Blog to fajna rzecz. Pozwala szybko i skutecznie dzielić się z czytelnikami przemyśleniami na temat trailerów i newsów ze świata filmu. Masz coś ciekawego do przekazania/pokazania, wstukujesz kilka słów i tysiące osób w ciągu kilku minut dowiaduje się co ci w filmowej duszy gra. Strona Klubu Miłośników Filmu rządzi się swoimi prawami. Na jej łamach nigdy nie mogłem pokazać światu poniższego filmiku, bo nie pasował do żadnego działu. A na blogu mogę. Za „Mission: Vivaldi” stoję ja, jako pomysłodawca (i jakby nie patrzeć odkrywca – o czym szerzej na końcu wpisu) oraz były członek KMF – Adi (jako montażysta, który skleił do kupy obraz i muzykę). Ważne – zanim obejrzycie poniższą montażówkę, proponuję abyście zapoznali się z krótką genezą jej powstania. Możecie też najpierw obejrzeć, a później przeczytać. I jeszcze raz obejrzeć.


Bo to było tak, czyli krótka geneza „Mission: Vivaldi”.
Pewnego dnia szukałem w „Mission: Impossible II” jakiejś sceny, z której chciałem zrobić zrzutkę do artykułu na stronę film.org.pl (tak, wpis zawiera lokowanie produktu ;). W tle leciał sobie akurat soundtrack z film „Oldboy” –
„Zima” z „Czterech pór roku” Vivaldiego. W „M:I II” rozkręcała się właśnie na dobre akcja na motorze – zbrojne starcie Cruise’a z bandziorami z białego samochodu. Przecierałem oczy (i uszy) ze zdumienia, gdy zobaczyłem, że takty klasycznego utworu niemal idealnie komponują się z tym, co dzieje się na ekranie. Z obrazem zgadzało się wszystko: zmiany tempa muzyki, intensywność, dramaturgia. Po kilkunastu powtórzeniach i ustawieniu utworu i sceny w pełnej synchronizacji, spisałem liczniki, podesłałem wszystkie parametry Adiemu i poprosiłem go, by na stole montażowym skleił do kupy muzykę z obrazem. Jednocześnie zastrzegłem, by Adi niczego nie „podmontowywał”, niczego nie przycinał, nie dopasowywał; miało być po bożemu, czyli strzelanina + muzyka Vivaldiego odpalona w odpowiedniej chwili. Tak więc to, co obejrzeliście/obejrzycie, nie jest żadną manipulacją ani oszustwem. „Mission: Vivaldi” to po prostu jeden wielki zbieg okoliczności, odkryty zupełnie przypadkowo. Adi podkreślił jedynie kilka dźwięków (strzały, eksplozje) by efekt był bardziej efektowny.

Tak sobie myślę, że może kiedyś John Woo oświadczy w jakimś wywiadzie, że początkowo faktycznie zilustrował „Mission: Impossible II” muzyką klasyczną, ale stwierdził, że to się nie sprzeda i ostatecznie wyrzucił Vivaldiego, zastępując go Hansem Zimmerem. Kto wie…