LEGEND - recenzja filmu | FILM.ORG.PL

LEGEND

Fabularne mielizny i nuda




Gatunkowy zakalec




Maciej Niedźwiedzki
10.10.2015


Nie jestem fanem Toma Hardy’ego. Oczywiście aktor ten obdarzony jest charyzmą, a w spojrzeniu zauważymy jakąś tajemnicę. Reżyserzy uwielbiają filmować go od tyłu, bo wtedy zawsze wygląda majestatycznie. Porusza się z lekka chwiejnym krokiem, bez pośpiechu, ale w jego sylwetce i postawie wyczuwalna jest pewność i zdecydowanie. Ma zachrypnięty głos, a słowa wypowiada, praktycznie nie otwierając ust. To twardziel przyciągający wzrok. Rysy jego twarzy świadczą o burzliwej przeszłości. Hardy to aktor niezwykle fotogeniczny, o magnetycznym wizerunku. To facet, którego wielu chciałoby znać, z którego jeszcze więcej chciałoby mieć coś w sobie.

To paradoksalne, ale dla mnie Hardy nie sprawdza się jako aktor na pierwszym planie. Na drugim, gdy nie ma być postacią wiodącą, dodaje filmom sporo kolorytu i energii. Wiedział o tym Nolan w Incepcji, wiedział Miller, kręcąc nowego Mad Maxa, podejrzewam, że doskonale sprawdzi  się w nadchodzącej Zjawie Iñárritu. Gdy z ekranu nie schodzi, jak w Systemie, Gangsterze czy Legend (wyjątkiem tu będzie Locke), zaczyna mnie nużyć. Przestaje wystarczać to, że wygląda cool. Dostrzegam wtedy ubogość jego aktorskiego warsztatu. To raczej przebojowy bohater kina akcji, w znacznie mniejszym stopniu aktor dramatyczny. Hardy ma opracowanych i stale przez niego eksploatowanych kilka póz, kilka min i kilka grymasów. Z czasem staje się monotonny. To nie mój idol.

b

Hardy ostatnio pudłuje, wybierając filmowe scenariusze. Wspaniałego Mad Maxa przeplótł tragicznym Systemem i teraz niewiele lepszym Legend. Film Briana Helgelanda, zdobywcy Oskara za scenariusz do Tajemnic Los Angeles, przenosi nas do lat 60. w Londynie. Tam działa dwóch braci bliźniaków o nazwisku Kray, mających ambicję przejąć kontrolę nad stolicą Wielkiej Brytanii. To dwa gnojki obdarzone całkowicie przeciwnymi charakterami. Reggie pozuje na dżentelmena, jest hipokrytą, który stara się być bardziej biznesmenem niż przestępcą. Ronald nie kryje swojej fascynacji wizerunkiem gangstera i jest ekscentrycznym, śliniącym się furiatem, kreującym się na brytyjskiego Al Capone. Obaj w brutalny sposób eliminują konkurencję, dogadują się z mafiozami ze Stanów i przejmują londyńskie kluby. W ogóle nie imponuje im stale monitorująca ich policję. W obu tych kreacjach Hardy jest przyzwoity, ale raczej przemknie niezauważony przez historię kina gangsterskiego.

Reżyserowi bardzo szybko wyczerpują się pomysły, w jaki sposób zainteresować widza tą historią.

W kilku momentach widoczna jest inspiracja gangsterskim kinem Scorsese. Sekwencja, gdy za Reggie’em wchodzimy do klubu, po którym oprowadza swoją dziewczynę i wita się z każdym, wydaje się być bezpośrednim cytatem z Chłopców z ferajny. Reżyser używa podobnej palety barw i stosuje długie ujęcie bez montażowych cięć. Szkoda, że to jedyny zapadający w pamięć fragment Legend

b

Poza nim pływamy w morzu mniejszych i większych fabularnych mielizn czy nietrafionych narracyjnych pomysłów. Za taki uważam na przykład ten, że co jakiś czas słyszymy z offu głos ukochanej Reggiego, opowiadającej o burzliwych latach swojego związku z londyńskim gangsterem. Nie proponuje ona jednak nowej perspektywy, za każdym razem powtarza dokładnie to, co na ekranie widzimy. Ona sama jest postacią tak jednowymiarową i banalną, że jej stanowisko chyba nikogo nie zainteresuje. Niefortunnie dla filmu jej opowieść podawana jest w tonie, który ma nas przekonać, że obcujemy z wyjątkowymi postaciami, z wydarzeniami o niebagatelnym znaczeniu, z tytułową legendą. Bardzo szybko zaczyna to być denerwujące, nie odpowiada bowiem oglądanym wydarzeniom. Trudno którąkolwiek z postaci Legend polubić, którejkolwiek kibicować. Historie braci Kray oglądałem z dojmującą obojętnością.

Film Helgelanda opiera się na kilku stałych motywach kina gangsterskiego. Tego rzecz jasna nie mogę zarzucić Legend, ponieważ taka jest istota filmowych gatunków, polegająca właśnie na ciągłym eksplorowaniu tych samych tematów i identycznej problematyki. Można to jednak zrobić dobrze i źle. W Legend reżyser prześlizguje się po kolejnych wątkach. Znikoma dramaturgia wypełnia przez związek Reggiego z Frances (Emily Browning). Trudno psychologicznie uzasadnić, czemu w pewnym momencie ta dwójka decyduje się na tak radykalne środki. Policyjne śledztwo wygląda jak prowizorka, wprowadzone jest chyba tylko po to, by widz miał świadomość, że na bohaterów może czekać jakakolwiek kara za kolejne wykroczenia.

_MG_3598.CR2

Eksploracja przestępczego londyńskiego półświatka lat 60. jest również pobieżna i zdawkowa. Wydaje mi się, że akurat na tej płaszczyźnie reżyser mógł naprawdę porzeźbić i wydobyć ciężki, duszny klimat. A tak dostajemy jedynie dwóch głównych bohaterów otoczonych anonimowymi ochroniarzami. Szkoda, że tylko na moment pojawia się Paul Bettany, który wygląda na ciekawszą osobowość. Konflikt między gangami zostaje jednak zamknięty już w pierwszym akcie filmu. Wyeliminowane zostaje tym samym jakiekolwiek napięcie. Pozostaje nam ukradkowe spoglądanie na tarczę zegarka.

Legend rozczarowuje i nudzi, niektórymi dialogami może wprowadzić w konsternacje (rozmowa między Reggiem i jego żoną w więzieniu!). To irytująco powierzchowne i fasadowe kino. Narratorka już w pierwszym zdaniu zdradza, jak to wszystko się skończy. Wtedy, bez specjalnej szkody dla filmu, spokojnie można zapaść na dwugodzinną drzemkę i obudzić się pod koniec, by dowiedzieć się tylko, kto przeżył. 

cinema

Maciej Niedźwiedzki

Maciej Niedźwiedzki

W KMF od 2013 roku. Uwielbiam filmy Martina Scorsese i animacje Pixara. Interesują mnie europejskie filmy festiwalowe, animacje z całego świata i oczywiście wysokobudżetowe filmy amerykańskie (wyłączając produkcje Marvela, których nie lubię i nie rozumiem). Trzy najlepsze filmy w historii kina to "Ojciec Chrzestny II", "Brokeback Mountain" i "Wściekły byk".
Maciej Niedźwiedzki

Maciej Niedźwiedzki - ostatnie teksty: (zobacz wszystkie)







  • Aneczka

    Ubawiłam się, czytając Pańską reckę. Nigdy nie zrozumiem toku myślenia facetów. Wyczuwam lekkie ignoranctwo.Nawet, jeżeli to Pański gust i odczucie.Aż mnie tyłek zabolał! Nic o tym, jak bardzo Tom się sprawdził w podwójnej roli. Bo po co. Ach, chwila, zagrał przyzwoicie, to fantastycznie i aż tyle wystarczy:D Zamawiam nominację dla niego! Film jest średni, aktorstwo Hardacza 10+/10. Jego Ronnie to karykatura w najlepszym wydaniu.Dla niego idzie się na seans. Wiem, że każdy ma swojego faworyta, ale Hardy był naprawdę dobry w The Take, Bronson, Warrior, Stuart:Spojrzenie w przeszłość. Nolan dał mu Bane’a i co?Jako drugoplanowy potrafi ukraść show, tylko dać mu pięknie napisaną postać, efekt? Miodek w uszach. Dodam jeszcze, ma Pan chyba ubogą wiedzę o jego rolach w wyżej wymienionych przeze mnie produkcjach. Dla mnie w każdym filmie wygląda inaczej i gra inaczej. Lubi powielać pewne gesty, racja, ale który aktor tego nie robi chociaż trochę…?Lepsze to niż granie drewna. No, a jako MadMax został zgwałcony katastrofalnym scenariuszem. Zachowywał się jak małpa w cyrku, dzięki właśnie miernemu scenariuszowi.Nie mógł się uratować.
    Tom wydaje się nieco barwniejszy od przereklamowanych hollywodzkich gwiazdeczek i czyni go specyficznym aktorem. Ach, i nie ma charyzmy gościa z Hollywood, to nie DiCaprio. Może jako drugoplanowy w Revenant go przyćmi… Dłuuga droga przed nim, przed Panem też:D Pozdrawiam, Anna

  • Artur Gralla

    Wszędzie piszą, że film dobry a tutaj, że nie ;) i bądź tutaj człowieku mądry od czasu jak zaczęły pojawiać się reklamy na film.org tak recenzje zaczęły zjeżdżać w dol,moze niech autor powie ze nie lubi Hardego.

    • Nie no, lubię Hardy’ego. Tylko wolę gdy jest gdzieś obok, na drugim planie. Identyczny problem mam Joshem Brolinem.

      • Artur Gralla

        To skąd te rozbieżności, jeśli chodzi o film, bo w większości recenzji jest na plus.

        • Czy aż tak zdecydowana większość? Na RT ma 60%, na metacritic 59%. Dość spolaryzowane są opinie.

          • Artur Gralla

            Ty masz 30 % tak wiec mysle ze najlepiej zobaczyc film i samemu ocenic.

          • tu masz 100% racji :)

  • mike85

    Znając gust autora recenzji, mogę śmiało założyć, że film jest niezły i warty obejrzenia ;-)

  • gosc

    Jedna z najlepszy jeżeli nie najlepsza rola Toma http://filmowo24.net.pl/legend-2015-2/






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

ASHBY. Mickey Rourke uczy życia

Następny tekst

UPOKORZENIE



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE