Muzyka filmowa

Magia brzmień. Muzyka do filmów o Harrym Potterze

Autor: Jakub Piwoński
opublikowano

Nie da się ukryć, że spośród wszystkich elementów składowych filmowego języka to właśnie muzyka pełni rolę niewidocznego bohatera seansu. Choć wiemy, że nam towarzyszy, to jednocześnie bagatelizujemy jej obecność na rzecz wszystkich innych wizualnych rewelacji. No chyba że jesteśmy melomanami z wyjątkowo uwrażliwionym na piękno dźwięków uchem. Przeciętny widz jednak tak bardzo przyzwyczaił się do występowania muzyki w widowisku filmowym, że często zapomina, jak istotną rolę pełni. Ma ona bowiem niebagatelne przełożenie na budowaną w filmie atmosferę.

Dlatego też rola kompozytora muzyki filmowej jest wyjątkowo odpowiedzialna. Zaznajamiając się ze scenariuszem filmu, stara się on odnieść muzycznie do treści filmu, podkreślić klimat opowieści lub też wpłynąć na jego kreację. Owa odpowiedzialność niejako się potęguje, gdy kompozytor ma wykreować muzykę do filmów bazujących na serii poczytnych książek. Wówczas już na starcie musi brać pod uwagę jedną kluczową kwestię. Muzyka w filmowej adaptacji jest swego rodzaju doznaniowym novum – nieznanym dotychczas rozszerzeniem, dającym fanom możliwość do przyjrzeniu się dziełu istniejącemu już w popkulturze, z nowej, nieodkrytej dotychczas strony.

Można powiedzieć, że wypadku muzyki do filmów ze świata Harry’ego Pottera, niewątpliwie jednej ze słynniejszych serii fantasy ostatnich lat, mamy do czynienia z interesującą ewolucją. Gdy poszczególne części danego cyklu kręcone są przez różnych reżyserów, często siłą rzeczy zmieniają się także ich stylistyka i charakter. Wówczas podstawowym gwarantem spójności jest muzyka. Na przestrzeni dziesięciu lat i ośmiu kinowych filmów opowiadających o przygodach młodego czarodzieja muzyka tworzona była przez czterech kompozytorów: Johna Williamsa, Patricka Doyle’a, Nicolasa Hoopera oraz Alexandra Desplata. Każdy starał się położyć nacisk na inne brzmienie, wyodrębnić swój styl, ale jednocześnie zachować wierność podstawowemu leitmotivowi serii.

Muzyka filmowa jest często jedynym gwarantem spójności, zachodzącej między innymi filmami serii

Ten został powołany do życia przez Johna Williamsa. Jeden z najbardziej znanych, cenionych i utytułowanych kompozytorów na świecie (dość powiedzieć, że na swoim koncie ma pięć Oscarów i czterdzieści pięć nominacji) tworzył wcześniej muzykę do innych, słynnych filmowych serii: Gwiezdnych wojen i Indiany Jonesa. To, co charakteryzuje muzykę tych filmów, to rozpoznawalny motyw przewodni, dobrze kojarzony przez każdego sympatyka kina. W przypadku Harry’ego Pottera pierwsze skrzypce pełni utwór Hedwig’s Theme, którego rozpoznawalna melodia (po raz pierwszy zaprezentowana w prologu) słyszalna jest w większości kompozycji, zarówno tej ścieżki dźwiękowej, jak i kolejnych. Ścieżka dźwiękowa podzielona została w sposób typowy – poszczególne utwory odpowiadają najważniejszym wydarzeniom z filmu: magicznemu przejściu przez peron 9 i ¾, zapoznaniu się z murami Hogwartu, meczowi Quidditcha czy w końcu pierwszemu zetknięciu się z Voldemortem.

Wskazując swojego faworyta, nie będę oryginalny – według mnie najlepszy utwór tej ścieżki to Harry’s Wondrous World, który pojawia się w kluczowych momentach filmu i jego napisach końcowych. Utwór, jak zresztą cały soundtrack Kamienia filozoficznego, stanowi swoisty wstęp do magicznego świata czarodziejów, opowiadając o inicjacyjnym odkryciu nieznanej dotychczas rzeczywistości. Williams po raz kolejny udowodnił, dlaczego nadal jest jednym z najlepszych w branży. Przez wykorzystywanie potencjału każdej części orkiestry w jego muzyce odczuwalny jest wyjątkowy majestat. Zaowocowało to między innymi nominacją do Oscara.

Magiczna atmosfera wykreowana przez Williamsa kontynuowana została w dwóch kolejnych ścieżkach dźwiękowych jego autorstwa. W przypadku muzyki do Komnaty Tajemnic to nie on jednak objął dyrygenturę orkiestry – funkcję tę przejął William Ross. Na soundtracku można znaleźć kilka świeżych tematów muzycznych, spośród których na uwagę zasługują Fawkes the Phoenix, Gilderoy Lockhart czy The Chamber of Secrets. Ten ostatni to swoisty popis Williamsa, gdyż jak na posiłkowanie się tak wieloma rodzajami orkiestrowych brzmień utwór jest wyjątkowo uporządkowany, daleki od chaosu.

Ostatnio dodane