The Expendables Soundtrack | FILM.ORG.PL

The Expendables – soundtrack

Jest głośno, jest szybko, jest wybuchowo, a przy tym jakże rozrywkowo. Słowem: jest 'pumpin'. A ponieważ akcji jest tu całkiem sporo i przykuwa do głośników a to porywającą dynamiką, a to dodanymi tu i ówdzie chórami, toteż skrzętnie odwraca ona uwagę od innych elementów partytury Tylera








Jacek Lubiński
06.11.2012


MUZYKA: Brian Tyler

ROK PRODUKCJI: 2010

WYTWÓRNIA: Silva Screen / Lions Gate Records

CZAS TRWANIA: 71:41 min. 

 

 

01. THE EXPENDABLES
02. AERIAL
03. RAVENS AND SKULLS
04. LEE AND LACY
05. MASSIVE
06. THE GULF OF ADEN
07. LIFELINE
08. CONFESSION
09. ROYAL RUMBLE
10. SCANNING THE ENEMY
11. THE CONTACT
12. SURVEILLANCE
13. WARRIORS
14. TRINITY
15. WATERBOARD
16. LOSING HIS MIND
17. TAKE YOUR MONEY
18. GIANT WITH A SHOTGUN
19. TIME TO LEAVE
20. MAYHEM AND FINALE


 

Powód powstania "Niezniszczalnych" od początku był tylko jeden: odkopać dinozaury i dać im jeszcze jedno miasto do zniszczenia. Oczywiście bynajmniej nie chodzi tu o prastare jaszczury pokroju T-Rexa i kolejną część "Parku Jurajskiego", ale o legendy kina akcji lat 80-tych i 90-tych ubiegłego stulecia.

Zresztą już wtedy właśnie Sylvester Stallone nosił się z zamiarami zebrania odpowiedniej ekipy w jednym epickim widowisku. Plany jednak nie wypaliły, tyleż z ówczesnej rywalizacji dwóch panów S., jak i zwyczajnego braku wolnych terminów w zapchanym po brzegu kalendarzu większości mięśniaków. Jednak dekadę później, gdy starsi panowie nie hasali już tak często po dżunglach i nie musieli już niczego sobie udowadniać, Sly'owi w przypływie nagłej nostalgii (udane powroty do źródeł Rambo i Rocky'ego) w końcu się udało. Co prawda polityczne aspiracje Arnolda nie pozwoliły przyszykować widzom tego, na co naprawdę liczyli, lecz sam projekt wypalił w dobrym kierunku, oferując sympatyczny i niepozbawiony autoironii film, w którym trup ściele się gęsto, a testosteronu jest nawet więcej, niż kul. Ten specyficzny power zawarty został także z muzyce, autorstwa wciąż kontrowersyjnego Briana Tylera, o którym można już dziś powiedzieć, iż należy do stałych współpracowników Włoskiego Ogiera. 

httpa://www.youtube.com/watch?feature=player_detailpage&v=7CqfagHgv6A

Massive

I przyznam, że po tych dwóch latach, jakie minęły od premiery filmu/albumu to właśnie akcją broni się tylerowska ilustracja. Jest głośno, jest szybko, jest wybuchowo, a przy tym jakże rozrywkowo. Słowem: jest 'pumpin'. A ponieważ akcji jest tu całkiem sporo i przykuwa do głośników a to porywającą dynamiką, a to dodanymi tu i ówdzie chórami, toteż skrzętnie odwraca ona uwagę od innych elementów partytury Tylera. I trzeba napisać, że takie momenty, jak "Aerial", "Ravens and Skulls", "Royal Rumble", druga część "Warriors", czy w końcu potężne "Massive" to muzyka akcji na wysokim poziomie, która bez problemu porywa – nawet, jeśli czasem bywa dość toporna i nie do końca ociosana jak należy. Broni się także temat przewodni, który choć nie jest zbyt często wykorzystywany, to na tyle charakterystyczny, że bez problemu nasuwa odpowiednie skojarzenia. W dodatku jego pierwsze wejście w otwierającym płytę/film utworze tytułowym budzi wręcz szacunek swym niejako dostojnym, choć mocno surowym brzmieniem. 

httpa://www.youtube.com/watch?feature=player_detailpage&v=BlZFGmUDPNY

Lee and Lacy

Niestety, gdy nie ma akcji, to nie ma też i zachwytów. Tyler próbuje co prawda miejscami zarzucić jakimś skromnym 'love theme' ("Lee and Lacy"), pokusić się o bardziej sentymentalne nuty (początek "Aerial", całe "Confession"), czy też dodać pikanterii za pomocą latynoskich rytmów ("The Contact"), ale ani to ładne, ani odkrywcze, ani tym bardziej porywające, a już na pewno niespecjalnie sprawdza się, jako kontrapunkt dla action score – tu zwłaszcza ten ostatni, frywolny kawałek paradoksalnie sprawia wrażenie słonia w składzie porcelany. Zresztą, poza wyżej wymienionymi i z reguły krótkimi przerywnikami, gros tego długaśnego albumu (ze wskazaniem na środek płyty) stanowi niezgrabny i często nijaki underscore, który już w filmie ginie pomiędzy kolejnymi ekranowymi wystrzałami, kopniakami i wybuchami, a na płycie może jedynie przyprawić o ból głowy i zniecierpliwienie. 

httpa://www.youtube.com/watch?feature=player_detailpage&v=QkG80-c3QSw

Aerial

Być może, gdyby nożyce wytwórni wykazały się nieco większą surowością względem materiału, ten dysonans nie byłby tu aż tak widoczny. Ale stało się inaczej i dziś, bez względu na to, czy podobał nam się film, czy też nie, trudno podejść do albumu bez odpowiedniej rezerwy i zawczasu ustawionej pod siebie tracklisty (moja wygląda następująco: 1, 2, 3, 5, 9, 13, 19 i 20 i trwa niespełna pół godziny – ale za to jakie pół godziny!). Wstydu co prawda nie ma, bo też i wciąż jest to jedna z najefektowniejszych ilustracji młodego kompozytora. Ale poza średnią Tyler dalej nie zdołał się tu w pełni wybić – pozostają jedynie mocarne momenty, dla których w ogóle warto sięgnąć po ten krążek. 

 

P.S. Jak to zwykle bywa, w filmach nie wybrzmiewa jedynie oryginalna ilustracja. I tak w części pierwszej możemy usłyszeć następujące hity:

"Keep Your Hands to Yourself" – The Georgia Satellites

"Keep On Chooglin'" i "Born on the Bayou" – Creedence Clearwater Revival

"Mississippi Queen" – Mountain

"Hacienda Grande" – Michael A. Levine

"Castille" – David Bradnum

"The Boys Are Back in Town" – Thin Lizzy 

 

Jacek Lubiński

Jacek Lubiński

KINO - potężne narzędzie, które pochłaniam, jem, żrę, delektuję się. Często skuszając się jeno tymi najulubieńszymi, których wszystkich wymienić nie sposób, a czasem dosłownie wszystkim. W kinie szukam przede wszystkim magii i "tego czegoś", co pozwala zapomnieć o sobie samym i szarej codzienności, a jednocześnie wyczula na pewne sprawy nas otaczające. Bo jeśli w kinie nie ma emocji, to nie ma w nim miejsca dla człowieka - zostaje półprodukt, który pożera się wraz z popcornem, a potem wydala równie gładko. Dlatego też najbardziej cenię twórców, którzy potrafią zawrzeć w swym dziele kawałek serca i pasji - takich, dla których robienie filmów to nie jest zwykły zawód, a niezwykła przygoda, która znosi wszelkie bariery, odkrywa kolejne lądy i poszerza horyzonty, dając upust wyobraźni.
Jacek Lubiński











Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Na zawsze Laurence

Następny tekst

The Expendables 2 - soundtrack



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE