Muzyka filmowa

Muzyczna uczta. Ulubione utwory spod ręki HANSA ZIMMERA

Autor: Łukasz Budnik
opublikowano

Chevaliers de Sangreal (Kod da Vinci, 2006)

Nie przepadam za filmową adaptacją prozy Dana Browna, ale końcowa scena, zilustrowana wyżej wymienionym utworem, jest świetna. Duża w tym zasługa muzyki właśnie. Pompatyczna i inspirująca, urzeka piękną, narastającą melodią. Zamykam oczy i przenoszę się w inną krainę, dryfując coraz dalej wraz z narastającą intensywnością tego utworu. To jednak nie jedyny efekt, jaki Chevaliers ma na odbiorcę. Chór w tle sprawia, że słuchanie zamykającej soundtrack kompozycji jawi się niemal jako mistyczne, intensywne przeżycie, a jednocześnie brzmi tak, że zachęca do ruszenia się z miejsca i jakiegokolwiek działania – nawet jeśli nie odkryjemy świętego Graala, to może przynajmniej zrobimy jakiś projekt do pracy. Zawsze to coś.

Is She With You? (Batman v Superman: Świt sprawiedliwości, 2016)

Chwytliwy, pompujący adrenalinę motyw, który daje odbiorcy wielką satysfakcję płynącą z samego faktu słuchania.

Nie przesadzę, jeśli stwierdzę, że ten utwór to według mnie najlepszy aspekt filmu Zacka Snydera. Daleko mi do nienawiści, jaką niektórzy pałają w stronę kontynuacji Człowieka ze stali (tego akurat lubię bardzo), ale podczas seansu w kinie z każdą kolejną minutą czułem coraz większe znużenie i rozczarowanie tym, jak prezentuje się długo wyczekiwany pojedynek legend komiksu. Tymczasem oto na ekranie pojawia się Wonder Woman, z głośników uderza gitarowy riff, a ja aż unoszę się w fotelu, bo oto po raz pierwszy podczas seansu odczuwam autentyczną ekscytację. Niesamowicie chwytliwy, pompujący adrenalinę motyw, który daje odbiorcy wielką satysfakcję płynącą z samego faktu słuchania. Cieszy, że twórcy uniwersum DC podjęli wyjątkowo słuszną decyzję i użyli tej kompozycji przy promocji nadchodzącego solowego filmu o przygodach bohaterskiej Amazonki.

Journey to the Line (Cienka czerwona linia, 1998)

Przejmujący, trwający dziewięć minut utwór jest powszechnie uważany za jedno z najlepszych – a przez niektórych za to najlepsze właśnie – dzieł kompozytora. Jest to pięknie zbudowany fragment – muzyka narasta, do głosu dochodzi z każdą minutą coraz więcej instrumentów, aż wreszcie w połowie następuje apogeum, eksplozja dźwięku o pięknym, ale i tragicznym wydźwięku, podkreślającym dramat, jakim jest wojna. Zimmer wykazał się tutaj po raz kolejny niezwykłą dozą wrażliwości, którą bez problemu przelał na nuty, tworząc jej dźwiękowy zapis. Journey to the Line zostało użyte potem w kilku trailerach, między innymi świetnym zwiastunie X-Men: Przeszłość, która nadejdzie, który swego czasu mocno rozpalił nadzieje fanów serii o mutantach.

Dream is Collapsing (Incepcja, 2010)

Zaczyna się niepozornie, by niedługo potem zrzucić na słuchającego lawinę pompujących adrenalinę dźwięków. Nietrudno wyobrazić sobie przy tej kompozycji jakąś intensywną scenę akcji – sam zwykłem włączać ją sobie dla rozbudzenia się, bo jest głośna i pędzi jak roller coaster, najpierw w górę, a od połowy utworu w dół, co sygnalizuje potężne uderzenie sekcji dętej. Szybki, pomysłowy utwór, którego dodatkowym atutem jest wykorzystanie elektroniki i gitary elektrycznej. Soczyste. Mocne. Do wielokrotnego słuchania. Przy tym wszystkim bezbłędnie zgrywa się z obrazem, dzięki czemu scena rozpadania się snu jest jedną z najlepszych w filmie Nolana.

He’s a Pirate (Piraci z Karaibów: Klątwa Czarnej Perły, 2003)

Choć oficjalnym autorem ścieżki dźwiękowej do pierwszej części pirackiej serii jest Klaus Badelt, to za słynny motyw przewodni odpowiada Zimmer, dlatego też zdecydowałem się go tu umieścić. Sam Hans przyznał kiedyś w wywiadzie, że choć miał wtedy inne zobowiązania (Ostatni samuraj), to nie mógł sobie odmówić skomponowania tematów do filmu Verbinskiego. Wydaje mi się, że niewiele jest osób, którym He’s a Pirate przynajmniej nie obił się o uszy. Fantastyczny, pełen energii i kojarzący się z wielką przygodą, doskonale łapie ducha filmu i daje mnóstwo radości zarówno w połączeniu z nim, jak i w oderwaniu od obrazu. Zaledwie półtorej minuty utworu, ale dzięki temu więcej niż solidny dowód na to, jak mistrzowską wyobraźnię ma Zimmer i jaki talent do tworzenia niezapomnianych tematów.

Potrafi ekscytować, wzruszać i zapadać w pamięć. W kompozycjach spod jego ręki czuć czystą radość tworzenia.

Czuję pewien niedosyt. Założyłem sobie, że umieszczę w tym rankingu równo dziesięć utworów i nie był to wybór łatwy, bo najchętniej wymieniłbym jeszcze drugie tyle. Przynajmniej w zakończeniu wspomnę choćby o Zoosters Breakout z Madagaskaru, który powala swoim przygodowym charakterem, o Time z Incepcji, będącym wspaniałym, wzniosłym kawałkiem muzyki czy o No Time For Caution z Interstellar, podnoszącym adrenalinę organowym brzmieniem. Nadal to tylko część tego, czym niemiecki kompozytor zapisał się już w historii. Uwielbiam to, jak brzmią jego utwory. Jak potrafi ekscytować, wzruszać i zapadać w pamięć. Wreszcie uwielbiam to, jak w kompozycjach spod jego ręki czuć czystą radość tworzenia. On jest dla słuchaczy, zarówno na płytach, jak i osobiście, koncertując ze swoim zespołem po całym świecie. Również i polscy miłośnicy muzyki filmowej mieli i będą mieć okazję obcować na żywo z jego dziełami. Te osoby, które koncert kompozytora już widziały, zgodnie utrzymują, że to jedno z najlepszych przeżyć w ich życiu. Ci, którzy dopiero go zobaczą, mogą więc szykować się na wytworną ucztę. Danie główne – muzyka Hansa Zimmera. Zawsze smaczna.

Ostatnio dodane