Biografie ludzi filmu

MIKE JUDGE. Człowiek, który wymyślił Beavisa i Butt-Heada

Od programisty pracującego przy myśliwcach F-18 po twórcę kultowych seriali. Oto droga, jaką musiał przebyć Mike Judge.

Autor: Damian Halik
opublikowano

Groening? Wiadomo – Simpsonowie. Parker i Stone? Miasteczko South Park! Nawet MacFarlane od razu przywodzi na myśl serial Głowa rodziny (Family Guy – nie znam nikogo, kto bez podpowiedzi reagowałby na polski tytuł). Natomiast pierwsze skojarzenie na dźwięk słowa Judge to… Dredd. Cóż, nie każdy bohater nosi pelerynę, podobnie jak nie każde nazwisko mówi przeciętnemu widzowi tyle, ile powinno. I choć Mike Judge przez ostatnie dwadzieścia pięć lat zaserwował nam więcej rozpoznawalnych produkcji niż wspomniana czwórka razem wzięta, wciąż dla wielu jest postacią anonimową.

Lata 90. to okres dużych zmian społecznych. Cyklicznie pojawiające się w poprzednich dekadach subkultury zaczynały się kurczyć, znikać z ulicy, a młodzi ludzie jak gąbki chłonęli treści nadawane przez telewizję. Niespotykane nigdy wcześniej (ani później) rozluźnienie spowodowało, iż niektóre stacje postawiły na humor tak niewybredny, że część odbiorców miała problem z wyznaczeniem granicy między bzdurnym chłamem a ukrytym pod płaszczykiem ordynarności inteligentnym przekazem. To czasy, gdy telewizja była miejscem buntu. Jego synonimem stało się wówczas MTV. Nadawane przez tę stację programy obfitowały w cięte żarty i cechowały się większą niż kiedykolwiek wolnością twórczą – rewolucja dokonywała się na naszych oczach, a nic nie obrazowało jej tak bardzo, jak pozornie kretyńskie kreskówki, których adresatami wcale nie były dzieci.

Bum na amerykańskie seriale animowane dla dorosłych wybuchł w 1987 roku (tuż po premierze Simpsonów) i nieprzerwanie (choć w znacznie okrojonej wersji) trwa po dziś dzień. Rynek stale się rozrastał i w połowie lat 90. zdominowany został przez MTV oraz Comedy Central (obecnie obie stacje należą do koncernu Viacom, jednak wtedy były odrębnymi bytami). Wielu emitowanych wówczas tytułów nikt już nie pamięta, ale wspomniana we wstępie piątka to właśnie osoby, które są największymi beneficjentami owej rewolucji – zbudowali na niej swoje kariery, jednak zupełnie inną drogę niż pozostali przebył wówczas Mike Judge. To zresztą odbiło się na jego twórczości, która odróżnia się od reszty wymienionych animatorów i choć stażem ustępuje on tylko Mattowi Groeningowi, często jego rola jest umniejszana.

Ekwador, fizyka i myśliwce F-18

Mike Judge nie przyjechał do Kalifornii, by zostać sławnym pisarzem (Matt Groening), nie studiował też na filmówce (Trey Parker i Matt Stone), czy wreszcie nie zdobywał pierwszych szlifów, pracując dla topowej wytwórni kreskówek (Seth MacFarlane). Urodził się 17 października 1962 roku w Santiago de Guayaquil – największym mieście Ekwadoru, gdzie pracował jego ojciec Jim.

Mike Judge wyróżnia się na tle reszty animatorów z lat 90. i choć stażem ustępuje tylko Mattowi Groeningowi, często jego rola jest umniejszana.

Rodzina Judge’ów na stałe wróciła do Stanów Zjednoczonych dopiero siedem lat później, osiedlili się w Albuquerque. Tam Mike ukończył liceum, a następnie wyjechał na studia do San Diego – na Uniwersytecie Kalifornijskim zdobył licencjat z fizyki i w roku 1986 rozpoczął pracę w Support Systems Associates, Inc., gdzie został programistą, a jego głównym zadaniem była opieka nad systemami pokładowymi myśliwców McDonnell Douglas F/A-18 Hornet. Po roku przeniósł się jednak do Doliny Krzemowej – programistyczne doświadczenia próbował wykorzystać w spółce Parallax Graphics, zajmującej się produkcją kart graficznych. Wytrzymał zaledwie trzy miesiące.

Judge nie potrafił wpasować się w grupę – koledzy i kultura pracy w firmie mu nie odpowiadały. Wówczas zdecydował się więc na krok dość drastyczny i dobrze płatną pracę zamienił na rolę basisty w zespole bluesowym. Dopiero dwa lata później, w 1989, odkrył swoje powołanie – zafascynowała go animacja. Kupił pierwszą kamerę i zaczął eksperymentować.

Krótki metraż drogą do sukcesu

Jeśli przypomnicie sobie tekst o Miasteczku South Park, utwierdzicie się w przekonaniu, że na początku lat 90. wcale nie trzeba było posiadać wybitnej techniki, by za sprawą krótkometrażówek zdobyć zainteresowanie producentów. Mike Judge swoje pierwsze filmiki zademonstrował światu w roku 1991, z miejsca przykuwając uwagę Comedy Central. Milton (znany także jako Office Space) oraz The Honky Problem skrywały w swej prostocie to, czego wówczas było potrzeba Amerykanom: nieco prostacki, acz chwytliwy humor i pewne uniwersalne wartości, które każdy widz łatwo mógł zaobserwować na własnym „podwórku”. Kolejne dwa krótkie metraże: Frog Baseball i Peace, Love & Understanding (oba z 1992) przygotowane na potrzeby emitowanego na antenie MTV pasma Liquid Television wprowadziły natomiast postaci, który zna chyba każdy: Beavisa i Butt-Heada.

Ostatnio dodane