Od dream palaces do multipleksów czyli degradacja kultury filmowej | FILM.ORG.PL

Od dream palaces do multipleksów czyli degradacja kultury filmowej








Dominika Grochowska
04.06.2014


Loew’s Majestic Theatre, Bridgeport, Connecticut

Loew’s Majestic Theatre, Bridgeport, Connecticut

(…) to było dużo więcej niż tylko miejsce do obejrzenia filmu – tak o jednym z dream palaces (czy inaczej movie palaces bądź pałaców kinowych) mówił David M. Guss, kurator wystawy Lost Theatres of Somerville.

Wielkie, luksusowe budynki przyćmiły erę małych i zazwyczaj obskurnych nickelodeonów, podnosząc tym samym wartość X Muzy. Wyrażenie pokaz filmowy nabrało nowego znaczenia, zaczęło rozszerzać się do pojęcia kultury filmowej, a gale otwarcia kinowych pałaców przyrównywano nawet do przyjęć u Prezydenta. Dominowały trzy typy – klasyczne movie palaces, które z racji łączenia najróżniejszych stylów architektonicznych takich jak francuski barok, włoski renesans, orientalizm czy gotyk, miały charakter niezwykle eklektyczny; atmospheric theatres, których reprezentatywną cechą było wykorzystanie sufitu czy też sklepienia jako iluzji otwartego nieba, oraz pałace kinowe w stylu art deco, tj. z jednej strony wykorzystującym w nowatorski sposób figury geometryczne, a z drugiej łączącym w swoich zdobieniach egzotyczne gatunki drewna, kość słoniową czy skórę zwierząt.

Patio Thetre, Chicago

Patio Theatre, Chicago

Były to, przytaczając za Davidem Parkinsonem, autorem książki 100 idei, które zmieniły film, pałace marzeń z marmurowymi foyer, żyrandolami, złoconymi tynkami, dywanami, gobelinami, freskami, szerokimi schodami, fontannami i klimatyzacją. Właściciele nieustannie prześcigali się w nieoficjalnym konkursie na najpiękniejszy, najbardziej elegancki czy też ekskluzywny movie palace. Wyjątkowość i oryginalność były cechami nadzwyczaj pożądanymi.

Dziś, w dobie multipleksów najważniejsza wydaje się być z kolei jednorodność. Kina sieciowe sprawiają wrażenie różnić się jedynie ilością sal, choć oczywiście nieznacznie. Wszędzie ten sam kolor wykładziny, identyczne siedzenia oraz podobny problem z brakiem szatni i obwieszaniem foteli kurtkami. Także zewnętrzny wygląd multipleksów rzadko kiedy się zmienia, bo i po co? Skoro jeden się sprawdził to zróbmy takie wszystkie (dodatkowo będzie przecież taniej). Bolesne przeciętność oraz przewidywalność. Nawet usytuowane są w pokrewnych miejscach: gdy jesteśmy w obcym mieście i szukamy kina wystarczy odwiedzić pobliskie centra handlowe. Film traktuje się jako jeden z towarów w wielkim supermarkecie, gdzie najważniejsza jest ilość, a nie jakość.

Regent Theater, Harlem, New York

Regent Theater, Harlem, New York

The Strand, New York

The Strand, New York

Regent, The Strand, Rialto, Roxy czy Rivoli, pochodzący od Rue de Rivoli, czyli ulicy, na której znajduje się Luwr, to tylko nieliczne przykłady różnorodności nazw dream palaces, które dodatkowo wzbogacały rozmaite i wyjątkowe szyldy. Każdy z inną czcionką, w innym kolorze, większy, mniejszy, podświetlany lub nie, cała gama. Zachwycające i skutecznie przyciągające potencjalnego odbiorcę. Współcześnie mamy natomiast kolejne nastawienie na masowość i rezygnację z indywidualizmu w postaci ujednolicenia nazwy i logo. Jedyny przejaw szaleństwa to dodanie na końcu określenia galerii handlowej, jak np. Cinema City Plaza w Toruniu.

