The Expendables 2 Soundtrack | FILM.ORG.PL

The Expendables 2 – soundtrack

Druga część "Niezniszczalnych" aż prosiła się o bardziej odważną, bardziej finezyjną i nie tak poważną w swym wydźwięku muzykę. Wstydu może i dalej nie ma, bo i poziom pierwowzoru został utrzymany nieco powyżej średniej. Ale szału także brak.








Jacek Lubiński
06.11.2012


MUZYKA: Brian Tyler

ROK PRODUKCJI: 2012

WYTWÓRNIA: Silva Screen

CZAS TRWANIA: 56:45 min. 

 

01. THE EXPENDABLES RETURN
02. FISTS, KNIVES AND CHAINS
03. TRACK 'EM, FIND 'EM, KILL 'EM
04. MAKING AN ENTRANCE
05. RESPECT
06. REST IN PIECES
07. PREPARATIONS
08. PARTY CRASHERS
09. RESCUE
10. COUNTDOWN
11. BAD WAY TO LIVE
12. VILAIN
13. DUELING BLADES
14. ESCAPE

 

Minęły dwa lata i Stallone przebił sam siebie. No, może nie do końca tak sam, gdyż napakowany większą ilością kultowców, większą ilością trupów i większym czasem ekranowym Schwarzsenatora sequel tym razem poszedł w reżyserskie łapy Simona Westa, co zaowocowało de facto większą rozpierduchą, ale też i znacznym spadkiem IQ produkcji. Tak czy siak akcji jest jeszcze więcej. Za to album jest… krótszy i zgrabniejszy, za co chwała producentom.

I co na to Tyler? W sumie niewiele. Choć power zdaje się tu być większy, niż poprzednio (niesamowite, a jednak), to cała reszta nie uległa znacznej modyfikacji, a sam fakt braku dużej przestrzeni zapełnionej jedynie underscorową pustką skutkuje… nadmiarem orkiestrowych wybuchów, co prowadzi do nawrotów bólu głowy. Ale przynajmniej da się obejść bez zgrzytania zębami… 

httpa://www.youtube.com/watch?feature=player_detailpage&v=nP5N2R3Jf0s

The Expendables Return

Płytę otwiera z pompą "The Expendables Return", który nie zostawia na słuchaczu suchej nitki i przy okazji rozbraja go z paru decybeli w uszach. Tym samym chyba nie przesadzę, pisząc, iż jest to jeden z najbardziej spektakularnych utworów w krótkiej karierze Amerykanina. Co prawda prócz bardziej dosadnej 'napierdalanki' po perkusji i innych instrumentach, a także nieco lepszej orkiestracji niewiele się tu zmienia względem oryginalnego tematu. Niemniej wrażenie jakby ciut lepsze. Szkoda więc, że za moment Tyler zaczyna rozmieniać się na drobne i każdy kolejny kawałek nie robi już takiego wrażenia, a wręcz przeciwnie – ilustracja ta szybko zaczyna męczyć. Już drugie w kolejności "Fists, Knives and Chains" jest tylko powtórką z rozrywki, stając się jedynie utworem fajnym, ale nic ponad to. I z każdą kolejną melodią, zwłaszcza wypełnioną po brzegi i nieoferującą ani chwili wytchnienia akcją, słuchacz może poczuć się zwyczajnie przytłoczony – szczególnie, że można zapomnieć tu o jakimkolwiek zróżnicowaniu tematyczno-brzmieniowym. Tyler postawił na jedno kopyto i cały czas dociska nim do 'setki' (i bynajmniej nie chodzi o flaszkę wódki), jakby bez patrzenia na to, co dzieje się na ekranie. 

httpa://www.youtube.com/watch?v=p9yVDsQCrag

Fists, Knives and Chains

Skutkuje to tym, że pozostała część partytury (tak, jak i na wcześniejszej płycie, tak i tu nie samą akcją muzyka płynie) jest równie płaska, co poprzednio, a wszelaki materiał dramatyczny, jakkolwiek nie kiksujący w trakcie seansu, znowuż razi swą bezbarwnością, brakiem emocjonalnego zaangażowania i wyzierającą z underscore'u nudą. Oczywiście są wyjątki, ale z reguły nie wychodzą one poza krótkie urywki większej całości, jak np. skąpana w imitującej skrzypki elektronice, podniosła końcówka "Respect", przy której z pewnością niejednemu twardzielowi wpadnie coś do oka (biorąc pod uwagę, iż zna już daną scenę z filmu). Takie momenty twórczej nadziei wkradają się także we fragmenty pompujące adrenalinę, jak "Making an Entrance" czy "Rest in Pieces", ale, jak już pisałem, nie są one w stanie zrównać się swoją atrakcyjnością i chwytliwością (z tym w ogóle gorzej) z albumowym prologiem. Trochę szkoda. 

httpa://www.youtube.com/watch?feature=player_detailpage&v=pnBbuki7raM

Preparations

Gwoździem do trumny zdają się tu być utwory nastawione na budowanie napięcia i nadanie konkretnym momentom/postaciom odpowiedniego charakteru. O to jednak trudno, skoro same są tegoż charakteru pozbawione. W filmie nie stanowi to problemu, gdyż wszystko i tak zagłuszają spadające na ziemię łuski po nabojach. Ale na albumie wychodzą z tego ogromne, często wręcz pretensjonalne snuje, których tytuły są zdecydowanie bardziej atrakcyjne, niż faktyczna zawartość ("Countdown", "Villain", "Duelling Blades" i mój faworyt, "Preparations", który brzmi jak fragment z sądowego dramatu o szczęśliwym finale, a nie jak zbrojenie się herosów do walki). I choć także i album sequela wieńczy mocny kopniak, to jednak nie jest on wystarczająco silny, by zatrzeć wrażenie lekkiego zawodu. Lekkiego, gdyż trudno było spodziewać się po Tylerze złotych gór i tematów na miarę Powella. Niemniej druga część "Niezniszczalnych" aż prosiła się o bardziej odważną, bardziej finezyjną i nie tak poważną w swym wydźwięku muzykę. Wstydu może i dalej nie ma, bo i poziom pierwowzoru został utrzymany nieco powyżej średniej. Ale szału także brak. Trzy z małym plusem. 

P.S. W sequelu do naszych uszu docierają także: "I Just Want To Celebrate" grupy Rare Earth i "The Wanderer" w wykonaniu Diona DiMucci, a sam film promuje także singiel brata Sylvestra Stallone'a, Franka – "Don't Want To Fight With Me" (patrz okładka poniżej, a tuż obok inna wersja głównej). 

httpa://www.youtube.com/watch?feature=player_detailpage&v=32OlwfbP4_Y

Frank Stallone – Don't Want To Fight With Me

  

Jacek Lubiński

Jacek Lubiński

KINO - potężne narzędzie, które pochłaniam, jem, żrę, delektuję się. Często skuszając się jeno tymi najulubieńszymi, których wszystkich wymienić nie sposób, a czasem dosłownie wszystkim. W kinie szukam przede wszystkim magii i "tego czegoś", co pozwala zapomnieć o sobie samym i szarej codzienności, a jednocześnie wyczula na pewne sprawy nas otaczające. Bo jeśli w kinie nie ma emocji, to nie ma w nim miejsca dla człowieka - zostaje półprodukt, który pożera się wraz z popcornem, a potem wydala równie gładko. Dlatego też najbardziej cenię twórców, którzy potrafią zawrzeć w swym dziele kawałek serca i pasji - takich, dla których robienie filmów to nie jest zwykły zawód, a niezwykła przygoda, która znosi wszelkie bariery, odkrywa kolejne lądy i poszerza horyzonty, dając upust wyobraźni.
Jacek Lubiński











Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

The Expendables - soundtrack

Następny tekst

VHS Over the Top



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE