Chris Pratt. Nowa gwiazda na hollywoodzkim niebie. | FILM.ORG.PL

Chris Pratt. Nowa gwiazda na hollywoodzkim niebie.








Dominik Jedliński
11.08.2014


[tekst ukazał się również na BLOGU autora]

Chris Pratt jest idealnym przykładem na to, że wystarczy jeden film, aby w Hollywood z miejsca stać się gwiazdą. Rola Star-Lorda w zbierających świetne recenzje „Strażnikach Galaktyki” zapewniła Prattowi miano wschodzącej gwiazdy. Ten niegdyś grubiutki, znany głównie z telewizji, aktor jest teraz ulubieńcem kobiet na całym świecie.

pratt-1

Amerykański sen

35-letni aktor zdobył mnóstwo fanów głównie dzięki grze w serialach telewizyjnych, w zasadzie nigdy nie miał wiodącej roli w filmie fabularnym, nie mówiąc już o tak wielkim projekcie, jakim byli „Strażnicy…”. Sam reżyser (James Gunn) przyznał w wywiadzie, że kiedy usłyszał propozycję, aby Pratt zagrał Star-Lorda, jego pierwsza reakcja brzmiała: – Ten pulchny facet z „Parks?!” (…) Nie ma szans, żebym zrobił z niego gwiazdę mojego filmu!

Christopher Michael Pratt urodził się 21 czerwca 1979 roku w Virginii w stanie Minnesota, dorastał jednak w Lake Stevens w stanie Waszyngton. Rzucił college po pierwszym semestrze i zarabiał na życie jako sprzedawca. W pewnym momencie swojego życia był nawet szczęśliwym bezdomnym, śpiącym w namiocie na plaży na Hawajach. – To świetne miejsce do bycia bezdomnym. Piliśmy, paliliśmy zioło i pracowaliśmy tylko tyle, aby starczyło nam na paliwo, jedzenie i materiały do łowienia – powiedział Amerykanin w wywiadzie dla „The Independent”.

pratt-parks

Był rok 2000, kiedy pracując jako kelner w Bubba Gump Shrimp Company, przypadkowo spotkał znaną z „Komanda” Rae Dawn Chong. Poczucie humoru, naturalność i wrodzony urok sprawiły, że kanadyjska aktorka i reżyserka dała mu rolę w horrorze „Cursed Part 3”, który właśnie kręciła. Tak Pratt trafił do Los Angeles.

Początki

Mimo, że film nigdy nie ujrzał światła dziennego, Pratt postanowił zostać w Kalifornii. Kupił używany samochód i zaczął pojawiać się na przesłuchaniach i castingach. Kartę członkostwa Stowarzyszenia Aktorów Filmowych (SAG) otrzymał po występie w serialu „The Huntress” stacji USA Network.

Jego pierwszym sukcesem w telewizji była rola Brighta Abbota w serialu „Everwood” (2002-2006), opowiadającym o losach neurochirurga, który po śmierci żony przenosi się z dwójką swoich dzieci z Nowego Jorku do małego miasteczka Everwood, gdzie otwiera małą przychodnię. Serial zakończono po czterech sezonach, ale Pratt zdążył w tym czasie zdobyć za swoją rolę dwie nominacje do nagrody Teen Choice. Znany już telewizyjnemu gronu Pratt dołączył do obsady czwartego sezonu „Życia na fali”, gdzie wcielił się w postać aktywisty i ekologa pod pseudonimem Che.

pratt-everwood

W końcu przyszedł czas na sprawdzenie się na dużym ekranie. Aktor nie miał jednak szczęścia do ról. Zarówno „Ścieżka zagłady”, jak i „Powrót do klasy”, w których zaliczył swoje pierwsze występy, okazały się kompletnymi porażkami. W 2008 roku nastał dla niego lepszy moment i pojawił się jako kumpel Jamesa McAvoya w „Wanted-Ścigani”, w którym zagrali również Angelina Jolie i Morgan Freeman.

Strzał w dziesiątkę zaliczył jednak gościnnym występem w pierwszym sezonie „Parks and Recreation”, grając uprzejmego Andy’ego Dwyera. Pratt podpisał kontrakt na kolejne sześć odcinków, a jego postać stała się na tyle popularna, że został zaproszony do stałej współpracy przy serialu. Za tę rolę otrzymał nominację do nagrody Critics’ Choice Television.

Cel: Podbić duży ekran

Pratt dalej kontynuował swoją przygodę z kinem. Starał się o role zarówno w „Avatarze”, jak i w „Star Treku”. Jego kandydatury jednak odrzucono. – Powiedzieli mi, że szukają kogoś, kto posiada to coś – mówił w wywiadzie dla „Enetertainment Weekly”. – Wchodziłem do pokoju, wiedząc, że tego nie mam, a wyszedłem z niego z przekonaniem, że już nigdy tego nie osiągnę.

pratt-fox

Amerykanin się nie poddawał i przyjmował kolejne role, zbytnio w nich nie przebierając. Większe wrażenie na amerykańskiej widowni wywołał jego ślub z Anną Faris niż jego występ w „Zabójczym ciele”, gdzie zagrał byłego chłopaka Megan Fox. Dwa filmy („Szalona noc” i „Ilu miałaś facetów?”), w których współpracował ze swoją żoną, również okazały się kompletną klapą i szybko zostały zdjęte. W miarę udany występ może zaliczyć dopiero w „Ślubnych wojnach”, gdzie partnerował Anne Hathaway i Kate Hudson.

Od 2011 roku zaczął pojawiać się w filmach naszpikowanych gwiazdami. Najpierw zagrał utalentowanego bejsbolistę Scotta Hatteberga w „Moneyball” z Bradem Pittem, później żołnierza Navy SEAL we „Wrogu numer jeden”. Miał również małą rolę w filmie „Ona” z Joaquinem Phoenixem. Mając świetne, nie wymuszone poczucie humoru, przyzwoite występy zaliczył w komediach „Jeszcze dłuższe zaręczyny” z Jasonem Segelem i „Wykapany ojciec” z Vince’em Vaughnem.

Metamorfoza

Aktor nigdy nie uchodził za typowego hollywoodzkiego przystojniaka. Nie dbał za bardzo o siebie, miał lekką nadwagę, a jego styl pozostawiał wiele do życzenia. Wszystko się zmieniło, gdy Pratt dostał rolę w filmie „Strażnicy Galaktyki”. – To nie tak, że przyszedłem do 7-Eleven (międzynarodowa sieć małych sklepików – przyp. autora), kupiłem kupon, zdrapałem go i nagle stałem się gwiazdą „Strażników Galaktyki” – mówił w wywiadzie.

pratt-guardians1

„Strażnicy…” zdecydowanie wznieśli go na kolejny, wyższy poziom w karierze, choć niewiele brakowało, a odrzuciłby ofertę. – Kiedy dowiedziałem się, że to mnie wybrano, powiedziałem: nie sądzę – opowiadał w wywiadzie dla „Esquire”. – Nie wyobrażałem sobie siebie w tej roli. Nie chciałem się za siebie wstydzić, tak jak miało to miejsce na przesłuchaniu do „G.I. Joe” kilka lat temu. Wszedłem do środka i zobaczyłem wzrok reżysera, wpatrujący się we mnie. Uświadomiłem sobie wtedy – jestem gruby i bez formy. Nie mogę zagrać kogoś takiego jak G.I Joe – tłumaczył.

Ultimatum, jakie postawili mu twórcy „Strażników…” na castingu (jeśli chce rolę, musi schudnąć 20 kg w pół roku) zmotywowało Amerykanina do metamorfozy. Dzięki treningom na siłowni i zdrowej diecie zadziwił wszystkich i w pół roku schudł 30 kilogramów, przez co ten jak dotąd niezauważany facet, z miejsca stał się jednym z najprzystojniejszych mężczyzn w Hollywood, do którego wzdychają panie na całym świecie.

pratt-guardians2

Pratt zyskał jednak o wiele więcej niż tylko rolę w filmie Marvela. Recenzenci ocenili bardzo pozytywnie jego występ jako Star-Lord, popularnością nadal cieszy się animowany przebój „LEGO© Przygoda”, w którym użyczył głosu Emmetowi Brickowoskiemu, w przyszłym roku na ekrany wchodzi „Jurassic World”, gdzie zastąpił Josha Brolina, a on sam ogłosił, że podpisał multifilmową umowę z Marvelem. Podobnie jak w przypadku Jennifer Lawrence, jego poczucie humoru, otwartość, naturalność i wrodzony urok sprawiły, że stał się ulubieńcem całej Ameryki.

„Strażnicy Galaktyki” w ciągu pierwszych trzech dni wyświetlania zarobili 94 miliony dolarów. Dzięki temu produkcja Marvela pobiła siedmioletni rekord sierpniowego otwarcia, który dotychczas wynosił 69,3 mln dolarów (wynik należał do „Ultimatum Bourne’a”). „Strażnicy…” mogą także pochwalić się trzecim najlepszym otwarciem tego roku (po „Transformers: Wiek zagłady” – 100,0 mln i „Kapitanie Ameryce: Zimowym Żołnierzu” – 95,0 mln). Zdobyli też trzeci najlepszy w tym roku wynik pierwszego dnia wyświetlania – 37,8 mln dolarów (lepiej wypadły tylko: „Transformers: Wiek zagłady” – 41,9 mln i „Godzilla” – 38,4 mln).







  • Snuffer

    Szkoda że tak mało o Parkach. Ta rola to zdecydowanie podstawa jego kariery, bycia rozpoznawanym i tego za co lubimy Pratta – bo Andy właśnie jest otwarty, wyluzowany, kontaktowy, sympatyczny i lekko nieogarnięty ;)
    Poza tym super tekst

  • Robert

    No, rzeczywiście wschodząca gwiazda. Dostał angaż do widowiska komiksowego, do którego musiał schudnąć. Oskar murowany, tak samo kolejne propozycje. To nie artykuł o aktorze, to kolejny hymn pochwalny ku Strażnikom. Żałosne

  • nedStark

    Z tym, że on naprawdę niema „tego czegoś”. Jedna trafiona rola, na której się wybił, o niczym nie świadczy. Właściwie to nawet nie chodzi tu o to, że jego Star-Lord był jakiś świetny. Pratt zagrał w bardzo dobrym filmie i to wszystko. Postacie z CGI, Rocket i Groot, oraz były wrestler, cczy co tam uprawia ten Batista, mieli w sobie więcej ekranowej charyzmy niż Star-Lord, Pratta. Przypuszczam, że jest wielu aktorów którzy zagrali by to równie dobrze, albo i nawet lepiej. Postać jak to postać, rozpisana była tak, aby można się było z nią utożsamiać i to to zadziałało, a nie aktor, który zdecydowanie nie porażał swoją grą, a momentami nawet mocno irytował. Brawa się należą, owszem, ale Gunnowi za to, że zrobił lekki i przyjemny film, nawiązujący do starego, dobrego kina w stylu „Star Wars”, tylko z jeszcze większym luzem.

    Jeszcze taka mała dygresja. Przeróbka zdjęcia Indiany Jonesa, które krąży po sieci, i robienie z Pratta następcy Harrisona Forda to już czysty absurd.

  • Mefisto

    Tekst generalnie ok, ale zabrakło jakiegoś zakończenia, puenty, podsumowania.






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Wojownicze Żółwie Ninja

Następny tekst

BOGOWIE - pierwszy plakat



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE