Na każdego coś się znajdzie, czyli żałosne śledztwo Newsweeka | FILM.ORG.PL

Na każdego coś się znajdzie, czyli żałosne śledztwo Newsweeka








Rafał Oświeciński
23.04.2013


Najnowszy „Newsweek” (17/2013) przynosi rewelacje o kulisach „Układu zamkniętego”. O układzie oskarżonych i sponsorów, którzy wyłożyli pieniądze na film, którego zadaniem jest pokazanie niszczycielskich mechanizmów prokuratury i skarbówki. Byłby to całkiem niezły tekst – demaskujący, odkrywczy, też szokujący – gdyby nie kilka problemów wywołujących grymas niedowierzania i zniesmaczenia poziomem tekstu.

Otóż autorzy, Wojciech Cieśla i Violetta Krasnowska-Sałustowicz, wcielili się w śledczych. Niczym bohaterowie filmu (Gajos i Kaczor) zjawili się na hucznej imprezie, na której świętowany jest sukces przedsięwzięcia (już chyba 350 tysięcy widzów w kinach, bardzo dużo w mediach), a spod ich piór dokładnie słychać dialog wcześniej zasłyszany w kinie: „Na każdego coś się znajdzie”.

Cóż takiego znaleźli? Wyobraźcie sobie, że przyjrzeli się liście 33 sponsorów filmu, którzy złożyli się na 5,6-milionowy budżet. Na niej widnieje kilka ciekawych nazwisk, a pod lupę biorą aż 3: Janusza Kaczmarka, byłego prokuratora krajowego i szefa MSWiA, Andrzeja Długosza, „który miał na pieńku z prokuraturą”, oraz scenarzysty, Mirosława Piepki, „prawomocnie skazanego w aferze Stella Maris”.

2 nazwiska spośród 33 sponsorów plus scenarzysta filmu. Komentarz autorów: „Jak na jeden ‚Układ zamknięty’ spore i ciekawe grono”.

Spore i ciekawe grono. Czujecie to? Ale to nie koniec. Dwóch sponsorów, Kaczmarek i Długosz (przez swoją firmę), wsparli film minimalną, symboliczną kwotą – 20 tys. zł. To mniej niż pół procenta budżetu filmu. Dlaczego dali? Otóż z tekstu łatwo się o tym dowiedzieć (nie bezpośrednio) – w swoim życiu widzieli i doświadczyli „układu zamkniętego”, który ciągał i wciąż ciąga ich po sądach, skazuje, uniewinnia, później znowu oskarża. I tak wiele lat. Jednak autorów nie interesuje prosta motywacja – wsparcie filmu, który opowiada o problemie, z którym się identyfikują – ale lustracja każdego z osobna. Nie są zadawane pytania typu „Dlaczego Pan wsparł”; autorzy zaglądają za to w dokumenty spraw, których bohaterami są Kaczmarek, Długosz i Piepka. Ich życiorysy i utarczki z prokuraturą, skarbówką świadczą, według autorów, o tym, że sami należą do „układu zamkniętego” – wobec nich prowadzone są przecież śledztwa, a skoro są, to wiadomo, że mają brud pod paznokciami, czyż nie? Poza tym popularność filmu niejako działa na ich korzyść (i niekorzyść władzy), więc „oskarżeni stają się prokuratorami”. Czyżby o to im chodziło, gdy z portfela wyciągali 20 tysięcy?

Czujecie ten absurd?

To najgłupsze dziennikarskie śledztwo, jakie czytałem. Bezcelowe, pisane pod z góry założoną tezę i dobierającą argumenty i rozmówców tak, aby zdyskredytować kilka osób, w tym autentycznych bohaterów (bo w swoim czasie śmiali przygotować teczki z materiałami dla mediów o swojej sprawie, ha! bezczelni). Po co? Dlaczego? Nie mam za cholerę pojęcia. Czytam kilka razy ten śmieszny artykuł i nie mogę pojąć, jaki jest jego cel. Głupio doszukiwać się jakichś spisków, ale „Newsweek” naprawdę dał ciała.

Jak to się mówi – żal.pl.

Rafał Oświeciński

Rafał Oświeciński

REDNACZ at FILM.ORG.PL
Celuloidowy fetyszysta.
Kino istnieje nie tylko dla rozrywki. Powinno budzić emocje. Powinno szokować ibulwersować. Powinno bez skrupułów zmuszać mózg i serce do wytężonej pracy. Dlatego wolę nieudane eksperymenty od udanych średniaków tworzonych od linijki.
Rafał Oświeciński






  • Zdzich

    Dziennikarstwo usłużne trzyma się dobrze…

  • biurwa

    Newsweek pod przewodnictwem politruków Maziarskiego a potem Lisa awansował na szczyty rankingu gadzinówek. Szkoda czytać te bzdury

  • Andriej

    I pomyśleć, że kiedyś uważałem Lisa za rzetelnego, LoL

  • tygh

    http://aleksanderpinski.nowyekran.pl/post/68510,tajemnica-rodzicow-tomasza-lisa

    Jak miał na imię pana ojciec, redaktorze Lis? – pyta bloger MatkaKurka z portalu kontrowersje.net.
    Od dwudziestu lat w Polsce wiele
    znamienitych postaci nie ma drzewa genealogicznego, nie mają rodziców, za to chętnie chwalą się dziećmi. Ileż razy wielkie sławy odbierały wielkie nagrody, choćby takie Wiktory? Sprawdziłem jeden przypadek. Tomasz Lis odebrał dziewięć razy statuetkę Wiktora i ani razu nie podziękował swoim rodzicom z imienia i nazwiska.

    Otóż, pojęcia nie mam czy ojciec Tomasza
    Lisa był „najsprawiedliwszym z ludzi i najuczciwszym z Polaków”, bo pan
    Tomasz zapomniał powiedzieć nie tylko czym konkretnie ojciec się
    zasłużył, ale jak miał na imię. Wiem natomiast ponad wszelką wątpliwość,
    że ojciec Tomasza Lisa był wysokim oficerem Ludowego Wojska Polskiego w
    Śląskim Okręgu Wojskowym. Tomasz Lis genetycznie jest związany z tą
    częścią ludu nadwołżańskiego, która w LWP przechodziła polityczne
    szkolenia i przysięgała wierność ZSRR. Gdyby pan Tomasz Lis zdecydował
    się jednak podać imię swojego ojca, choćby przy odbiorze kolejnej
    nagrody od gastronomów nadwiślańskich, to wtedy moglibyśmy skonfrontować
    jego ocenę z moimi informacjami na temat pewnego oficera LWP o nazwisku
    Lis. Ten oficer, którego życiorysem dysponuję, był absolwentem WULM, potem
    politycznym oficerem w SOW LWP, a w stanie wojennym gorliwym
    zwolennikiem stanowczego traktowania awanturującej się opozycji, słowem
    stał tam gdzie ZOMO.

    Więcej:
    http://www.kontrowersje.net/tresc/tomasz_lis_syn_najuczciwszego_z_polakow_grzebie_w_genach_ludu_nadwislan

    • Kol

      Imię ojca? Wystarczy pofatygować sie do krs i zobaczyć akt notarialny którejś ze spółek Lisa.

    • Marcin

      a ja myślałem, że to właśnie mentalność ludzi bliskich komunie skłaniała do chorego interesowania się rodziną danej osoby

    • Michał

      Czyli robimy to samo? Rozliczamy dzieci za ich rodziców? Czyste en-ka-wu-de, panie tygh. A przecież wystarczy wytknąć Lisowi jego osobiste skurwielstwo, sam wielokrotnie dał tego dowody.






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Niepamięć

Następny tekst

Thor: The Dark World - pierwszy zwiastun



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE