publicystyka filmowa

Piekło na planie. Filmowe pary, które nie znosiły się prywatnie

Autor: Łukasz Budnik
opublikowano

Głębokie spojrzenia. Płytkie oddechy. Chemia rozsadzająca otoczenie, drżące ręce delikatnie muskające skórę, dłoń wpleciona we włosy, wreszcie zwarty uścisk i namiętny pocałunek, na widok którego uginają się kolana wszystkich dookoła. „Kocham cię”, mówi ona, a on odpowiada tym samym. Koniec sceny. „Cięcie”, krzyczy reżyser, a para aktorów ekranową chemię przeobraża w antypatię, którą darzy się nawzajem w rzeczywistości.

To wcale nierzadki przypadek, by wzbudzająca westchnienia żeńskiej części widowni, śmiech wielbicieli sytuacyjnej komedii czy podziw miłośników charyzmatycznych duetów para nie lubiła się prywatnie. Na ekranie z reguły tego nie widać, wobec czego należy się oprzeć na relacjach z planu i wypowiedziach samych zainteresowanych. Poniżej lista dziesięciu filmowych par, które podczas pracy nad filmem sympatią darzyły się tylko w obiektywie kamery.

MARILYN MONROE I LAURENCE OLIVIER
KSIĄŻĘ I AKTORECZKA (1957)

Cóż za duet! Na planie Księcia i aktoreczki oboje spotkali się z własnych zawodowych pobudek, jako że ona chciała pracować z aktorską legendą, a on potrzebował filmu, który stanie się przebojem. Niestety, współpraca okazała się dość katastrofalna. Marilyn szukała głębi w każdej kolejnej scenie, podczas gdy Olivier wszystko omawiał powierzchownie. On miał wszystko wymierzone od linijki, ona, wiecznie spóźniona, wstrzymywała produkcję. Nazywała go „panie sir”, podczas gdy on śmiertelnie ją obraził stwierdzeniem, by dała sobie spokój z aktorstwem i po prostu próbowała, będąc seksowną. Sam film, koniec końców, krytyków nie zachwycił. Olivier jeszcze wiele lat później żalił się na pracę z Monroe, a meandry ich waśni obejrzeć można w filmowym wycinku życia aktorki, Mój tydzień z Marilyn.

MARILYN MONROE I TONY CURTIS
PÓŁ ŻARTEM, PÓŁ SERIO (1959)

Przygód słynnej blondynki ciąg dalszy.

Móc powiedzieć, jak to jest całować się z Marilyn Monroe, dla wielu ówczesnych, ale i dzisiejszych mężczyzn byłoby zapewne spełnieniem marzeń i okazją do długiego wywodu na temat wspaniałości tego aktu. Najwyraźniej nie dla Tony’ego Curtisa, który stwierdził, że to jak całować się z Hitlerem. Nie miejsce wnikać, skąd aktor mógł pozwolić sobie na takie porównanie, nawet jeśli użył go żartobliwie. Skupmy się na fakcie, iż jego awersja do ikonicznej seksbomby uzasadnienie miała oczywiście w zachowaniu Monroe na planie – konkretnie w gwiazdorzeniu, ciągłym żądaniu dubli i małym skupieniu na roli (Laurence Oliver znał już ten ból). Nie pomógł też zapewne fakt, iż ekranowa para spotykała się ze sobą prywatnie jeszcze przed produkcją rzeczonego klasyka.  „Gram w filmie z Marilyn Monroe, to moja była, całuje jak Hitler”. Cóż za podsumowanie!

MERYL STREEP I DUSTIN HOFFMAN
KRAMER VS KRAMER (1979)

Kramer kontra Kramer, Streep kontra Hoffman. Cóż, w tym przypadku romansu jest akurat mało. Trudno powiedzieć, aby aktorskie metody Hoffmana były szczególnie przyjemne dla jego ekranowej partnerki. Żeby wywołać u niej naturalne reakcje i wzmocnić poczucie filmowego konfliktu, uciekał się do tak mało wyrafinowanych metod jak uderzenie Streep w twarz czy ciągłe przypominanie jej o śmierci jej partnera, Johna Cazale, zmarłego zaledwie miesiąc przed rozpoczęciem produkcji filmu. Dręczył ją również na inne sposoby. Wszystko po to, aby jak najlepiej oddała na ekranie słabość i poczucie beznadziei. Po latach żałował swojego zachowania, tłumacząc się ówczesnym rozwodem i imprezami z narkotykami (świetne wytłumaczenie, od razu lepiej). Sama Streep całkiem nieźle udźwignęła terror kolegi z planu, bo niedługo potem dźwigała już coś innego – swojego pierwszego Oscara.

DEBRA WINGER I RICHARD GERE
OFICER I DŻENTELMEN (1982)

Dla Debry Winger praca na planie wyżej wymienionego filmu była trudnym czasem. Po pierwsze, Richard Gere, którego przyrównała do ceglanego muru i z którym starała się mieć w przerwach między zdjęciami jak najmniej do czynienia (zresztą z wzajemnością). Słowem, po prostu nie przebywała w tym samym otoczeniu co on. Po drugie, reżyser, Taylor Hackford. Twórcę aktorka przyrównała do zwierzęcia i domyślać się możemy, co miała na myśli. Usposobienie reżysera najwyraźniej nie przeszkadzało jednak Helen Mirren, która wyszła za niego czternaście lat później. Debrze Winger pozostaje współczuć.

JENNIFER GREY I PATRICK SWAYZE
DIRTY DANCING (1987)

„Czuję pomiędzy nami magię”, śpiewał Eric Carmen w ilustrującej jedną ze scen filmu piosence Hungry Eyes. Magii nie czuli za to Swayze i Grey, między którymi dochodziło do częstych spięć na planie. Aktor zrzucał winę na swoją ekranową partnerkę, krytykując ją za nadmierne wygłupianie się, co w rezultacie zmuszało ekipę do powtarzania wielu ujęć. Rzekomo Grey była też bardzo emocjonalna i ciężko znosiła krytykę, przelewając z jej powodu wiele łez. Można się zastanawiać, czy Swayze nie miał ochoty puścić partnerki w słynnej scenie finałowego tańca, w każdym razie waśnie pary skończyły się po zakończeniu produkcji, kiedy ich stosunki nabrały dużo bardziej przyjacielskiego wymiaru.

SHARON STONE I WILLIAM BALDWIN
SLIVER (1993)

Biedny Baldwin nie miał na planie lekko, bowiem padł ofiarą antypatii partnerującej mu Sharon Stone. Całkiem dużej, dodajmy, bo gwiazda Nagiego instynktu ośmieszała go na planie i, wedle relacji ekipy, odbierała mu męskość swoimi komentarzami. Nawet scena pocałunku okazała się dla Baldwina koszmarem, bo Stone, z pewnością nieprzypadkowo, ugryzła go w język. Tak mocno, że przez kilka dni miał problem z mówieniem (subtelne jak taran, nie ma co). Wielką ulgą musiał być dla niego ostatni dzień zdjęciowy.

Ostatnio dodane