Ore ore sza ba da ba da amore, czyli PAPUSZA | FILM.ORG.PL

Ore ore sza ba da ba da amore








Rafał Oświeciński
04.07.2013


Gdy słyszysz, że Krzysztof Krauze oraz Joanna Kos-Krauze, filmowe małżeństwo, prezentują nowy film, wiedz, że to jedno z najważniejszych tegorocznych wydarzeń w polskim kinie.

Marazm kina polskiego AD 2013 jest dobijający – raz na kwartał serwowane jest jakieś głośniejsze dzieło – początek roku to „Drogówka”, bardzo dobry ale najsłabszy film Smarzowskiego, a wiosna została przywitana przez „Układ zamknięty”, który nawet polubiłem. Reszta jakby się kompletnie nie liczyła w jakimś większym dyskursie: niewiele w mediach, jeszcze mniej na forach, ot pojawiły się i szybko zniknęły, zauważone przez niewielu, niezauważone przez masy całe. Jakby czas zastygł w miejscu w oczekiwaniu na „Wałęsę. Człowieka z nadziei” Wajdy (polecam plakat), który ma być hitem krajowym i eksportowym, który skupia na sobie uwagę wszystkich, bez względu na to, czy się kciuki trzyma, czy szyderczo buczy. Szum, który wokół siebie buduje, spycha na drugi plan filmy zdecydowanie bardziej warte uwagi.

Dość niepostrzeżenie, bez pompowania balona marketingowego, z ambitnym tematem i niebanalnym wykonaniem małżeństwo Krauze wraca po 7 długich latach z „Papuszą”, biografią słynnej poetki romskiej. To jedni z najważniejszych współczesnych polskich twórców, choć jednocześnie też takich, którzy nie mają zbyt wiele filmów na koncie – raptem cztery coś znaczące (nie licząc produkcji telewizyjnych). „Coś” – słowo klucz. To „coś” jest jednak na tyle wyjątkowe i bez wątpienia wpisane w historię rodzimej kinematografii, że nie docenić tego nie sposób, choć z cenieniem bywa różnie. Każdy ich film stawał się wydarzeniem, każdy zdobywał wiele nagród, zazwyczaj zasłużonych. Co ciekawe, każdy był świadectwem czasów, o których opowiadał – ludzie znani z imienia i nazwiska, z całym bogactwem społecznego tła za sobą,  zostali wrzucani w wir czegoś, czego sami do końca nie rozumieją.

Ostatnie ich dzieło, „Plac Zbawiciela”, zbudził najwięcej kontrowersji ze względu na emocjonalny szantaż, jakiego dokonano podczas wiwisekcji problemu bohaterów – to boli, owszem, ale jednocześnie miało uwierać. I boleć, bardzo mocno. Sposób wywołania uczuć u widza jest mistrzowski i zawsze kojarzył mi się z psychologicznymi matactwami Larsa von Triera, co dla wielu osób jest nie do strawienia, a ja przede wszystkim tego typu emocji w kinie szukam, nawet jeśli wywołują niedowierzanie, irytację bądź wkurwienie. Ten sam trop był zresztą widoczny w „Długu”, najlepszym polskim filmie lat 90., obok „Psów” Pasikowskiego. Raz że to genialny portret emocjonalnego szantażu, a dwa – kawał dobrego scenariusza i pasjonującej, charakterystycznej reżyserii. W podobnym tonie, choć nie tak intensywnie, prezentowały się „Gry uliczne”, jeden z niewielu polskich filmów ze znakomicie zarysowaną i poprowadzoną intryga o proweniencji kryminalnej.

Trochę z zupełnie innej bajki był „Mój Nikifor”, bez którego XXI wieku w polskim kinie byłby zdecydowanie uboższy. Artysta kontra to, co za artystę powinno uchodzić, co w artysty głowie siedzi, co w społecznym wyobrażeniu artysty jest piękne, a co brzydkie. Pamiętam, że gdy zobaczyłem po raz pierwszy ten film, to po pierwsze byłem pewien, że widzę właśnie wybitną, ikoniczną rolę Krystyny Feldman, a po drugie, ze świecą szukać drugiego tak prawdziwego i – w swoim nieudawaniu niczego – szczerego kina o życiu w sztuce.

Podobnym tropem idzie PAPUSZA, którą niepostrzeżenie zobaczymy jesienią. Gdyby sugerować się dotychczasową działalnością duetu Krauze & Kos-Krauze, gdyby przyjąć za dobra monetę obrany temat, intrygujący teaser (poniżej) i recenzję Pawła T. Felisa z festiwalu w Karlowych Warach, to mamy do czynienia z najlepszym polskim filmem tego roku – mówię Wam!

 

Tym razem rzecz się rozchodzi o Cyganów i poetkę romską, Bronisławę Wajs, zwaną Papuszą. To jej biografia filmowa, ale jednocześnie – sugerując się słowami Joanny Kos-Krauze – zbiorowy cygański bohater. Papusza była pierwszą poetką cygańską w Polsce – świadomą tego, że nią jest. Mieszkając wśród analfabetów nauczyła się pisać i czytać. Tkwiąc w społeczności, w której obowiązuje surowy kodeks moralny, przekroczyła wiele granic. Tym samym stała się poetką wyklętą – Romowie oskarżali ją o zdradę „tajemnic cygańskich”, mając na uwadze głównie swój wyjątkowy język, który nie powinien domagać się spisywania i rozumienia, szczególnie przez tych, którzy do społeczności nie należą.

Krauze stworzyli film w języku romskim. Podobno z rwaną, nielinearną narracją, z pietyzmem odtwarzając 70 lat cygańskiej historii, ze znakomitymi rolami Jowity Budnik i Antoniego Pawlickiego, którzy intensywnie uczyli się romskiej kultury przez rok. Zwróćcie uwagę na piękne zdjęcia Krzysztofa Ptaka, który nie przestylizował kadrów, choć malarskość jest wyczuwalna. „Papusza” zapowiada się więc wybornie w każdym aspekcie. Trzymam kciuki za sukces, bo wszystko wskazuje na to, że film jest tego warty.

Rafał Oświeciński

Rafał Oświeciński

REDNACZ at FILM.ORG.PL
Celuloidowy fetyszysta.
Kino istnieje nie tylko dla rozrywki. Powinno budzić emocje. Powinno szokować ibulwersować. Powinno bez skrupułów zmuszać mózg i serce do wytężonej pracy. Dlatego wolę nieudane eksperymenty od udanych średniaków tworzonych od linijki.
Rafał Oświeciński






  • paweł

    „Papusza” zapowiada się świetnie ;)

    http://polskifilm.com.pl/papusza/

  • Kazik

    Sam pomysł by zaprezentować Papuszę jest zacny. W ogóle, jak już Krauze do spółki z żoną robi swój kolejny film, to zawsze bardzo dobrze wie, jaka to ma być produkcja i o czym. O wiele gorzej przedstawia się sprawa z Joanną Budnik w roli tytułowej. Wiem, filmu jeszcze nikt nie widział, toteż nie mam obaw, że Budnik zostanie źle poprowadzona, nie podoła roli, itd. Chodzi o to, że TOTALNIE nie pasuje do roli cygańskiej dziewczyny!
    Nie ma w swoim wyglądzie nawet procenta romskiej urody. Naprawdę Krauze popełnili ogromny błąd. Martwi to tym bardziej, że pomysł aby w roli Nikifora obsadzić Krystynę Feldman był genialny. Jeżeli chodzi o Papuszę, widzowie może nie będą się śmiać widząc Budnik na ekranie, ale zwyczajnie nie wierzę, że dadzą się ponieść emocjom i zobaczą w niej najsłynniejszą polską cygankę. Naprawdę, warto było znaleźć jakąś zupełnie nieznaną dziewczynę, dziewczynę o czarnych włosach, ciemnych oczach i śniadej cerze. Raz, że nie sądzę aby Budnik, którąkolwiek z nich pokonała w sensie aktorskich umiejętności, a dwa, okazało by się, że w filmie uchwycono by również kwestię fizycznego podobieństwa do prezentowanej bohaterki. To jak został przedstawiony filmowy Nikifor, chodzi mi o jego wygląd, świadczy o tym, że Krauze przywiązywali do tego olbrzymią wagę. Dlaczego zatem decydując się na sportretowanie niewątpliwie nieprzeciętnej osobowości jaką była Papusza, postawili na kompletnie niczym się nie wyróżniającą Joannę Budnik? Nie wiadomo. Prawdopodobnie, miło im się z nią wpółpracowało przy okazji „Placu Zbawiciela”. W porządku, tyle, że jest to wyraźnie droga na skróry i pójście po najmniejszej linii oporu. Skoro ktoś podejmuje się opowieści o tego typu postaci, w jakimś sensie, jedynej w swoim rodzaju, to powinien naprawdę starać się dać z siebie wszystko a nie hołdować przyzwyczajeniom na zasadzie, aby było szybciej i łatwiej. Nie sądzę, aby to był dobry film.

    • to za daleko idące przypuszczenia i niepotrzebne myślenie zyczeniowe. Co jak co, ale ocenić jakość aktorstwa mozna dopiero po zobaczeniu filmu. W tym momencie masz tylko kilka zdjęć i teaser, w których nic nie słychać, a już na pewno nie można nic powiedzieć o roli Budnik, no bo jak. Zresztą, to jest świetna aktorka, do tego twarz niezbyt kojarzona przez widzów i nie mam wątpliwości, że z rolą sobie poradzi. Felis mówi o niej w recenzji w samych superlatywach.

    • Jokullus

      Aktora można dopiero ocenić po tym jak się go zobaczy na ekranie, dla przykładu podam Ci np. Ledgera i jego rolę w „Mrocznym Rycerzu” – ileż było biadolenia, że nie pasuje, że nie ta twarz, że jakim cudem niby – a zrobił coś genialnego.






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Dźwięk w kinie cz. 5: Jean-Luc Godard

Następny tekst

Lovelace - głębokie gardło na ekranie



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE