Biografie ludzi filmu

EDGAR WRIGHT. O gościu, który prawie nakręcił „Ant-Mana”

Autor: Dawid Myśliwiec
opublikowano

Jeśli miałbym stworzyć listę najbardziej nerdowskich reżyserów, nazwisko Edgara Howarda Wrighta znalazłoby się na niej bardzo wysoko. Urodzony w Poole brytyjski filmowiec od kilkunastu lat udowadnia, że jest jednym z najbardziej pozytywnie zakręconych twórców, którzy podczas realizacji swoich projektów bawią się co najmniej tak dobrze, jak ich odbiorcy. Odpowiedzialny za szereg nieszablonowych, nieco wulgarnych i unurzanych w popkulturowej otoczce komedii Wright jest dziś w ścisłej czołówce reżyserów-luzaków, którzy swoją bezkompromisowością i kinofilskimi odniesieniami zaskarbiają sobie rzesze zwolenników.

Położone w południowej Anglii hrabstwo Dorset, w którym Edgar przyszedł na świat 18 kwietnia 1974 roku, należy do najcieplejszych w całej Wielkiej Brytanii. Można więc miejscem urodzenia tłumaczyć pozytywne zakręcenie Wrighta, który – choć nie stroni od typowo brytyjskiego humoru – nadaje swoim filmom energię nietypową dla z reguły ponurego klimatu angielskiego kina. Tak było już od specyficznego jak na wyspiarskie realia debiutu fabularnego – nakręcony w 1995 roku A Fistful of Fingers to parodystyczne nawiązanie do spaghetti westernów à la Sergio Leone, zrealizowane w całości w Somerset, rolniczym hrabstwie, w którym wychował się reżyser. Zanim jednak Wright nakręcił pełny metraż, zrealizował całe mnóstwo krótkich filmów, najpierw za pomocą kamery Super-8, którą dostał w prezencie, a potem na sprzęcie Video-8, który wygrał w telewizyjnym konkursie. Od samego początku zajmowały go pastisze popularnych gatunków, co zresztą zostało mu do dziś.

ANDREW COWIE/AFP/Getty Images)

Mimo że Edgar nie był zadowolony ze swojego pełnometrażowego debiutu, który w Wielkiej Brytanii trafił do bardzo wąskiej dystrybucji, A Fistful of Fingers spodobało się kilku osobowościom telewizyjnym, które postanowiły zatrudnić go do swoich projektów. I tak Wright związał się na pięć długich lat z małym ekranem, kręcąc dla BBC i Channel 4. Jedną z ostatnich produkcji, które zrealizował w TV, był szalony sitcom Spaced, powstały w wyobraźni Simona Pegga i Jessiki Stevenson. Pracując nad tym serialem, Wright prześcigał sam siebie w umieszczaniu filmowych odwołań w kolejnych odcinkach. Specjalne wydanie DVD Spaced zawierało nawet Homage-O-Meter, czyli „hołdometr”, specjalne adnotacje na ekranie pojawiające się zawsze wtedy, gdy scena serialu była odniesieniem do klasycznego dzieła filmowego. Spaced było pierwszym prawdziwie udanym wspólnym przedsięwzięciem Wrighta i Pegga, którego poznał na planie serialu Asylum w 1996 roku, ale bynajmniej nie ostatnim. To właśnie z Simonem i Nickiem Frostem, także członkiem ekipy aktorskiej Spaced, wiążą się największe filmowe sukcesy Wrighta.

Wysyp żywych trupów

Między zakończeniem emisji serialu, który był ostatnim telewizyjnym projektem Edgara, a premierą jego kolejnego filmu pełnometrażowego – tym razem znacznie szerzej dystrybuowanego – minęły trzy lata. Tyle jednak potrzeba było, aby stworzyć dzieło kultowe, bo nie można inaczej określić Wysypu żywych trupów (2004), niemal kreskówkowego pastiszu zombie horroru, który doczekał się remake’ów m.in. na Kubie i w Singapurze! Film Wrighta, który Edgar napisał do spółki z Peggiem, zainspirowany był jednym z odcinków Spaced, w którym główny bohater, będąc pod wpływem amfetaminy i gry wideo Resident Evil 2, śni o zapobieganiu inwazji nieumarłych. W Wysypie… panowie zyskali możliwość rozwinięcia tej idei, a Wright mógł w pełni rozwinąć reżyserskie skrzydła – dynamiczny, akcentujący ruch kamery styl kręcenia mógł wybrzmieć w pełni tylko w produkcji, której domeną jest wysokie tempo akcji. Nawiązujący do klasycznych horrorów George’a A. Romero Wysyp żywych trupów doskonale się do tego nadawał, a efekt końcowy przerósł najśmielsze oczekiwania ekipy – kosztujący sześć milionów dolarów projekt zarobił w kinach pięciokrotność swojego budżetu, a sam Stephen King określił film Wrighta jako „dziesiątkę na skali dobrej zabawy i murowany klasyk”. Czy można sobie wymarzyć lepszą rekomendację?

„Trzeba iść za ciosem, wycisnąć z tego pomysłu tyle, ile się da” – tak pewnie pomyślałoby ośmiu na dziesięciu współczesnych filmowców, ale nie duet Wright–Pegg. Panowie co prawda przez chwilę myśleli o zrealizowaniu kontynuacji, w której zombie zostałyby zastąpione innymi monstrami, ale wreszcie zgodnie uznali, że Wysyp… podoba im się najbardziej jako samodzielne dzieło, które swój kultowy status zachowa jedynie w przypadku braku obłożonych ryzykiem porażki sequeli. Udało im się jednak stworzyć nieformalną serię pod nazwą Trylogii Trójsmakowego Rożka Cornetto, co z jednej strony było nawiązaniem do zbawiennego działania tytułowego rodzaju deseru lodowego na objawy kaca, z drugiej… do trylogii Kieślowskiego. Drugą częścią wspomnianej serii było Hot Fuzz – Ostre psy (2007), w której Wright parodiował tym razem kino policyjne, zwłaszcza takie spod znaku Zabójczej broni. Reżyser ponownie współpracował nad scenariuszem z Simonem Peggiem, który wraz z Nickiem Frostem stworzył duet policjantów na angielskiej prowincji. Mimo że tym razem budżet produkcji wyniósł 12 milionów dolarów, znowu zwrócił się kilkukrotnie, czyniąc z tria Wright–Pegg–Frost prawdziwie kasowy – jak na brytyjskie warunki – team. Druga część Trylogii Cornetto umocniła Edgara na pozycji jednego z najbardziej obiecujących reżyserów Zjednoczonego Królestwa, a wielkim wyróżnieniem dla niego była także możliwość wtrącenia swoich trzech groszy do projektu Quentina Tarantino i Roberta Rodrigueza. W Grindhouse (2007) pojawia się stylizowany na produkcje grozy Hammer House zwiastun Don’t, w którym Wright robi to, co potrafi najlepiej – pastiszuje.

Hot Fuzz

Ostatnio dodane