RIDLEY SCOTT. Niezaspokojony głód tworzenia. | FILM.ORG.PL

RIDLEY SCOTT. Niezaspokojony głód tworzenia.








Dawid Myśliwiec
20.11.2013


Strony: 1 2

Każdy tytuł, który wychodzi spod jego ręki, jest wielkim kinowym wydarzeniem. Filmy, które wyreżyserował, zdobyły 9 Oscarów i setki innych nagród i wyróżnień, zaś on sam był trzykrotnie nominowany do nagrody Akademii. Ma na koncie dzieła, które na stałe weszły do klasyki wielu gatunków i konwencji filmowych, takich jak science-fiction czy kino drogi. Od pełnometrażowego debiutu w 1977 r. pozostaje jednym z najbardziej regularnych, a zarazem wszechstronnych reżyserów Hollywood. Panie i Panowie: sir Ridley Scott.

Już pierwszy rzut oka na dorobek urodzonego w angielskim South Shields twórcy pozwala stwierdzić, że jest człowiekiem o szerokim wachlarzu zainteresowań.

W jego filmografii dostrzeżemy zarówno kino sensacyjne, jak i wojenne; odszukamy w niej dramaty szpiegowskie i obyczajowe, a wszystko to podszyte jest atmosferą kultowego science-fiction i potężnych widowisk. Co kilka lat powraca do ulubionych konwencji i mimo blisko 78 lat na karku (urodziny obchodzi 30 listopada), a także osobistych tragedii (w sierpniu 2012 r. samobójstwo popełnił Tony, młodszy brat i stały współpracownik Ridleya), Scott tworzy z niezwykłą regularnością i zachwyca kolejne pokolenia widzów.

Już w 1956 r. nakręcił swój pierwszy film, krótkometrażowy „Boy and Bicycle” (w tytułowej roli właśnie Tony), i mimo upływu blisko 60 lat od tego wydarzenia, Anglik wciąż tworzy na poziomie nieosiągalnym dla wielu młodszych reżyserów. Jego głód tworzenia wydaje się niemożliwy do zaspokojenia, a zapowiedzi – potwierdzone lub nie – kolejnych projektów nikogo już nie dziwią. Spróbujmy się zatem przyjrzeć jego dorobkowi i odnaleźć w nim pewne tendencje i prawidłowości.

alien

Ojciec chrzestny science-fiction

Najwięcej fanów Ridleyowi zdobyły z całą pewnością kultowe pozycje kina SF, na nowo definiujące ikonografię tego gatunku i w sposób nieodwołalny wiążące go z pojęciem wyobcowania i zagadnieniem kondycji ludzkości. Najpierw w 1979 r. za sprawą „Obcego. Ósmego pasażera Nostromo”, a następnie trzy lata później „Łowcą androidów” Scott przeszedł do historii nie tylko kina SF, ale szeroko pojętej fantastyki w ogóle, tworząc podwaliny ogromny sukces, jaki stał się udziałem tego typu filmów na przełomie lat 70. i 80. XX w.

Prawdopodobnie sam reżyser nie spodziewał się, że tworząc dzieło o zabójczym Obcym, daje początek jednej z bardziej dochodowych kinowych franczyz ubiegłego stulecia. Historia załogi komercyjnego statku Nostromo, która – wybudzona przedwcześnie z hibernacji – staje się ofiarą nieznanego kosmicznego stworzenia, stała się synonimem idealnego połączenia konwencji science-fiction i kina grozy. Mroczny, surowy obraz w sugestywny sposób ukazywał wyobcowanie kilkuosobowej załogi w zawieszonym we wszechświecie pojeździe kosmicznym, który najpierw staje się dla nich więzieniem-pułapką, a następnie grobem. Fani serii do dziś nie są zgodni, który z filmów serii jest najlepszy (konkurentem dla dzieła Scotta jest bardziej dynamiczna i efektowna kontynuacja Jamesa Camerona z 1986 r.), jednak to właśnie pierwsza część cyklu stanowiła największy ładunek grozy i suspensu. Dzieło sir Ridleya w dużym stopniu niosło w sobie jeszcze ducha kontestacji, zaś kolejne odsłony w coraz większym stopniu realizowane były jako potencjalne komercyjne przeboje, dalekie od pierwotnej atmosfery filmu z 1979 r.

Harriosn-Ford-and-Ridley-Scott-on-Bladerunner-set

„Blade Runner” był zaś z kolei propozycją dużo bardziej heterogeniczną, rozgrywającą się w wielu przestrzeniach, dużo bardziej atrakcyjną wizualnie i koncepcyjnie. Scott zawarł w niej także dużo więcej humanizmu, pytając o kondycję człowieka i istotę człowieczeństwa. W tym długo niedocenianym filmie reżyser garściami czerpie z ikonografii czarnego kryminału, wprowadzając cały szereg archetypicznych postaci, z upadłym „detektywem” Deckardem i femme fatale Rachel na czele. Niesamowite zdjęcia Jordana Cronenwetha w większości spowite są mrokiem, rozświetlanym często jedynie technologicznym, zimnym światłem neonów, diod i reflektorów.

Choć wiele w „Łowcy androidów” naiwnego symbolizmu, a niekiedy i melodramatycznego zacięcia, film Scotta wszedł do klasyki kina science-fiction jako niezwykle dopracowana wizja cyberpunkowej rzeczywistości, w której uzupełnieniem rasy ludzkiej stają się replikanci. Ta pełna rozmachu ekranizacja postapokaliptycznej powieści Phillipa K. Dicka „Czy androidy śnią o elektrycznych owcach?” oparta jest na wielu dychotomiach, takich jak człowiek-maszyna, czucie-znieczulenie czy niewolnictwo-symbioza. Kreują one poczucie relatywizmu moralnego, w którym niezdolna do odczuwania maszyna postępuje bardziej humanitarnie niż bezwzględny człowiek. Trzeci film Scotta był mocno nacechowany ideologicznie, lecz pokazał, że Anglik jest twórcą niezwykle świadomym swego warsztatu, potrafiącym stworzyć dzieło autorskie w ramach gatunkowej konwencji.

prometheus_newhd_3

Być może na skutek chłodnego odbioru „Łowcy androidów” sir Ridley porzucił science-fiction na trzydzieści długich lat. Dopiero latem zeszłego roku mogliśmy przekonać się, czy reżyser dwóch niezwykle ważnych dla rozwoju gatunku obrazów wciąż potrafi stworzyć dzieło kompletne, spójne zarówno na poziomie wizualnym, jak i fabularnym. W lipcu 2012 r. na ekrany polskich kin z impetem wkroczył „Prometeusz”, projekt rozpoczęty na początku XXI w. jako prequel serii o śmiercionośnym stworzeniu z kosmosu. Choć w tym niezaprzeczalnie monumentalnym dziele można odnaleźć „włókna DNA <<Obcego>>” (chciałoby się rzec – dosłownie i w przenośni), to jednak Scott i jego zespół postanowili skierować swój projekt na nowe wody, rozwijając osobną historię oraz czyniąc z „Prometeusza” obraz poboczny, nie zaś połączony w bezpośredni sposób z serią „Alien”.

Większość widzów nie doceniła jednak nowych pomysłów Ridleya, a pozytywnych ocen próżno było szukać także wśród wypowiedzi krytyków – choć doceniano wizualny pietyzm nowego dzieła utytułowanego reżysera, zarzucano mu brak przejrzystości fabuły i wtórność, którą rzadko można było dostrzec we wcześniejszych filmach Scotta. Wtórność, dodajmy, poniekąd także wobec własnych dokonań, gdyż w „Prometeuszu” dostrzegamy połączenie elementów znanych z „Obcego” (statek kosmiczny, załoga mierząca się z nieznanym wrogiem) z tymi, które obecne były w „Blade Runnerze” (imitujące ludzi androidy i ich pragnienie człowieczeństwa). Epicka opowieść nie odniosła sukcesu ani na polu artystycznym, ani komercyjnym, zarabiając na świecie zaledwie nieco ponad 400 milionów dolarów, co w świetle nakładów czasu, pracy i pieniędzy poświęconych na ten projekt musi być uznawane za porażkę. Nie tak dużą jednak, jak mogłoby się wydawać, bowiem sam sir Ridley podczas niedawnej konferencji prasowej na London Film Festival przyznał, że trwają prace scenariuszowe nad kontynuacją filmu o załodze poszukującej początków ludzkości. Ciekawostką jest natomiast polski akcent w ekipie Scotta – właśnie przy prometejskim projekcie współpracę z mistrzem rozpoczął znakomity operator Dariusz Wolski, który później wykonał zdjęcia do „Adwokata”, a obecnie pracuje z angielskim twórcą nad biblijnym „Exodusem”, jest więc duża szansa, że sfotografuje także kadry drugiej odsłony „Prometeusza”. Oby z większym sukcesem.

CZYTAJ DALEJ ->

Dawid Myśliwiec

Oglądam dziesiątki filmów miesięcznie, a na liście tytułów do nadrobienia nic nie ubywa - a wręcz przybywa. W 2015 r. udało mi się osiągnąć cel - obejrzeć średnio 1 film dziennie. Tą samą estymą darzę "Kobietę z wydm", "Ojca chrzestnego" i "Deadpoola", slow cinema przeplatając głupimi komediami. O kinie piszę, bo samo oglądanie mi nie wystarcza, a najlepsze uczucie to to, gdy komuś spodoba się polecony przeze mnie film. Od ośmiu lat rzeźbię sobie na www.mysliwiecoglada.pl.

Strony: 1 2





  • Artur Gralla

    Poprostu czasem ridley jak wiekszosc ludzi czy rezyserow robi zly film,a ostatnio to mu sie nad czym bardzo ubolewam bo to jest jeden z moich ulubionych rezyserow zdarza czesto z wyjatkami,na dobre filmy ktore mozna policzyc na palcach jednej reki.I co wy z ta franczyzna k macie dajcie spokoj chyba mozna znalesc jakies inne slowo przeciez to k nie jest strona o prowadzeniu biznesu.

  • Nie cenić go nie sposób. Dał światu przynajmniej 3 arcydzieła, których jakości kwestionować nie wypada. Każdy jego film to wydarzenie, każdy zrealizowany perfekcyjnie, tylko kurcze w ostatnich latach jakby stracił wigor, ambicje. Kiedyś dźwigał gatunki i przerabiał na swój sposób, teraz raczej działa odtwórczo. A nie jest przy tym Martinem Scorsese, który jest cholernie zdyscyplinowany gdy chodzi o opowiadanie historii, nie mówiąc już o prowadzeniu aktorów (na tym polu Scott przegrywa z kretesem od dekady).

    • Jokullus

      „w ostatnich latach…” = to już wychodzi ponad dekada, z jednym przebłyskiem w postaci „American Gangster”.

      • Dawid Myśliwiec

        Nie mów, „W sieci kłamstw” trzymało poziom, zarówno na poziomie intrygi, jak i gry aktorskiej i dynamiki. Ale zgoda, że wciąż nie było odkrywczo.

        • Jokullus

          Było wręcz wtórnie – ale to subiektywna ocena. Ostatnie lata działalności Scotta doprowadziły do tego, że czytając o filmie „Adwokat” – o scenariuszu, kto stanie za kamerą, o obsadzie oraz ostatecznie o realizacji – stawiałem w ciemno, że najsłabszym ogniwem w tym wszystkich będzie Sir Scott i nie pomyliłem się aż tak bardzo, nie poradził sobie z tekstem McCarthy’ego.

      • mi sie jego filmy jako tako podobają, każdy z osobna, naprawdę. Świetnie wykonane, poprawnie opowiedziane, ale brak w nich iskry bożej. Taki „American Gangster” mógł znaczyć zdecydowanie więcej (wyobraźcie sobie ten film w rekach Scorsese!), a „Prometeusz” to wiadomo… Dlatego nie wypada nie czekać na nowe filmy od Scotta, ot choćby dla samej przyjemności obcowania z genialną realizacją i testowania nowych pól gatunkowych.

        • Jokullus

          Tak, to trzeba mu oddać – pod względem technicznym, wizualnym, estetycznym – każdy jego film to bardzo wysoki poziom. Tylko co z tego, że katedra ładna, kiedy w środku pusto..?

  • Jak_o_tak

    Tekst czyta sie ciezko, napisany jest bez polotu, brzmi jak wypracowanie ucznia ktory zostal zmuszony do napisania czegos o filmach Ridleya. Przyrownalbym bym go do ”Kingdom of Heaven” czyt. dlugi i nudny.

    Tworczosc rezystera jaka jest kazdy w zasadzie wie, ogolnie sporo pompatycznego shitu z kilkoma naprawde wartymi uwagi pozycjami ktore byly krecone raczej na poczatku jego kariery. Nie staram sie byc zlosliwy ale mysle ze konstruktywna krytyka jest dobra dla kazdego ‚mlodego’ tworcy w tym wypadku Dawida. ;)

  • Phaedra

    Zagłosowałem na pierwsze trzy pozycje. Szkoda że Scott nie miał ambicji tworzenia tak spójnych wewnętrznie dzieł jak Kubrick. To chyba wynika jednak z różnicy w podejściu do filmu jako sztuki.

  • kelley

    piszac o autorze blade runnera, ze w zadnym filmie nie zblizyl sie do poziomu dziela sztuki w sytuacji, w ktorej i wspomniany, i obcy, i pojedynek powszechnie uwazane sa za klasyki kina i wlasnie dziela sztuki, wymagaloby jednak odrobine intelektualnego wysilku i poszerzonego uzasadnienia, ktorego nie znalazlem w tekscie. natomiast zgadzam sie z opinia, ze jest autorem kina przemyslanie mainstreamowego i w zasadzie byl jego krolem przez wiele lat, az do momentu, w ktorym pojawil sie nolan, ktory w moim mniemaniu paleczke pierwszenstwa wlasnie mu odbiera, co nie jest zarzutem, bo scott, bedac w wieku, w jakim jest ma prawo juz odpuscic.

    • DirtyJoe

      Popieram, mam identyczne odczucia.

    • steppenwolf1982

      scott nigdy nie był krolem kina mainstreamowego. w czasach gdy tworzył swoje arcydzieła, były one jednak trochę niedoceniane, natomiast w ostatnich latach kiedy praktycznie co roku kręci jeden blockbuster za drugim, są to już niestety słabe filmy, które na dodatek przynoszą spore straty finansowe. nijak się to ma do nolana, którego wielbią i krytycy i publiczność, a same filmy zarabiają mnóstwo kasy.

  • mivael

    Troszkę słaby ten tekst, raptem 2 strony o takim filarze kina jak Sir Ridley to stanowczo za mało. Brakuje pogłębionej analizy poszczególnych filmów i wątków ( Czarny Deszcz, Helikopter w Ogniu ), brakuje oceny pięknego synkretyzmu kulturowego, dbałości o szczegóły, współpracy z mistrzem Zimmerem przy muzyce. Poza tym ja chyba jestem nienormalny ale Królestwo Niebieskie ( wersja rozszerzona ) to jest jeden z moich absolutnie ulubionych filmów.

  • Marek Jankowski

    JEDEN Z NAJWAŻNIEJSZYCH TWÓRCÓW W HISTORII KINA.BLADE RUNNER ALIEN CONQUEST OF PARADISE GLADIATOR KINGDOM OF HEAVEN BLACK RAIN BLACK HAWK DOWN

  • Hiro

    Niestety PROMETEUSZ rzuca cień na wszystkie dokonania Sci-Fi Ridleya. Po tym filmie została tak bolesna rana, że sam Ridley próbuje ratować swoje dobre imię Prometeuszem 2. Po seansie byłem przekonany, że Ridley nie rozumie swoich własnych dzieł, a już na pewno nie rozumie przyczyn ich sukcesu i ponadczasowości. Zaraz potem film dodawano za 19,90 do gazety.. i wcale mnie to nie zdziwiło.

  • Pingback: MARSJANIN | FILM.ORG.PL()






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

#92 Wodny świat

Następny tekst

Fota #97 - ONI znowu razem



Strony: 1 2

OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE