Książka a film

KSIĄŻKA A FILM #6 – MATKA JOANNA OD ANIOŁÓW

Arcydzieło w reżyserii Jerzego Kawalerowicza. Ponadczasowa opowieść o ludzkiej naturze. Rozważania nad istotą dobra i zła.

Autor: Karolina Nos-Cybelius
opublikowano

Pana Boga przez diabła w duszę ludzką wprowadzić?

Jarosław Iwaszkiewicz, Matka Joanna od Aniołów

Matka Joanna od Aniołów Jerzego Kawalerowicza to wierna literackiemu pierwowzorowi adaptacja filmowa utworu Jarosława Iwaszkiewicza. Obszerne, ponad stupięćdziesięciostronicowe opowiadanie zostało z kolei zainspirowane historycznymi wydarzeniami. W latach trzydziestych XVII wieku w środkowo-zachodniej Francji miały miejsce dramatyczne wypadki, które przeszły do historii pod nazwą opętania w Loudun. Tamtejsze mniszki z klasztoru urszulanek utrzymywały, że są nękane przez demony i zostały poddane publicznym egzorcyzmom. Oskarżony o paktowanie z diabłem proboszcz Loudun został latem 1634 roku spalony na stosie.

Zarówno opowiadanie Iwaszkiewicza, jak i ekranizacja Kawalerowicza doczekały się wielu opracowań. Badacze podkreślają, że utwór literacki z 1942 roku jest artystyczną interpretacją słynnych zdarzeń z Loudun, a nie ich historycznym, zgodnym z faktami opracowaniem (w przeciwieństwie do powstałej dekadę później książki Aldousa Huxleya, The Devil of Loudun, w której autor starał się zrekonstruować wstrząsające wydarzenia, nakreślić ich polityczny i społeczny kontekst). Reżyser filmu z 1961 bardzo wiernie oddał atmosferę i przesłanie opowiadania Iwaszkiewicza, jednocześnie umieszczając w filmie pewien naddatek symboli i sensów. Matka Joanna od Aniołów Kawalerowicza jest fenomenalną adaptacją dzieła Iwaszkiewicza, ale przede wszystkim jest filmowym dziełem sztuki. Obrazem dopracowanym w najdrobniejszych szczegółach, zdyscyplinowanym i surowym, ale też niezwykle plastycznym, subtelnym i pięknym pod względem estetycznym.

Iwaszkiewicz – nawiązując do historycznych wydarzeń –  umieścił akcję opowiadania na kresach Polski, w prowincjonalnym miasteczku na Smoleńszczyźnie. Scenerią literackich zdarzeń jest siedemnastowieczny Ludyń. Pisarz zrezygnował z przedstawienia tła historycznego i politycznego opowiadanej historii na rzecz zaakcentowania warstwy psychologicznej i wyeksponowania portretów wewnętrznych bohaterów. To samo zrobił Jerzy Kawalerowicz przy współpracy tworzących wraz z nim filmową Matkę Joannę od Aniołów scenarzysty Tadeusza Konwickiego i operatora Jerzego Wójcika.

Współscenarzysta Matki Joanny od Aniołów, Tadeusz Konwicki, wspominając pracę nad filmem, mówił:

Kiedy adaptuję, moją ambicją jest zmusić widza, żeby dostrzegł tę wielką urodę, która tkwi w dziele… Opowiadanie „Matka Joanna od Aniołów” jest w klimacie ogromnie podobne do nastroju, do pejzażu, w którym sam się urodziłem i wyrosłem. Takie melancholijne spojrzenie na ludzki los ogromnie mi się podobało i występowałem w Matce Joannie w roli jakby ambasadora Jarosława Iwaszkiewicza.

Nie ulega wątpliwości, że dzieło Iwaszkiewicza zostało dzięki tej ekranizacji rozsławione i unieśmiertelnione. Właśnie te utwory Iwaszkiewicza, które doczekały się filmowych adaptacji – czyli oprócz filmu Kawalerowicza wyreżyserowane przez zmarłego niedawno Andrzeja Wajdę Panny z Wilka, Brzezina oraz Tatarak – należą współczesnej do najbardziej znanych opowiadań pisarza.

Twórcy filmu uprościli niektóre aspekty literackiego oryginału. W opowiadaniu akcja działa się w klasztorze, na ulicach miasteczka Ludyń oraz w dwóch karczmach, jednej w samym mieście, drugiej oddalonej o kilka godzin drogi. Reżyser dokonał swoistej kontaminacji, przeniósł wydarzenia i bohaterów, których spotykamy w tekście w obu zajazdach, w jedno miejsce: oberżę, z której okien widać zakon.

Filmowa dekoracja również została maksymalnie uproszczona. Ascetyczna filmowa scenografia przywodzi na myśl scenę teatralną. Co zaskakujące, planem zdjęciowym dla scen plenerowych było wysypisko śmieci (sic!) w Józefowie pod Łodzią. Twórcy ekranizacji dokonali też znacznych cięć w topografii Ludynia z książkowego oryginału. W filmie Kawalerowicza miasteczko właściwie nie istnieje. Z planu filmowego zniknął rynek, plebania i inne budynki. Na ekranie widzimy chłodny, pustynny pejzaż, jałową, pozbawioną roślinności i życia ziemię. W niewielkiej dolinie stoi karczma, nieopodal straszą zwęglone resztki stosu, na którym spalono księdza Garnca, który nie dochował celibatu, spłodził dwoje dzieci i miał kusić mniszki do grzechu, ukazując się im pod postacią widma. W oddali majaczy monumentalny klasztor sióstr urszulanek. Większość scen – poza dwiema krótkimi rozmowami księdza Suryna z rabinem i proboszczem – rozegra się w tych właśnie dwóch miejscach, w klasztorze i oberży, na styku sacrum i profanum.

Początek literackiej i filmowej opowieści wyznacza przyjazd księdza Józefa Suryna (Mieczysław Voit) do Ludynia. Kapłan ma zostać spowiednikiem i egzorcystą w klasztorze urszulanek, o którym niesie się wieść, że „tam diabły z siostrzyczkami harcują”. Już podczas pierwszego spotkania z przeoryszą klasztoru ksiądz Suryn jest świadkiem nienaturalnego zachowania matki Joanny. Mimo sceptycyzmu lokalnego proboszcza i sugestii, że rzekome opętanie jest w rzeczywistości masową histerią o podłożu seksualnym, egzorcysta jest przekonany, że wśród ludyńskich mniszek naprawdę rozpanoszył się diabeł.

Ostatnio dodane