Temat co prawda sprzed kilku miesięcy, ale mimo to nieomówiony. Darth Vader otrzymał Oscara! Tak, to prawda. Aktor podkładający głos największemu skurwysynowi w galaktyce (zawsze chciałem to powiedzieć : ) został wreszcie wyróżniony honorową statuetką Amerykańskiej Akademii Filmowej.

James Earl Jones zadebiutował na ekranie u Stanleya Kubricka w „Doktorze Strangelove”, a kilka lat później otrzymał nominację do Oscara za rolę Jacka Johnsonsa w „Wielkiej nadziei białych”. Owe prestiżowe wyróżnienie nie przyniosło mu jednak wielkiej sławy. Niespodziewany rozgłos przyniósł mu dopiero udział w rekordowych „Gwiezdnych wojnach” George’a Lucasa. Jones stwierdził jednak, że wykonał niewiele pracy, więc poprosił reżysera by ten nie wymieniał go w napisach końcowych…

Czy można wyobrazić sobie Lorda Vadera bez jego głosu? NIE! To właśnie Jones tchnął życie w postać Sitha. Dlaczego? Bo postać w kostiumie może zagrać każdy. Chowamy twarz aktora pod maską i po kłopocie. Nie każdy jednak potrafi tchnąć życie w bohatera bez mimiki. Potrzeba prawdziwego talentu, odpowiedniej dykcji i zwykłego przypadku by znaleźć aktora odpowiedniego dla naszego „człowieka bez twarzy”. Dopiero głos w połączeniu z obrazem potrafi wywołać u widzów emocje. James Earl Jones sprawdził się w swej roli po prostu idealnie! Pamiętacie słynne „I am your father”? Wyobrażacie sobie usłyszeć je z ust naburmuszonego Brytyjczyka? Szczerze wątpię.