The Egyptian Theatre, DeKalb, Illinois

The Egyptian Theatre, DeKalb, Illinois

Dream palaces zależało na stworzeniu warunków, w których widz będzie mógł pozwolić sobie na całkowite oderwanie się od rzeczywistości, na ofiarowanie zwykłemu zjadaczowi chleba odrobiny luksusu. Zaczynało się zazwyczaj od odsłonięcia kurtyny, co już w pewien sposób podnosiło rangę wydarzenia, a także nadawało mu wzniosły charakter. Dalej, większości projekcji towarzyszyła muzyka grana na żywo przez specjalnie zatrudnianą orkiestrę, co w połączeniu z wysokiej klasy filmami dawało wykwintny efekt. Również różnorodność rozlokowania siedzeń, bo oprócz standardowych rzędów foteli były także balkony czy loże, była sporym atutem. Miejsce stało się integralną częścią pokazu filmowego. Oprócz plakatów filmowych właściciele rozwieszali także, bądź zamieszczali w gazetach, ogłoszenia z reklamami movie palaces, zawierającego przeważnie zdjęcie pałacowego kina i krótką, zachęcającą do przyjścia notkę. Widz był do kina zapraszany, zabiegało się o jego obecność i udział w filmowym spektaklu. Nastąpiła nobilitacja X Muzy. Film z taniej rozrywki stał się sztuką.

View of the Rivoli Theatre

George Rapp, jeden z czołowych architektów dream palaces, opisywał to miejsce ponadto jako świątynię demokracji, miejsce, gdzie biedni ocierają się o bogatych. Wciąż powtarzano i podkreślano, że spektakl jest dla zwykłych zjadaczy chleba, którzy w pałacach mają poczuć się jak książęta i księżniczki.

A jak jest dzisiaj? Ceny biletów są coraz wyższe, co z kolei potęguje piractwo, które to ma wpływ na wzrost kwoty jaką musimy zapłacić za wybranie się do kina. Tworzy się niestety błędne koło. Sam multipleks również specjalnie nas nie zachęca do skorzystania z jego oferty, która jest niestety dużo bardziej uboga niż kiedyś. Film oglądamy zazwyczaj nie przy akompaniamencie granej na żywo muzyki a szelestów popcornu, siorbania coca-coli i dźwięków niewyciszonych telefonów. Projekcję poprzedza przeważnie trwający minimum kilkanaście minut blok reklamowy, który bynajmniej nie umila czasu widzowi. Ogromna ilość sal, bo tego nie da się zaprzeczyć, nie świadczy niestety o różnorodności repertuaru obfitującego jedynie w utwory głównego nurtu. Owszem, od niszowych produkcji są kina studyjne, ale one mają tylko jedną, zazwyczaj dużo mniejszą, salę, co jest pewnym utrudnieniem przy układaniu harmonogramu projekcji. Brak w multipleksach indywidualnego podejścia do seansu kinowego, filmy odtwarzane są taśmowo, bez głębszych refleksji.

Upadły "pałac kinowy", foto: Matt Lambros

Upadły „pałac kinowy”, foto: Matt Lambros

Upadły "pałac kinowy", foto: Matt Lambros

Upadły „pałac kinowy”, foto: Matt Lambros

Upadły "pałac kinowy", foto: Matt Lambros

Upadły „pałac kinowy”, foto: Matt Lambros

Multipleksy zajmują z pewnością mocną pozycję w procesie degradacji kultury filmowej. Ślepe nastawienie na masowość zabija jakość i warunki projekcji, która przestaje być doniosłym wydarzeniem. Jeden z celów, czyli przyciągnięcie do kina jak największej liczby widzów, został ten sam, jednak argumenty są dziś niezbyt przekonywujące. Duża ilość miejsc w kinie to za mało, a szeleszczący popcorn i rozlewający się na wykładzinę sos od nachosów niewielu przyciągają.

Filmowy spektakl zagubił się gdzieś w jednej z kilkunastu sal.







  • Jan Dąbrowski

    Wspaniały pomysł, takie teksty są potrzebne. Chylę czoła.

    • Dominika

      Dziękuję serdecznie!

  • Patryk Głażewski

    Co prawda, to prawda. Z jednej strony nie mam niechęci do multipleksów, ale z drugiej strony z pewną nostalgią patrzy się na takie sale. Mimo wszystko dźwięk telefonu zamiast muzyki granej na żywo to po prostu cena postępu, choć dam głowę, że jeszcze w latach 90 w kinie była obecna kurtyna.

  • Robert

    Przecież liczy się sam seans, film, a nie to, czy jest on wyświetlany na Księżycu, łodzi podwodnej, czy pustyni.

    • Gdyby wychodzić z takiego założenia to architekci nie mieliby nic do roboty (przecież chodzi tylko o budynki i konkretną użyteczność) :) Ale też wydawcy (przecież chodzi o czytanie, co za różnica jak to wydane), producenci samochodów (przecież chodzi o przemieszczenie się z punktu A do B), producenci telefonów (przecież chodzi o dzwonienie) itepe itede.

      • Robert

        W tym momencie mówisz jedynie o wyglądzie, bo nie wspominasz o wydawani książki w twardej oprawce, odpornej na zniszczenia, samochodzie, który pokona odległość od punktu A do punktu B w mniej niż godzinę, przy znakomitym spalaniu, telefonie, który oprócz dzwonienia może podać ci godzinę obudzić cię lub zmierzyć tętno. W kinie się tylko siedzi i ogląda FILM,a nie bogate stiuki, maswerki, tympanony, kolumnady czy krużganki. Multipleksy to nie regres, to po prostu wygoda i maksymalna ergonomia

        • Wyjątkowe zjawiska – a film nim jest – czasami potrzebują wyjątkowej oprawy. Chodzi niekoniecznie o doznania związane bezpośrednio z filmem, a te dotyczące _wyjścia do kina_, z oglądaniem filmu w kinie. Być może wynika to z tego powodu, że tęsknię do tak staroświeckiego i szerszego pojmowania filmu, który nie jest po prostu tylko obrazkiem z dźwiękiem. Wychowałem się nie w multipleksach, a właśnie w takich lokalnych dream palaces (co prawda dalekich od „dream” :) i pewnie sentyment gra tu główną rolę, ale czy to źle? Po prostu fajnie obejrzeć film w kinie innym niż multipleks.

          • Robert

            Film sam w sobie ma wyjątkową oprawę, nikt nie zwraca uwagi na to, gdzie siedzi, ale czy jest wygodnie i czy cola się nie wyleje. Jasne,że tak, no i w kameralnych kinach dużo lepiej o ciszę i spokój, której w multipleksie nie uświadczysz, chyba,że 3 tyg. po premierze. No i nie należy zapominać,że oba typy kin są potrzebne: sentymentalne i staroświeckie dla staroświeckich filmów, multipleksy dla nowości

          • no ba, nie wyobrażam sobie „Grawitacji” w innym kinie, niż w 3D i w Imaxie :)

  • Mefisto

    Ano, było minęło. Wystarczy wspomnieć choćby nieodżałowaną Moskwę, której ekran był na tyle duży, że można było delektować się filmem także z pokaźnego balkonu. Potem kino zburzono i zastąpiono i owszem, klimatycznym, ale mimo wszystko typowym multipleksem, który zresztą bardzo szybko upadł i teraz jest tam albo pustostam albo jakieś biura i sklepy, do których nikt normalny nie zagląda. Ino lwy się ostały.

  • janekk
  • Kazik

    Hej w niektórych multipleksach są kurtyny. Tekst fajny, chociaż ja bym specjalnie nie dramatyzował. Nie każdy multipleks jest zły i nie żadne pojedyncze kino było takie super. To samo dotyczy widzów – szeleścić i brudzić wykładzinę można wszędzie, pewnie w pałacach festiwalowych też. W każdym razie uroczyste premiery odbywają się przecież w przeznaczonych do tego luksusowych salach.

  • Anna Rabikowska

    Świetny tekst. Chętnie wybrałabym się do takiego palace movie theatre. Póki co, na szczęście w Warszawie działa prężnie kilka kin studyjnych (polecam szczególnie Kulturę i KC), więc jest nadzieja na lepsze jutro! ;)

  • PS

    Dobrze pamiętam, jak jeszcze w latach 80. w wielu polskich kinach seans filmowy był poprzedzany gongiem i odsłonięciem kurtyny. Teraz wchodzę i mam pół godziny reklam, skutecznie rozwalających cały klimat oczekiwania na film.

    • Peter

      Ja tam lubie reklamy, jeśli trailery. I rozumiem, że bez nich się nie da. Drogie są, bo w 100 % skutecznoscia, a nawet multiplexa z popkornami finansowo nie idzie cud miód i orzeszki.

  • Leszy

    Jeśli chodzi o ta standaryzację, to sale kinowe budowane w oparciu o zachodnie standardy, w Polsce się nie sprawdzają. Nie uwzględniają tego, że polski widz czyta napisy i dużą uwagę skupia na dolnej krawędzi ekranu. W związku z tym takie usytuowanie foteli wzgledem ekranu jakie spotykamy w multikinach i cinemacity jest do dupy.






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Star Wars VII - fotki z planu

Następny tekst

Yves Saint Laurent



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE