Biografie ludzi filmu

KINO EUROPEJSKIE: Sergio Leone

Autor: Karolina Chymkowska
opublikowano

„Kiedy wpadam na pomysł na nowy film, zamieniam się w maniaka, poświęcam mu wszystkie siły i całą energię. Myślę o filmie spożywając posiłki, myślę o nim idąc na spacer, widzę go na ekranie, kiedy idę do kina. Na moim planie filmowym nigdy nie było Roberta de Niro, lecz zawsze Noodles…”

 

Urodził się w Rzymie. Był synem jednego z pionierów włoskiego kina, reżysera filmów niemych, Vincenzo Leone, i Bice Waleran, aktorki. Od najmłodszych lat miał zatem styczność z planem filmowym. Początkowo robił za „totumfackiego”, chłopca do wszystkiego, potem pełnił funkcję asystenta reżysera, aż wreszcie zaczął pisać scenariusze, najchętniej o tematyce mitologicznej i biblijnej. Fascynację taką tematyką deklarował przez całe życie. Początek jego kariery wiąże się ze szczęśliwym dla Leone zbiegiem okoliczności. Reżyser Ultimi giorni di Pompei zachorował i Leone przejął pałeczkę, doprowadzając projekt do końca. Dzięki temu dostał szansę realizacji swojego pierwszego samodzielnego projektu, a był to Kolos Rodyjski.

Za garść dolarów było zapowiedzią formy, jaką przyjmie styl reżyserski Leone.

Prawdziwą rewolucją okazała się jednak dopiero pierwsza część docelowej trylogii, nazwanej potem „trylogią dolara” – Za garść dolarów. Pomyślana jako hołd dla Akiry Kurosawy, jest właściwie remakiem jego dzieła Yojimbo. Realizując ten film Leone po pierwsze przełamał amerykański „monopol westernowy”, po drugie, zapoczątkował współpracę, która okaże się kluczowa dla jego kariery – z kompozytorem Ennio Morricone, i po trzecie, uczynił pierwszy krok na drodze wykształcenia pełnej indywidualności twórczej. Za garść dolarów było zapowiedzią formy, jaką przyjmie styl reżyserski Leone. Był bardzo skromnym człowiekiem, przepełnionym niewiarą we własne siły. Każda premiera była dla niego traumatycznym przeżyciem, obawiał się negatywnej reakcji publiczności. Jednocześnie jednak posiadał iście południowy, wybuchowy temperament. Podczas pracy nie uznawał kompromisów, półśrodków ni wykrętów. Oczekiwał od wszystkich pełnego zaangażowania w projekt i sam dawał jak najlepszy przykład. Utrzymywał, że marzeniem jego życia jest remake Przeminęło z wiatrem. Po ukończeniu Dawno temu w Ameryce nosił się z zamiarem nakręcenia epickiej opowieści Leningrad jednak zmarł na atak serca kilka dni przed podpisaniem kontraktu.

Nakręcił zaledwie jedenaście filmów, jednak przeszedł do historii kina jako pionier nowej jakości westernu, ceniony za indywidualizm twórczy, konsekwencję, z jaką realizował swoją wizję, wierność temu, co uznano z czasem za „znaki firmowe” jego twórczości. Mawiał, że kręcąc Dawno temu na Dzikim Zachodzie pragnął stworzyć „western absolutny”. W opinii wielu krytyków i widzów ten cel osiągnął.

  • 1984 – Rene’ Clair Award – wyróżnienie honorowe
  • 1984 – Dawno Temu w Ameryce – Kinema Junpo Award dla najlepszego filmu zagranicznego
  • 1985 – Dawno Temu w Ameryce – nominacja do nagrody BAFTA
  • 1985 – Dawno Temu w Ameryce – nominacja do Złotego Globu
  • 1985 – Dawno Temu w Ameryce – nagroda Srebrnej Wstążki
    przyznawana przez włoskich dziennikarzy za reżyserię
  • 1987 – Nocciola D’Oro – wyróżnienie honorowe za zasługi dla włoskiej kinematografii

Brak jednoznacznego bohatera pozytywnego – rzecz niebywała, jeśli chodzi o western. Amerykańscy twórcy przyzwyczaili widownię do obecności szlachetnego herosa, który w imię najwyższych wartości rozprawia się ze złem i brudem tego świata, symbolizowanym zazwyczaj przez grupę zarośniętych i ordynarnych gangsterów. Potem, w glorii chwały, odjeżdża konno w stronę zachodzącego słońca, pełnić dalej służbę dla ludzkości. U Leone jest inaczej. Jego Bezimienny to, wedle współczesnych kryteriów, zwykły karierowicz, nastawiony na maksymalne pomnożenie własnego zysku, niespecjalnie pociąga go bezinteresowna służba, potrafi posunąć się i do oszustwa, i do kłamstwa, ponadto wchodzi w ciągły konflikt z prawem. Nie cofa się przed wykorzystywaniem ludzi i graniem na ich uczuciach, o ile widzi w tym korzyść dla siebie. A przecież to właśnie on jest „Dobrym”. Człowiek z Harmonijką również nie reprezentuje ucieleśnienia szlachetności. Jego motywacją jest prywatna chęć zemsty, którą zrealizuje, nie bacząc na przeszkody po drodze, jak również na ewentualne ofiary. Na miano pozytywnego bohatera nie zasługuje także Klucha: potrafi bowiem być i bezwzględny, i okrutny. Bohaterów pozytywnych (chociaż nadal nie zdecydowanie pozytywnych) można raczej odnaleźć na drugim planie, przy czym zazwyczaj spotyka ich marny koniec (Cheyenne, Dominik). Natomiast bohater negatywny jest zarysowany mocną kreską i nie ma wątpliwości co do jego podłych cech. Taki jest Angel Eyes, taki jest Frank, jak również Max, chociaż w porównaniu z wymienionymi to postać bardziej złożona i mniej jednoznaczna.

Ostatnio dodane