publicystyka filmowa

NAJCIEKAWSZE POLSKIE ANIMACJE KRÓTKOMETRAŻOWE i trochę historii

Autor: Maja Budka
opublikowano

Rysowana historia Polski jest wielopostaciowa, różnokolorowa i zagmatwana. Przybiera kolejno maski wielkich mistrzów, dzięki którym  film animowany pozostaje narodową specjalnością polskiej kultury. I choć nadal trudno w to uwierzyć, skrywa w sobie wiele arcydzieł, małych i dużych. Takich, które grały na nerwach komunistycznej cenzurze, zachwycały zagranicznych recenzentów, skrywały w sobie trochę polskiej historii i obyczajowości. A wszystkie, od przedwojennych filmów Władysława Starewicza po etiudy młodych animatorów łódzkiej filmówki. Od animacji lalkowej, wycinanek, malarskich i surrealistycznych ruchomych obrazów po komputerowe produkcje, warte są poznania. 

Gdy mowa o historii polskiej animacji, zacząć należy od urodzonego 1882 roku w Moskwie Władysława Starewicza. Czarodzieja kina animowanego, twórcy pierwszego w historii filmu lalkowego. Filmowiec karierę rozwijał najpierw w Rosji, później we Francji. Zawsze jednak zwracał uwagę na swoje polskie pochodzenie. Z połączenia jego dwóch największych zainteresowań: rysunku oraz entomologii zrodzić się miały jego pierwsze filmy. W czerwcu 1910 roku w swojej domowej pracowni Starewicz dokonał oryginalnego eksperymentu. Zafascynowany różnorodnością i bogactwem świata owadów postanowił najciekawsze okazy uwiecznić na filmie, między innymi żuki, których zwyczajami interesował się od dawna. Te jednak, spłoszone oraz onieśmielone światłem kamer, zastygały nieruchomo. W tym momencie filmowiec sięgnął po animację lalkową, tworząc niesamowity i baśniowy spektakl. Wspominał owe wydarzenie słowami:

Kiedy próbowałem sfilmować walkę żywych żuków o samicę, okazało się, że po włączeniu reflektorów zamierały one w bezruchu. Wpadłem więc na pomysł, aby uśpić moich rycerzy. Oddzieliłem ich kończyny i rogi od tułowia, następnie z powrotem umieściłem je na właściwym miejscu przy pomocy cieniutkich drucików. Tak spreparowane lalki z uśpionych owadów ubrałem w kostiumy, buty z cholewami oraz dałem do ręki rapiery.

Walkę Starewicz sfilmował na tle stylizowanej dekoracji, dzieląc ruch na poszczególne fazy oraz wykonując zdjęcia klatka po klatce, odtwarzając spektakularny pojedynek owadów. W epoce, w której animację utożsamiano z techniką rysunkową, Starewicz zrealizował wiele widowiskowych i doskonałych pod względem technicznym filmów lalkowych. Czerpał inspiracje z literatury oraz wnikliwej obserwacji przyrody. Bawił się baśnią oraz satyrą, szczególnie taką ubraną w owadzie kostiumy. Anegdota głosi, iż niektórzy widzowie filmów Starewicza, nie wiedząc, że oglądają ożywione lalki, nie mogli się nadziwić treserskim zdolnościom reżysera, który nauczyć miał owady oraz płazy sztuki aktorskiej.

Tworzenie filmów lalkowych w Polsce przejęli Halina Bielińska oraz Włodzimierz Haupe, a w 1958 roku wypuścili znamienną Zmianę warty. W założeniu banalna historia miłość żołnierza do królewny została tu odegrana w uroczy i dowcipny sposób. Prosty, ale jednocześnie niezwykły, ponieważ historia została odegrana przez pudełka zapałek.

Ożywione przedmioty grają na tle umownej dekoracji, utrzymane w beztroskiej baśniowej konwencji. Choć antropomorfizacja zwykłych przedmiotów miała już miejsce w animacjach zagranicznych, między innymi w Apelu zapałek Arhura Melbourne-Coopera z 1899 roku, w Polsce była to śmiała zapowiedź zmian. Odejścia od sztywnego realizmu na rzecz oryginalnej zabawy formą oraz materią w animacji lalkowej.

W polskiej sztuce lat 50., dopiero co wyzwolonej spod dyktatury socrealizmu, szerzyła się gorączka nowoczesności. Gdy w galeriach królowało malarstwo abstrakcyjne, Jan Lenica oraz Walerian Borowczyk, młodzi, ale uznani już graficy, zaczęli wystawiać filmy zgodne z duchem czasu: eksperymentalne, nieokrzesane, nowoczesne. Zerwali ostatecznie z obowiązującą formułą baśniowego filmu animowanego. Nakręcani awangardą francuską oraz kinem pionierów tworzyli dzieła wykraczające poza jakiekolwiek normy formalne oraz stylistyczne. Były one bliskie abstrakcji, pobudzały wyobraźnię, wzruszały, śmieszyły oraz bawiły oko. Taki był między innymi Dom, sztandarowe dzieło tandemu Lenica-Borowczyk, milowy krok zmierzający do nadania pełnej autonomii plastycznej filmowi animowanemu.

Dom to opowieść o sensacyjnej kamienicy, która skrywa surrealistyczne obrazy  utrzymane w różnych konwencjach stylistycznych – od kolażu, ruchu aktora, animacji lalkowej, po ożywione fotografie. Skomponowane, jak sam Borowczyk podpowiada, na wzór wierszy. Film nadał nową, pojemną formę polskiej animacji dla dorosłych, pełną wrażeń artystycznych oraz plastycznych, a także stał się przepustką do międzynarodowej kariery obu jej twórców, czołowych już reprezentantów polskiej animacji.

Prawdziwą wizytówką tworzącej się polskiej szkoły animacji miał stać się jednak Labirynt, dzieło Jana Lenicy z 1962 roku. Widzowie nauczeni, że jeżeli nie wiadomo, o czym jest film, na pewno skrywa zakazane treści, byli przekonani, iż pod powierzchnią hipnotyzujących, groteskowych obrazków bije krytyka totalitarnego państwa. Miał to być film antyustrojowy,  pełny czarnego humoru, kafkowskiego nastroju, sarkastycznej groteski na temat Gomułkowskiej Polski. I choć Labirynt zmagał się długo z cenzurą, paradoksalnie chętnie wysyłano go na zagraniczne festiwale, z których wracał sowicie nagradzany.

Sam twórca jednak stronił od podejrzeń na temat silnej politycznej wymowy filmu. Zdaniem Lenicy animacja o pewnym mężczyźnie uwięzionym w opuszczonym mieście – labiryncie miała „ukazać sytuację jednostki w społeczeństwie”, malować portret indywidualisty w opresyjnym świecie. Polityczna alegoria stała się więc tajemnicą poliszynela. Widzowie zaś, którzy nie przedzierają się przez warstwy znaczeniowe filmu, mogą nacieszyć się dopracowaną surrealistyczną animacją skomponowaną starannie niczym obraz, której osobne kadry zdobiły strony ówczesnych magazynów poświęconych sztuce. Zdaniem niektórych najsłynniejszy film Polaka był także bezpośrednią inspiracją dla równie niesamowitych animacji Terry’ego Gilliama z grupy Monty Python.

Kazimierz Urbański pragnął, by polska szkoła animacji była swoistą formacją malarzy kina. Jego zdaniem polscy artyści filmu animowanego byli „zespołem ludzi sztuki, dążących do indywidualnego wypowiadania się przez film animowany, plastyczny”. Igraszki zaś to pierwszy w pełni animowany film Urbańskiego z 1962 roku. Reżyser, który w każdej swej produkcji eksperymentuje z nową techniką, bawi się plastyką na ekranie, w Igraszkach analizuje możliwości formalne wycinanki. Na prostych formach: kółkach, trójkątach oraz prostokątach opiera się plastyka antymilitarystycznej groteski artysty.

Wycięte z papieru, poddane silnej geometryzacji postaci tworzą taneczne widowisko dzięki plastycznej sile prostych środków obrazowania. Spektakl przemocy, lot wirujących strzał oraz pocisków, który trwa od czasów prehistorycznych do współczesności, twórca przeplata z dramatycznym rozpadem kruchych obiektów, które rozsypują się na małe kawałki. Płynny balet łamliwych żołnierzyków, ich dowcipne igraszki z bronią, uzyskane dzięki zabawie formą i kolorem, niosą ze sobą pacyfistyczny przekaz autora.

Ostatnio dodane