Kult (The Wicker Man, 1973) - artykuł o filmie | FILM.ORG.PL

Kult (1973)

Obywatel Kane horroru








Tomasz Jamry
22.05.2016


Tekst z archiwum film.org.pl.

Człowiek się rodzi, by pokładać nadzieję w wierze.
A jeśli żaden kościół nie wyjdzie mu naprzeciw, głosząc prawdę podpartą latami
doświadczeń i przekonaniem niezliczonych pokoleń o jego przywódczej roli duchowej,
ów odnajdzie bóstwa i ołtarze we własnym sercu i własnej wyobraźni.*

Benjamin Disraeli (polityk, pisarz, filozof, premier Wlk. Brytanii w latach 1874-1880)

Film, którego treść podjąłem się przybliżyć drogim czytelnikom, jest filmem niezwykłym. Jest to rodzaj filmu, z którym nie mamy możliwości obcować na co dzień. Niewiele powstało w historii tak zapadających w pamięć obrazów, wzbogaconych o wpadającą w ucho warstwę dźwiękową. Niewiele powstało filmów tak przewrotnych i zwiastujących tak oryginalne zakończenie jak The Wicker Man. Film, który krytyk Cinefantastique określił mianem: „Obywatel Kane horroru”.

Przedstawia on losy policjanta, sierżanta Neila Howiego (Edward Woodward), który udaje się na wyspę Summerisle, leżącą u wybrzeży Szkocji, w celu przeprowadzenia śledztwa dotyczącego zaginionej dziewczynki Rowan Morrison. Już sam jego przylot wzbudza zdziwienie mieszkańców wyspy oraz frustrację policjanta, który nie może znaleźć posłuchu wśród tubylców, skrupulatnie przestrzegających przepisów Lorda Summerisle (Christopher Lee). Jego z pozoru błahe śledztwo zatrzymuje się w miejscu. Mieszkańcy wyspy nie przypominają sobie, by zaginiona dziewczynka należała do tej społeczności, zaś pani Morrison (Irene Sunters) twierdzi, że nigdy nie miała dziecka o imieniu Rowan. Sierżant Howie zostaje jednak zaintrygowany wyznaniem córki pani Morrison – Myrtle. Dziewczynka wyznaje mu, iż naturalnie zna Rowan, „biegającą całymi dniami po okolicznych polach”. Rowan jest przecież zającem. Komplikujące się śledztwo zmusza policjanta do zatrzymania się w gospodzie „Green Man”, w której poznaje ponętną córkę barmana, Willow (Britt Ekland). Zgromadzonym tam mieszkańcom ogłasza cel swojej wizyty na Summerisle. Niestety nikt w gospodzie nie potrafi rozpoznać dziewczynki ze zdjęcia. Zniesmaczony frywolnymi piosenkami biesiadnymi, udaje się na spacer po okolicy. Tuż za gospodą staje się świadkiem tajemniczej orgii i widzi nagą kobietę płaczącą nad czyimś grobem. Po powrocie do gospody, przed pójściem spać zmawia pacierz. Wtem zza drzwi słyszy głos Willow, która w sąsiednim pokoju naga śpiewa piosenkę, starając się powieść policjanta… na pokuszenie. Wierny chrześcijańskim zasadom i przestrzegający dekalogu sierżant Howie pomyślnie przechodzi tę próbę. Następnego dnia kontynuuje śledztwo. W szkole na lekcji panny Rose (Diane Cilento) zostaje zaniepokojony treścią zajęć, oscylującą wokół tematu męskiego przyrodzenia. Odkrywa jednak pustą ławkę w klasie, a po chwili, chociaż i panna Rose, i uczennice zaprzeczają istnieniu Rowan Morrison, odnajduje jej wpis w dzienniku. Taki dowód w sprawie utwierdza jedynie sierżanta Howiego w przekonaniu o tajnym spisku mieszkańców wyspy.

Kontynuując opis filmu naraziłbym się na zdradzenie kilku istotnych elementów fabuły, wpływających na jego późniejszy odbiór. Dodać jedynie należy, iż w żadnym wypadku nie jest to horror. Moim zdaniem jest to dramat. Dramat mistyczny z wątkiem kryminalnym, rozgrywający się w dość nietypowych okolicznościach. Bowiem wyspiarze tworzą społeczność homogeniczną, zamkniętą na świat i to, co z niego przenika do ich małej enklawy. Prawo stanowi tu niepisany kodeks lorda Summerisle, opierający się głównie na treściach religijnych. Również gospodarka i edukacja podporządkowane są religii. W takich okolicznościach rozpoczyna swoje śledztwo sierżant Howie.

Główny bohater jest zagorzałym chrześcijaninem. Jego przekonania o świecie, o naturze ludzkiej i Bożej bazują na Biblii i przykazaniach Kościoła Katolickiego. Przyglądając się wyspiarskiej społeczności, nie potrafi jej zrozumieć. Zamiast tego bez przerwy krytykuje ich zachowania, różniące się od powszechnie przyjętych norm. Określa ich mianem pogan i barbarzyńców, pomimo tego, iż na wyspie to on może za takiego uchodzić. Postrzegana przez niego sfera duchowa nie ma odzwierciedlenia w obrzędach i zachowaniach wyspiarzy. Jedynym oparciem dla negacji tego kuriozum jest głęboka wiara w słowo Kościoła, zmartwychwstanie i żywot wieczny, modlitwa eucharystyczna oraz pamięć o łasce Chrystusa. Jak się jednak później okazuje, ta broń i nadzieja pokładana w wierze obracają się przeciwko niemu. Swoją wiarę okupuje śmiercią. Ginie jako męczennik. Paradoksalnie to jednak nasz główny bohater, ostoja praworządności i racjonalizmu, zostaje przedstawiony w krzywym zwierciadle. To z niego emanuje wszelka ksenofobia, nietolerancja, ograniczenie i arogancja. Wąskie horyzonty postrzegania świata zjednują mu wrogów, a nie przyjaciół. Widz mimochodem staje w obronie pogańskiej wiary: dziwacznych obrzędów, orgii, cudzołóstwa, składania ofiar z ludzi i bezczeszczenia miejsc świętych. No właśnie, dla kogo świętych? Skoro kościół stojący na wyspie już dawno stracił swoją funkcję, a cmentarz zaczął spełniać rolę ogrodu, w którym drzewa sadzi się na grobach. Jak mówi pani Rose do sierżanta Howiego:

Budynek wniesiony na tej ziemi, w której spoczywają ciała, nie służy już wierze chrześcijańskiej, zatem stwierdzenie, iż jest to kościół, może być dyskusyjne.

Howie w poszukiwaniu prawdy o zaginionej dziewczynce udaje się nawet do Lorda Summerisle. U niego chce znaleźć zrozumienie dla sytuacji, w jakiej się znalazł. Z jego domu wyjdzie jednak poirytowany i zmieszany. Rozmowa z lordem kompletnie zbije go z tropu, ale nie z tropu poszukiwań.

(srż. Howie) – A co z prawdziwym Bogiem, na którego chwałę kościoły
i świątynie stawiano na tej wyspie już przed wiekami? Co z tym Bogiem?
(Lord Summerisle) – Cóż, umarł. Nie może mieć jednak powodów do narzekań.
Otrzymał przecież swoją szansę i mówiąc kolokwialnie, dał ciała.

Nieprzychylność policjanta „z zewnątrz” w stosunku do mieszkańców jest odwzajemniana. Jego ingerencja wydaje się być niepotrzebna, skoro pozwu i oskarżenia nie było i nie ma. Z drugiej strony każda taka sprawa musi być rozstrzygnięta. W tym przypadku rozstrzygnięcie jest ostateczne.

Film zrealizowano z rozmachem. Niezapomniane wrażenia zostawiają po sobie zdjęcia, muzyka i sceneria. Cały film został nakręcony w plenerach Szkocji, w jej południowo-zachodniej części (miasteczko Creeptown), ale też i na archipelagu Hebrydów (na wyspie Skye). Co ciekawe, w związku z pośpiechem związanym z szybko kurczącym się budżetem, większość zdjęć została nakręcona w październiku, pomimo iż w scenariuszu akcja rozgrywa się w maju. Kwitnące drzewa w scenie z tańczącymi brzemiennymi kobietami są zabiegiem scenograficznym, zaś z pozoru nagie kobiety tańczące w kamiennym kręgu są w rzeczywistości ubrane z powodu chłodu, jaki wówczas panował. Zamek Lorda Summerisle to zamek Culzean, położony w innej części Szkocji.

Oniryczna praca kamery stwarza wrażenie świata odrealnionego. W połączeniu z religijnym symbolizmem, obecnym niemal w każdej scenie filmu, nadaje mu aurę mistyki. Sceny takie jak kobieta w zrujnowanym kościele karmiąca niemowlę i trzymająca w prawej dłoni jajko, mieszkańcy zakładający zwierzęce maski, nocna orgia, pochód o zachodzie słońca czy wreszcie paląca się kukła Wicker Mana (wiklinowego człowieka) budują świat, w którym metafizyka spotyka się z rzeczywistością.

Muzyka Paula Giovanniego nawiązuje do tradycyjnych pieśni i tańców szkockich, a niektóre piosenki są wręcz subtelną aranżacją oryginałów. W samym instrumentarium wykorzystane zostały nawet dudy. Wypada dodać, iż muzyka jest nieodłączną częścią filmu. Nie jest to zwykły soundtrack do filmu, podkreślający akcję czy nastrój.

Piosenki śpiewane są przez aktorów, wręcz zwróconych niekiedy w stronę widza, jak np. w „Willow’s Song”. Zresztą jest to moim zdaniem najlepsza piosenka w całym filmie, pomimo iż szwedzka aktorka, Britt Ekland, jest w niej dubbingowana i dublowana. Również piosenki „Corn Rigs” i „Maypole” należą do ciekawszych. Podobnie muzyka instrumentalna, raz ponura, innym razem komiczna bądź pompatyczna, odpowiada kolejnym scenom filmu. Na popularność muzyki Paula Giovanniego wpłynęła przede wszystkim prostota oraz lokalne akcenty melodyczne.

Gra aktorska jest różna. Niektóre kreacje są mistrzowskie, inne zaś pozostawiają wiele do życzenia. Uwidacznia się tutaj brak obycia reżysera z aktorami (w końcu był to jego debiut) i zbyt duża ufność, jaką Robin Hardy pokładał w swoich podopiecznych. Gwiazdą filmu jest oczywiście Edward Woodward, grający głównego bohatera – sierżanta Howiego. Prezentuje tu klasę brytyjskiej szkoły aktorskiej, którą tak się zachwycał niegdyś Roman Polański. Szczytowy popis jego aktorstwa to scena finałowa ze słynnym, przepełnionym zgrozą okrzykiem „Oh Lord! Oh Jesus Christ!”. Świetną rolę zagrał także Christopher Lee (Lord Summerisle). Jego postać miejscowego guru w połączeniu z otwartością i pobłażliwością, na jakie nie stać każdego arystokratę, zjednują mu sympatyków zarówno w filmie, jak i przed ekranem. Do tego dochodzi łatwość, z jaką przychodzi rozmawiać mu z przedstawicielem prawa, zimna krew i nieco cyniczna postawa. Znakomita rola. Niestety gorzej prezentują się kobiety. Britt Ekland wyraźnie brakuje obycia przed kamerą i przez to jej gra jest sztuczna. Jest nawet fragment w filmie, w którym zerka w stronę kamery, co oczywiście można też potraktować jako niedopatrzenie montażysty. Trochę lepiej wypada Diane Cilento w roli nauczycielki, zwłaszcza podczas dyskusji z policjantem w szkole. Reszta bohaterów nie odznacza się wyraźnie w filmie, choć każdy z nich to inna osobliwa facjata. Wszyscy tworzą panoramę mieszkańców miasteczka – barman, aptekarz, May Morrison, brodacz, grabarz, szyper, bibliotekarka.

The Wicker Man wszedł na ekrany kin w Wielkiej Brytanii w 1973 roku, wzbudzając szereg kontrowersji w tamtejszym światku filmowym. Swoją sławą przyćmił go inny wyświetlany w tym samym czasie film – Don’t Look Now Nicholasa Roega. Pomimo braku zrozumienia u producenta Petera Snella, film osiągnął zakładany sukces kasowy.

W Stanach Zjednoczonych, wciąż będących pod wpływem haseł studenckiej rewolty lat 60., stał się hitem tamtejszych kin i przyniósł krociowe dochody. Wkrótce po premierze wokół filmu zaczął się gromadzić krąg oddanych fanów, którzy wymusili na reżyserze, by udostępnił dłuższą, reżyserską wersję. Reżyser Robin Hardy napotkał na szereg trudności w dotarciu do niewykorzystanych ujęć. Okazało się, iż nieprzychylny filmowi producent kazał wraz z innymi jego zdaniem „śmieciami” wyrzucić taśmy pod budowę nowej autostrady. Po wielu perypetiach w końcu udało się odzyskać te ujęcia. Były one w posiadaniu amerykańskiego specjalisty od kina klasy B, producenta i reżysera Rogera Cormana. Wersja reżyserska jednak nie jest tak dobra jak kinowa. Pomimo pogłębionego rysu społecznego mieszkańców wyspy Summerisle, ma szereg dłużyzn.

Na osobną wzmiankę zasługuje ślad, jaki pozostawił po sobie ten film wśród sporej grupy jego odbiorców. Otóż jest to typowy przykład filmu kultowego. Rokrocznie w miejscu, w którym spalono kukłę Wicker Mana, stawia i pali się nową. Od jakiegoś czasu wychodzi pismo poświęcone filmowi, a na temat klubów miłośników, jak i samego filmu powstało szereg artykułów i prac naukowych. Jednak za najbardziej niezwykły można uznać fakt, iż kult, jakim darzony jest film, przybrał formę rzeczywistą. W latach 80. została założona grupa religijna Wicker Mana, Wyznawcy Nuada – Boga Słońce.

Warto także napomknąć o informacji, jaką zamieścił reżyser na początku filmu:

Producent pragnie podziękować Lordowi Summerisle i mieszkańcom wyspy zachodniego wybrzeża Szkocji za możliwość zbadania ich praktyk religijnych i za ich gorliwą współpracę podczas realizacji tego filmu.

Oczywiście jest to zabieg marketingowy, mający na celu wzbudzenie ciekawości u widza. Niezaznajomieni z tematem mogą jednak uwierzyć w to reżyserskie mrugnięcie okiem ;)

Obawiam się, iż jest to jedyny taki film, którego ekipa realizatorska spotkała się tylko raz na planie, pozostawiła po sobie nieco dziwaczny, hipnotyzujący twór, po czym każdy z jej członków poszedł w swoją stronę.

Reżyser Robin Hardy nakręcił tylko jeden film od czasu Wicker Mana, a w całym jego dorobku można znaleźć tylko dwie pozycje pełnometrażowe. Kompozytor Paul Giovanni rozpoczął i zakończył swoją przygodę z muzyką filmową na Wicker Manie. Harry Waxman, odpowiedzialny za pracę kamery, kontynuował swoją karierę w lichych horrorach, ale również przy Różowej Panterze Blake’a Edwardsa. Uznany wówczas scenarzysta, odpowiedzialny za scenariusz do Szału A. Hitchcocka oraz Detektywa J.L. Mankiewicza, Anthony Shaffer, poprzestał na adaptacjach powieści Agathy Christie, zaś aktor Edward Woodward zaczął grywać role drugoplanowe w filmach telewizyjnych. Była żona Petera Sellersa i kochanka Roda Stewarta, Britt Ekland, tuż po zagraniu roli Willow w Wicker Manie dostała angaż do filmowych przygód Jamesa Bonda i wystąpiła razem z Christopherem Lee w Człowieku ze złotym pistoletem. Niestety nie wykorzystała odpowiednio swoich pięciu minut w showbiznesie i skończyła później w komediach i horrorach kategorii B. Diane Cilento, która zagrała rolę nauczycielki, również nie wybiła się ponad przeciętne produkcje, a w roku, w którym wystąpiła w Wicker Manie, rozwiodła się z Seanem Connery, by 12 lat później wyjść za mąż za… Anthony’ego Shaffera. Jedynie Christopher Lee, tytan dużego ekranu, gwiazdor-rekordzista, kontynuował swoją pracę na planie, przeżywając renesans w filmach Petera Jacksona i George’a Lucasa.

O tym wybitnym i zjawiskowym dziele można by dużo opowiadać. Na potwierdzenie moich ocen o jego niepowtarzalnym charakterze zacytuję samego Christophera Lee, który zagrawszy w przeszło 200 filmach stwierdził kiedyś, iż: „jest to prawdopodobnie najlepsza rola, jaką kiedykolwiek zagrałem„.







  • Znakomity, popieprzony film – zresztą wystarczy puścić trailer lub (jeszcze lepiej) załączoną do tekstu „Willow’s song”. Taki to właśnie film. Kinematograficzny mutant stworzony na bazie wielu gatunków filmowych, z thrillerem, horrorem, kryminałem, obyczajem i musicalem na czele. W Polsce można dostać na dvd za grosze, wystarczy przekopywać kosze w hipermarketach :) Naprawdę warto, bo to uczta dla oczu, uszu i ducha.

    • Fidel

      A jaki ma doskonały remake! ;)

      • Niestety Amerykanie prędzej, czy później musieli coś podobnego zrealizować. Remake wypadł fatalnie. Wystarczy nadmienić, że gł. bohatera zagrał… Nicholas Cage, a ocena na imdb to 3,6. Nie lepiej wypadł sequel z 2011 r. pt. „The Wicker Tree”. Reżyser oryginału po naciskach fanów, a i pewnie nudząc się na emeryturze zrealizował film tak beznadziejny, że włoskie horrory z lat 70-tych to arcydzieła światowej kinematografii. Jako ciekawostkę dodam, że postać a’la Lord Summerisle zagrał tu Graham McTavish, ostatnio znany, nieznany z roli Dwalina w Hobbicie.

  • Łukasz Drozd





Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

REWIND THIS! Kult VHS

Następny tekst

ZARDOZ. Postapokalipsa według Boormana



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE