Only God Forgives - recenzja | FILM.ORG.PL

Only God Forgives (prosto z Cannes)








Filip Jalowski
22.05.2013


Lata temu był sobie Carl Theodor Dreyer, następnie Lars von Trier, a od dwóch lat najbardziej popularnym z duńskich reżyserów jest Nicolas Winding-Refn. W wywiadach twórca wspomina o tym, że w momencie rozpoczęcia przygody z kinem myślał, że będzie kręcił filmy o wrażliwych kobietach, o ich życiu wewnętrznym. Los i inspiracja pokierowały go jednak w zupełnie inną stronę. Kino Refna to scena dla starć pomiędzy brutalnymi mężczyznami. Kadry wszystkich jego filmów – od „Pushera” na „Drive” kończąc aż kipią testosteronem. Nie jest to jednak prosta emanacja przemocą oraz okrucieństwem. W kinie Duńczyka jest miejsce dla całego spektrum innych, bardziej subtelnych emocji. „Drive”, czyli film, który spowodował, że zainteresowanie powstałe wokół Goslinga i Refna sięgnęło szczytu, to z jednej strony kino typowo męskie, brutalne, z drugiej natomiast niezwykle wrażliwe i wręcz idealistycznie romantyczne. Zdaje się, że to właśnie ta prawidłowość odróżnia Duńczyka od twórców popularnych shockerów, w których pojedynczy i jednowymiarowy bohater wytacza vendettę swoim wrogom. U Refna o jednym wymiarze nie ma mowy.

Szum spowodowany premierą „Drive” spowodował, że o kolejnym filmie Refna mówiło się jedynie w kontekście filmu o małomównym kierowcy. W momencie realizacji „Only God Forgives” Duńczyk był tego jak najbardziej świadomy. Świetne trailery oraz krótkie opisy historii, które zaistniały w sieci przed premierą upodabniały oba filmy. Złośliwi mówili nawet o tym, że „Only God Forgives” będzie opowieścią o wycieczce Drivera do Tajlandii. Nic bardziej mylnego.

Nowy film Refna znacząco różni się od opowieści o Goslingu i Mulligan. Bliżej mu raczej do klimatu znanego z „Valhalla: Mroczny wojownik”. Niemal każda scena odbywa się w zwolnionym tempie. W momencie, gdy bohaterowie poruszają się po przestrzeni kadru świat za ich plecami po prostu zamiera. Ludzie znajdujący się w tle wyglądają jak figury woskowe, które nieustannie oświetlone są intensywnym czerwonym światłem. „Only Gos Forgives” jest filmem maksymalnie wystylizowanym. Plan to jedna wielka kompozycja plastyczna zbudowana na kontraście odcieni wspominanej już czerwieni oraz błękitu, który pojawia się niezwykle rzadko, ponieważ jego zadaniem jest podkreślenie ludzkiej strony postaci. Ta z kolei, odsłania się u Refna niezwykle rzadko. W jego wizji Tajlandii dominuje przemoc, która najczęściej związana jest z charakterystycznym dźwiękiem wydawanym przez samurajski miecz tnący powietrze oraz ludzkie ciała (najczęściej znajduje się on w dłoniach doskonałego Vithaya Pansringarma).

W „Only God Forgives” teatr okrucieństwa i śmierci nie zostaje sprowadzony poza kulisy. Jeśli któryś z bohaterów zadaje drugiemu ból, sprawia, że na jego ciele pojawiają się rany, widz widzi to w dużych zbliżeniach. Odcięte kończyny, otworzone klatki piersiowe, przekute dłonie, uda, gałki oczne – w tej wizji Tajlandii to całkowita normalność. Tego typu ukazanie przemocy jest jednak bardzo silnie wpisane w restrykcyjnie opracowaną stylistykę. Śmierć i ból przerywają powolnie, niemal kontemplatywne tempo filmu i popychają historię do przodu.

Założę się, że film Refna sprawi bardzo duży problem widowni i zostanie przyjęty w niezwykle zróżnicowany sposób. Gosling w zasadzie pozostaje Driverem – to postać zbudowana na tej samej oszczędnej mimice, gestykulacji, wylewności. To wciąż bohater niejednoznaczny. Nie ma swojej Mulligan, jej miejsce zastępuje matka, o której miłość zabiega. W „Only God Forgives” Refn przeprowadza jednak coś, co można by nazwać „egzekucją poprzedniego filmu”. To wyraźnie odcięcie się od sukcesu „Drive” i powrót do kina, które sprawia widzowi o wiele więcej problemów (szczególnie poprzez niezwykle powolne tempo i skrajną stylizację, o której wspominałem powyżej). Zresztą, sam Gosling jest zdecydowanie przyćmiony przez Changa, czyli człowieka, który za pomocą samurajskiego ostrza wymierza krwawą sprawiedliwość. To on jest w tym świecie prawdziwym człowiekiem z zasadami.

Niezwykle znacząca jest dedykacja, która pojawia się w napisach końcowych. Duńczyk dedykuje film Alejandro Jodorowskiemu. W momencie, gdy poznamy stosunek Chilijczyka do sławy, pieniędzy oraz rozgłosu doskonale zrozumiemy również motywację Refna. Duńczyk chce robić swoje kino, a nie kolejne „crowd-pleasery”. Ja z „Only God Forgives” jestem niezwykle zadowolony. Ludzie jednak masowo wychodzili z Sali projekcyjnej. Jak słusznie zauważył Karol – „haters gonna hate”. Refnowi chyba właśnie o to chodziło.







  • Mariusz

    Bardzo podobał mi się „Drive” i mam nadzieję, że ten film również okaże się zaskakująco dobry. Chociaż zdanie „Niemal każda scena odbywa się w zwolnionym tempie” stawia pod znakiem zapytania moje wyjście do kina ;)

  • Guest

    Widziałam wszystkie filmy Refna i muszę stwierdzić, że Drive najbardziej odbiegało od filmów wcześniejszych. Mam wrażenie, że był po prostu bardziej „amerykański”. Po przeczytaniu tej recenzji odnoszę wrażenie, że OGF będzie bardziej przypominało te wcześniejsze. I dobrze! Teraz czekam na ten film z jeszcze większą niecierpliwością.

  • Simon Dark

    Super, zakasowaliście wszystkich z pierwszą recenzją OGF, cieszy że film udany i może za sukcesem Drive szybko ukaże się w naszych kinach

    • etam

      14 czerwca wchodzi do naszych kin

    • prawdopodobnie była to pierwsza recenzja na świecie :)

  • rar

    Czekam na ten film jak na święta. Po tej recenzji jeszcze bardziej. Dzięki!

  • aaa

    Nie dowiedziałam się niczego więcej od tego co mogłam ocenić po zwiastunie.

    • Fidel

      Bo zwiastun to właściwie kwintesencja filmu ;)

      • aaa

        W takim razie powinnam być zadowolona z seansu, bo dla mnie zwiastun jest zajebisty :)

  • Klopp

    He, he… a krytyka film zmiażdżyła, został wygwizdany w Cannes. Już widzę te komentarze: „Nie znają się” ;]

    • Fidel

      Ależ Refnowi z całą pewnością bardziej odpowiada wygwizdanie, niż gromkie brawa. Refn zrobil OGF z premedytacją i z całą pewnością takich reakcji się spodziewał. Na pokazie premierowym gwizdów nie słyszałem, ale ludzie z sali wychodzili. Niemniej, wychodzą z właściwie każdego filmu, więc to też średni wyznacznik. Gdy czytam negatywne opinie na RT to na twarzy automatycznie pojawia mi się uśmiech.

  • Łukasz Grzesik

    Drive – z początku małe zainteresowanie filmem, potem wszyscy siedzieli jak na szpilkach.
    Valhalla Rising – tu nie robiłem rodzinnego oglądania, jednak film ten obejrzała młodsza siostra i uważa go za ten z gatunku „Fajny”

    Jak myślicie to dobre rekomendacje przed obejrzeniem „Tylko Bóg przebacza”?

  • Pingback: Jesteśmy dostawcami przyjemności i chcemy robić Ci dobrze | Film.org.pl()

  • Pingback: Jesteśmy dostawcami przyjemności i chcemy robić Ci dobrze | Filmowa baza wiedzy()






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Cannes, dzień 5: Guinness z nalewaka

Następny tekst

Cannes, dzień 6: Fotoreporterzy na drabinach



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE