publicystyka filmowa

NA TROPIE PRZYGODY. Kino Nowej Przygody w XXI wieku

Autor: Filip Pęziński
opublikowano

Kino Nowej Przygody to termin utworzony przez uznanego filmoznawcę  Jerzego Płażewskiego. Odnosi się do renesansu lekkiego, pełnego nieskrępowanej wyobraźni i humoru kina przygodowego, który dzięki takim twórcom jak Steven Spielberg, George Lucas czy Robert Zemeckis od końca lat siedemdziesiątych przyniósł nam niezapomniane klasyki jak Bliskie spotkania trzeciego stopnia, E.T., Goonies czy oczywiście całe serie – Gwiezdne wojny, Indiana Jones, Powrót do przyszłości.

Kino Nowej Przygody to moja największa filmowa miłość, moje dzieciństwo, moja tożsamość.

Nie ukrywam – Kino Nowej Przygody to obok kina superbohaterskiego, które zresztą opiera się często na podobnych schematach, moja największa filmowa miłość, moje dzieciństwo, moja tożsamość. Ben Kenobi to ulubiony nauczyciel, Harrison Ford przyszywany rodzic, a Luke Skywalker kolega z podwórka. To filmy, których nigdy nie zapomnę, bo wychodzące daleko poza kasety VHS i seanse w publicznej telewizji. To walki na kradzione z działek kije (czytaj: miecze świetlne), z dumą znaleziony fragment żuchwy psa (czytaj: cenny artefakt archeologiczny) i wiele innych wydarzeń, wspomnień, przygód (!) związanych z ukochanymi bohaterami.

Jeśli wasza krew, tak jak moja, jak tlenu potrzebuje kina przygodowego, zapraszam na wspólną podróż po tworach dwudziestego pierwszego wieku, w których tropy tej pierwszej miłości znajdziemy. Załóżcie fedorę, zabierzcie mapy, kompasy i te dwa roboty, ale nie martwcie się – tam gdzie zmierzamy, nie potrzebujemy dróg!

Fantastyczne światy

„Zamierzam przeżyć przygodę!” – wykrzykuje młody Bilbo Baggins, zanim wyruszy w niepozorną podróż, której konsekwencje odmienią losy całego świata, a które poznamy w Hobbicie Władcy Pierścieni i tychże ekranizacjach, chociaż powstałych w odwrotnej kolejności i w formie aż sześciu filmów.

Fantasy to gatunek, który aż prosi się o przygodowy sznyt.

Chociaż im dalej w las (w tej serii często dosłownie), w przypadku obu trylogii akcja zaczyna zmierzać w mocno militarne i podniosłe rejony, to Peter Jackson przemyca tam też bardzo dużo elementów przygody, pozytywnych przeżyć, a niezwykły świat Śródziemia zachwyca, nawet kiedy reżyser zabiera nas w najmroczniejsze jego zakamarki. Szkoda tylko, że w przypadku Hobbitów Jackson tak bezgranicznie zaufał komputerowi.

Oczywiście fantasy to gatunek, który aż prosi się o przygodowy sznyt i śmiało mogę polecić pierwszą część nowszej odsłony Opowieści z Narnii (w kontynuacjach coś wyraźnie nie wyszło), te lepsze części Harry’ego Pottera (cztery pierwsze i siódmą) oraz zapomnianą nieco ekranizację książki Neila Gaimana – Gwiezdny pył.

Piraci z Karaibów i inne dzieci Disneya

Piraci z Karaibów: Klątwa Czarnej Perły to film wyjątkowy. Powstał w czasach, kiedy każde poważne studio pogodziło się już z faktem, że nie da się zarobić na pirackich przygodach. Może za sukcesem produkcji stoi fakt, że film Gore’a Verbinskiego jest filmową adaptacją… atrakcji w Disneylandzie? Raczej nie. Chodzi prędzej o wartką akcję, lekkość, odrobinę grozy, szczyptę fantastyki, sprawny wątek miłosny i sympatyczne postaci z kultowym dziś Jackiem Sparrowem na czele.

Wartka akcja, lekkość, odrobina grozy, szczypta fantastyki, sprawny wątek miłosny i sympatyczne postaci.

Klątwa doczekała się już czterech kontynuacji. Dwóch od twórcy oryginału, w których Verbinski coraz śmielej forsował swoją wizję i w końcu w zwieńczeniu trylogii przedstawił w pełni autorski, doskonały blockbuster (tak, to kontrowersyjne zdanie) i dwóch popłuczyn, które szybko powinny wylądować na śmietniku historii.

Disney ośmielony sukcesem Piratów z Karaibów chciał wprowadzić do kin kolejne lekkie przygodówki, które miały dać początek dochodowym franczyzom. W ten sposób powstały takie, przykurzone już produkcje jak Książę Persji: Piaski czasuJeździec znikąd (za kamerą znów Gore Verbinski), John Carter. Wszystkie obiecywały niezobowiązującą rozrywkę i chociaż dotrzymały słowa, to nie znalazły wśród publiczności zbyt wielu fanów. Żaden nie doczekał się kontynuacji, ale na pewno warto dać szansę.

Ostatnio dodane