MELISSA McCARTHY. Dobry duch Hollywood | FILM.ORG.PL

MELISSA McCARTHY. Dobry duch Hollywood

Królowa współczesnej komedii?








Dawid Myśliwiec
19.07.2016


Jej nazwisko brzmi jak pseudonim artystyczny nastolatki z amerykańskich przedmieść, która właśnie wkracza na scenę muzyczną dzięki zajęciu trzeciego miejsca w kolejnej edycji X-Factor. Trudno o bardziej jankeskie, girl-next-doorowe personalia – a jednak są prawdziwe. Melissa McCarthy urodziła się właśnie pod takim imieniem i nazwiskiem blisko czterdzieści sześć lat temu i stanowi prawdziwe uosobienie amerykańskiego snu, choć tak naprawdę korzenie ma… irlandzkie.

Jeśli nazwisko McCarthy kojarzy wam się głównie z Jenny, słynną modelką Playboya, aktorką, prezenterką telewizyjną i Bóg wie kim jeszcze – to macie słuszność. Melissa jest kuzynką niegdysiejszej gwiazdy rozkładówek, a także Amy, Lynette i Joanne, z których każda próbowała swych sił w showbusinessie, najczęściej dzięki swym kobiecym wdziękom. Bohaterka tego artykułu może uchodzić za niemal całkowite zaprzeczenie swych blondwłosych kuzynek – choć jest przystojną damą o nieodpartym uroku, nie mogła liczyć na to, że smukła sylwetka i boskie kształty otworzą jej drogę do kariery. Miała jednak w sobie mnóstwo talentu i determinacji, by osiągnąć sukces w szalenie trudnym fachu, jakim jest aktorstwo.

Melissa-McCarthy-fashion-line-today-151210-tease

Urodzona na równinie

Przyszła na świat 26 sierpnia 1970 roku w miejscowości Plainfield w stanie Illinois, kilkadziesiąt kilometrów na południowy zachód od Chicago, jako córka farmerów Sandry i Michaela McCarthych. Nazwa miejscowości w dosłownym tłumaczeniu oznacza „proste/równe pole” lub „równinę”, nie tylko fach rodziców, ale nawet miejsce urodzenia Melissy niejako narzucały jej zatem przyszły zawód. Już jako nastolatka zaczęła jednak zdradzać symptom, który uniemożliwiał jej żmudną i monotonną pracę na roli – szybko się nudziła. Wraz ze starszą siostrą Margie spędzały mnóstwo czasu na kreowaniu własnego wyimaginowanego świata i wcielaniu się w przeróżne postaci. Wówczas mała Melissa nie spodziewała się jeszcze, że właśnie siostrzane zabawy doprowadzą ją kiedyś na szczyty popularności.

Choć wychowywana była w rodzinie irlandzkich katolików (ukończyła Akademię św. Franciszka w Joliet, Illinois), nie wyrosła na bogobojną wyznawczynię. Dość szybko uległa fascynacji subkulturą gotów, jednak bardziej niż okultystyczne zainteresowania i deathmetalowe koncerty kręciła ją możliwość przywdziewania butów wojskowych, czarnych peleryn i makijażu kabuki. Bycie gotem także szybko ją znudziło, lecz dzięki krótkiej bytności w kręgach tej subkultury poznała jedną z najważniejszych postaci w swoim życiu – Briana Atwooda, dziś wziętego projektanta butów, wówczas dopiero nieśmiało fantazjującego karierze w modzie. To właśnie razem z przyjacielem Melissa zaczytywała się w „Vogue”, wyrywając strony z najpiękniejszymi kreacjami i układając z nich własne kolekcje. Marzyła wtedy o nauce w nowojorskim Fashion Institute of Technology, jednak nie zgodzili się na to jej rodzice. Melissa podjęła naukę na Southern Illinois University, gdzie krótko uczestniczyła w kursie poświęconym odzieży i tekstyliom – zanim i tam dopadła ją nuda. Niespokojny duch panny McCarthy skierował ją następnie do Boulder w stanie Kolorado, gdzie mieszkała jej siostra. Tam zaczepiła się przy projektowaniu strojów dla grupy tanecznej, ale wizyta starego kumpla Briana, zaczynającego już wówczas karierę w Nowym Jorku, skłoniła ją do przeprowadzki do Wielkiego Jabłka.

mccarthy-tammy

Podbić śmiechem wielki świat

Melissa McCarthy wylądowała w największym mieście Stanów Zjednoczonych jako znudzona dwudziestolatka bez szczególnego pomysłu na życie. Wiedziała jednak, że wszystko, czego dotąd próbowała, prędzej czy później nudziło ją, prowadząc do kolejnych zmian adresu zamieszkania. Wtedy po raz kolejny z pomocą przyszedł jej Atwood, który dobrze znał swoją przyjaciółkę i wiedział, że kocha się śmiać i zarażać tym śmiechem innych. Namówił ją więc do udziału w Stand Up New York, gdzie – jeśli wierzyć jej słowom – zadebiutowała koszmarnie. Podobno nie do końca znała zasady wieczorów typu open-mic, dlatego znacznie przekroczyła swój czas na scenie i zamiast krótkich skeczy opowiadała długie, dziwne historie. Nie mogło jednak być tak źle, jak to wspomina, ponieważ otrzymała zaproszenie do ponownego występu. Przez kilka lat poświęcała się lokalnym wydarzeniom standupowym, grając także w offowych przedstawieniach i sztukach, jednak bardzo szybko zdała sobie sprawę, że nie ma szans na utrzymanie się w tej branży – zwłaszcza w Nowym Jorku. Pod koniec lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku zdecydowała się na przeprowadzkę do Los Angeles. I to była decyzja, która zmieniła jej życie – tak zawodowe, jak prywatne.

Na początku swego pobytu w Mieście Aniołów ze względów oszczędnościowych mieszkała w… kuchni swojej przyjaciółki. Początki były trudne, jednak dzięki przytomności swej niezastąpionej siostry dowiedziała się o castingu do trupy komediowej The Groundlings, do której na różnych etapach jej historii należeli m.in. Will Ferrell, Lisa Kudrow czy Kristen Wiig (z którą McCarthy zagrała m.in. w Druhnach i Pogromcach duchów). Jednym z ówczesnych członków grupy był Ben Falcone, którego Melissa poślubiła w 2005 roku i z którym ma dwie córki: dziewięcioletnią Vivian i sześcioletnią Georgette. Dołączenie do legendarnej trupy aktorskiej dało McCarthy nowe możliwości, a przede wszystkim w znacznym stopniu ukierunkowało jej komediowe zdolności. Melissa nauczyła się wiele na temat tworzenia postaci i okiełznała swoją energię, którą dotychczas uwalniała na scenie w chaotyczny i nieskoordynowany sposób. Doświadczenia zdobyte z The Groundlings McCarthy miała okazję w pełni wykorzystać jednak dopiero po ponad dekadzie pojawiania się przed kamerą.

mccarthy-head

Pierwszy raz świat mógł zobaczyć ją w jednym z odcinków komediowego show jej kuzynki The Jenny McCarthy Show w 1997 roku, po którym przyszły epizody w Go Douga Limana, Aniołkach Charliego czy Białym oleandrze. Żaden z tych występów Melissa nie mogła uznać za choćby w połowie satysfakcjonujący – wszak nie przeprowadziła się do L.A. po to, by grywać niewiele znaczące rólki kelnerek i ratowniczek medycznych. Pierwszym poważnym angażem McCarthy była rola Sookie St. James w popularnym serialu Kochane kłopoty, w którym w latach 2000–2007 zagrała w aż 153 odcinkach. Jej postać – krągłej i przemiłej szefowej kuchni – zyskała powszechną sympatię, dzięki której producenci telewizyjni chętnie zatrudniali Melissę także do innych projektów. McCarthy będzie miała okazję powrócić do roli Sookie – kilka miesięcy temu oficjalnie potwierdzono, że słodka bohaterka drugiego planu znajdzie się w scenariuszu czteroczęściowej serii filmów z cyklu Kochane kłopoty, którą zrealizuje Netflix.

mccarthy-mike-molly

Królowa telewizyjnej komedii

Tuż po zakończeniu emisji Kochanych kłopotów, Melissa znalazła angaż w Kim jest Samantha?, zakończonym w 2009 roku po zaledwie dwóch sezonach serialu komediowym stacji ABC z Christiną Applegate w roli głównej. Choć produkcja nie okazała się sukcesem, dla legendarnego twórcy amerykańskich sitcomów Chucka Lorre’a, mającego na koncie tytuły takie jak Roseanne, Dharma & Greg, Dwóch i pół czy Teoria wielkiego podrywu, była wystarczającym argumentem, by przesunąć Melissę McCarthy z drugiego na pierwszy plan. Lorre zaangażował ją więc do swojego nowego projektu, Mike & Molly, w którym aktorka mogła w pełni wykorzystać nie tylko swój talent komediowy, ale także daleką od hollywoodzkich wzorców figurę. Tytułowi bohaterowie serialu poznają się bowiem na spotkaniu anonimowych łakomczuchów, chcąc pozbyć się złych nawyków i spowodowanych nimi nadprogramowych kilogramów. Policjant Mike i nauczycielka Molly stworzyli na ekranie wspaniałą parę, a zaskoczeni niezorientowaną na przeraźliwie szczupłych i wymodelowanych bohaterów widzowie zakochali się w serialu. W 2011 roku okazało się, że zakochali się w nim – a zwłaszcza w roli Melissy – także członkowie jury przyznającego nagrody Emmy, którzy zdecydowali, że to McCarthy należy się laur dla najlepszej aktorki pierwszoplanowej w serialu komediowym. Trudno o lepsze zwieńczenie tego swoistego rytuału przejścia – Melissa wyszła z cienia drugiego planu i z miejsca stała się ulubienicą publiczności. Na krótko stała się królową telewizyjnej komedii, podczas nagród Emmy zostawiając w pokonanym polu m.in. Tinę Fey, Amy Poehler i Laurę Linney.

Rok 2011 był także rokiem debiutu McCarthy w roli gospodyni legendarnego komediowego show Saturday Night Live (do dziś była nią czterokrotnie), a przede wszystkim prawdziwego przełomu w kinowej karierze aktorki. Zagrała rolę odpychającej, zmaskulinizowanej Megan w Druhnach Paula Feiga, które okazały się sporym sukcesem komercyjnym. I choć sam film oparty jest na typowym, amerykańskim humorze fekalnym i nie jest tak zabawny, jak chciałoby wielu jego zwolenników, rola Melissy rzeczywiście zasłużyła na uznanie, które przypadło jej w udziale.

Pierwsza tak duża rola kinowa przyniosła McCarthy nominację do Oscara – osiągnięcie tym większe, że Akademia role komediowe nagradza znacznie rzadziej niż dramatyczne.

I choć nagrody nie zdobyła, morale Melissy wzrosło nieporównywalnie. Szybko stała się czołową aktorką komediową w Hollywood, w głównej mierze dzięki współpracy z mężem, a także Paulem Feigiem, u którego zagrała także w Gorącym towarze (świetna współpraca z Sandrą Bullock!), Agentce i Pogromcach duchów. W międzyczasie wystąpiła także w niezależnej amerykańskiej produkcji obyczajowej Mów mi Vincent Theodore’a Melfiego, gdzie znakomicie wcieliła się w nietypową dla siebie rolę matki samotnie wychowującej jedenastoletniego syna.

mccarthy-spy

Przełamując stereotypy

Wydaje się, że McCarthy to kobieta skazana na sukces. W ubiegłym roku zagrała w świetnie przyjętej Agentce (za którą otrzymała nominację do Złotego Globu), stała się jedną z trzech najlepiej opłaconych amerykańskich aktorek (więcej zarabiają jedynie młode i piękne Jennifer Lawrence i Scarlett Johansson), a także uruchomiła własną kolekcję ubrań Seven7, na którą składają się zaprojektowaną przez nią kreacje plus size.

Melissa McCarthy jest dziś zdecydowanie jedną z najlepiej radzących sobie amerykańskich aktorek – dzięki stałemu gronu współpracowników-przyjaciół (Falcone, Feig, Kristen Wiig czy też scenarzystka Druhen, Annie Mumolo) nie musi martwić się o zawodową przyszłość. Razem z mężem założyła także firmę producencką On the Day Productions, w której planach na najbliższe lata są co najmniej trzy, cztery filmy kinowe. A na dodatek w maju 2015 roku otrzymała gwiazdę w hollywoodzkiej Alei Sław, bijąc na głowę osiągnięcia swej niegdyś słynniejszej kuzynki. I choć wciąż mogą zdarzać się ludzie tacy jak krytyk filmowy Rex Reed, który przy okazji recenzowania Złodzieja tożsamości w bardzo niegrzeczny sposób wypomniał McCarthy jej otyłość, Melissa patrzy na życie z uśmiechem i odwagą. O tej drugiej świadczy przede wszystkim udział w bardzo ryzykownym projekcie, jakim bez wątpienia jest goszczący właśnie na naszych ekranach remake Pogromców duchów. Jakkolwiek jednak nie zakończyłaby się próba odświeżenia klasyka z lat osiemdziesiątych, McCarthy na pewno nie straci sympatii widzów i środowiska. Tym bardziej, że wbrew emploi większości bohaterek, w które się wciela, Melissa uznawana jest za dobrego ducha Hollywood.

korekta: Kornelia Farynowska

Dawid Myśliwiec

Oglądam dziesiątki filmów miesięcznie, a na liście tytułów do nadrobienia nic nie ubywa - a wręcz przybywa. W 2015 r. udało mi się osiągnąć cel - obejrzeć średnio 1 film dziennie. Tą samą estymą darzę "Kobietę z wydm", "Ojca chrzestnego" i "Deadpoola", slow cinema przeplatając głupimi komediami. O kinie piszę, bo samo oglądanie mi nie wystarcza, a najlepsze uczucie to to, gdy komuś spodoba się polecony przeze mnie film. Od ośmiu lat rzeźbię sobie na www.mysliwiecoglada.pl.






  • Krzysiek eM

    Nie cierpię jej – zamiast śpieszyć irytuje. Chyba nie jestem z tym uczuciem osamotniony widząc co niej piszą na filmweb

  • Ewelina

    A ja ją lubię szczególnie za świetną Agentkę. Owszem jest irytująca, taki już jej urok :))






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Serialowe uniwersum. O tempora, o mores, Emmy

Następny tekst

Szlachtując śmiechem - mordercze klauny na ekranie



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE