publicystyka filmowa

PARA IDEALNA. Dziesięć scen, w których piosenka perfekcyjnie zgrywa się z obrazem

Autor: Łukasz Budnik
opublikowano

Nico – These Days
Genialny klan (2001), reż. Wes Anderson

Anderson osiągnął tu absolutne mistrzostwo.

Wes Anderson ma nie tylko niezwykły zmysł estetyczny – również jego umiejętność dopasowania odpowiedniej piosenki do danej sceny jest godna podziwu. W swojej filmografii wykorzystał całe mnóstwo znakomitych utworów, nieraz tworząc przy okazji prawdziwe sceny-perełki, nawet w oderwaniu od całości będące małym dziełem sztuki i doznaniem audiowizualnym. Przy tym wszystkim nie miałem problemu, aby wybrać tę jedną ulubioną. Fragment Genialnego klanu. Bohater Luke’a Wilsona czeka na swoją przybraną siostrę, w której od wielu lat jest zakochany. Kobieta spóźnia się, jak zwykle, po chwili jednak przyjeżdża zielonym autobusem i wychodzi z niego prosto w stronę brata. Jest tak samo stęskniona, jak on. Anderson osiągnął tu absolutne mistrzostwo.  Zachwyca kompozycja kadrów i bezbłędne użycie slow-motion. Czyż świat nie zwalnia, gdy po długim rozstaniu widzimy tę najważniejszą osobę? Paltrow i Wilson idealnie wpasowują się w ten moment – ich spojrzenia wyrażają wszystko to, co mogłyby sobie powiedzieć ich postacie. I przy tym wszystkim piosenka Nico, brzmiąca tak, jakby była pisana dokładnie pod tę scenę. Magia kina.


Donovan – Hurdy Gurdy Man
Zodiak (2007), reż. David Fincher

Lata pięćdziesiąte. Para młodych osób wybiera się na randkę. Późną nocą docierają na opustoszały leśny parking. Nie są sami. Drugi samochód, parkujący za nimi, wzbudza ogromny niepokój zarówno bohaterów, jak i widza. Z radia zaczynają dobiegać pierwsze dźwięki Hurdy Gurdy Man. Piosenka osiąga kulminację w tym samym momencie, co scena. Kierowca drugiego auta podchodzi do młodej pary i oddaje kilkanaście strzałów. Odjeżdża. Wyciemnienie ekranu. Zodiaka oglądałem po raz pierwszy późną nocą, kilka lat temu. Smakował wtedy tak dobrze, że od tamtej pory miałem go jeszcze wielokrotnie na talerzu, za każdym razem w tym samym stopniu delektując się surową atmosferą, tajemnicą i doskonale przedstawionym przez Finchera śledztwem. Gęsty klimat towarzyszy nam już od pierwszych minut filmu, również za sprawą przytoczonej piosenki. Utwór ten jest zresztą swoistą klamrą spajającą film, bo słyszymy go również podczas końcowych napisów. Wzbudza wtedy ciarki.


Hall & Oates – You Make My Dreams
(500) dni miłości (2009), reż. Mark Webb

Ścieżka dźwiękowa do 500 dni miłości (jak bardzo polski tytuł zatraca dwuznaczność oryginalnego!) to kopalnia świetnych utworów sprawdzających się idealnie w filmie, zatem wybór jednego nie był łatwy. Postawiłem na pozytywną piosenkę duetu Hall & Oates, bo urzeka mnie sposób jej wykorzystania. Cała sekwencja z Tomem tańczącym na ulicy po pierwszej nocy spędzonej z Summer to rewelacyjny pomysł, bardzo abstrakcyjny w założeniu, a jednak dobrze działający w samym filmie (nawet licząc obecność animowanego, niebieskiego ptaszka na ramieniu Gordona-Levitta!). Piosenka bardzo mocno uwydatnia radość odczuwaną przez Toma – chyba nawet bardziej niż uruchomiona na zawołanie fontanna czy śledząca go dęta orkiestra – i jest dominującym czynnikiem, dla którego to oryginalne zobrazowanie świetnego nastroju jest jednym z najlepszych momentów filmu Webba. Dodatkowo bardzo mocno kontrastuje z ciszą, gdy wiele dni potem Tom w parszywym nastroju wychodzi z windy. Tej samej, w której Summer śpiewała niegdyś The Smiths. Mówiłem – kopalnia dobrej muzyki.


Bob Dylan – The Times They Are a-Changin’
Watchmen: Strażnicy (2009), reż. Zack Snyder

Dobór niektórych piosenek w filmie Snydera może być dyskusyjny (chociażby Hallelujah w scenie seksu), ale sześciominutowe intro okraszone muzyką Dylana to małe arcydzieło. Przedstawienie losów superbohaterów na przestrzeni lat, z uwzględnieniem wielu ikonicznych momentów znanych z historii USA, to jednocześnie wspaniałe doznanie audiowizualne i kapitalna forma przybliżenia nam tła całej opowieści. Geneza tego utworu, będącego pieśnią protestu napisaną wobec wydarzeń z lat sześćdziesiątych (zabójstwo Kennedy’ego czy wojna w Wietnamie), znakomicie wpasowuje się w sceny z tamtych właśnie czasów przedstawiane podczas czołówki. Tekst jest z kolei dobrym komentarzem na niknącą popularność herosów, którzy niegdyś byli uwielbianymi celebrytami. Czasy rzeczywiście się zmieniły i nie wszyscy umieją się z tym pogodzić. Znakomite zarówno zarysowanie fabuły, jak i przedstawienie jej podłoża. Coś wspaniałego.


Redbone – Come and Get Your Love
Strażnicy galaktyki (2014), reż. James Gunn

Nie tylko po prostu świetne piosenki, lecz także integralna część fabuły.

Kompilacja stworzona na potrzeby Strażników galaktyki to nie tylko po prostu świetne piosenki, lecz także integralna część fabuły. Słuchany przez Star-Lorda Awesome Mix vol. 1, nagrany dla niego przedśmiertnie przez mamę, towarzyszy w równym stopniu tak jemu, jak i nam. Kolejne utwory, odtwarzane w odpowiednim momencie na walkmanie lub magnetofonie, doskonale nadają ton poszczególnym scenom. To wzajemna relacja – muzyka uzupełnia obraz, a ten z kolei wydobywa z niej to, co najlepsze. Nie inaczej jest w następującej po prologu scenie, gdy Peter przybywa na planetę Morag i wybiera się po poszukiwany artefakt. Zanim wyruszy, zakłada słuchawki i wciska „play” na swoim walkmanie. Rozpoczyna się Come And Get Your Life, na ekranie pojawia ogromny tytuł, a Chris Pratt tańczy, nadając charakter zarówno swojej postaci, jak i całemu filmowi. Moment, w którym już wiedziałem, że przede mną wielka, znakomita przygoda.

To był trudny wybór, szczególnie że dziesięć przykładów jest jedynie kroplą w morzu innych propozycji. Z nimi jednak czuję się najbardziej związany emocjonalnie. Bardzo chętnie poczytam, które ze scen idealnie łączących obraz z piosenką podbiły wasze serca.

korekta: Kornelia Farynowska

Ostatnio dodane