Biografie ludzi filmu

BRUCE LEE. Niebezpieczna perfekcja

Autor: Jakub Piwoński
opublikowano

Gdyby żył, miałby dziś dokładnie 77 lat. 27 listopada przypada rocznica jego narodzin. Bruce Lee – legenda kina akcji, mistrz wschodnich sztuk walk, ikona popkultury. Jego sława trwa dłużej, aniżeli jemu samemu dane było żyć. Poznajmy go bliżej.

A jak aktorstwo – choć w annałach kina zapisał się jako aktor, trzeba umieć powiedzieć jedną rzecz całkowicie uczciwie – po latach trudno nie uznać, że w grze Lee brakowało szlifów i była po prostu sztuczna. A wzorować miał się na kim, gdyż jego ojciec Lee Hoi-chuen był aktorem opery kantońskiej. Mały Lee już od najmłodszych grał w filmach (pierwsza rola przyszła, gdy Bruce miał kilka miesięcy), więc nikt nie przejmował się tym, by w latach późniejszych dopracować jego doświadczenie aktorską szkołą. Lee wolał skupić się na sztukach walki. Mam jednak wrażenie, że w wypadku Lee mamy do czynienia bardziej z byciem ekranową osobistością aniżeli typowym aktorem. Przeważnie kreował ten sam rodzaj bohatera – wyważonego osobnika, który pod wpływem nacisku okoliczności, postanawia samotnie wymierzyć sprawiedliwość otaczającemu go złu. Za każdym razem, gdy w jego filmach zbliżał się moment walki, na ekranie tworzyło się coś magicznego, niemożliwego do podrobienia. Lee, który zwykle samodzielnie odpowiadał za choreografię, dawał wówczas całego siebie.

B jak Bruce – jak łatwo się domyślić, angielsko brzmiące imię, którego używał, nie było wymysłem jego chińskich rodziców. Bruce Lee tak naprawdę nazywał się Lee Jun-fan, co miało oznaczać „wrócić ponownie”. Tak nazwała go jego matka, która liczyła, że kiedyś jeszcze Lee powróci do Stanów Zjednoczonych, w których się urodził. Podobno angielskie imię Bruce zostało zasugerowane przez lekarkę, doktor Mary Glover.

C jak cha-cha – film i sceny akcji były jednym z wielu sposobów Lee na ruchową ekspresję. Niewielu wie, że aktor potrafił i lubił także tańczyć. Uczęszczał na nauki cha-chy. W 1958 wygrał nawet organizowane w Hong Kongu zawody. Ponoć tańcem zainteresował się w celu zaimponowania dziewczynie. Lekcje porzucił rok przed tym, nim na dobre rozpoczął treningi kung fu. Taniec był dobrym wstępem do tego. Choć na pierwszy rzut oka wydaje się, że sztuki walki i taniec nie mają ze sobą wiele wspólnego, ci bardziej obeznani w temacie wiedzą, że w przypadku trenowania płynności ruchów obie dziedziny mogą świetnie się uzupełniać.

D jak dziedzictwo – choć od ponad czterdziestu lat nie ma go już z nami, aktor pozostawił po sobie ogromne dziedzictwo. W trakcie swojej kariery Lee zdołał zagrać w ponad trzydziestu filmach (w tym czterech z główną rolą: Wielki szef, Wściekłe pięści, Droga smoka i Wejście smoka), co jest niemałym wyczynem, biorąc pod uwagę, że odszedł w wieku trzydziestu dwóch lat. Potrafił także reżyserować, pisać scenariusze i przede wszystkim ustalać choreografie walk. Cokolwiek robił, zawsze dążył do perfekcji. Po śmierci pozostał jednak wiecznie żywy. Jego legenda trwa już dłużej, aniżeli on sam żył. Do dziś bowiem kręci się filmy wykorzystujące jego wizerunek – czego przykładem może być chociażby ostatni Birth of the Dragon. Lee obecny jest także w grach komputerowych i innych tworach popkultury. Co oczywiste, wielu współczesnych instruktorów i uczniów sztuk walki wciąż widzi w nim źródło inspiracji i wzór do naśladowania.

E jak Emery, Linda – w trakcie studiów w USA, na Uniwersytecie w Waszyngtonie, Bruce Lee poznał Lindę Emery, którą poślubił w 1964 roku. Lee był dla swojej lubej także instruktorem sztuk walki. Mąż załatwił jej nawet cameo w Wejściu smoka, ale na szczęście nie w roli wojowniczki – gdy przyjrzymy się uważniej, widać Lindę w scenie bankietowej. Mieli dwójkę dzieci: Brandona oraz Shannon. Syn poszedł w ślady ojca i został aktorem, ale jego karierę przerwała przedwczesna, tragiczna śmierć. Z kolei córka do dziś pielęgnuje dobre imię ojca, zarządzając prawami do jego wizerunku.

F jak filozofia – postrzeganie Bruce’a Lee tylko przez pryzmat kina akcji jest dla tej postaci bardzo krzywdzące. Słynny aktor był bowiem wrażliwym i niezwykle refleksyjnym człowiekiem. Niewielu wie, że parał się także poezją. Jeszcze mniej osób wie, że jednym z jego koników była też filozofia – to studiowanie tej właśnie dziedziny wybrał. Był orędownikiem twierdzenia, że każda wiedza prowadzi ostatecznie do samopoznania. Sztuki walki były więc dla niego sposobem wyrazu. Wpływ na filozofię wyznawaną przez Lee miał taoizm i buddyzm. Był zatem ateistą wierzącym, że największa siła i zdolność do odpowiedzialnego reagowania drzemie w każdym z nas – wystarczy po nie sięgnąć. Do historii przeszedł słynny cytat z jego filozofii: „bądź bezkształtny… bezkształtny jak woda”.

G jak gangster – Bruce Lee był w latach młodości niezłym ziółkiem. Nie chodzi jednak tylko o to, że jak to zwykle bywa w przypadku jednostek genialnych, nigdy nie należał do szkolnych prymusów. Wychowały go bowiem ulice Hong Kongu lat 50. Wiele osób uciekających przed represjami rządu chińskiego szukało w  – brytyjskim wówczas – mieście schronienia, dlatego w szybkim tempie stało się przeludnione. Ulice Hong Kongu pełne były bezdomnych, szerzyła się też przestępczość. Bruce Lee jako nastolatek należał do gangu „The Tigers Of Junction Street”. Gdy pewnego dnia przyszedł do domu z podbitym okiem, ponoć poprosił mamę, by ta wysłała go na lekcję karate. Po latach, nie chcąc, by syn zmarnował sobie życie wiszącym nad nim kryminałem, ojciec Bruce’a Lee w końcu wysłał go do USA. Tam odnalazł swoją drogę.

H jak hołd – najbardziej oczywistą formą hołdu, jaki można złożyć osobie sławnej i zasłużonej, jest postawienie pomnika. Doczekał się go także Bruce Lee. Pomnik legendarnego wojownika stoi w Hong Kongu od 2005. Według mnie jednak najlepszą laurką stworzoną na część aktora jest film z 1993 pt. Smok: historia Bruce’a Lee, autorstwa Roba Cohena, z brawurową rolą Jasona Scotta Lee w roli głównej. Film powstał w dwudziestą rocznicę śmierci aktora i pamiętam, że to właśnie ta produkcja na dobre zafascynowała mnie postacią mistrza kung-fu.

I jak instruktor gwiazd – o tym, że Bruce Lee uczył sztuk walki, wie każdy. Ale z tego, że wśród jego uczniów były także filmowe gwiazdy, niewielu już sobie zdaje sprawę. Choć na początku jego aktorskiej kariery w Hollywood producenci nie byli chętni, by angażować Lee do filmów (ze względu na jego kolor skóry), to jednak z uwagi na jego nieprzeciętne umiejętności każdy z branży chciał go poznać. Na lekcje do Lee uczęszczali m.in. takie gwiazdy jak Steve McQueen, Joe Lewis, James Coburn czy, uwaga, Roman Polański. Z kolei na ekranie Bruce Lee miał okazję pojedynkować się ze stawiającymi wówczas pierwsze kroki w branży Chuckiem Norrisem (w Drodze smoka) oraz Jackie Chanem (w Wejściu smoka).

J jak Jeet Kune Do – takim mianem określa się oryginalną sztukę walki, którą stworzył Bruce Lee. Jeet oznacza przechwycenie, Kune to pięść, a Do to droga, co w przetłumaczeniu na język polski oznacza „Drogę przechwytującej pięści”. Sztuka powstała na bazie połączenia technik kung-fu, szermierki i boksu. Była także wynikiem studiów na temat kinetyki i zasad dynamiki. W JKD nie bez znaczenia jest także filozofia, dzięki czemu bardziej od sposobu wymierzania ciosów istotne jest wypełnianie ducha harmonią (czym nie różni się od wielu innych wschodnich sztuk walki).

Ostatnio dodane