowanych twórców.








Grzegorz Fortuna
03.04.2016


Większość amerykańskich sitcomów kumpelskich bazuje na podobnym zamyśle – każdy odcinek trwa nieco ponad dwadzieścia minut i łączy dwa osobne wątki. Na przestrzeni kolejnych epizodów i sezonów, gdzieś między mniej lub bardziej zabawnymi gagami, nie tylko poznajemy bohaterów, ale często też obserwujemy rozwój ich charakterów i dojrzewanie do życiowych decyzji. Przeważająca część tego typu seriali dzieje się jednak w jakimś alternatywnym, lepszym świecie. Bohaterowie są zwykle piękni, młodzi i sympatyczni, pracują po kilka godzin dziennie, imprezują kiedy chcą, rzadko napotykają na dylematy natury finansowej, a ich największe problemy dotyczą spraw sercowych. I choć można w ramach tej formuły nakręcić coś naprawdę zabawnego i urokliwego, to wydaje się ona mocno ograniczająca, a często nawet męcząca.

Bo czy nie byłoby ciekawiej, gdyby choć raz relacja między głównymi bohaterami bazowała w większym stopniu na strachu przed samotnością niż na szczerej przyjaźni? Gdyby jeden z nich wyglądem przypominał Pingwina z Batmana, a drugi był ponadprzeciętnie tępy? Gdyby pokonywana przez nich droga nie prowadziła z punktu A do punktu B, ale polegała na ciągłym zataczaniu żałosnych kółek? I gdyby to wszystko nie działo się w zbudowanym w studiu wspaniałym mieszkaniu, ale w niezbyt ciekawym kwadracie na ohydnym osiedlu ulokowanym gdzieś na obrzeżach Londynu?

Jeśli udzieliliście pozytywną odpowiedź na którekolwiek z powyższych pytań, musicie obejrzeć Peep Show.

peep show4

Mieszkanie z tobą jest jak zjadanie ogromnej porcji frytek. Niby bardzo przyjemne, ale z tyłu głowy cały czas masz świadomość, że powoli się zabijasz.

Brytyjski serial Andrew O’Connora, Jessego Armstronga i Sama Baina realizowany z przerwami przez dwanaście lat dla stacji Channel 4 i zakończony w zeszłym roku po dziewięciu sezonach budował swoją markę na kilku prostych, ale całkiem oryginalnych pomysłach. Zacznijmy od tych dotyczących fabuły. W centrum Peep Show stoją dwaj faceci, którzy na początku serialu są tuż po studiach, a pod koniec dobiegają już czterdziestki. Poznali się na uczelni i zamieszkali razem, ale dzieli ich właściwie wszystko. Mark Corrigan (David Mitchell) to diabelnie inteligentny i ambitny pracownik firmy kredytowej, a przy okazji antyspołeczny paranoik, który myśli zdecydowanie zbyt dużo i nie umie zachować się w sytuacjach, które wymagałyby od niego konkretnych reakcji. Ubiera się w za duże koszule i za szerokie spodnie w kant, nosi niemodną grzywkę i uwielbia czytać książki historyczne. Jeremy „Jez” Usbourne (Robert Webb) to z kolei chodząca parodia slackera – stroniący od jakiejkolwiek pracy, pozbawiony talentu muzyk, który większość czasu poświęca na testowanie najróżniejszych używek i podrywanie dziewczyn. Nie ma wiedzy właściwie z żadnej dziedziny, a jedyną książką, jaką w życiu przeczytał, jest Mr Nice, czyli autobiografia byłego dilera narkotykowego.

Odtwórcy głównych ról, Mitchell i Webb, współpracowali przy wielu innych projektach, z których najciekawszym jest chyba That Mitchell and Webb Look (serial bazujący na niepowiązanych ze sobą skeczach, który jest być może najlepszą tego typu brytyjską produkcją od czasów Latającego cyrku Monty Pythona). Chemię między odgrywanymi przez nich bohaterami naprawdę daje się odczuć, bo w Peep Show aktorzy doskonale wykorzystują swoje naturalne predyspozycje aktorskie. Szczególnie widać to w przypadku Davida Mitchella, który podczas występów w różnego rodzaju programach telewizyjnych kreuje się na osobę bardzo podobną (choć o wiele bardziej pewną siebie) do swojego serialowego alter ego – wykorzystuje naturalną erudycję i zasady logicznego myślenia, by obśmiewać absurdy, często trafiając w sedno problemu (szczególnie polecam jego serię krótkich filmików pod tytułem Soapbox).

Relacja między bohaterami Mitchella i Webba opiera się na specyficznym połączeniu szczerej sympatii i jeszcze bardziej szczerej niechęci. Mark i Jeremy bardzo chcą zmienić swoje położenie, wydostać się ze wspólnego mieszkania, rozwinąć kariery i znaleźć życiowe partnerki, ale jednocześnie chorobliwie boją się zmian, przez co nieustannie ciągną się nawzajem w dół i lądują dokładnie w miejscu, z którego startowali. Im więcej życiowych szans marnują i im więcej lat mają na karku, tym smutniejsza staje się ich historia – choć nie przestaje być jednocześnie szaleńczo zabawna.

peep show5

Mój Boże, ona jest taka urocza, a nawet o tym nie wie. Pewnie nikt jej nigdy nie powiedział. Ja jej powiem! Nie, nie powiem. Jeśli zda sobie z tego sprawę, nie będę miał u niej szans.

Ma to poniekąd związek z faktem, że Mark i Jez to faceci, których za żadne skarby nie polubiliśmy w prawdziwym życiu, bo choć do swoich celów dążą koślawą drogą, to nie mają żadnych oporów natury moralnej czy etycznej. Mark ma na koncie między innymi próbę zastraszania, długotrwały stalking, rozbicie małżeństwa i zrujnowane życie swojej koleżanki z pracy, którą zostawił przed ołtarzem, bo nagle wpadł w panikę; jeśli chodzi o Jeremy’ego, to dość powiedzieć, że w jednym odcinku rozjechał przypadkiem psa swojej kochanki i podpalił jego truchło, by załapać się na jeszcze jedną łóżkową przygodę, zanim sprawa się wyda, a w innym – zataił chorobę weneryczną w dokładnie tym samym celu. Nie mamy więc do czynienia z bohaterami, którzy – niczym Barney Stinson z Jak poznałem waszą matkę – pozornie wydają się niezbyt sympatyczni, ale tak naprawdę mają szlachetne serca. Mamy do czynienia z trochę nieudolnymi, trochę przerysowanymi, ale też niestety bardzo ludzkimi bydlakami.

Prawie wszyscy bohaterowie Peep Show działają podobnie. Ukochana Marka z pierwszych sezonów, Sophie (doskonała Olivia Colman), dąży właściwie tylko do tego, by jak najszybciej zajść w ciążę, i nie zwraca zbyt wielkiej uwagi na potrzeby swojego partnera; jego szef, Alan (Peterson Joseph) eksploatuje swoich pracowników; kumpel Jeza, Super Hans (znany z Bronsona Matt King), zabiłby każdego za odrobinę kokainy, a Jeff (Neil Fitzmaurice) – współpracownik i rywal Marka – to już dupek wagi ciężkiej, który wykorzysta każdą okazję, by ośmieszyć bohatera przed innymi postaciami. Głównych bohaterów można więc polubić nie ze względu na ich urok osobisty czy charyzmę, ale dzięki temu, że wydają się idealnie dopasowani do swojego świata – świata, w którym prawie każdym kierują jakieś ukryte motywy i w którym niemal wszyscy są obłudnymi egoistami – więc ich drobne intrygi robią szkodę co najwyżej innym intrygantom.

David Mitchell and Robert Webb on set in North London filming the new series of Peep Show.

Jasne, orgia brzmi jak świetna zabawa, ale tak naprawdę powiększasz tylko liczbę osób, którym już nigdy nie spojrzysz w oczy.

Na tle pozostałych postaci Mark i Jeremy odznaczają się jeszcze jedną cechą, która wyróżnia zresztą Peep Show wśród innych sitcomów – prawie cały czas słyszymy ich myśli, niezależnie od tego, jak bzdurne by one nie były. Serial został w całości zrealizowany w konwencji POV – rzadko wykorzystywanej w kinie i telewizji, używanej natomiast bardzo często w filmach oznaczonych potrójnym iksem – więc akcję obserwujemy tylko i wyłącznie z oczu bohaterów. W pierwszych sezonach stosowano specjalne kamerki zawieszane na głowach aktorów, później twórcom udało się opracować stelaż zamontowany na ramieniu operatora. Filmowanie kolejnych sezonów jest niezwykle pracochłonne i długotrwałe. „Nie rozumieliśmy, dlaczego nikt inny nie wykorzystuje tej techniki, dopóki nie zobaczyliśmy, ile pracy trzeba w to włożyć” – mówił David Mitchell w jednym z wywiadów.

Efekt jest jednak unikatowy – dzięki perspektywie poszczególnych bohaterów, wzbogaconej o dialog wewnętrzny (często bardzo mocno kontrastujący z wypowiadanymi słowami) jesteśmy na stałe uwięzieni w głowach dwóch knujących, pod wieloma względami niedoskonałych facetów, którzy nie zrezygnują z żadnych metod, żeby zdobyć to, na czym im aktualnie zależy. A ponieważ scenarzyści dbają o to, by Mark i Jeremy nie posunęli się ani o krok naprzód i cały czas lądowali w punkcie wyjścia, mamy jednocześnie pewność, że w żadnym z kolejnych sezonów nie dojdzie do „przeskakiwania rekina”.

Pod tym względem Peep Show wyróżnia się zresztą pozytywnie na tle większości sitcomów – scenariusz trzyma się zarysowanych w pierwszym sezonie charakterów, a autorzy nie pozwalają sobie na niespójności względem poprzednich serii. Bohaterowie ewoluują, ale ich rozwój polega w dużej mierze na rosnącej desperacji, a nie na klasycznie pojmowanym dojrzewaniu. Sytuacje, w których twórcy stawiają Marka i Jeza, są przy tym często skrajnie absurdalne, ale nie wykraczają poza ramy narzuconej konwencji. Innymi słowy – nie musicie się bać, że po pierwszych sezonach nastąpi zjazd w dół; każda kolejna seria podnosi poprzeczkę zawieszoną przez sezon poprzedni, a kulminacja następuje w ostatnim zestawie odcinków. Trzeci epizod dziewiątej serii to już arcydzieło tak zwanej cringe comedy, czyli humoru wynikającego ze społecznego nieprzystosowania bohaterów i ich nieporadności w relacjach z innymi ludźmi.

Peep Show Series 9 - (Robert Webb as Jeremy and David Mitchell as Mark)

Jestem normalnym, sprawnie funkcjonującym przedstawicielem rasy ludzkiej i nikt nie udowodni mi, że jest inaczej.

Na przestrzeni lat Peep Show zyskał status serialu kultowego w Wielkiej Brytanii. W Polsce sitcom nie trafił niestety do dystrybucji, nie zdobył zbyt wielu fanów i – biorąc pod uwagę liczbę nowych produkcji, które debiutują w telewizji i Internecie każdego sezonu – ta sytuacja raczej nigdy się nie zmieni. Warto dać mu jednak szansę – choćby po to, żeby zobaczyć, czym może być kumpelski sitcom w rękach diabelnie utalentowanych twórców, którzy nie boją się ryzykować i stawiać na nietuzinkowe rozwiązania.

korekta: Kornelia Farynowska

Grzegorz Fortuna

Grzegorz Fortuna

Miłośnik polskiej kultury filmowej okresu transformacji, dawnego włoskiego kina gatunkowego, filmu grozy i współczesnej popkultury. Członek kolektywu VHS Hell. Zainteresowany wszystkim tym, co zapomniane lub niedocenione. Bardzo lubi kebab.
Grzegorz Fortuna






  • Corso

    Jeden z moich ulubionych seriali! Brawo Film.org! Dobrą nowinę trzeba podawać dalej. Z tego co pamiętam wiele lat temu ca polskim comedy central puścili ze 2 sezony i potem cisza. Serial jest świetny, szkoda, tylko, że na 1 sezon przypada 6 odcinków.

  • Radek Buczkowski

    Świetnie, że takie teksty trafiają na stronę, bo serial jest wyborny. Trzeba dodać, że brytyjskie seriale od zawsze stały niezbyt sympatycznymi i mocno egoistycznych bohaterami, których życiowe porażki stanowią podstawe źródło największego ubawu. Dla zaintersowanych
    http://www.imdb.com/list/ls003525163/






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Sztuczne światy – Maska Batmana

Następny tekst

CZY POLSCY REŻYSERZY ŚNIĄ O FILMACH SCI-FI? (CZĘŚĆ 4)



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE