Felietony

Koty Schrödingera i gramatyka komiksu

Autor: Jakub Koisz
opublikowano

Obejrzałem Killing Joke, adaptację dzieła Alana Moore’a oraz Briana Bollanda, która – w przeciwieństwie do innych filmów rysunkowych na podstawie DC – trafiła na ekrany naszych kin. To jeden z tych komiksów, które powinny być trzymane od młodego czytelnika z daleka, dopóki nie wykiełkuje mu pierwszy zarost, poważnie. Ja sam poznałem tę historię na początku lat 90., zdecydowanie za wcześnie, żeby odczytać wszystkie zawarte w nim wspaniałości, ale w sam raz, by zrozumieć, co wyróżnia Batmana na tle superbohaterskiego panteonu, a Jokera – wśród przeciwników. W dalszej części felietonu mogę Państwu zepsuć zakończenie komiksu Moore’a oraz filmu animowanego, ale niestety jest to konieczne, aby wskazać, co wyróżnia komiks na tle innych mediów narracyjnych.

Joker-Batman-The-Killing-Joke-DC-Animated-Movie

Ostatnio odświeżyłem dokument Pół życia w ciemnościach, traktujący o Zygmuncie Kałużyńskim. W jednym z segmentów, zatytułowanym po prostu „komiks”, dziennikarz i badacz kina mówi, że darzy to medium szczególnym szacunkiem. Mądry Pan Zygmunt. Komiks nie opowiada tylko rysunkami oraz tekstem, to prawda. Jego najmniejszą jednostką informacji to szczególna relacja czytelnik-komiks, a nie kadr, bowiem wszystko, co się dzieje w komiksie najciekawszego, ma miejsce między poszczególnymi rysunkami. Umiejętność prawidłowego odczytywania komiksu to nie tylko czytanie liter wpisanych w dymki oraz elementarna zdolność interpretacji gestów i mimiki. Akcja to wypadkowa rysunku, tekstu, onomatopei, przyjęcia konwencji narracyjnej (m.in. kształtu kadrów) oraz zrozumienia, w jaki sposób autor chce, abyśmy odczuwali upływ czasu. Wielu moich ulubionych reżyserów i pisarzy świetnie rozumie gramatykę historii obrazkowych, ponieważ świadomość, że między kadrami również jest fabuła, czyni dzieło jeszcze lepszym.

Nie uznaję Strażników za dobrą adaptację ekranową. To sprzężenie tekstowo-rysunkowe w oryginale zawsze wydawało mi się oddawać swoistą „leniwość” świata przedstawionego, trudno więc zrozumieć, czemu Zack Snyder postanowił zdynamizować antypowieść superbohaterską, dodać wigoru raczej żałosnej historii o przegranych, zdesperowanych ludziach, fizycznych impotentach, których peleryny potrafią wkręcić się w drzwi obrotowe, a zdolności seksualne odrobinę skaczą w górę, gdy założą te swoje gumowe wdzianka. Snyder widzi komiks jako popisówkę światłocieni oraz kolorów, kiedy to, co w Watchmen było najciekawsze, rozgrywało się właśnie między kadrami oraz w szkatułkowej konstrukcji.

Batman-The-Killing-Joke-2

Killing Joke jest wierniejszym i lepszym dziełem z dwóch względów – korzysta z popkulturowych interpretacji Batmana i Jokera, które już się na ekranie zadomowiły, a ekranizacja jest kalką fabularną oryginału, problemy więc muszą tkwić w szczegółach. Nie podoba mi się, że kolorystyka oparta jest na wznowionej wersji komiksu, która nieco odbiera wrażenie psychodelii (jest to ważna część opowieści, bowiem Joker pragnie zarażać swoim szaleństwem innych).

Alan Moore jako jeden z pierwszych zasugerował to, co stało się podstawą Mrocznego rycerza – Joker jest antytezą, która pojawić się i istnieć musi dopóki, dopóty istnieje Człowiek Nietoperz. To są jednak ogólniki, bo jak wspomniałem wyżej – to, co najlepsze w komiksie, tkwi w interpretacji. Zakończenie tej mrożącej krew w żyłach (poważnie!) historii, w której Moore być może rysuje ostateczne starcie postaci, ma miejsce w opuszczonym lunaparku. Joker, gdy do niego dociera, że i tym razem przegrał, wysłuchuje błagalnej tyrady Batmana. Heros prosi go o poddanie się, przerwanie tej szaleńczej podróży, która w końcu doprowadzić może do śmierci któregoś z nich.

ddddd

Nie słyszymy głosu Mrocznego Rycerza, onomatopeja również nie przychodzi nam z pomocą, zostaje więc czytanie między wersami. Ja widziałem ten dialog zawsze bardziej jako ostrzeżenie niż prośbę. Umówmy się – w tej niekończącej się walce to zawsze Batman był fizycznie groźniejszy. Nie pozbywał się przeciwnika tylko z powodu ślepego przywiązania do wartości, jak i oczywiście uzusu, czyli umowy twórczej, której trzymali się scenarzyści i rysownicy. Dalej w tej scenie jest jeszcze ciekawiej: Joker jakby pogrążony w smutku wyznaje, że jest już za późno, postanawia jednak opowiedzieć Batmanowi żart o dwóch wariatach, którzy wymyślili, że uciekną ze szpitala psychiatrycznego, idąc po wiązce światła. „Ty wariacie, a jeśli wyłączysz latarkę w połowie drogi?” – krzyczy jeden z psychicznych. Batman nie może zachować powagi i wybucha śmiechem wraz z Jokerem. Onomatopeja wskazuje na narastający, szaleńczy rechot, który miesza się z odgłosem karetki pogotowia psychiatrycznego.

Dwóch wariatów w odwiecznej walce dobra ze złem, obsesyjnej, kompulsywnej i nie do wygrania, jeśli pierwszy nie zabije drugiego. Spójrzmy jednak na ręce Batmana, które w bardzo zastanawiającej poufałości  znajdują się blisko szyi klauna. Grant Morrison, inny zasłużony scenarzysta, uważa, że Batman zdecydował, aby zakończyć tę przejażdżkę (można o tym posłuchać tutaj) diabelskim młynem i skręcił mu kark. Prawda, że odważna wizja? Alan Moore nigdy nie odniósł się do tej interpretacji, ale niech spojrzą Państwo na deszcz rysujący kręgi w kałuży pod stopami bohaterów oraz dłoń Jokera, która unosi się ku górze, jakby w pytającym geście. Widzimy też jedną wiązkę światła odbijającego się w brudnej wodzie. Wiązkę, która… gaśnie. To koniec pogoni jednego szaleńca za drugim, to ich ostateczny „zabójczy żart”.

W animacji żadne światło nie gaśnie, bo Killing Joke dowodzi tego samego, co kinowi Strażnicy – zawsze lepsze artystycznie będą ekranizacje oraz wariacje fabularne (m.in. dlatego najlepsze filmy o superbohaterach to te, które bazują na różnych komiksach), a nie wierne adaptacje. Komiks ma swoją szczególną gramatykę, której nie da się przenieść w nienaruszonej formie na ekran.

Tym różnią się od siebie te dwa media, proszę Państwa, bo nawet jeśli to wszystko, co napisałem na temat zakończenia Zabójczego żartu to nadinterpretacja, która czyni z Batmana bezlitosnego zabójcę, komiks będzie zawsze opowiadał nam czymś więcej niż obrazem. W tym czarnych lub białych plamach między kadrami żyją koty Schrodingera, byty, które są i których nie ma jednocześnie.

Batman-The-Killing-Joke-47

Ostatnio dodane