Biografie ludzi filmu

SIR MICHAEL CAINE. Cockney z klasą

Autor: Dawid Myśliwiec
opublikowano

Sir Maurice Joseph Micklewhite Jr. to jedna z takich osób, które definiują pojęcie „aktor z klasą”. W każdej ze swych ról – pozytywnej czy negatywnej – obezwładnia widza wrodzoną gracją i aktorską jakością, której próżno szukać u jego młodszych kolegów. Ów jegomość, którego gawiedź zna pod pseudonimem Michael Caine, niedawno skończył 84 lata i wciąż jest niezwykle aktywny zawodowo, choć niewiele brakowało, by już dawno temu przeszedł na aktorską emeryturę.

Autor: Stephan C Archetti/Getty Images

Po dwie statuetki Oscarów, BAFTA, Europejskich Nagród Filmowych, a do tego trzy Złote Globy – Michael Caine jest jednym z najbardziej utytułowanych europejskich aktorów, choć wydaje się​, że niezwykle różnorodny wachlarz ról filmowych powinien był zdobyć mu co najmniej dwa razy tyle najważniejszych nagród. Jego nazwisko w obsadzie filmu jest zwykle gwarantem bezpieczeństwa – sir Micklewhite chyba jeszcze nigdy nie zagrał w absolutnej szmirze, choć oczywiście w jego dorobku nie brakuje projektów zrealizowanych wyłącznie z powodów finansowych. Caine jest jednak na tyle świadomym artystą, by wiedzieć, gdzie leży granica pomiędzy grą dla zarobku a bezwstydnym chałturzeniem.

Dowodem na to, że to, co robi, robi dobrze, jest 13. miejsce na liście najbardziej kasowych aktorów wszech czasów – filmy z sir Caine’em zarobiły więcej niż produkcje z Robertem De Niro, Bruce’em Willisem czy Liamem Neesonem. Spora w tym zasługa Christophera Nolana, człowieka, który kilkanaście lat temu nachodził sędziwego brytyjskiego aktora w domu, by ten przyjął propozycję zagrania w Batmanie: Początku (2005). Mało tego – podobno twórca wysoce cenionej trylogii o Człowieku Nietoperzu postanowił dopilnować osobiście, by Caine przeczytał scenariusz i odpuścił dopiero, gdy ten wyraził zgodę na zagranie roli lokaja i przyjaciela Bruce’a Wayne’a, Alfreda. Z postacią tą kojarzą go zapewne najmłodsze pokolenia widzów, ale starsi kinofile i wielbiciele klasyki z pewnością bardziej docenią wczesne dokonania sir Michaela z lat 60.

Maurice Joseph Micklewhite Jr. urodził się 14 marca 1933 roku w Rotherhite, portowym dystrykcie Londynu, gdzie jego ojciec handlował rybami, a matka zarabiała na życie jako kucharka i sprzątaczka. Młody Maurice w trakcie II wojny światowej musiał kilkakrotnie zmieniać miejsce zamieszkania, ale nie przeszkodziło mu to w kontynuowaniu edukacji – jako szesnastolatek uzyskał certyfikat ukończenia nauki szkolnej i rozpoczął pracę jako goniec w firmach zajmujących się produkcją filmową. Trzy lata później dostał powołanie do służby wojskowej, w ramach której wziął udział w wojnie w Korei. To przeżycie zmieniło go na zawsze – nie tylko dlatego, że uświadomiło mu ciemne strony komunizmu, z którym wcześniej nieśmiało sympatyzował, ale także ze względu na świadomość rychłej śmierci. Caine wspominał w wywiadach, że w Korei znalazł się w sytuacji bez wyjścia i gdy już żegnał się z ziemskim padołem, jego jednostka cudem się uratowała. To doświadczenie sprawiło, że sir Michael od ponad 60 lat przeżywa każdy swój dzień maksymalnie, czerpiąc z niego garściami. „Na cmentarz powinieneś wjechać na motocyklu, zatrzymać się przy samej trumnie, a wskakując do niej, powiedzieć: »Świetnie, zdążyłem w samą porę!«” – oto, w jaki sposób Caine chciałby pożegnać się ze światem.

Sir Michael rozpoczął karierę aktorską w latach 50. w Sussex, gdy odpowiedział na ogłoszenie w gazecie, w którym poszukiwano rekwizytora teatralnego chętnego do pojawiania się na scenie w szczątkowych rolach. Caine z chęcią podjął wyzwanie i przez następnych dziewięć lat grał w coraz większych przedstawieniach, a co ważniejsze – w coraz istotniejszych kreacjach. Występował wówczas pod pseudonimem Michael Scott, jednak gdy przeniósł się do centralnego Londynu, okazało się, że w stolicy pracuje już aktor o takich personaliach. Jak mówi anegdota, sir Michael dowiedział się o tym, rozmawiając z budki telefonicznej ze swoim agentem, po czym rozejrzał się wokół siebie w poszukiwaniu inspiracji i dostrzegł plakat wyświetlanego wówczas w Odeonie filmu The Caine Mutiny (1954) z Humphreyem Bogartem (polski tytuł Bunt na okręcie). Po latach wspominał, że gdyby rozejrzał się w inną stronę, mógłby nazywać się Michael 101 dalmatyńczyków… W 1956 roku pojawił się w roli statysty w popularnej komedii Gordona Barry’ego Sailor Beware, zaś w swym właściwym filmowym debiucie mógł skorzystać z żołnierskich doświadczeń – zagrał szeregowego Lockyera w A Hill in Korea (1956) Juliana Amyesa.

W kolejnych latach wciąż występował w teatrze, ale coraz częściej pojawiał się też na ekranie – głównie małym, ale nieśmiało starał się przebijać także na ten większy, kinowy. Co ciekawe, w 1958 roku zagrał w kontynuacji dzieła, które zainspirowało jego przybrane personalia – The Caine Mutiny Court Martial to odcinek teatru BBC, w którym sir Michael pojawił się w niewielkiej roli pracownika sądu. Dekadę lat 60. sir Michael rozpoczął jako aktor wciąż bardziej sceniczny niż filmowy, ale sytuacja ta uległa zmianie w 1964 roku, kiedy to na ekrany wszedł film Zulu Cya Endfielda. Caine ponownie wcielił się tu w żołnierza, ale choć ubiegał się o rolę szeregowca-Cockneya (czyli, mówiąc skrótowo, pochodzącego z londyńskiej klasy robotniczej), otrzymał od reżysera rolę oficera-arystokraty. Sir Michael uważa, że ten swoisty aktorski awans zaliczył tylko dlatego, że reżyserem filmu był Amerykanin – Brytyjczycy, wyczuleni na punkcie podziałów klasowych i pochodzenia, nie dopuściliby do tego, by arystokratę zagrał człowiek z klasy robotniczej. Endfield zaufał Caine’owi i – dziś możemy to powiedzieć – umożliwił mu zrobienie wielkiej kariery w kinie. Dzięki, Cy!

Ostatnio dodane