JENNIFER LAWRENCE. Kopciuszek w Fabryce Snów. | FILM.ORG.PL

JENNIFER LAWRENCE. Kopciuszek w Fabryce Snów.








Grzegorz Fortuna
23.11.2013


2013 Vanity Fair Oscar Party Hosted By Graydon Carter - Arrivals

Kiedy Jean Dujardin, wręczający Oskara dla najlepszej aktorki pierwszoplanowej, odczytał swoim uwodzicielskim głosem nazwisko Jennifer Lawrence, szczerze się ucieszyłem. I nie tylko dlatego, że był to jedyny zakład bukmacherski, jaki wygrałem tej nocy. Można się sprzeczać, czy Lawrence była lepsza od Emmanuelle Rivy, udowadniającej w „Miłości”, że nawet grubo po osiemdziesiątce jest w stanie zagrać skomplikowaną i wymagającą rolę; można powątpiewać, czy wykazała się większym kunsztem od Jessicki Chastain, która we „Wrogu numer jeden” po raz kolejny zaprezentowała szeroki wachlarz umiejętności aktorskich. Tak naprawdę ma to jednak niewielkie znaczenie, bo traktowanie Oskarów jako wyznaczników jakości jest w dzisiejszych czasach co najmniej naiwne. W tych nagrodach liczy się prestiż, gra pod publiczkę i umiejętność kupczenia własnym talentem. Czyli wszystko to, czym Jennifer gardzi.

Ale o tym za chwilę.

 

Jennifer Lawrence urodziła się w Kentucky w roku 1990. Początki jej kariery były raczej standardowe – jako dziecko udzielała się w lokalnym teatrze, a w wieku czternastu lat wyjechała z matką do Nowego Jorku, by spróbować swoich sił w świecie pełnym łowców talentów. Szybko okazało się, że był to dobry pomysł: umiejętności Lawrence zostały zauważone, dzięki czemu przyszła Katniss Everdeen miała możliwość zagrać epizody w kilku filmach i serialach telewizyjnych. W roku 2007 wylądowała w przeciętnym sitcomie „The Bill Engvall Show”, w którym wcieliła się w rolę Lauren – najstarszej córki głównego bohatera. Jennifer nie miała możliwości za wiele w tym serialu pokazać, a scenarzyści zmuszali ją do wypowiadania różnego rodzaju sucharów, ale był to dla niej debiut na pierwszym planie. Co ciekawe, w tym samym roku starała się o angaż w „Zmierzchu”, ale – na szczęście! – przegrała z Kristen Stewart. Aż strach pomyśleć, jak potoczyłaby się jej kariera, gdyby na pięć lat utknęła między zrzucającym koszulkę Taylorem Lautnerem a błyszczącym Robertem Pattinsonem.

KOLAŻ1

Pomimo tej pozornej porażki, już rok później Lawrence dostała swoją pierwszą ważną rolę dramatyczną – w debiucie reżyserskim Guillermo Arriagi „Granice miłości”. Arriaga, znany przede wszystkim z nielinearnych scenariuszy do filmów Alejandro Gonzalesa Inarritu („Amores Perros”, „21 gramów”, „Babel”), swój pierwszy film także ułożył z kilku fabularnych nici, które dopiero w pewnym momencie tworzą spójny obraz. Gwiazdą filmu była Charlize Theron, wcielająca się w rolę Mariany – dorosłej kobiety, która nie potrafi naprawić błędów przeszłości; Lawrence grała jej nastoletnią wersję. I choć „Granice miłości” poległy w kinach, a krytycy nie żałowali reżyserowi gorzkich słów (miażdżące 35% pozytywnych recenzji na portalu agregacyjnym Rotten Tomatoes), rola Jennifer została odebrana pozytywnie. Osiemnastoletnia wówczas Lawrence otrzymała swoje pierwsze ważne wyróżnienie – nagrodę Marcello Mastroianniego dla najlepszej młodej aktorki na Festiwalu w Wenecji.

W 2008 roku Jennifer pokazała się jeszcze w dwóch filmach – „Garden Party” i „The Poker House” – żaden z nich nie był jednak dla jej kariery istotny. Przełomem okazało się dopiero „Do szpiku kości” Debry Granik z 2010 roku. Lawrence wcieliła się w rolę Ree Dolly – siedemnastoletniej dziewczyny, mieszkającej gdzieś w zapomnianych przez Boga i ludzi Górach Ozark, gdzie nikt nie ma pieniędzy ani wykształcenia, a łapanie wiewiórek jest jedynym pewnym sposobem na napełnienie żołądka. W ten krajobraz, pełen brudu, chłodu i smutku, Debra Granik wplotła kryminalną fabułę – Ree, która pomimo młodego wieku zajmuje się dwójką rodzeństwa, zostaje zmuszona do poszukiwania ojca; jeśli nie uda jej się ustalić miejsca jego pobytu, jej rodzina straci dom.

kolaż3

Nieznana wcześniej szerokiej publiczności Lawrence dokonała w „Do szpiku kości” rzeczy niebywałej. Choć miała wówczas niewielkie doświadczenie aktorskie, zagrała Ree tak pewnie, jakby wcielanie się w niełatwe i złożone role było dla niej czymś absolutnie naturalnym. Lawrence cały czas pozostaje na pierwszym planie, ale w żadnym momencie filmu nie staje się oczywista – smutną drogę, którą musi przebyć bohaterka, ogląda się z krańca fotela, bo choć „Do szpiku kości” jest filmem powolnym i wyciszonym, to scenariusz obfituje w zaskakujące, podnoszące napięcie sytuacje. Kreacja Lawrence była ponadto triumfem aktorskiego minimalizmu – Jennifer nie starała się zaistnieć za wszelką cenę, ale z dojrzałością i spokojem odegrała wszystkie emocje targające jej bohaterką. Między innymi dzięki temu „Do szpiku kości” okazało się pierwszym wybitnym filmem w jej karierze. Dramat Debry Granik został zresztą doceniony – wśród niezliczonych nagród, do których nominowane było „Do szpiku kości”, są między innymi cztery nominacje do Oscara. Jedna z nich powędrowała do dwudziestoletniej wówczas Jennifer. I choć Lawrence przegrała z Natalie Portman, w tym momencie otworzyła się przed nią droga do Hollywood.

Wtedy też bohaterka niniejszego tekstu popełniła swój pierwszy (i jak do tej pory jedyny) aktorski błąd – przyjęła rolę w nędznym thrillerze „Dom na końcu ulicy”. Realizację tego standardowego shockera, w którym zaskakiwać może jedynie fakt, że ktoś wyłożył na niego pieniądze, planowano już od 2003 roku. Ostatecznie nakręcony został we wrześniu roku 2010. Lawrence była już po sukcesie „Do szpiku kości”, ale nie miała jeszcze na koncie głównej roli w żadnym filmie czysto gatunkowym. „Dom na końcu ulicy” okazał się jednak strzałem w stopę – strzępy fabuły układają się tu w nudną i zupełnie nieangażującą historię, reżyser nie ma nic ciekawego do zaoferowania, a całość, skrojona pod wymogi kategorii PG-13, jest tak mało oryginalna, że o filmie zapomina się pół godziny po seansie. Producenci filmu byli jednak cwani – odłożyli „Dom na końcu ulicy” na półkę na prawie dwa lata i wprowadzili go do kin w roku 2012, po ogromnym sukcesie „Igrzysk śmierci”. Prawdopodobnie tylko dlatego realizacja „Domu…” w ogóle się opłaciła.

igrz3

W międzyczasie Lawrence pojawiła się w trzech filmach – w „Like Crazy”, w „Podwójnym życiu” z Melem Gibsonem i w „X-Men: Pierwsza klasa”, gdzie wcieliła się w rolę Mystique. Kolejnym punktem zwrotnym w jej karierze okazały się jednak wspomniane wyżej „Igrzyska śmierci” na podstawie bestsellerowej powieści Suzanne Collins. Podczas castingów Lawrence pokonała około trzydziestu innych aktorek (między innymi: Hailee Steinfeld, Emily Browning, Kayę Scodelario, Chloe Grace Moretz i Saoirse Ronan) i to pokonała – jeśli wierzyć reżyserowi filmu – bez większego trudu. Nie sposób się zresztą dziwić decyzji twórców: Katniss Everdeen jest postacią bardzo podobną do Ree Dolly. Choć „Igrzyska śmierci” i „Do szpiku kości” dzieli w zasadzie wszystko, główne bohaterki tych produkcji mają wiele wspólnych cech – pochodzą ze społecznych nizin, są silne i stanowcze, a sytuacja zmusza je do walkę o swoje prawa w świecie zdominowanym przez zło. Być może dlatego Jennifer odnalazła się w „Igrzyskach…” bezproblemowo. Sam film zebrał zresztą pozytywne recenzje, zarobił w kinach prawie siedemset milionów dolarów i okazał się jedną z najlepszych i najbardziej złożonych adaptacji literatury young adult, jakie widziało Hollywood. A Lawrence mogła dopisać do swojej listy kolejne osiągnięcie – okazało się, że potrafi nie tylko dobrze zagrać, ale też ściągnąć do kin tłumy widzów i spełnić oczekiwania czytelników, którzy jej postać znali z książek.

Zupełnie inną twarz pokazała Jennifer w „Poradniku pozytywnego myślenia” Davida O. Russella, który do naszych kin wszedł na początku tego roku. Wcieliła się w rolę Tiffany Maxwell – wdowy i nimfomanki, która ma podobne problemy psychiczne, jak grany przez Bradleya Coopera główny bohater. Tą kreacją ostatecznie udowodniła, że nie można jej zamykać w żadnym schemacie; jako Tiffany była jednocześnie irytująca i intrygująca, wulgarna i subtelna. Razem z Bradleyem Cooperem udało jej się ponadto stworzyć na ekranie fantastyczną chemię. I choć świetny scenariusz odgrywał w „Poradniku pozytywnego myślenia” bardzo istotną rolę, film Russella zawdzięczał swój sukces głównie aktorom, którzy nadali mu niezwykłej świeżości. Lawrence zgarnęła za rolę Złotego Globa, Oskara i wór innych nagród, a reżyser filmu zatrudnił ją w swoim następnym projekcie – „American Hustle”, który wejdzie do naszych kin w lutym przyszłego roku.

porad

 

***

Podsumowując powyższe w jednym zdaniu: Jennifer Lawrence najpierw wykazała się jako aktorka, potem udowodniła, że jest w stanie przynieść producentom gigantyczne zyski (i zachować przy tym klasę, bo należy pamiętać, że „Igrzyska śmierci” to solidne i niegłupie kino), a na koniec przypieczętowała swoje sukcesy Oskarem. A mówimy przecież o dziewczynie, która ma dzisiaj 23 lata. I choć może zabrzmi to prowokacyjnie, to zaryzykowałbym stwierdzenie, że nikt jeszcze nie osiągnął w Hollywood tak dużo w tak krótkim czasie.

To zresztą nie wszystko. 24 lutego 2013 roku, w dniu przyznania Oskarów, Lawrence zdobyła bowiem o wiele więcej niż tylko prestiżową statuetkę. Po gali w Internecie zaroiło się od zdjęć i gifów z Jennifer w roli głównej, a wideo, na którym młodą aktorkę podrywa Jack Nicholson, zostało wyświetlone prawie siedem milionów razy. Lawrence żartowała z reporterami, celowo robiła głupie miny do kamer, potknęła się w drodze na scenę i z lekkością odpowiadała na bzdurne pytania dziennikarzy (typu: „o czym myślałaś, kiedy wywracałaś się na schodach?”). I choć Jennifer bywa niekiedy okrutnie przaśna i nie zawsze potrafi się ubrać (oto dowód), jej fenomen związany jest właśnie z tą naturalnością, która pozwala jej zbywać drobne wpadki z humorem i bez stresu. Wydaje się przy tym bardzo przyziemna i zaskakująco normalna, a za dowód może posłużyć prawie każdy udzielony przez nią wywiad. Innymi słowy – łatwo można sobie wyobrażać, jak obżera się pizzą, siedząc na kanapie i oglądając telewizję. To, wbrew pozorom, bardzo dużo. Głównie dzięki prostocie i bezpośredniości Lawrence jest dzisiaj aktorką, którą wszyscy lubią, a jeśli ktoś jej nie lubi, to prawdopodobnie ze zwykłej przekory.

Świat Hollywood jawi się na co dzień jako wielkie targowisko próżności; znamy je z odgrywanych bez końca póz, gier towarzyskich, plotek o romansach i terapiach odwykowych. Jennifer, choć zaszła daleko, nie bierze w tym wszystkim udziału – potrafi się zdystansować, postawić na swoim, nie zgodzić się na coś, co jej nie pasuje. Wprowadza do tego świata prostoduszność i swobodę, której od dawna bardzo tam brakowało. A to niezwykle ważne, nawet jeśli jest w tym odrobina kokieterii.

kolaż4

extra

ładne

ładne3

Grzegorz Fortuna

Grzegorz Fortuna

Miłośnik polskiej kultury filmowej okresu transformacji, dawnego włoskiego kina gatunkowego, filmu grozy i współczesnej popkultury. Członek kolektywu VHS Hell. Zainteresowany wszystkim tym, co zapomniane lub niedocenione. Bardzo lubi kebab.
Grzegorz Fortuna

Latest posts by Grzegorz Fortuna (see all)







  • Mefisto

    „i okazał się jedną z najlepszych i najbardziej złożonych adaptacji literatury young adult, jakie widziało Hollywood” – popłakałem się ze śmiechu :)
    A sam tekst ok, choć mnie osobiście śmieszą takie biografie osób, które dopiero co zaczynają karierę. Owszem, Lawrence sporo osiągnęła w krótkim czasie, ale ma na koncie zaledwie kilka ról, które można opisać w pięciu zdaniach na krzyż.

    • Andriej

      Tak jak większość użytkowników śmieszy twoja bezpodstawna arogancja, Mefisto…

      • Mefisto

        Twoja mama mówiła mi wczoraj co innego.

    • kampinos

      wejście na sam szczyt oznacza, że warto o nich pisać. Dziewczyna jest ładna, zdolna i z sukcesami na koncie. Mało?
      A biografia bardzo ciekawa.

      • Mefisto

        Nie chodzi o to, że nie warto. Raczej o to, że ten tekst przypomina mi bardziej filmwebowskie i onetowskie artykuliki, które pojawiają się zawsze przy okazji premier kolejnych okrzyczanych hitów danych aktorów, niż jakieś głębsze spojrzenie na postać. Same suche fakty po prostu.

        • Mefi, czy my zrobilismy galerię ze zdjęciami i 10 zdaniami na krzyż? Lawrence nie jest Leo diCaprio, żeby pisac o jej karierze na 50 tysięcy znaków, ale jest na tyle nietuzinkową postacią, że artykuł o niej w kontekście „Igrzysk” nie jest niczym zdrożnym.

          • Mefisto

            Rafi, a czemu wszyscy zawsze zakładają, że ja się oburzam czy neguję. To była zwykła uwaga, bo tekst wydał mi się suchy, na zasadzie wyliczanki tytułów, zabrakło mi tu czegoś więcej (wszak tytuł sugeruje bajkę), a wstępniak jakieś późniejsze odniesienia, których właściwie brak. Tyle.

          • Duduś Zwycięzca

            Posiadanie innych poglądów niż reszta to zbrodnia. Przyzwyczaj się do swojego statusu – lepiej nie będzie, ale zawsze może być gorzej :D

    • Bad

      Wyrzucili cie z KMF czy jak?

      • Mefisto

        Tak, na zbity pysk, na śmietnik, na emeryturę. Ale potem, rzygając pewnego dnia za klubem nocnym, ujrzałem światło – oto bowiem zszedł do mnie Zbawiciel i dotykając mnie w nieodpowiednich miejscach rzekł: „Nie lękaj się! Zawsze masz jeszcze komentarze!”. I tak właśnie przestałem pić, a zacząłem wciągać kokainę.

    • Ojciec Fernando

      Przypomina mi się sytuacja z wydawaniem biografii wokalistki, która ma dwie płyty na koncie. Kim ona jest w porównaniu do muzyków, którzy napieprzają na scenie od 40 lat!? O czym oni piszą w jej biografii? O przeżyciach w piaskownicy? Z tą Lawrence jest podobnie. Zdolniejsi pałują się, aby dostać tego wymęczonego Oscara, gdy tymczasem dziewczę w tym samym roku jednocześnie zgarnia „złotego ludka” i mega kasowy film na koncie. Chyba specjalnie wsadzono ją na tron, aby w całej tej swojej przewrotności, zaraz ją z niego wykopać.

      • jest taki jeden gość z One Direction, tego nowego boysbandu.Dzisiaj w empiku widziałem chyba ze 3 jego biografie, a koleś ma ile? 17 lat? :)

        Jakby nie było – jutro lub pojutrze pojawi sie na stronie spora biografia babki, która ma więcej niż 23 lata. Mam nadzieję, że zadowoli :)

      • Grzegorz Fortuna

        Nie do końca łapię ten tok rozumowania – owszem, jest młoda i ma zaledwie kilka ważnych ról na koncie, ale co w tym złego? Szukania w tym spisku już nawet nie skomentuję.

    • Grzegorz Fortuna

      Co w tym zabawnego? :) Wskaż mi drugą tak złożoną i dotykającą tyle kwestii adaptację literatury młodzieżowej. Nawet jeśli „Igrzyska śmierci” są trochę powierzchowne, to jest w nich o wiele więcej niż u konkurencji.
      Co do drugiego zarzutu – jasne, dziewczyna ma 23 lata, więc nie ma sensu póki co pisać o niej książek. Ale co jest złego w dość krótkim artykule? Osiągnęła niesamowicie dużo jak na swój wiek i zrobiła to w niestandardowy sposób – moim zdaniem to wystarcza, by zwrócić na nią uwagę.

      • Mefisto

        Odpowiem tak: jeśli uważasz, że Igrzyska śmierci są dalece bardziej złożone i pełne kwestii od innych pozycji, to świadczy to jedynie o niezwykle niskim poziomie obecnej literatury młodzieżowej. I pomyśleć, że swego czasu narzekałem na Pottera, który przy Zmierzchach, Igrzyskach i innych pseudo-dziełach to prawdziwe mistrzostwo. :)

        • Grzegorz Fortuna

          No przecież mówię, że to jednak z najlepszych adaptacji literatury YA, a nie literatury w ogóle :). W porównaniu ze Zmierzchem, Darami Anioła itd. to przecież arcydzieło.

  • Andriej

    NO NARESZCIE! Myślałem, że już się nie doczekam. Dzięki za ten artykuł

  • Wojtek

    Hmm, to co brałem z aktorskie drewno i odgrywanie w każdym filmie tej samej postaci, okazało się „aktorskim minimalizmem”. Polecam w tej kategorii również Stevena Seagal.

  • Ryszard Piękny

    Co się dzieje z tą stroną? Odkąd zmieniła nazwę poodchodziło trochę ludzi, przyszli hipsterzy, pojawił się blog ze wszystkimi wadami blogów i jeszcze dodano komentarze (na razie dyskusje są na poziomie Wykopu, ale dzielnie dążą do jakości filmwebu) :(

    • zdecydowanie nie wnosisz do dyskusji niczego ponad poziom, do którego się odnosisz.
      Aha, komentarze są na stronie od 4,5 lat.

      • Ryszard Piękny

        „Jeżeli ktoś nas krytykuje to na pewno się myli, a już pewnikiem jest, że jest durniem i prymitywem” – zdajesz się rzec. Szkoda :(

        • tego nie mówię, no jak. Po prostu nie rozumiem jęczenia, gdy się samemu nie próbuje z tak podobno beznadziejnym poziomem walczyć, wnosząc przede wszystkim wysoką jakość do dyskusji. Co ci da narzekanie? Co wniesie? Jak zmotywuje?

          • Ryszard Piękny

            Automatyczne zlewanie krytyki wcale nie świadczy dobrze o portalu. Uwaga, że źle się dzieje w państwie duńskim, nie musi oznaczać jęczenia. A nawet zakładając, że mój komentarz był głupi, to nie obniża poziomu bardziej niż artykuły publikowane na stronie. Widzę spadek formy, nie jest źle, nie jest tragicznie, ale przestaje być dobrze. Czuję, że sprawy idą w złym kierunku. Być może pozostaję w tym odczuciu samotny, kto wie. Ale mam (czy rzeczywiście? ) prawo głosu.

            Nawiasem mówiąc, gdybym pozostał w klimatach filmwebu, to pisałbym mniej gramatycznie, bardziej wulgarnie i bardziej bez sensu.

          • Bardzo cenię krytykę, naprawdę, ale nie na zasadzie „jazda w dół”, „dno”, „kiedyś to było”, „przyszli hipsterzy”, „beznadziejne komentarze”. Jeśli widzisz, że się dzieje źle, widzisz spadek formy – wytknij, zareaguj, dyskutuj z autorem. Konkrety, kultura. Ale z drugiej strony miłe jest też dobre słowo, o ile mamy teksty na stronie, które na nie zasługują. Staramy się, słuchamy – ale jednocześnie jesteśmy świadomi tego, że wszystkich w 100% nie zadowolimy.

          • Ryszard Piękny

            Masz w tym rację, ale zauważ, że komentarz to raczej przestrzeń szybkich, nagłych opinii. Ale dobrze, podam konkretny przykład – w ostatnim czasie na stronie pojawiło się kilka sążnistych tekstów (na przykład ten o Życiu Adele) pełnych doniosłych fraz, egzaltacji i tak dalej, ale jednoczenie było w nich niewiele konkretów i twardej, filmowej analizy. To jest bardzo niedobre moim zdaniem. I to do redaktora należy odrzucanie i/lub narzucanie autorowi poprawek. Opis wewnętrznych uczuć autora tekstu jet dobry dla blogosfery, a nie strony krzewiącej wiedzę filmową. I obawiam się, że z czasem będzie na KMF więcej blogosfery (pod względem stylu i doboru treści) niż poważnych tekstów…

          • Wiesz, cenię mocno subiektywne podejście, nawet naznaczone wyraźnymi emocjami, których wcale nie muszę podzielać. Na stronie jest miejsce na tego typu publicystykę, bo to nie krzewienie wiedzy filmowej jest podstawą działania film.org.pl, a kinomańska pasja. Ani ja, ani cała redakcja nie są wykształconymi filmoznawcami, ba! nikt z nas pisania nie traktuje jako _zawodu_. Łamy strony są otwarte na wszystkich (co nie znaczy, że na każdy tekst, odpowiednie sito musi być – musisz mi uwierzyć na słowo, ono działa). Nie jesteśmy zamieszani w stosunki na linii redaktor-dystrybutor, nie piszemy tekstów na zamówienie. Piszemy to, co chcemy i jak chcemy. Zawsze szczerze. I też nie zawsze tak, jakby czytelnik tego oczekiwał. Co więcej, także ze świadomością tego, że popełniamy błędy, że nie zawsze jest doskonale, ale uwierz mi, naprawdę się staramy.

            A mógłbyś wskazać mi teksty, które uważasz za dobre?

            Co do komentarzy jeszcze – jasne, to przestrzeń szybkich i nagłych opinii, ale nie zawsze (o czym świadczy i ta offtopicowa dyskusja) i tak naprawdę to jedyna obecnie przestrzeń do podzielenia się z autorem (i innymi czytelnikami) opinią. I to jest bardzo wartościowe.

          • Ryszard Piękny

            Główny redaktor ma realny wpływ na treść zamieszczanych tekstów. Poszczególni autorzy wcale nie muszą się słuchać krytyki czytelników (i zwykle tego nie robią :))

            Co to zdania o krzewieniu wiedzy – o ile pamiętam, kiedyś w stopce redakcyjnej było zdanie w rodzaju „chcemy dzielić się swoją wiedzą filmową”. I o to mi chodziło. Jest to wiedza amatorska, ale wartościowa dla innych amatorów. A czysto subiektywny tekst taki nie jest, bo nie zawiera wiedzy i uwag, a przeżycia których prawdopodobnie nigdy nie podzielę. To jakby napisać zamiast recenzji „Film podobał mi się”.

            A tekst które lubię? A na przykład „najlepsze filmy lat 70”. Chociaż najbardziej ceniłem te o efektach specjalnych. O, i te porównujące remake z oryginałem…Dużo było fajnych.

  • Pingback: Najlepiej zapowiadające się aktorki | FILM.ORG.PL()

  • Pingback: Te filmy na pewno zobaczę, czyli najciekawsze premiery końca 2015 | FILM.ORG.PL()






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Roman Polański z Coenami?

Następny tekst

Powtórnie narodzony



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE