Lek i wódka? Nie tylko! Tomasz Raczek i jego „Kinopassana” | FILM.ORG.PL

Lek i wódka? Nie tylko! Tomasz Raczek i jego „Kinopassana”








Tekst gościnny
10.03.2015


12101c2782ebee5d5abb043e88242009Autorem recenzji jest Gabriel Krawczyk, autor bloga Kinomanhipomaniakalny

Kinopassana. Sztuka oglądania filmów to tytuł, który uczciwie można by zamienić na Kinopassanę. Sztukę oglądania filmów przez Tomasza Raczka. Osoba autora, wcale tego zresztą nie ukrywając, na wskroś przenika refleksję zawartą w niewielkich rozmiarów tomiku. Mowa nie tylko o języku pisarza (obecnym siłą rzeczy), lecz także o doświadczeniu Raczka krytyka filmowego i dziennikarza radiowo-telewizyjnego, wrażliwości Raczka kinomana, otwartości Raczka celebryty i zdobywcy szczytów zaufania publicznego; także o anegdotach autobiograficznych Raczka absolwenta Akademii Teatralnej, współpracownika i przyjaciela Zygmunta Kałużyńskiego, a nawet oficera rozrywkowego na morskich rejsach. Ewentualne oskarżenia o zbędny ekshibicjonizm Raczek zbywa już na wstępie, tłumacząc, czym jest wymyślona przez niego Kinopassana. To inspirowana buddyjską techniką medytacji – Vipassaną, metoda autorefleksji kinomana. Zaglądanie do swojej głowy, namysł nad własnym doświadczeniem i niekoniecznie uświadomionymi dotychczas reakcjami czy głęboko skrywanymi emocjami – nad tym wszystkim, co wpływa na nasz odbiór filmu i, z drugiej strony, co z seansu wyciągamy dla siebie, staje się głównym przedmiotem zainteresowania najpopularniejszego polskiego krytyka.

Ponieważ rzeczoną metodę autor tłumaczy na swoim przykładzie, kierowanie pióra w stronę siebie samego wydaje się w pełni uzasadnione. Znajdą się pewnie czytelnicy, którym trudno będzie znieść kilkustronicowe anegdoty z życia wzięte, możliwe do spointowania jednozdaniowym morałem. Warto jednak wziąć pod uwagę, że tą samą szczerością i autentyzmem zdobył w Polsce Raczek kapitał iście masowego zaufania. Kinopassana potwierdza więc budowany na przestrzeni różnych mediów wizerunek nie bujającego w intelektualnych obłokach krytyka, któremu udało się wytrwać po stronie tak zwanego zwykłego widza. Kim jest zwykły widz – przyznam szczerze, nie mam pojęcia. Popularność Raczka sugeruje jednak, że on sam dawno posiadł ten sekret.

tomaszraczek_wpiswrzesien

Potencjalni czytelnicy, uprzedzeni wobec ezoterycznych banialuk, nie mają się czego obawiać. Tajemniczo brzmiąca Kinopassana służy bowiem zobrazowaniu tego, z czym każdy ciekawy świata kinoman nieustannie styka się i w czym uczestniczy. Na tym polega największa siła książki: w przystępny sposób artykułuje praktykę każdego filmowego odbiorcy – tego dużego i małego, dojrzałego i jeszcze nieukształtowanego. W tym miejscu Raczek mógłby zgłosić stanowcze weto. Podkreśliłby wewnętrzną sprzeczność wyrażenia „dojrzały kinoman”.

Prawdziwy miłośnik X muzy stale poszerza bowiem horyzonty, nie boi się testować własnej tolerancji, nierzadko działa wbrew odbiorczym przyzwyczajeniom, stara się przesuwać prywatne granice akceptacji – mówi Raczek i otwiera przed czytelnikiem listę w takim sensie ważnych dla siebie tytułów.

Wspomina seans wyklętego Salo, czyli 120 dni Sodomy Pasoliniego, podkreśla wpływ, jaki wywarła na niego Wielka cisza Philipa Gröninga, a hipnotycznych właściwości dopatruje się w tajlandzkim Wujku Boonmee, który potrafi przywołać swoje poprzednie wcielenia. Krytykuje rodzime kino historyczne upatrujące sukcesu na poziomie emocji światopoglądowych. Słusznie namawia do tworzenia w Polsce kina gatunków: wszak natchnionych artystów mamy w nadmiarze – cierpimy za to na niedobór rzemieślników z prawdziwego zdarzenia. Sięgając do historii Hollywood broni Raczek swoistego rytuału pozostawania w sali kinowej do ostatnich napisów końcowych (z szacunku dla twórców). Patrzy też w przyszłość i, posiłkując się doświadczeniem Avatara Camerona, wróży całkiem ciekawą, iście fantastyczną perspektywę obecności na ekranie aktorów filmowych. Sporo miejsca poświęca też, głównie rodzimej, krytyce filmowej. Pyta o etykę postępowania komentatorów kina, a jako prywatnych mistrzów tego fachu wymienia Zygmunta Kałużyńskiego i Rogera Eberta. Wpływ tego pierwszego widać zresztą w krytyce polskiego systemu produkcyjnego, sięgającego po pomoc tych, którzy po wejściu danego tytułu do kin swoją prywatną oceną kształtują opinię publiczną na temat filmu, nad którym w pewnym sensie sami pracowali.

Lista podjętych w książce kwestii jest znacznie dłuższa. Nietrudno ulec sile przekonywania autora, lecz bywa, że przelatując przez melanż tematów, ogranicza się Raczek do ogólników, nie zawsze precyzyjnych. „Gdy oglądam francuską <Amelię>, francusko-angielską <Intymność>, austriacko-francuską <Pianistkę>, a wcześniej duńskie <Tańcząc w ciemnościach> czy angielskie <Goło, ale wesoło>, nie mam żadnych wątpliwości – to właśnie takie filmy powinny powstawać w Polsce! Wtedy nie byłoby mowy o mizerii polskiej kinematografii”. O jaki wspólny mianownik wspomnianych filmów chodziło krytykowi, tego już się nie dowiadujemy. Nie obywa się także bez niedopatrzeń faktograficznych, drobnych co prawda, lecz recenzencka rzetelność nie pozwala mi ich przemilczeć. Wydawniczy kwiatek – podpisany Nimfomanką kadr z Antychrysta, innego filmu von Triera – to bagatela. Lecz gdy czytamy o Mieście 44 Jana Komasy jako filmie wyprodukowanym za największe dostępne polskiemu filmowi pieniądze, nasze szare komórki drażni – i słusznie – wspomnienie Quo vadis Jerzego Kawalerowicza, który to film również został opłacony wyłącznie z polskiego budżetu, a po przeliczeniu ówczesnego kursu okazuje się, że kosztował o 50 milionów złotych więcej, bo ponad 75 milionów. Tyle recenzencka sumienność.

Wspomnianego wcześniej, godnego pochwały postulatu poszerzania horyzontów przez kinomana metoda Kinopassany nie ogranicza wcale do eskapizmu sali kinowej. Tak jak bagaż doświadczeń, zdobyta wiedza, klimat emocjonalny i miejsce, w którym się znajdujemy, ludzie, z którymi przebywamy, a nawet kondycja, w jakiej aktualnie jesteśmy, wpływają na odbiór filmu i jego interpretację, tak samo w dalszej perspektywie film wpływa na nasze życie.

Kinopassana jest zatem sztuką słuchania siebie, podpatrywania jak rzeczywistość filmowa przenika się z tą pozaekranową. Przez to – jest także sztuką bardziej świadomego czerpania ze źródła kultury filmowej. W dalszym planie Raczek określa tę metodę nauką uważniejszego patrzenia na świat. Tylko tyle i aż tyle.

Nie ma więc czemu się dziwić, że to właśnie w rozmowie o filmie – wzorem samego Zygmunta Kałużyńskiego – dostrzega Raczek skuteczny środek do lepszego poznania drugiego człowieka. Zasada „pokaż mi swoją filmotekę, a powiem ci, kim jesteś” dotyczy bardziej niż materialnego zbioru płyt i kaset filmowych – zbioru katalogowanego przez naszą pamięć. Dlatego tak ważna jest rozmowa o naszych przeżyciach. Przez doświadczenie oraz opowieść o nich przenika nasza osobowość i charakter drugiego człowieka. Przez kulturę lepiej rozumiemy siebie nawzajem. Możliwości kina to zatem nie tylko – zgodnie z początkowym przyrównaniem autora – lek i wódka w jednym, czyli znieczulenie i zapomnienie siedzącego w ciemności sali kinowej eskapisty. Kinopassana skutecznie przekonuje, że możliwości kina są znacznie większe.

korekta: Kornelia Farynowska

Tekst gościnny

Tekst gościnny

Jeśli potrafisz pisać recenzje lub artykuły filmowe (które zazwyczaj lądują w Twojej szufladzie), a chciałbyś zaprezentować się przed tysiącami czytelników, możesz gościnnie publikować na naszej stronie! Przy większej i regularnej liczbie tekstów, takie osoby takie dopisujemy do stałej współpracy.
Napisz do nas: wspolpraca@film.org.pl
Tekst gościnny

Tekst gościnny - ostatnie teksty: (zobacz wszystkie)







  • SnowBornSorrow

    Powtórzenie w nagłówku (autor bloga autor bloga ). Poza tym tekst ciekawy.






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Nocturna

Następny tekst

Anioł śmierci



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE