Książka

ALFRED HITCHCOCK BEZ RETUSZU. Nieautoryzowana biografia reżysera. Recenzja książki

Autor: Karolina Nos-Cybelius
opublikowano

W ogóle nie było widać, że Hitchcock reżyseruje.
Wydawał się drzemiącym, kiwającym głową Buddą
z tajemniczym uśmiechem na twarzy.

Michael Redgrave

Czy gdyby Hitchcock nie został filmowcem, przeszedłby do historii jako psychopatyczny morderca? To jedno z zaskakujących pytań, które rodzą się w trakcie lektury najnowszej biografii słynnego reżysera. Książka autorstwa cenionego prozaika i biografa Petera Ackroyda trafiła niedawno do księgarń nakładem Wydawnictwa Zysk i S-ka.

Jak mroczny był Alfred Hitchcock? Czy jego nasycone grozą – ale też nierzadko przewrotnym, wisielczym humorem – filmy były kompensacją ukrytych patologicznych pragnień o zbrodni i gwałcie?

Krytyk filmowy Penelope Gilliatt tak wspominała spotkanie z reżyserem po tym, jak już na dobre zadomowił się w Stanach Zjednoczonych:

Pokazał mi swoją kuchnię w Bel Air. Wszystko było czyściutkie i błyszczące, najmniejszego okruszka, prawdziwa pustynia dla karaluchów. Potem otworzył drzwi, a zza nich popłynęło lodowate powietrze. Lodówka wielkości pokoju. W niej zobaczyłam zwisające z haków szynki i udźce, co przywiodło mi na myśl futra milionerki, odwieszone na lato. Z galanterią ukłonił się przede mną i zrobił gest, żebym weszła pierwsza. Zawahałam się i spojrzałam przez ramię, wyobrażając sobie, jak drzwi zamykają się za mną. Wiedział, co pomyślałam, a ja wiedziałam, że on wie.

Ta krótka anegdota wiele mówi o Hitchcocku. Nie tylko o jego ogromnym apetycie, ale i nietuzinkowym poczuciu humoru oraz skłonności do makabrycznych żartów sytuacyjnych. O umiłowaniu do zbytku, ale też porządku, wręcz sterylności. W nieautoryzowanej biografii mistrza filmowego suspensu przeczytamy:

W szafie miał sześć ciemnych garniturów, tak samo skrojonych, ale odrobinę różniących się rozmiarami (…) Miał sześć identycznych par butów, dziesięć identycznych krawatów i piętnaście identycznych par skarpetek i kompletów bielizny. Dzięki temu zyskiwał wygląd ceremonialny i przewidywalny. Cenił sobie ograniczenia oraz narzucane przez nie porządek i dyscyplinę.

To wygląda dokładnie jak garderoba głównego bohatera filmu American PsychoDlaczego Hitchcock narzucał sobie ten metaforyczny gorset? Może wygląd zewnętrzny i ascetyczny ład na biurku miały zamaskować wewnętrzny chaos, toczącą się w umyśle burzę, której następstwa obserwowali później widzowie jego filmów.

Alfred Hitchcock. Czy naprawdę był „wylęknionym neurotykiem”?

Książka Petera Ackroyda ma tradycyjny układ. Autor zarysował chronologicznie życiorys Hitchcocka, wplatając w niego informacje na temat twórczości reżysera. Okrasił tekst garścią anegdot ze świata filmowego oraz wypowiedziami sław o Hitchcocku. Autor niezbyt obszernej, bo liczącej nieco ponad trzysta stron biografii filmowca stawia kilka kontrowersyjnych tez i pytań, ale jako całość książka pozostawia niedosyt. Ciężar został przeniesiony na pracę i filmowe dokonania Hitchcocka. Niemal cały czas jesteśmy na planie, bardzo niewiele dowiadujemy się o życiu osobistym reżysera, o Hitchcocku mężu i ojcu. Można by odnieść wrażenie, że Alfred Hitchcock nie miał życia pozafilmowego. Tylko czy naprawdę tak było?

Ackroyd bardzo krótko i fragmentarycznie opisał dzieciństwo i dorastanie późniejszego reżysera. Dziwne dziecko, które nigdy nie płakało, chłopiec z coraz większą nadwagą, młodzieniec outsider.

Kilka słów o tym, jak wpłynęła na niego edukacja w katolickiej szkole. Pierwsza praca – współcześnie nazwalibyśmy młodego Hitchcocka copywriterem – w której tworzył rysunki i teksty reklamowe. Wejście – a raczej śmiałe wkroczenie – do świata filmu, gdzie poznał przyszłą żonę, Almę Reville. A później już tylko filmy, filmy, filmy… Bez intymnych detali z życia prywatnego i rodzinnego legendarnego reżysera.

Alfred Hitchcock z Almą Reville. Partnerką w życiu osobistym i współpracowniczką w życiu filmowym

Eksperymenty z filmowym tworzywem, przejście od kina niemego do dźwiękowego, następnie od obrazu czarno-białego do technikoloru, wreszcie od filmu kinowego do telewizyjnej serii Alfred Hitchcock przedstawia – urodziny u schyłku XIX wieku reżyser doświadczył wszystkich tych przemian, współtworzył filmową rewolucję. Spotkania i współpraca z wirtuozami kina, literatury i sztuki takimi jak Murnau, Hemingway, Mann (który wyjątkowo znudził Hitchcocka), Salvador Dalí, etc. Fascynacja zbrodnią, zagadnieniem winy i kary, a także ludzkiej tożsamości – lejtmotywy twórczości Hitchcocka. Mordowanie pięknej kobiety jako celuloidowa fantazja zakompleksionego mężczyzny… Ackroyd pisze o tym wszystkim, kreśląc coraz bardziej złożony – choć nadal niepełny – portret wybitnego artysty, który nie osiągnąłby tak wielkiego sukcesu, gdyby nie otaczający go ludzie, których sam zdawał się najczęściej nie zauważać.

Pojawiają się nawet tezy, że reżyser za każdym razem filmował tę samą opowieść, tylko w różnych wariantach i wariacjach, oraz że być może „sam Hitchcock nie wystarczyłby  do tego, aby stworzyć prawdziwie »Hitchcockowski film«”. Duży wkład w sukces reżysera miał doświadczony producent David Selznick, który studził zapędy Hitchcocka i nierzadko dokonywał w jego obrazach sporych cięć, zmian w montażu i tym podobne, co tylko im się przysłużyło. Hitchcock zawsze był rozdarty między kinem artystycznym i komercyjnym. Z jednej strony nie zależało mu na finansowym sukcesie, z drugiej nie tylko kochał, ale też trwonił pieniądze, więc w kwestii ostatecznego kształtu filmu często musiał chodzić na ustępstwa. Tylko przy kilku obrazach miał całkowicie wolną rękę i to właśnie one – jak Psychoza czy Ptaki – przeszły do historii jako dreszczowce wszech czasów.

Dychotomia. To słowo idealnie charakteryzuje Hitchcocka czy raczej jego wizerunek, to, jak był postrzegany. Z relacji znajomych i współpracowników reżysera wyłaniają się bowiem dwa całkowicie sprzeczne portrety. Dla jednych żartowniś i nieszkodliwy erotoman, dla innych stateczny dżentelmen. Raz przebojowy i odważny, innym razem wycofany, pełen egzystencjalnego lęku (François Truffaut miał go nazwać „wylęknionym neurotykiem”). Jedni pamiętają go znudzonego i przysypiającego w fotelu reżyserskim, drudzy z zaangażowaniem wypowiadającego bezgłośnie kwestie wraz z aktorami…

Czy cokolwiek z tego jest prawdą? Może Hitchcock był równie dobrym aktorem jak reżyserem? Może jego życie było jednocześnie najlepszym z jego filmów. Wszak wierzył w topos theatrum mundi, uważał, że ludzka egzystencja jest jak spektakl, a człowiek jak marionetka na scenie. Jeśli tak, jedyne, co może zrobić, to postarać się przejść do legendy. Alfredowi Hitchcockowi z pewnością ta sztuka się udała.

Alfred Hitchcock i jego nieodłączny cień

To by świadczyło także, iż nie istniał jeden Hitchcock. Reżyser mógł być nadwrażliwcem dotkniętym podwojeniem. W jego filmach często pojawiał się motyw sobowtórowości, lustrzanych odbić, jedności przeciwieństw. Współczesny twórca Johan Grimonprez w specyficzny sposób sportretował w filmie Dubel rozdwojonego Hitchcocka.  A sam Hitchcock powiedział:

Nic nie może funkcjonować bez swojego przeciwieństwa, które jest z nim ściśle związane… Gdzieś w świecie jest także osoba stanowiąca twoją dokładną odwrotność, jakby niewidoczna część ciebie samego, która czeka w ukryciu.

Również wypowiedzi takie jak ta aktorki Ann Todd dają do myślenia:

Jak uczniak miał obsesję na punkcie seksu, a przejawiała się ona w dosyć osobliwy sposób. Miał nieprzebrany zbiór bardzo brzydkich, wulgarnych, a właściwie obrzydliwych opowieści i kawałów. Jego bawiły one o wiele bardziej niż kogokolwiek innego, ale myślę, że w gruncie rzeczy był bardzo smutną osobą.

Zakończenie biografii autorstwa Ackroyda jest dość nagłe i chłodne. Data i miejsce śmierci, zero puenty, brak epitafium. Ot, niezwykłego człowieka spotkał zwyczajny koniec, jaki czeka nas wszystkich… Jednak trochę wcześniej nazwał Hitchcocka „poetą wyobraźni filmowej”. I na tym się skupił w swojej biografii, na ukazaniu geniuszu filmowego człowieka, który, mimo że nie żyje od blisko czterdziestu lat, nadal ma oddanych wielbicieli na całym świecie, a jego filmy wciąż przyciągają.

Na pewno nie mylił się też, pisząc:

Hitchcock był znakomitym fantastą grozy (…) Wychwytywał ukryte trwogi i niepokoje widowni, jako artysta znajdował dostęp do zbiorowej nieświadomości. Był w tak ścisłych związkach z własnymi strachami, że instynktownie potrafił dotknąć lęków publiczności.

 

Polskie wydanie biografii Alfreda Hitchcocka autorstwa Petera Ackroyda od Wydawnictwa Zysk i S-ka

*

Wszystkie cytaty pochodzą z powyższej książki.

korekta: Kornelia Farynowska

Ostatnio dodane