publicystyka filmowa

‚MISTRZ’ Paula Thomasa Andersona pojawi się tylko w 36 kinach…

Autor: Rafał Oświeciński
opublikowano

 

Właśnie przed chwilą udało mi się potwierdzić wiadomość jakoby „Mistrz” Paula Thomasa Andersona, jedna z najważniejszych premier 2012 roku i jeden z głównych kandydatów do wszelkich tegorocznych nagród, będzie grany w 36 kinach w całym kraju. TYLKO 36 KIN. 

Dystrybutor, Gutek Film, dał ciała ograniczając dystrybucję do tak niewielu kin. Tyle mogę powiedzieć jako fan twórczości Andersona. Z jednej strony nie rozumiem takiej decyzji, a z drugiej rozumiem całkowicie. Ot taki dysonans poznawczy, w którym  lekki wkurw połączył się z ekumenicznym zrozumieniem strategii marketingowej.

Najpierw o złości. Mamy mieć bowiem na ekranach film niebanalny, który wielu już się zachwyca, a jeśli tych wielu nie popadło w przesadne uwielbienie, to na pewno wypowiada się z wielkim szacunkiem wobec dzieła P.T. Andersona. Kto się wypowiada? Widzowie zachodni – to jasne, bo tam „the Master” jest już grany i zarabia całkiem niezłe pieniądze (co znaczy ni mniej, ni więcej jak kilkanaście milionów baksów, czyli gigantycznie dużo jak na wymagające cierpliwości kino dramatyczne). Widzieli też polscy krytycy (i kupa przygodnych widzów),którzy mieli szansę zobaczyć film na pokazie prasowym zorganizowanym w połowie października jak zwykle w Warszawie i jak zwykle w godzinach porannych. Stąd też wysyp wielu przedpremierowych recenzji.

Czy „Mistrza” zobaczą polscy widzowie? Niestety, ci z miast, których nie obejmuje sieć Multikino, będą musieli uzbroić się w cierpliwość. Przykładowo w Białymstoku, gdzie jest jedno kino studyjne oraz 2 multipleksy Heliosa, filmu Andersona nie będzie. W ogóle w sieci Helios, podobno największej w kraju, filmu nie będzie – przynajmniej w najbliższym czasie.

 

Zerknąłem do Cinema City – na ich stronie brak jakichkolwiek informacji. Wszędzie tylko ten idiotyczne wampiry w nowej odsłonie i magiczne spotkania z Dzwoneczkiem. Ale gdy się zagłębi w szczegółowe repertuary to można natrafić na „Mistrza” – oczywiście nie wszędzie jest grany.

Po prostu lipa. Najciekawsza premiera tego roku omija wiele miast szerokim łukiem. Nic tylko przebierać nogami w oczekiwaniu na dobrego ripa, wszak zbliża się sezon nagród i wiele kopii wpadnie na rynek. 36 kin z „Mistrzem” nie zagospodaruje hajpu, jaki właśnie teraz towarzyszy filmowi Andersona. Rozgłos szybko przeminie, pojawią się kolejne tytuły, niekoniecznie mniej warte poznania. 

Z drugiej strony jednak całkowicie Gutka rozumiem. Wprowadza on bowiem na ekrany film, który nie ma najmniejszych szans na zebranie większej widowni – co prawda nazwisko reżysera jest znane nam, kinomanom, bardzo dobrze ale chyba nikomu innemu. To nie Spielberg w końcu, ani Machulski. Czy da się „Mistrza” wcisnąć w tryby jakiejś oszukańczej kampanii promocyjnej, który przedstawi film w innym  – niż dramatyczny – świetle? Gutek mógł wyjść z inicjatywą i promować film hasłami typu „Zobacz narodziny najpotężniejszej sekty”, „Lepszy niż Kod da Vinci!” i tym podobnymi ściemami, z których znany jest choćby Kino Świat, ale jednak tego nie zrobił. Kampanii w mediach nie ma wcale, w rolach głównych aktorzy kompletnie nieznani szerszej widowni… Taki film zgromadzi wyłącznie nieprzypadkową publiczność, czyli tych, którzy TEN film chcą zobaczyć, bo TEN film nie jest jednym z wielu do wyboru w sobotni wieczór. To po prostu „Mistrz”.

Mogę więc utyskiwać – wespół z innymi kinomanami z mniejszych miast – nad swoim smutnym losem, co nie zmieni faktu, że rynek dyktuje takie a nie inne warunki. Przykre, niesprawiedliwe, rozczarowujące. I zrozumiałe.

Ostatnio dodane