publicystyka filmowa

Lśnienie (1980) – analiza filmu

Lśnienie to film, który można rozpatrywać na kilku płaszczyznach.

Autor: Rafał Donica
opublikowano

W czasie kręcenia „Lśnienia”, Kubrick zadzwonił o 3 nad ranem do Stephena Kinga i zapytał go: „Wierzysz w Boga…?”

Tekst z archiwum film.org.pl. Tekst zawiera spoilery.

Trailer

Hol, drzwi, pusto, cicho… nagle, powoli, z obydwu stron korytarza zaczyna wlewać się krew… hektolitry krwi. Kamera stoi nieruchomo i obserwuje, jak czerwona fala powoli i konsekwentnie zbliża się, rozbryzgując się o ściany i napotkane na drodze przedmioty. Wreszcie krwawa powódź dociera do kamery, zalewa cały ekran i wtedy dopiero pokazuje się napis, który przejdzie do historii kina na zawsze, a który brzmi: Lśnienie. Tak wyglądał w całości niesamowity trailer, reklamujący film Kubricka z 1980 roku. Sekwencja ta powstawała przez cały rok, bo Kubrick, znany z maniakalnego wręcz perfekcjonizmu, uparcie twierdził, że sprowadzona na plan czerwona substancja jest wciąż i wciąż zbyt mało podobna do prawdziwej krwi.

krew

Czołówka

Czołówka Lśnienia to przykład na niezwykłą prostotę formy i paradoksalnie geniusz w budowaniu atmosfery już na etapie napisów początkowych. Stanley Kubrick wyrobił kilometry taśmy filmowej, aby nakręcić z helikoptera malownicze plenery, będące ilustracją tej hipnotyzującej, niezapomnianej czołówki (niektóre niewykorzystane ujęcia trafiły po kilku latach do napisów końcowych znakomitego Blade Runner). Zaczyna się film, kamera sunie nad wodą, przelatuje nad wysepką i drzewami… a wszystko przy akompaniamencie klimatycznej muzyki, która po chwili zmienia oblicze niczym świetliste anioły z Arki Przymierza, zmieniające się nagle w demony śmierci – w Poszukiwaczach zaginionej Arki. Kamera sunie dalej, nad góry i lasy, w końcu ukazuje się jadący samochód; to Jack jedzie swoim Volkswagenem, aby podpisać umowę z właścicielami hotelu „Overlook”. Nie wie, że za chwilę podpisze dokumenty, które zmienią losy rodziny Torrance’ów i historię kina grozy – na zawsze…

Odczytanie filmu

Lśnienie to film, który można rozpatrywać na kilku płaszczyznach; religijnej, jeśli przyjąć, że zło rodzące się w Jacku to kuszenie przez piekło pod postacią duchów osób zmarłych rożną śmiercią w ciągu wielu lat historii hotelu „Overlook”. Za tą wersją przemawia fakt, że hotel zbudowany został na indiańskim cmentarzysku, oraz to, że wszyscy: Jack, Wendy i Danny doświadczyli spotkania z duchami. Psychologiczną, jeśli założyć, że Jack doznał zwykłego rozdwojenia jaźni – łatwo bowiem zauważyć, że zawsze, gdy wchodzi w relacje (rozmowy, bliższy kontakt) czy to z kobietą z wanny, czy to z barmanem Lloydem, czy w końcu z Delbertem Grady (kelner, który zalał Jacka likierem), patrzy w lustro; lustro w pokoju 237 – gdy spostrzega, że dziewczyna, którą obejmuje, to tak naprawdę rozkładające się ciało starej kobiety, lustro za barem – do którego zaczyna mówić Jack, zanim przed jego oczami nie pojawi się Lloyd (jakby na zawołanie), a na regale nie zagoszczą dziesiątki butelek upragnionego alkoholu, czy w końcu lustro w łazience – które znajduje się za plecami Delberta Grady – zatem jeśli Delberta tam nie było, to Jack mówił… wprost do lustra właśnie.

Jedynie w scenie w spiżarni nie ma lustra, co wcale nie przeczy teorii o schizofrenii Jacka, gdyż ‚rozmawia’ z Gradym przez zamknięte drzwi, a ten ani razu nie jest pokazany. Ciekawostką jest fakt, że Grady, którego Jack spotyka na balu z okazji święta 4 lipca w roku 1921, ma na imię Delbert, a Grady, który był opiekunem hotelu w roku 1970, będzie miał na imię Charles – ta różnica imion pokazuje, że Grady, podobnie jak Jack, był w Hotelu „Overlook”… dwukrotnie, raz jako pracownik (młody Jack na zdjęciu, które jest ujęciem zamykającym Lśnienie, stoi przecież wśród uczestników balu AD 1921 !!!), drugi raz jako opiekun dopuszczający się zbrodni na małżonce i dziecku/dzieciach.

drink

Wracając jednak do teorii o schizofrenii (bo znacznie odbiegliśmy na chwilę od tematu); jeśli przyjąć tę teorię za prawdziwą, to w hotelu „Overlook” nie było żadnych duchów (co zaprzecza wersji religijnej), a Jack z powodu izolacji i ciągłego przebywania jedynie w towarzystwie upierdliwej, zrzędliwej żony (z permanentnym wytrzeszczem) i chorowitego synka, doznał książkowego wręcz przykładu schizofrenii i zaczął mówić sam do siebie, a co za tym idzie; wydawać sobie polecenia i rozkazy (w zakres tego wchodzi również usprawiedliwianie się przed samym sobą ze swoich zbrodniczych zapędów), jak również nagany za ‚złe załatwienie sprawy z żoną i dzieciakiem’. Teorię o schizofrenii doskonale uzupełnia ujęcie, gdy Jack, idąc pierwszy raz do sali balowej „Cold room”, cedzi słowa przez zęby, mówiąc do siebie – pierwsze oznaki rozdwojenia jaźni jak ulał!

Niestety, jak w każdej śmiałej teorii, tak i w tej jest pewna luka. Jeśli bowiem duchy w hotelu „Overlook” nie istniały, to kto w takim układzie otworzył drzwi spiżarki, w której Wendy zamknęła Jacka? Na upartego można założyć, że owe drzwi były wyposażone w klamkę bezpieczeństwa, która po naciśnięciu od wewnątrz (wszak Jack, podczas błagania Wendy o otwarcie drzwi, lewą ręką opiera się mocno o coś, na kształt klamki – jednak nie przekręca jej) otwierała drzwi, jednak jest to już zbyt mocne dorabianie faktów do ideologii, zatem sprawę schizofrenii Jacka pozostawmy na razie w zawieszeniu i przejdźmy do trzeciej, ostatniej płaszczyzny filmu. A ostatnią płaszczyzną, na jakiej rozgrywa się (czy też może się rozgrywać) historia opowiedziana w filmie przez Kubricka (do książkowego oryginału Kinga przejdziemy za chwilę, bo to zupełnie inny temat) to proste, ludzkie ułomności, które stały się przyczynkiem tragedii, jaka rozegrała się w rodzinie Torrance’ów.

Jack, nie mogąc przyznać się przed rodziną i sobą do zwykłego braku talentu pisarskiego (wszak nic się w filmie nie mówi o jakichś dotychczasowych sukcesach pisarskich Jacka), popada stopniowo w szaleństwo. Wciąż powtarza żonie, że to wszystko przez nią („Spierdoliłaś mi całe życie”) a swoje pisarskie próby traktuje absolutnie serio, choć jedyne co udało mu się napisać przez kilka miesięcy pobytu w „Overlook” to setki stron zawierających jedno zdanie: „Nudzą Jacka takie sprawy, ciągła praca, brak zabawy” (Kubrick zrobił kilka wersji bełkotliwej twórczości Jacka, w zależności od kraju wyświetlającego film, na przykład we Włoszech widzowie mogli przeczytać kilkaset razy napisane powiedzenie: „Kto rano wstaje, temu Pan Bóg daje”, w Niemczech: „Nie odkładaj na jutro tego, co możesz zrobić dzisiaj”, a Hiszpanie coś w stylu: „Nie chwal dnia przed zachodem słońca” – jakby nie patrzeć, polska wersja jest najciekawsza! Nie może się Jack pogodzić z tym, że jedyne, co naprawdę potrafi, to odśnieżać podjazdy czy pracować w myjni (sam Stephen King imał się kiedyś tych zajęć), czy to co stara się robić aktualnie, czyli pilnować/ doglądać hotelu. Swoimi pisarskimi porażkami obarcza wszystko i wszystkich, tylko nie siebie.

Dodając do tego narastające poczucie izolacji, działające na nerwy towarzystwo żony i synka oraz wypity alkohol (choć jeśli przyjąć wersję schizofreniczną, to żadnego alkoholu nie było) – powstała mieszanka wybuchowa i nic innego Jackowi nie pozostało, jak złapać za topór i rozwalić wszystkich i siebie, bo przecież nudzą Jacka takie sprawy, ciągła praca, brak zabawy 😉

dull boy

Ostatnio dodane