Biografie ludzi filmu

STEVEN SEAGAL. Filmografia senseia

Autor: Tomasz Urbański
opublikowano

Steven Seagal. Niepokorny, niezastąpiony, niereformowalny. Ostoja spokoju i opanowania. Chodząca mądrość, dobroć i szlachetność w jednym. Mentor, przyjaciel Władimira Putina i misiów panda.

Jest łaskaw raczyć nas swym talentem aktorskim od 1988 roku, zatem z niektórymi kinomanami jest od zawsze, niczym drugi ojciec czy przyjaciel rodziny. Szmat czasu, który upłynął od debiutu senseia Seagala, nie miał absolutnie żadnego wpływu na jego wyjątkową filozofię gry aktorskiej. Niezmiennie opiera się wszelkim wodotryskom aktorskim, trwając ku uciesze milionów fanów przy minimalizmie, osiągając za każdym razem wyżyny sztuki filmowej. Hołdując zasadzie, że najchętniej oglądane i lubiane jest to, co już znamy, kręci produkcje bliźniacze, dla niepoznaki zmieniając imię i nazwisko swojego bohatera. Jego filmografia pełna jest obrazów opartych na odwiecznej walce dobra i zła, w której on jest nieskazitelną personifikacją tego pierwszego. Przybiera postać policjanta/komandosa/agenta specjalnego, który własnoręcznie, często samotnie, toczy nierówny i niezmordowany bój ze złem tego świata. Wyposażony w zacięte ryło z niemalże zupełnym zanikiem mięśni, morderczo szybki cios, okazjonalnie broń palną lub białą oraz rzucający się w oczy sympatyczny kucyk umieszczony z tyłu głowy, jest ekstremalnie niebezpiecznym przeciwnikiem. Nie krwawi. Ciężką przeprawę mają z nim wszelcy handlarze narkotyków, mordercy, mafiozi, zdrajcy, szumowiny, łajzy i zakapiory. Wychodząc z założenia, że im więcej Seagala, tym lepiej, przybrał ostatnimi czasy na wadze.

Nie ukrywam, że seagalowskie filmy mnie fascynowały w wieku szczenięcym. Luk w scenariuszu jeszcze nie dostrzegałem, o aktorstwie niewiele wiedziałem, ale (wciąż) fenomenalnie zrealizowane sceny walk robiły wrażenie. Tyle mi wystarczyło, aby uznać film za dobry i godny mojego czasu. Niestety z wiekiem entuzjazm opadł. Pierwsze produkcje wciąż ogląda się z przyjemnością, ale ostatnie dwie dekady to już błyskawiczny upadek i taśmowy wyrób paździerza na skalę hurtową. Z zadziwiającą częstotliwością produkcje ze sprytnym Stefanem wciąż mają swoje premiery, a co jeszcze dziwniejsze, wciąż są oglądane i mają swoich zwolenników. Jest stałym bywalcem w polskim domu. Znakomicie czuje się pod strzechą medialną u Zbigniewa Solorza. Dzień bez emisji filmu ze Stefanem jest dniem straconym, dlatego nie dziwi jego codzienna obecność przede wszystkim w Polsacie, Polsacie 2, Polsacie Film, Super Polsacie, a także w TV4 i TV6. Koniecznie zajrzyjcie. Znamienne, że ogromna większość artystycznej aktywności Seagal tworzy swoisty amalgamat, a jego poszczególne składowe są nie do odróżnienia dla zwykłego śmiertelnika. Konia z rzędem temu, kto jest w stanie po tytule je rozpoznać. Przychodzę w sukurs, by rozjaśnić nieco sytuację. Poniższe zestawienie to przewodnik, który być może uchroni was przed opasłą niczym sam bohater filmografią. Wystarczy, że już z kronikarskiego obowiązku ja cierpię nieopisywalne katusze, kontynuując swą przygodę z senseim. Wziąłem to na swe barki, by inni mieli lżej. Przed wami dzieło samozwańczego, pierwszego antropologa (i prawdopodobnie jedynej osoby oglądającej nowe produkcje rzeczonego) twórczości mistrza Stefana.

Przed zanurzeniem się w lekturze słów kilka o życiu nie-filmowym mistrza.

Życie, życie jest nowelą…

Zanim przyszło do głowy sympatycznemu Stevenowi „granie” w filmach, musiał się urodzić. Była to tak wyjątkowa okoliczność, iż miała miejsce w jedną z najważniejszych dat w historii świata, czego dowodzą te i późniejsze wydarzenia (urodziny mojej siostry, katastrofa smoleńska). Z łona matki ewakuował się 10 kwietnia (tak właśnie!) 1951 roku w Lansing w stanie Michigan. W wieku dziewięciu lat Steven Frederic Seagal, zafascynowany sztukami walk, rozpoczął treningi. W wieku siedemnastu lat wyjechał do Japonii, aby doskonalić technikę, i zgłębiając tajniki nowych sztuk, w piętnaście lat stał się mistrzem w aikido, karate, judo i kendo. Nieobce były mu kung-fu i tai-chi. Żądny przygód i emocji, najprawdopodobniej był tajemniczym najemnikiem na usługach CIA. Najprawdopodobniej, gdyż rewelacje rozpowiadane przez samego zainteresowanego były już wielokrotnie podważane. Wróciwszy do swego ojczystego kraju, założył szkołę walki, był choreografem scen akcji w Nigdy nie mów nigdy, a wkrótce zielone światło ujrzał jego pomysł na scenariusz filmu sensacyjnego i w 1988 roku zadebiutował (w wieku trzydziestu sześciu lat!) od razu główną rolą w filmie Nico. Ponad prawem, znanym również pod tytułem Nico, który odniósł spory sukces. Związany z Warner Bros. (prócz Wybrańca śmierci – 20th Century Fox) święcił triumfy na ekranach do około 1997 roku. Założył firmę producencką Steamroller Productions, która po dziś dzień zajmuje się produkcją filmów z jego udziałem. Od około 1998 roku Seagal zaczął kręcić filmy dla mniejszych wytwórni (powrót do Warnera to Mroczna dzielnica). Obrazy trafiały od razu na rynek VHS/DVD. Tak jest do dziś, a zmienił się tylko nośnik na DVD/Blu-Ray/VOD. Kilkukrotnie gościł w Polsce, realizując w naszym, słynącym z realizacji wysokiej klasy kina kopanego kraju dwa filmy. Prywatnie miał trzy żony (jedną z nich była aktorka Kelly LeBrock), a od 2009 roku czwartą. Oficjalnie jest ojcem siódemki dzieci i jednego misia pandy. Sądzę, że przytaczanie większej liczby faktów nie jest potrzebne, by w pełni oddać wielkość tego aktora. To jego twórczość czyni go wyjątkowym. Niech przemówią filmy.

Dorobek twórczy:

ABOVE THE LAW/NICO. PONAD PRAWEM

1988, 96 minut, reż. Andrew Davis

Obsada: Steven Seagal jako Nico Toscani; Pam Grier, Henry Silva, Ron Dean, Sharon Stone

Dystrybucja w Polsce: ITI, Warner

Nico Toscani to świetny, uczciwy i bezwzględny glina z Chicago. Za młodu, zwerbowany podczas swego pobytu w Japonii, służył w CIA. Krótko służył w Wietnamie. Od piętnastu lat sumiennie odbywa służbę, chroniąc prawych obywateli przed złem tego świata. Podczas jednej z akcji dowiaduje się o planowanej, potężnej transakcji narkotykowej. W trakcie śledztwa wychodzą nowe zaskakujące informacje. Okazuje się, że w sprawę zamieszane jest CIA, które by to zatuszować, nie cofnie się nawet przed morderstwem. W imię sprawiedliwości Nico nie będzie miał litości dla swojego dawnego pracodawcy.

Nico - szlagier wypożyczalni i niezmienny hit Polsatu

Jeden z większych hitów boomu video w Polsce to typowe kino o samotnym gliniarzu wzbogacone o nowe elementy, czyli walki aikido. Seagal błyszczy w swej na poły biograficznej historii, znakomicie wymierza sprawiedliwość, z niezwykłym polotem marszcząc brwi i cedząc przez zęby tybetańsko-japońskie mądrości ludowe. Na drugim planie możemy zobaczyć przyszłą seksbombę lat dziewięćdziesiątych Sharon Stone, która właśnie była w przededniu seksplozji szaleństwa na jej punkcie, oraz byłą gwiazdę kina blaxploitation Pam Grier. Szlagier wypożyczalni i niezmienny hit Polsatu, który wciąż można stawiać za wzór, jak dobrze i bez kompleksów kręcić świetne bitki. Seagal w świetnej formie fizycznej łamie kości aż miło. Klasyczna ejtisowa pozycja, i choć legendarnego kucyka tu jeszcze nie uświadczymy, to zaczyn pod niego jest spory.

HARD TO KILL/WYGRAĆ ZE ŚMIERCIĄ

1990, 100 minut, reż. Bruce Malmuth

Obsada: Steven Seagal jako Mason Storm; Kelly LeBrock, William Sadler, Frederick Coffin

Dystrybucja w Polsce: ITI

Po odkryciu i zarejestrowaniu powiązań mafii z kastą polityczną Mason Storm z rodziną doświadczają ataku skorumpowanych policjantów. W jego wyniku ginie żona, a on sam po odniesieniu poważnych obrażeń zapada w śpiączkę. Po siedmiu latach odzyskuje przytomność, czym automatycznie aktywizuje do działania żądnych jego śmierci. Dowiaduje się też, że z masakry cało wyszedł jego syn, który dorastał w niewiedzy, że jego ojciec żyje. W ucieczce przed hordą pomaga mu pielęgniarka. Dzięki niej odzyskuje siły i planuje krwawą i bezlitosną zemstę.

Seagal kontynuuje krucjatę przeciw złu i korupcji. Fach ma w ręku, który czyni wiele dobra i jest bronią śmiertelnie niebezpieczną. Prawdopodobnie Wygrać ze śmiercią było inspiracją dla Quentina Tarantino podczas pisania scenariusza do Kill Billa. Znakomicie poprowadzony przez Bruce’a Malmutha gwiazdor mógł zaprezentować całą paletę swych aktorskich możliwości. Subtelne malowanie mimiką dramatu, wściekłości, cierpienia i żalu w wykonaniu Stevena mogą przyprawić o zawrót głowy. Poza tym skomplikowana intryga, zaskakujące zwroty akcji i występ Kelly LeBrock, ówczesnej żony aktora, to główne atuty tej równie udanej co poprzednia produkcji. Warty odnotowania jest debiut legendarnego kucyka, który jeszcze wielokrotnie towarzyszyć będzie głowie mistrza. Sam Seagal w swoim żywiole, walczy, zadając mordercze ciosy, zwinnie i szybko wychodząc bez szwanku z opresji. I nie, nie jest to – jak chcieliby moi podwórkowi koledzy – ciąg dalszy przygód Nico Toscaniego.

MARKED FOR DEATH/WYBRANIEC ŚMIERCI

1990, 94 minuty, reż. Dwight H. Little

Obsada: Steven Seagal jako Jon Hatcher; Basil Wallace, Keith David, Joanna Pacuła, Al Israel

Dystrybucja w Polsce: Guild, Imperial

John Hatcher, agent specjalny do walki z handlem narkotykami, podczas akcji w Kolumbii traci partnera. Zrezygnowany wraca do rodzinnego Chicago i tam rzuca służbę, chcąc więcej czasu poświęcić rodzinie. Jednak nie jest mu to dane. Od kamrata z wojska otrzymuje informację o okrutnej walce o wpływy w narkotykowym biznesie pomiędzy Kolumbijczykami a Jamajczykami. Jeden z szefów gangu, miłośnik reggae „Krzywy Ryj”, prowokuje Hatchera, atakując jego bliskich. Jak można się spodziewać, nie wzbudza to aprobaty agenta, który wyrusza wraz ze swym kumplem Maxem i jamajskim gliniarzem Charlesem na misję bynajmniej nie pokojową. Przeciwnik okaże się wyjątkowo przebiegłą gnidą, będącą wyznawcą voodoo.

Jednorazowy skok w bok Seagala, mający premierę kilka miesięcy po Wygrać ze śmiercią. Film pod banderą studia 20th Century Fox, które dobrze rozumiało zasady realizacji filmów z tym nietuzinkowym aktorem, czyli szybkie tempo, efektowne bitki, kilka suchych one-linerów i sporo brutalności. Sensei rusza się z gracją, obija mordy aż miło, a kości tradycyjnie są w imponujący sposób łamane. Do tego od siebie dołożyli niezły klimat związany z voodoo. Mocne kino wciąż w duchu lat osiemdziesiątych. Na okrasę dla prawdziwych patriotów smaczek. Drugi plan zawłaszczyła Joanna Pacuła. Poza tym jest też Keith David, znana z czwartej i piątej części Halloween Danielle Harris, epizodyczny Danny Trejo i coraz pokaźniejszych rozmiarów kucyk Stefana. Należy wsłuchać się w ilustrację muzyczną, która poza sporą dawką rytmów r’n’b i reggae (pseudonim bad guya Screwface pochodzi od tytułu piosenki Boba Marleya) zawiera kolaborację muzyczną legendarnego regałowca Jimmy’ego Cliffa z samym Stevenem Seagalem. Należy zapamiętać tę chwilę jako moment objawienia się talentu muzycznego mistrza Stefana. Film stanowi żelazny kanon jego najlepszych produkcji. Co ciekawe, niektórzy niereformowalni miłośnicy twórczości senseia do dziś upierają się, że oglądają trzecią część Nico.

Ostatnio dodane