Redakcyjne TOP 5 z 2013 roku | FILM.ORG.PL

Redakcyjne TOP 5 z 2013 roku








10.01.2014


A oto nasze redakcyjne piątki :) 

 

 

Przed polnoca

Tomasz Urbański

1. Przed północą – Chodzone kino gadane wciąż w cenie. Linklaterowi po raz trzeci udała się sztuka niebywała, zrobił fantastyczny, szczery i prawdziwy film, który mimo swej statyczności ogląda się z wypiekami na twarzy. Celine i Jesse po raz trzeci stąpając mocno po ziemi udowadniają, że kino wciąż nie jest jeszcze wyprane z uczuć, robiąc to z wdziękiem, czarem i humorem.

2. Django – Tarantino nie odpuszcza. Robi to co lubi, z ludźmi których lubi i wychodzi mu ponownie wybornie. Mistrzowska reżyseria, wyborna obsada, humor pierwsza klasa i kilka scen-perełek, które stanowią o jakości tego filmu.

3. Grawitacja – Nie sądziłem, że będąca w sferze marzeń podróż w kosmos tak szybko dojdzie do skutku. Dzięki Cuaronowi doświadczyłem pięknie sfilmowanej przejażdżki na obrzeżach otchłani. I jako zagorzały przeciwnik okularów 3D po raz pierwszy w pełni doceniłem zasadność wykorzystania tej technologii.

4. Wyścig – O tym, że Formuła 1 jest dyscypliną bardzo filmową nie trzeba nikogo przekonywać. Kiedy dodamy do tego scenariusz, który napisało życie, a dotyczący rywalizacji dwóch znakomitych kierowców, a za to zabierze się Ron Howard możemy spodziewać się jazdy na krawędzi fotela. Dokładnie to otrzymujemy: świetną warstwę wizualną w filmie pełnym emocji. I choć to dokumentalnego „Sennę” bardziej sobie cenię, to i ten szczerze polecam, nie tylko miłośnikom sportów i motoryzacji.

5. Drogówka – Kolejne nie-ma-zmiłuj od Smarzowskiego to ponownie cios w ryj najwyższej próby. Następny film do kolekcji którego nie mam zamiaru ponownie oglądać, choć bardzo go sobie cenię. Świetna forma, kwiat polskiego aktorstwa, i degrengolada pędząca na łeb na szyję. Jest ostro i tak ma być.

tuż za podium: Stoker i Polowanie.

zycie adeli

Maciej Niedźwiedzki

1. Życie Adeli – rozdział 1&2 – najlepszy obraz roku. Żadnego innego filmu nie przeżyłem tak mocno jak najnowszego dzieła Abdellatifa Kechiche’a. Koniecznie trzeba wspomnieć o doskonałych, prawdziwych kreacjach aktorskich Adeli Exarchopoulos i Lei Seydoux oraz niezwykle wrażliwej, precyzyjnej i wyważonej reżyserii, które czynią ten film niepowtarzalnym. Kechiche opowiada głównie za pomocą detali i zbliżeń. Nie zapomina o żadnym niuansie w psychologicznym rozwoju bohaterek. Łzy Adeli fizycznie spływają z ekranu. Kechiche nie ukrywa niczego przed widzem, unika niedopowiedzeń i niejasności. Grawitacja Cuarona w tym roku zasłużenie namieszała. Film Tunezyjczuka udowadnia, że efekt trójwymiarowości tak naprawdę nie jest kwestią technologii.

2. Holy Motors – niespotykanie oryginalny film z przebojową, niezwykłą rolą Denisa Lavanta (najlepsza tegoroczna pierwszoplanowa rola męska). Leos Carax uderza w zrytualizowane społeczeństwo masek, w którym każdy człowiek jest jedynie aktorem. Wszystko jest już fikcją. Nie ma prawdziwych, szczerych emocji – każde zachowanie jest pozą, kreacją. Carax stawia śmiałe hipotezy, które drażnią, oburzają ale i inspirują. Holy Motors jest przy okazji podróżą po gatunkach filmowych i konwencjach. To na pewno mniej ważny aspekt tego filmu. Jednak świadczy to o wadzę dzieła Caraxa. Od tego obrazu nie da się uwolnić. W każdej, nawet najbardziej trywialnej czynności, wykonywanej w ciągu dnia Carax przypomina o sobie i atakuje mnie pytaniem: „Kogo tym razem grasz?”

3. Wróg numer jeden – najciekawsza i najodważniejsza artystyczna reakcja do zamachów na WTC oraz późniejszej walki z terroryzmem. To, co zachwyca w filmie  to dystans, jaki Bigelow zachowuje do tego tematu. Wróg numer jeden jest pozbawiony martyrologii, ckliwości i patosu. Nie jest amerykańską agitką opowiadającą o rzekomych pokojowych „interwencjach”. Ideologicznie film Bigelow nie jest skorumpowany. Jest odważną, bezkompromisową wypowiedzią na temat polityki Stanów Zjednoczonych. Pod względem realizacyjnym (zdjęcia, montaż, muzyka, dźwięk) jest osiągnięciem wybitnym, wzbogaconym o doskonałą kreację Jessici Chastain. No i jeszcze wieńczący cały film atak na siedzibę Bin Ladena – podczas tej sekwencji z emocji zrywałem obicie fotelu, na którym siedziałem w kinie. Do tej pory nie potrafię zrozumieć czemu Bigelow nie dostała nawet nominacji do Oscara za reżyserię (a powinna opuścić ceremonię z drugą w swoim życiu statuetką w tej kategorii).

4. Blue Jasmine – najlepszy film Allena od lat. Poruszająca opowieść o rozczarowaniu życiem, rozczarowaniu sobą. Brawurowa i magnetyczna kreacja Cate Blanchett (powinna już chyba przygotowywać listę osób, którym chciałaby podziękować, odbierając statuetkę), doskonałe, iskrzące od emocji i napięcia dialogi. Okazjonalny humor  na najwyższym poziomie. Stary, dobry Woody. Udało mu się wszystko. Dobrze, że wrócił do Ameryki – bo tam robi lepsze filmy. W końcu nakręcił obraz kompletny, który ciągle angażuje widza. Życzyłbym sobie, by Allen nieco zwolinł. Wolę czekać dwa lata na kolejne Blue Jasmine, niż co roku dostawać błahych Zakochanym w Rzymie.

5. Ralph Demolka – wahałem się między Ralphem i Uniwersytetem Potwornym. Dwie najlepsze tegoroczne animacje. Niekonwencjonalne i odważne w treści oraz zachwycające stroną wizualną. Najchętniej dałbym im piąte miejsce ex aequo. Wreck-it Ralph w wzruszający i błyskotliwy sposób uczy dzieci (i nie tylko) akceptacji siebie – swoich wad i ograniczeń. Animacja w reżyserii Richa Moore’a kwestionuje postawę marzycielską. Stawia na racjonalizm. Ponad to, rzadko w bajce główny bohater ma tak poważne problemy egzystencjalne.

wyscig-top5

Szymon Pajdak

1. Wyścig – najlepsze scenariusze pisze życie, a rywalizacja Laudy i Hunta to materiał na hit, materiał, którego Ron Howard nie mógł zmarnować. Produkcja, która poruszy nawet ludzi nie mających pojęcia o F1. Piękne zdjęcia, świetna rola Daniela Brühla oraz muzyka Zimmera, która w połączeniu z obrazem momentami wgniata w fotel. I te emocje!

2. Królowie lata – trójka przyjaciół, młodość, bunt i ucieczka, a wszystko to okraszone pięknymi zdjęciami, bardzo dobrym (jak na wiek odtwórców) aktorstwem i lekkością z nutką nostalgii. Film, który zmusił mnie do pozytywnej refleksji nad minionymi czasami.

3. Wielki Gatsby – magia kina w najczystszej postaci, prosta historia, która została przeniesiona bardzo wiernie na ekran, fantastyczne kostiumy i scenografie, oryginalny, ale wpadający w ucho soundtrack i DiCaprio. Subtelny, wyrazisty, hipnotyzujący.

4. Pacific Rim – wielkie roboty naparzające się z wielkimi potworami? Tak, tak, tak! Film durny, prosty, a jednocześnie niesamowicie wciągający i wydobywający z oglądającego jego 12 letnie ja. Kapitalne CGI i projekty, dający się lubić bohaterowie, patetyczna muzyka z chwytliwym motywem przewodnim i opad szczęki w co drugiej scenie. Cztery wizyty w kinie o czymś świadczą.

5. Django – Tarantino i western? Chyba najlepsze co może spotkać kinomana! Film, który jest jak wykwintny drink, na początku może nie podejść, może się wydawać, że za dużo w nim składników, że nieodpowiednie proporcje, ale z każdym kolejnym łykiem smakuje coraz lepiej, a kiedy się kończy idziemy do baru po drugiego. Humor, przemoc, bohaterowie (DiCaprio! Waltz!), zdjęcia. Małe zastrzeżenie do soundtracku, ale poza tym ten film nie mógł nie znaleźć się na tej liście.

dziewczynka w trampkach

Krzysztof Połaski

1. Dziewczynka w trampkach  – Haifaa Al-Mansour zachwyciła mnie swoim pełnometrażowym debiutem. To nie tylko pierwszy film wyreżyserowany przez kobietę w Arabii Saudyjskiej, lecz pierwszy obraz nakręcony w całości w tym państwie w ogóle. Dzieło jednocześnie bawi, smuci, porusza a także przeraża. Z tego tematu łatwo można było zrobić ckliwy dramat, na szczęście jednak reżyserka wybrała inną drogę i dlatego osiągnęła pełny sukces. Autorka wprowadza nas w świat islamu, który zwykle znamy z przekazów telewizyjnych mówiących o konfliktach zbrojnych. Tutaj nikt nie ginie, chociaż wątek zamachów samobójczych i wizja 70 żon w niebie pojawia się w jednej z rozmów. Nie łatwo jest być kobietą w muzułmańskich realiach, gdzie policja religijna dyktuje zasady życia, bez towarzystwa mężczyzny z rodziny nie wolno wyjść na ulicę, a za mąż można zostać wydaną w wieku 10 lat. Z drugiej strony, do tej zamkniętej rzeczywistości wkrada się świat będący doskonale znany i nam – telewizory LCD, konsole do gier, produkty z oznaczeniami „made in China”, a na ulicach przede wszystkim amerykańskie samochody. A wszystko to oczami krnąbrnej i zbuntowanej Wadjdy (świetna Waad Mohammed), nie różniącej się od swoich rówieśniczek z Londynu niczym, oprócz tego, że musi nosić burkę.

2. Raj: wiara – zdecydowanie najlepsza i najmocniejsza część trylogii Ulricha Seidla. Austriak pokazuje, że religia sama w sobie nie jest zła, lecz tylko i wyłącznie ludzie ją wypaczają. Jezus Chrystus staje się dla Anny Marii (doskonała Maria Hofstätter) substytutem prawdziwego uczucia, niespełnionej miłości. Prawdopodobniej dawniej maltretowana przez męża kobieta została zmuszona do ułożenia sobie życia na nowo i spokój oraz spełnienie znalazła w Bogu. To jemu oddała się w całości i wie, że już dla nikogo innego nie może się tak poświęcić. W tle konflikt chrześcijańsko – muzułmański i płynący z niego jeden wniosek – to ludzie powodują konflikty, a religia dla nich stanowi wyłącznie pretekst. Statyczne ujęcia, długie sceny i dom o wystroju żywcem wyjętym z lat 90. ubiegłego wieku – oglądając to czuję się jakbym tam był. Kto wie, być może kiedyś taka Anna Maria z Maryją na ręku zapuka do twoich drzwi. Otworzysz?

3. U niej w domu – to inteligentna, wielopłaszczyznowa zabawa z widzem. Ilu ludzi, tyle interpretacji tego obrazu. 46-letni Francuz żongluje gatunkami i w ten sposób otrzymujemy produkcję będącą zarówno komedią, jak i thrilerem, dramatem, a nawet romansem. Ozon doskonale wie co robi, dzięki czemu film jest bardzo dobry już na poziomie scenariusza (co przecież najważniejsze), a na przepięknych i świetnych zdjęciach kończąc. Na ekranie obserwujemy relację pomiędzy uczniem (Ernst Umhauer) a niespełnionym mistrzem (idealnie dobrany do kreacji nauczyciela Fabrice Luchini). Twórca „Kropli wody na rozpalonych kamieniach” to dzieło śmiało mógłby nazwać „spowiedzią scenarzysty”, gdyż zdradza różne chwyty dotyczące tworzenia historii. Z drugiej jednak strony, obraz ten opowiada także o ludzkiej ciekawości. Czy nie chcielibyśmy wejść na chwilę, po cichu, do domu sąsiada, naszego znajomego lub kogoś znanego? No właśnie, gdyby tak nie było, to powodzeniem nie cieszyłyby się portale plotkarskie, które stanowią namiastkę „wchodzenia” w cudze życie. Wisienką na torcie jest doskonała obsada, szczególnie kobieca, z Emmanuelle Seigner o „zapachu kobiety z klasy średniej” i Kristin Scott Thomas na czele. Warto również zwrócić uwagę na fakt, iż Ozon w tle ukazuje zmiany społeczne współczesnej Francji, gdzie do szkół wprowadza się równość pod postacią mundurków, a nauczyciel śmiało może być oskarżony przez ucznia o upokorzenie.

4. Przed północą – Grecja tuż przed wybuchem kryzysu i para, której związek właśnie znalazł się w kryzysie, jakie to symboliczne. Minęło kolejne dziewięć lat i ponownie spotykamy sympatycznych i wciąż zakochanych: Jessiego (Ethan Hawke) i Celine (Julie Delpy). Oboje są już po czterdziestce, ich ciała wyraźnie się postarzały, a romantyczne gesty zostały zastąpione przez szarą codzienność. Teraz są już rodzicami; prosta zależność, wraz z dziećmi rodzą się także problemy. I tak jest w tym przypadku. Richard Linklater zrobił produkcję pokazującą to, jak bardzo czas wpływa na związek, na to, jak łatwo zakończyć coś, co dawniej byśmy nazwali piękną, romantyczną miłością. Jest coraz mniej miejsca na czułości, zamiast tego pojawia się zmęczenie. Bardzo prawdziwy obraz, do tego stopnia, że przez pierwszą połowę filmu zazdrościłem bohaterom ich miłości, aż do drugiej części, gdy wszystko się popsuło. Tam podziwiałem Jessiego za spokój, bo ja prawdopodobnie bym nie wytrzymał. Na ekranie widać, że w duecie Delpy – Hawke jest olbrzymia chemia. Bez problemu można identyfikować się z bohaterami, do tego dochodzą inteligentne i błyskotliwe dialogi, będące kolejną siłą całej trylogii. Plusem jest również ujawnienie przez twórców nieznanego faktu z życia Lecha Wałęsy, który został pominięty przez Wajdę ;-) Najpiękniejszy romans w historii kina trwa nadal, do zobaczenia za kolejne dziewięć lat.

5. Przeszłość – specjalista ds. rodziny Asghar Farhadi powrócił. Tym razem opowiedział nam o tym, jak przeszłość rzutuje na naszą przyszłość i o tym, jak trudno uporać się z osobistymi grzechami. Wzajemne obrzucanie się winą, manipulacja i niedostrzeganie własnych błędów – właśnie tacy są ludzie, zawsze szukamy jakiegoś usprawiedliwienia. Świetna i piękna Bérénice Bejo! Ali Mosaffa i Tahar Rahim również z klasą. Szkoda, że w Polsce obraz nie zyskał takiego rozgłosu jak „Rozstanie”, bo jest to dzieło równie dobre, jeżeli nie lepsze.

Poza piątką: Polowanie, Koneser, Spring Breakers, Młoda i piękna, Drogówka

star_trek_into_darkness_1

Rafał Donica

1. W ciemność. Star Trek – Jak nigdy nie lubiłem uniwersum Star Treka, zarówno seriali jak i filmów kinowych, tak wizję J.J. Abramsa kupuję z całym dobrodziejstwem inwentarza. Wciąż nie mogę się zdecydować, która z dwóch dotychczasowych części Star Treka spod jego ręki jest lepsza, ale „W ciemność. Star Trek” na pewno jest moim absolutnym numero uno w 2013 roku. Niemal każda scena w tym filmie to perełka, nie tylko pod względem wizualnym, ale – może przede wszystkim – emocjonalno/psychologicznym. Kapitalne tarcia między postaciami, znakomita chemia, doskonałe aktorstwo, a jako wisienka na torcie mistrz Benedict Cumberbatch oraz oprawa muzyczna i efekty specjalne z najwyższej półki.

2. Django – Quentin Tarantino to filmowy Midas, jakiego gatunku by się nie tknął, zamienia go w złoto. W „Django” zaskakuje dosłownie co chwilę, rozprawiając się tragikomicznie z amerykańskim wstydem narodowym pod nazwą „niewolnictwo”. Christoph Waltz i jego „Przepraszam, nie mogłem się powstrzymać” – bezcenne!

3. Ralph Demolka – Najbardziej urocza, słodka, kolorowa, zwariowana i zaskakująca animacja, jaką oglądałem nie tylko w 2013 roku, ale chyba w ogóle ;). Fantastyczna baja niewpadająca w schematy taniego moralizatorstwa dla najmłodszych. Do wielokrotnego użytku.

4. Człowiek ze stali – Kawał mega-widowiskowego kina wielkiej przygody, ukazującego mit Supermana z nieco innej perspektywy. Henry Cavill w roli Supermana to strzał w dziesiątkę, a jego rola, jak i cały film, to doskonała odtrutka po słabiutkim „Powrocie Supermana” sprzed kilku lat. A na deser dostaliśmy – również w Polsce (limitowana ilość) jedno z najlepszych wydań Blu-ray jakie widziały moje oczy – płyty zapakowane w stalowy box w kształcie litery S!

5. Lot – Koncert aktorstwa w wykonaniu Denzela Washingtona. Dawno nie zdarzyło mi się, żebym jakiś film obejrzał dwa razy pod rząd. Wielkie kino zbudowane na postaciach i dialogu.

django-unchained-1

Marcin Cedro

1. Django – To najlepszy film Tarantino od czasów Pulp Fiction. Po raz kolejny udowodnił, że jest nietuzinkowym reżyserem, który potrafi wziąć każdy gatunek kina i stworzyć coś ponadprzeciętnego. Od początku do końca to uczta dla zmysłów. Wspaniała gra aktorska, muzyka, zdjęcia i inteligenty humor. Dlatego nie dziwią dwa Oscary i kolejne trzy nominacje.

2. Koneser – Wciągająca produkcja Giuseppe Tornatore, momentami przewidywalna ale bez patetycznego zakończenia, które zaczyna mnie nudzić. Geoffrey Rush pokazał jakim jest świetnym aktorem, tworzą kreacje, która zasługuje na Oscara.

3. Drogówka – Zaraz po seansie miałem odczucia, że jest to pierwsza polska produkcja zrobiona nieco w amerykańskim stylu ale przystosowana do naszych realiów. Zero przerysowania czy tandety. Historia, która z każdą następną minutą wciągała mnie coraz bardziej. Z początku miałem wrażenie, że głównym bohater to idiota, który poszedł do policji, bo nie miał szerszych perspektyw na życie. Gdy jednak zaczyna rozwiązywać sprawę morderstwa ten wizerunek drastycznie się zmienia. Brawa dla Smarzowskiego.

4. Don Jon – Może wybór kontrowersyjny ale dla mnie to bardzo udana produkcja. Joseph Gordon-Levitt pokazał, że oprócz talentu aktorskiego, skrywa w sobie umiejętności twórcze. Ten film to istna psychologia współczesnego faceta. Rzucona widzowi wprost, ale i po części krytyka kobiet, które nie potrafią zrozumieć swoich błędów.

5. Układ zamknięty – kolejny polski film, który przykuł moją uwagę. Zresztą to był bardzo dobry rok dla naszego rodzimego kina. Jednakże to Janusz Gajos w roli bezwględnego prokuratora zrobił na mnie największe wrażenie. Do tego bardzo emocjonalna historia, bo związana z urzędnikami państwowymi, którzy w cyniczny sposób wykorzystują prawo do własnych celów.

 

blue-jasmine-2

Ewelina Świeca

1. Blue Jasmine – Świetna ekipa aktorska ze znakomitą Cate Blanchett na czele; niezapomniana podróż do Allenowskiego świata, który wywołuje w nas i śmiech, i gorycz.

2. W kręgu miłości – Melodramat w wykonaniu europejskiej ekipy na najwyższym poziomie. Porażająco smutny film. Wspaniale i trafnie wprowadzona do fabuły ścieżka dźwiękowa, która na szczęście daleka jest od musicalowej konwencji (zwykle łagodzącej emocjonalny wydźwięk filmu).

3. Koneser – Film zrobiony z rozmachem, wspaniała forma i wciągająca akcja, i nawet jeśli przewidujemy zakończenie, to nie ma mowy, by stracić chęć na zobaczenie, czym skończy się filmowe zauroczenie w wykonaniu Geoffrey’a Rusha.

4. Przeszłość – Opanowanie, spokój oraz zwykła, szara codzienność kontra skrywane emocje i tajemnice, co w efekcie daje poczucie napięcia w niepowtarzalnym stylu Asghara Farhadiego.

5. Wielki Liberace  – Oślepiająca scenografia i hipnotyzująca gra Michaela Douglasa wywołują oniemienie u widza.

Nie zmieściły się w piątce, ale warto o nich wspomnieć: Papusza, Pragnienie miłości, Więcej niż miód.

 rush

Radosław Pisula

1. Wyścig – Produkcja, która wzięła mnie całkowicie z zaskoczenia. Nie jestem fanem motoryzacji, ale trafiłem do kina na urodzinowy seans i przez dwie godziny siedziałem jak zaczarowany. Ron Howard po raz kolejny udowodnił, jak dogłębnie rozumie działanie materii filmowej. Uczeń genialnego Rogera Cormana ma świadomość tego, że moc kinowego widowiska tkwi w emocjach, a historia pojedynków Hunta z Laudą jest nimi wypełniona po brzegi. Dwaj diabelnie charyzmatyczni aktorzy elektryzują ekran, fabuła perfekcyjnie dawkuje napięcie, a zdjęcia są przepiękne. Reżyserowi udało się wyśmienicie udźwignąć legendę, a ja podczas seansu chłeptałem łapczywie spływającą z ekranu magię kina.

2. Stoker – Od czasu wczesnych filmów Briana De Palmy, nikt tak umiejętnie jak Park nie uchwycił magii filmów Alfreda Hitchcocka. Pomiędzy Wasikowską i Goode mocno iskrzy, a kolejne sceny wypełniane są po brzegi niepokojem, onirycznym klimatem oraz suspensem. Piękna laurka dla wielkiego twórcy, a jednocześnie w pełni świadomy film autorski. Koreański reżyser rozwija się perfekcyjnie. Czekam na więcej.

3. Pacific Rim – Blockbuster, który prezentuje nam wszystkie ograne motywy w tak przemyślany sposób, że w ogóle nie przeszkadzały mi pewne uproszczenia. Komiksowe postacie wsiadają do wielkich robotów i tłuką jeszcze większe potwory tak, jak robiły to w moich marzeniach. Piękna strona wizualna (projekty Jaegerów!), świetna muzyka, niesamowita dynamika oraz Idris Elba, który mówi, że „dzisiaj zakończymy Apokalipsę”. Szarlotka z adrenaliny, polana truskawkową nostalgią.

4. Grawitacja – Kto nie widział w kinie, niech żałuje. Ostatnio podczas dyskusji ze znajomym, doszedłem do wniosku, że film Cuarona jest jednym z tych obrazów, do których nie chcę wracać. Boję się, iż straci on swoją niezwykłość oraz magię, która zamknęła mnie w przestrzeni kosmicznej. To nie był seans filmu, a głębokie przeżycie. Irytowała mnie Sandra Bullock, kłuły uproszczenia fabularne, ale TA wizja kosmosu, zdjęcia, reżyseria, a także niesamowite wyczucie Meksykanina sprawiły, że nie potrafiłem nawet drgnąć podczas oglądania. Jedna z produkcji idealnie potwierdzających to, że mały ekran oraz Internet jeszcze długo nie mają szans przeciwstawić się ciemności sali kinowej.

5. Django – Quentin zebrał doborową ekipę i zrobił to, co Tarantiny potrafią najlepiej. Znów bawi się w postmodernistyczne gierki, tapla w swoich ulubionych gatunkach, a ja cieszę się jak dzieciak. Trochę lepiej bawiłem się na Bękartach wojny, ale nowy obraz Amerykanina to nadal przeraźliwie dobre kino, które pokazuje, iż z westernów nadal można wiele wyciągnąć.

I dodatkowo – na miejscu 5,5 – świetni Królowie lata, którzy przenoszą urok opowieści o dorastaniu z lat 80. (znany np. ze Stań przy mnie) w realia współczesności. Niegłupie i wartościowe kino, a przy tym szalenie zabawne.

GRAVITY

Krzysztof Walecki

1. Grawitacja – Oglądając majstersztyk Alfonso Cuaróna nie zastanawiałem się „jak oni to zrobili?”, choć technicznie mamy tu do czynienia z jednym z najdoskonalej zrealizowanych filmów w historii kina. Nie próbowałem domyślać się, co się zaraz stanie z bohaterami, ani jak sobie dadzą radę, bo sytuacja, w której się znaleźli nie mieściła mi się w głowie. Kosmos jeszcze nigdy nie był tak straszny, jak w „Grawitacji”, a zarazem tak bliski. Podczas sceny zniszczenia rosyjskiej stacji kosmicznej nie mogłem złapać tchu – wszystko wirowało wokół mnie, swobodnie opuszczając ramy kinowego ekranu. Zaś po całym filmie, ledwo stanąłem na nogach. Bez dwóch zdań najlepszy film roku i jeden z najlepszych seansów, na jakich byłem w kinie.

2. Stoker –  Park Chan-wook dostrzega piękno w szaleństwie kreując mroczną baśń w konwencji thrillera. Zło pod postacią wujka Charliego czaruje, uwodzi, chwyta w swe szpony i nie chce wypuścić młodej, dojrzewającej Indii. Filmowi Parka bliżej jednak do onirycznej atmosfery „Nocy myśliwego” niż klasycznego hitchcockowskiego „Cienia wątpliwości” – woli odrealniać świat niż rysować go takim, jaki jest. Dzięki temu „Stoker” to również uczta dla oczu, z genialnymi zdjęciami, które podkreślają pewną umowność całej opowieści. Kolor włosów Nicole Kidman jeszcze nigdy nie był tak żywy, a skóra Mii Wasikowskiej tak blada. Plus fenomenalny Matthew Goode jako niepokojący stryj.

3. Lot –  Po zmarnowanej dekadzie eksperymentowania z techniką motion capture Robert Zemeckis wrócił do tradycyjnego kina w wielkim stylu. Jego „Lot” zaczyna się od spektakularnej sceny awaryjnego lądowania Boeinga, a później obserwujemy równie dramatyczny upadek kapitana tego samolotu. Czy alkoholik może być bohaterem, który ocalił setkę ludzi? Grana przez Denzela Washingtona postać nie widzi w sobie wybawcy, ale nie widzi również pijaka. Do czasu. Wielka rola aktora, który ostatnio częściej pojawiał się jako bohater kina akcji niż w repertuarze dramatycznym.

4. Przed północą –  Trzecie spotkanie z Jessem i Celine, tym razem w słonecznej Grecji. Są razem, mają dwie urocze bliźniaczki i sporo powodów do szczęścia. Jednak grecka ziemia, z której wywodzą się wielkie tragedie, daje o sobie znać – romantyczny wieczór zaczyna się szybko sypać jak zamek z piasku. „Przed północą” jest ostrzejszy od swych poprzedników, wręcz brutalny w kłótniach, jakie toczą bohaterowie. Richard Linklater w dwóch wcześniejszych filmach starał się, abyśmy uwierzyli w prawdziwą miłość, czystą, tylko dla tych dwojga. Teraz, gdy oboje są już po czterdziestce, lepiej widzimy, jak bardzo się od siebie różnią, lecz nie przestajemy trzymać za nich kciuki. Kino odważne, ale i wielce urokliwe.

5. Człowiek ze stali – Nowy film o Supermanie posiada rozmach, o jakim mogli marzyć jego poprzednicy, ale i wyzwala w widzu pozytywną energię. Mamy tu do czynienia ze spektaklem zniszczeń olbrzymich rozmiarów, zaś z samym przybyszem z Kryptona trudno się utożsamić (kto z nas potrafi latać i strzelać laserami z oczu?), jednak wydaje się on najbardziej ludzki ze wszystkich superbohaterów, jakich ostatnio mogliśmy oglądać na ekranie. Nie ma w filmie Zacka Snydera wielkiej głębi, jest za to wielka wizja i szczerość, w takim podejściu do tematu – skala „Człowieka ze stali” daleko przewyższa filmy o Avengerach i trylogię o Batmanie Nolana, bo sam Superman jest najpotężniejszy z nich wszystkich. Snyder to wie, dzięki czemu kręci największy (i najlepszy) film akcji tego roku.

52a827b7c30f6_o

Grzegorz Fortuna

1. Papusza – Niemal zupełnie pominięta przez polskie festiwale i pozbawiona rozgłosu „Papusza” to bodaj jedyny, obok „Grawitacji”, film z 2013 roku, który wyprzedza swoje czasy. Obie te produkcje zrobiły ze mną mniej więcej to samo – sprawiły, że wyszedłem z sali kinowej na czworakach. W wypadku „Grawitacji” chodziło o niezwykłą realizację, w wypadku „Papuszy” o narrację, która powala na kolana i poraża precyzją w układaniu filmowych puzzli. I choć trochę filmów w życiu widziałem, to naprawdę nie miałem świadomości, że w kinie tak się w ogóle da opowiadać. „Papusza” jest skromna, ale rygorystyczna. Krauzowie opowiadają o niełatwym i śliskim temacie (bez trudu można by tu popaść w sentymentalizm albo – co chyba jeszcze gorsze – w tanią publicystykę), ale wygrywają na każdym polu. Rekonstruując losy polskich Romów, starają się dotrzeć do specyficznej wrażliwości, ale jednocześnie pozbawiają swój film ocen i sądów, nie próbują szukać prawdy absolutnej. „Papusza” to wielki, cholernie niedoceniony film, który – zapewniam Was – trafi kiedyś do kanonu arcydzieł polskiego kina.

2. Polowanie – Precyzyjnie skonstruowany dramat, który nie tylko uderza w odpowiednie struny, ale też trafnie analizuje mechanikę społecznych zachowań. Vinterberg dociera do emocji przez fabularną prostotę i puentuję całość porażającą metaforą. Znany głównie z ról czarnych charakterów Mads Mikkelsen odgrywa tu jedną z ról życia.

3. Tylko Bóg wybacza – Nicolas Winding Refn pokazuje „fanom napływowym” (czyli tym, którzy pokochali go nagle po „Drive”, ale nie zadali sobie trudu, żeby nadrobić poprzednie siedem jego filmów) środkowy palec i kręci po swojemu, wywracając przy tym na lewą stronę formułę kina zemsty. Najbardziej sensualny, obok „Stokera”, film roku i kolejny dowód na to, że Windinga Refna nie można zaszufladkować.

4. Django – Najbardziej osobisty film Quentina Tarantino od czasów „Jackie Brown”, a przy tym kolejny etap jego reżyserskiej drogi. Świetne, nieoczywiste kino, przepełnione – to akurat u Tarantina norma – znakomitymi scenami, dialogami i kreacjami aktorskimi.

5. Stoker – Doświadczenie konkretnej chwili, przeżywanej w danym momencie przez główną bohaterkę, staje się w filmie Park Chan-Wooka ważniejsze niż wydarzenia obiektywnie sensacyjne – morderstwa, grzebanie zwłok czy odkrywanie prawdy na temat tożsamości czarującego wuja. Fundamentem „Stokera” nie jest bowiem sensacyjna intryga, ale przebiegający nagle proces dojrzewania (lub po prostu budzenia się do życia) w wersji hard. „Stoker” jest szalony i przewrotny, a przy tym nieprzyzwoicie intrygujący.

Poza piątką: Grawitacja, Uciekinier, Holy Motors.

gatsby-fidel

Filip Jalowski

1. Wielki Gatsby – Po pierwszym seansie „Gatsby” mnie nie przekonał. Doceniłem wizję Luhrmanna, ale nie spodziewałem się, że za kilka miesięcy, po kilku kolejnych spotkaniach, znajdzie się ona w czubie mojej listy podsumowań roku 2013. Początkowo uważałem, że nowy „Gatsby” to jedynie ogromnych rozmiarów show stworzony tak, aby omamić widza genialną oprawą wizualną, oryginalnym zastosowaniem muzyki, nienaganną grą aktorską. Później zrozumiałem, że się myliłem. Dlaczego? A no dlatego, że w małych scenach i gestach – wtedy gdy DiCaprio niby przypadkowo zerka przez okno w kierunku zielonego światełka, gdy Mulligan z zawstydzeniem opuszcza głowę, czuć wielkość tekstu Fitzgeralda. W całym tym blichtrze i przepychu jest dusza. Luhrmann stworzył najlepszy film w swojej karierze.

2. Wypełnić pustkę – Rama Burshtein stworzyła niezwykle inteligentną, szczerą i wrażliwą opowieść o normalnych ludziach uwikłanych w życie. Mimo osadzenia filmu w hermetycznym środowisku chasydzkim uniknęła słabości kina opowiadającego o grupach wyznaniowych. W „Wypełnić pustkę” brak religijnej agitacji lub zajadłej krytyki. To poruszająca opowieść o żałobie, miłości i dojrzałości emocjonalnej. Historia świetnie napisana, wyreżyserowana i zagrana.

3. Kongres – „Kongres” ma trochę słabości. Momentami wydaje się być nieco przeciągnięty, zwalnia i sprawia wrażenie zagubionego. Nie zmienia to jednak faktu, że to właśnie przy filmie Folmana poczułem w tym roku ściskanie w żołądku, ciarki na plecach, zaciskające się gardło. Czy życie bez cierpienia jest jeszcze życiem? Dokąd zmierzamy? Dlaczego Robin płacze w trakcie skanowania? Folman zdaje się pytać, ale nie podaje jednoznacznych odpowiedzi.

4. Przed północą – Linklater dorasta wraz ze swoimi filmami. Lata temu rozpoczynał od niepokojów związanych z wchodzeniem w dorosłość, koniecznością wyboru swojej własnej drogi. Właśnie wtedy narodziła się również romantyczna opowieść o Jessem i Celine. Po latach Linklater jest już zupełnie inny. Zniknął zagubiony dzieciak pełen ideałów, bohater „Dazed and Confused”, „SubUrbia” czy „Przed wschodem słońca”. „Przed północą” to kino dojrzałe, gorzkie w swojej wymowie, ale i szalenie prawdziwe, odważne oraz szczere. Filmy Linklatera to jedna z najlepszych trylogii w historii kina.

5. Polowanie – Thomas Vinterberg tworzy bezbłędne studium ludzkiej natury, skłonnej do ferowania wyroków i szukania kozłów ofiarnych. „Polowanie” jest filmem szalenie aktualnym. Nie trudno wyobrazić sobie sytuacji, w której podobne piekiełko zdarza się na polskim podwórku. Do tego Mikkelsen, który po raz kolejny udowadnia, że znajduje się w światowej czołówce panów parających się trudnym zawodem aktora.

Poza piątką: Blue Jasmin, Uciekinier, Tabu, Post tenebras lux, Życie Adeli, Tylko Bóg wybacza

Baz Luhrmann The Great Gatsby 5

Jakub Piwoński

1. Wielki Gatsby- za  świadome i szczere operowanie przepychem, wyborne aktorstwo oraz uniwersalną historię.

2. Django– za pietyzm z jakim – po raz kolejny u Tarantino- przetwarzane są gatunkowe klisze.

3. Człowiek ze stali– za rozmach i trwałe zainteresowanie mnie historią Supermana, czego nie doświadczyłem nigdy wcześniej.

4. Życie Pi– za śmiałe acz pokorne podjęcie tematyki religijnej oraz ciekawe posłużenie się alegorią.

5. Stoker– za intrygujący scenariusz, przeszywającą atmosferę, nietuzinkowy styl.

 

GRAVITY

Maciek Poleszak

1. Gravity -Dawno nie byłem w kinie na filmie powodującym tak wielki opad szczęki i tak angażującym emocjonalnie. Co z tego, że scenariusz w gruncie rzeczy jest prościutki jak wektor przyciągania ziemskiego sprowadzając się do survivalu i myśli „trzeba żyć mimo wszystko”? Na dokładkę dostaliśmy jeszcze techniczne arcydzieło, które wróci w tym roku do domu z workiem Oscarów. A jeśli będzie inaczej, to zrobi mi się trochę smutno.

2. Frozen – Jedna jaskółka wiosny nie czyni, więc nie będę wyrywał się i pisał, że klasyczny Disney wrócił do formy, ale ostatni film z tego studia po prostu pozamiatał konkurencją. I to akurat w momencie, kiedy konkurencyjny Pixar złapał zadyszkę wypuszczając któryś z kolei film dający się podsumować literkami „m”, „e” i „h”. Kawał świetnego musicalu, który w uroczy sposób nabija się z disneyowskiego schematu wiecznej księżniczki i miłości od pierwszego wejrzenia. Natychmiastowy klasyk.

3. Pain & Gain – Przerażający film o ludzkiej chciwości i głupocie. Oparty na prawdziwej historii. W stylistyce komediowej. Reżyseruje Michael Bay, który na moment postanowił sobie zrobić przerwę od wielkich robotów. Brzmi jak przepis na idealną katastrofę, a jednak w jakiś niezrozumiały dla mnie sposób wszystko zgrywa się ze sobą w tak udaną całość, że zaczynam podejrzewać reżysera o złożenie podpisu pod jakimś cyrografem. Oczywiście Bay o subtelności nawet nie słyszał a poczucie humoru trenuje w męskiej szatni któregoś z najbliższych liceów, ale nawet pomimo tego był to jeden z najbardziej intrygujących seansów zeszłego roku.

4. Man of Steel – Wreszcie dobry aktorski film o Supermanie. Świetny villain, kapitalne sceny akcji, bezbłędnie skompletowana obsada. Pompatyczne to wszystko do granic karykatury, ale również niezwykle angażujące. A to chyba podstawa.

5. White House Down – A na koniec guilty pleasure. Chociaż z drugiej strony też nie do końca… Ten film cierpi na tyle przypadłości, że nie chce mi się nawet ich tutaj przytaczać. Ale – jest to najlepsza „Szklana pułapka” od czasów „Die Hard with a Vengeance”. Channing Tatum pokazuje po raz kolejny (po „21 Jump Street”), że w luźnej konwencji czuje się świetnie, a chemia pomiędzy nim a prezydentem Jamie Foxxem przywoływała prawie przez cały seans uśmiech na mej twarzy. Żadne z tego wielkie dzieło (ani nawet małe dziełko) ale bawiłem się przednio i czułem, że właśnie takiego filmu brakowało mi od dawna. 

MUD-16973

Rafał Oświeciński

1. Mud – o dojrzewaniu w miejscu, które chce urobić dzieciaka na swój własny, brutalny sposób. Bardzo podobał mi się klimat tego zapyziałego Południa – wyraźnie naznaczone tło historii, determinujące postępowanie bohaterów, zawsze lubiłem, ceniłem, tym bardziej, gdy twórca ucieka od stereotypów i socjologicznych przegięć. „Mud” to kawał dobrego, myślącego kina. Jeff Nichols szybko wskoczył do grona reżyserów, których każdy kolejny film jest lepszy od poprzedniego, mimo tego, że ten poprzedni był znakomity. Co to będzie, co to będzie? Więcej w recenzji. 

2. Wielki Gatsby – wiele osób bało się imprezowego charakteru tej historii, bo wiadomo, Luhrmann. A jednak udało się wydobyć odpowiednią powagę, która objawiła się w podjęciu niebanalnych, ważkich kwestii, zgodnych z duchem powieści Fitzgeralda. Duchowej strawie – która tutaj jest głównym daniem – towarzyszy jednak niesamowicie oryginalna forma. Muzyka, scenografia, efekty specjalne, zdjęcia – najwyższy poziom 2013 roku. I Leo. To jest ta rola, dzięki której facet stał się najważniejszym aktorem (przed 40-ką) współczesnego kina.

3. Przed północą – godne zamknięcie niezwykłej trylogii. Opowieść o dorosłych ludziach i ich wyborach – odpowiedzialności, ale i pewnej świeżości, której każdy związek bardzo się domaga. Bardzo się cieszę, że dane mi było obserwować losy Jessego i Celine w tych momentach, które dla mnie osobiście – ze względu na podobny wiek i doświadczenia do bohaterów – były równie bliskie.

4. Niepamięć – od czasu, gdy napisałem recenzję „Niepamięci” dając upust pewnego typu rozczarowaniu, coraz mocniej doceniać to, co z SF zrobił Joseph Kosinski. W 2013 roku widziałem ten film już 4 razy i za każdym razem sprawiał on niesamowitą frajdę mimo ewidentnych słabości scenariuszowych, które objawiają się w ciągłych myślach, że „można było lepiej”. Estetycznie powalający, świetnie udźwiękowiony, zrealizowany znakomicie – bardzo przyjemne kino, do którego z pewnością wrócę nie raz. Czasami to wystarczy, aby wiedzieć, że to jeden z najlepszych filmów roku.

5. Polowanie – o pedofilii z innej strony: ofiary oskarżeń o przestępstwo. Wyobraźnia społeczna kontra jednostka. Prawa tłumu kontra obywatel. Mads Mikkelsen udowadnia jak wielkim aktorem jest!

W zapasie: Django, Holy Motors, Stoker







  • ragman

    Serio? Wyróżniony Man of Steel i to przez trzy osoby? Beka.

  • Mefisto

    Cóż, żadna piątka mnie nie zaskoczyła – wybory idealnie odzwieciedlające gusta i repertuar ich autorów :) No, może jedynie Fidel popłynął z Gatsbym – tu spodziewałem się jakiegoś kina tajlandzkiego :P

  • Andriej

    Dwie młodociane lesbijki naprawdę zrobiły na kimś kolosalne wrażenie… LoL

    • bla

      widocznie gościu nie ma dziewczyny ;)

  • matb

    Moje 5 ulubionych filmów, kolejność przypadkowa:
    – Django – świetne dialogi, film nie ugrzeczniony na siłę, Tarantino nie zawiódł.
    – Przed północą – uwielbiam dwie poprzednie części i dzięki bogu, nie zawiodłem się na najnowszej odsłonie, świetne aktorstwo.
    – Polowanie – poruszający film, świetny Mads Mikkelsen – moim zdaniem jego najlepsza rola.
    – Hobbit: Pustkowie Smauga – kocham Śródziemie, a poza tym to moim zdaniem rewelacyjny film rozrywkowy, opowieść bardziej „przesadzona” w porównaniu z LotRem, ale o to chodziło, w końcu to podkolorowana opowieść starego Bilba. ;)
    – Drogówka – rewelacyjny i trzymający w napięciu kryminał, czasami rozładowujący te napięcie śmiesznymi wstawkami, co bardzo mi się spodobało.

  • Mariusz Michalczyk

    Moje Top 5:
    -Obecność – James Wan i Patrick Wilson po raz pierwszy
    -Naznaczony: Rozdział 2 – James Wan i Patrick Wilson po raz drugi, oba filmy to nieprzeciętny dowód że w horrorze, nie wszystko jeszcze zostało pwoiedziane, i nawet jeśli film ma fabułę co najwyżej przeciętną to potrafi świetnie straszyć
    -Wyścig – za najlepsze przeniesienie wyścigów F1 na ekran i za Daniela Bruhla w roli nikiego Laudy
    -Niepamięć – apokaliptyczna wizja świata i świetna Andrea Risenborough wynagradzają cieniutką końcówkę filmu;
    i… niech mu będzie: Hobbit: Pustkowie(czemu nie Samotnia?) Smauga – za wyśmiewaną przez wielu scenę „spływu z beczkami” i spowodowanie że kolejny bez mała 3 godzinny film o Śródziemiu nadal świetnie bawi i nie wywołuje, nawet minimalnie, znużenia tak już „wyeksploatowanym” światem.

    Tuż za nimi: Spring Breakers, After Earth, Kapitan Phillips, World War Z, Fast & Furious 6, Gra Endera

  • JCS

    Czemu cała redakcja tak się podnieca Django? Jest to co najwyżej bardzo dobry film, który cierpi przez zupełnie bezbarwną główną postać i kompletnie źle napisany trzeci akt.

    • Widać jest w tym filmie coś, co podnieca. Uzasadnienie powyżej oraz w Krabach.

  • tomek

    nigdzie wilka z wall street? serio?

    • etam

      bo może wilk z wall street miał swoją premierę w PL w 2014???

  • serwent

    Grawitacja i jeszcze raz Grawitacja!

  • Mike

    Mój top:
    1. Wyścig
    2. Człowiek ze stali
    3. Hobbit 2
    4. Oblivion
    5. Star Trek 2

  • Kazik

    Uprawiacie takie przeraźliwe wazeliniarstwo wobec Tarantino, że… normalnie chatko się robi, jak mawiał pan Podbipięta. Tarantino to filmowy Midas, uczta kinomana… , cud, miód, marcepan i sernik cioci Stasi . itp, itd. i tego podobne.

    I choć sam w pełni doceniam warsztatową sprawność Quentina, to jednak Tarantino to nie żaden Midas, tylko DJ, to raz. Jego filmy za cholerę nie potrafią wzruszyć, to dwa. Ciężko się utożsamić z głównymi bohaterami – bo są zbyt koturnowi, zbyt wymyśleni przez pana T. – To trzy. Filmy Tarantino w oderwaniu od reszty innych dzieł po prostu nie istnieją. Ich świetność polega wyłącznie poprzez kontekst wynikający z przetworzenia gatunkowych klisz – To cztery. Dla przykładu „Chinatown” Polańskiego jest najlepszym filmem noir w historii tego gatunku. Wyznaczył standard dla tego typu filmów. Istnieje jako samodzielny film. Z Tarantino jest inaczej. „Pulp Fiction” jako samodzielne kino? W życiu! Tu zerżnięte, tam zerżnięte, tam podpatrzone, tu muzyka taka, tam siaka. Tarantino z jednej strony tworzy świetny film ale jednocześnie ta świetność jest tego filmu największą wadą bo tam naprawdę ten tytuł nie otwiera żadnych drzwi, to czysta postmoderna i nic więcej. Nie, żebym się specjalnie czepiał, po prostu trochę mnie wkurza kiedy ktoś robi z byłego sprzedawcy kaset video jednego z największych geniuszy kina.

    • Negatywny

      Jaki jest Quentin każdy widzi. większym problemem jest Django, które jest jednym ze słabszych filmów Tarantino, w dodatku całkowitym autoplagiatem bekartów wojny. Film ratują pojedyńcze rewelacyjnie zagrane sceny, ale jako całość jest on zaskakująco sztuczny i wymęczony. Ani to wciągająca rozrywka, ani pasjonująca zabawa gatunkiem, ani nic mądrego. Ten film to taki potwór frankenstein pozszywany (a miejscami i polepiony) z zupełnie niepasujących do siebie resztek.

      • całkowitym autoplagiatem Bękartów? Możesz rozwinąć tę myśl?

        • Kazik

          No autoplagiat, to raczej nie jest. Rozumiem, że idziesz tropem Waltza, który w obu filmach zagrał dżentelmeńskiego skurwysyna, tyle, że po przeciwnych, że tak powiem, stronach barykady. Tyle, że to jedyne podobieństwo, które łączy ostatni film Q z poprzednim. Zaś co do tego, że Django to najsłabszy j film T. to w pełni się zgadzam. I tak jak „Bękarty” uwielbiam za dwie sceny: – Za co masz ten order? Za mordowanie żydów? – Nie, za odwagę. No i oczywiście scena w barze z Fassbenderem, tak w historii czarnego niewolnika który nagle wciela się w protoplastę Rambo, nie widzę kompletnie nic dla siebie.

          • Negatywny

            Przede wszystkim oba filmy opowiadają o fikcyjnej zemście za wyrządzone na tle rasowym krzywdy. W bękartach grupka głównych bohaterów zabija Hitlera i jego przydupasów w teatrze, w Django główny duet rozprawia sie ze złym plantatorem i jego przydupasami w jego posiadłości – dwaj obrzydliwi rasiści dostają bęcki (z braku oczywistego jednostkowego uosobienia odpowiedzialności za niewolnictwo w USA bohaterem jest jakiś typowy południowy plantator. W zasadzie każdy z wątków w tych filmach ma swój odpowiednik, czy to elementy biografi bohaterów czy generalnie całe sceny osnute wokół tego samego schematu (zaczyna się niewinnymi dialogami i różnego rodzaju przytykami, a potem jeden mały incydent rozpętuje piekło). To, że Waltz zagrał tą samą rolę tylko po przeciwnych stronach barykady to jest całkowita oczywistość, ale można powiedzieć, że np. Leonardo Dicaprio zagrał takiego Hansa Landę z bękartów – ugładzony, kulturalny, inteligentny, przebiegły, a momentami z przenikającą spod maski czystą nienawiścią. Nawet to, że waltz kropnął dicaprio to jest takie samo „nie mogłem się powstrzymać” jak kiedy w bękartach Pitt na czole Landy wycina swastykę.
            Django to takie: Weźmy bękarty wojny, zamieńby żydów na mużynów, hitlera na plantatora, komandosów na kowbojów, a teatr na południową posiadłość, pokażmy jakie krzywdy wyrządzono i niech ci dobrzy wybiją tych złych – profit :)

          • Negatywny

            W obu przypadkach nawet główni bohaterowie muszą udawać że są z dróżyny tego złego, a kiedy ich przykrywka zostaje spalona i plan pada, zostaje im już tylko straightforwardowe wystrzelanie wszystkich do nogi.

          • Chyba oglądaliśmy inne filmy, bo kompletnie inaczej przedstawiono bohaterów w jednym i drugim filmie (Waltz w Bękartach to Leo w Django??!) mimo że mają podobne role do spełnienia. Te podobieństwa, o których mówisz, wynikają z prostej jak konstrukcja cepa rzeczy: ZEMSTA. To film – nie pierwszy w historii – o rewanżu, mścicielu szukającym sprawiedliwości. Oldboya również nazwiesz plagiatem? Życzenie śmierci? Większość westernów? Tarantino porusza się pośród schematów, klisz, miksuje je na nowo i opowiada o czymś, o czym mówiono w kinie setki razy. Czy to źle? Dla niektórych może i tak, ale litości, to Tarantino, on zawsze taki, tak samo i często o tym samym. Chwytasz, łykasz, albo nie i wypluwasz.

          • Kazik

            O, to, to, to…. Tarantino jest jak taka wyborna guma do żucia. Żujesz, smakuje Ci, ale po czasie wypluwasz.

          • Negatywny

            Ale ja nie mam pretensji o to, że Tarantino miksuje, mam pretensje, że teraz tak miksował, że wymiksował dokładnie taki sam film jak poprzedni. Z miseczki z m&msami zaczyna chyba mimowolnie wybierać za każdym razem ożeszki tego samego koloru :)
            Filmów o zemście jest multum, ale jakimś dziwnym trafem Django z nich wszystkich najbardziej przypomina Bękarty Wojny, znaczyłoby to, że Tarantino już jest takim klasykiem, że już samego siebie tylko cytuje, bo szczerze mówiąc innych cytatów to tam było jak na lekarstwo.
            I nie jest tak, że albo się z tym godzisz albo nie, sorry, ale miksować można też źle i w Django po prostu jest źle.
            Nawet moge sobie wyobrazić 3cią część tej trylogii. Bierzemy jakąś uciskaną mniejszość, która nie miała okazji zrewanżować się swoim oprawcom. Dajmy na to indian. Niech główny bohater będzie ciężko skrzywdzonym indianinem. Drugi główny bohater (albo mała grupka) niech będzie kochającym indian traperem – erudytą- poliglotą (może jakimś europejczykiem). Nasi dzielni gieroje muszą oto przeniknąć do obozu złej amerykańskiej armii, żeby kogoś uratować (albo kogoś zabić). Przebierają się więc i udają np. żołnieży rozbitego w jakiejś bitwie oddziału. Szefem w obozie jest jakiś dzielny wojak, który przypadkiem też jest światowcem-erudytą-poliglotą, tylko przypadkiem uwielbia wybijać indian. No i powiedzmy, że gość jest podejrzliwy w stosunku do bohatereów, więc zaprasza ich do (kolacja/ przyjęcie przed filmem w poprzednich częściach) dziękczynnej wieczerzy. Zaczynają sie słowne gierki, dogryzania i lawirowanie, żeby się nie zdradzić. Przy okazji wojak musi się pochwalić ile i w jak obrzydliwy sposób morduje indian, żebyśmy wiedzieli, że jest prawdziwym chujem. Dalej oczywiście wszystko już miałoby się udać, ale nagle jakaś mała pierdoła zdradza głównych bohaterów – rozpętuje się piekło, flaki latają, głowy są odstrzeliwane, główny bohater dekapituje ludzi toporkiem i napierdala z łuki jak Legolas, krew sika na wszystkie strony itd.
            Już wydawałoby się, że zły wojak ucieknie, ale główny bohater jednak go dopada i skalpuje. Zemsta dokonana, tłumy zachwealają genialny modernizm i wogóle, że to panie wstern, więc jest klisza na kliszy – profit.






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

ZŁOTE KRABY 2013

Następny tekst

Fota #117 - Mark Wahlberg



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE