Koniec Magazynu FILM | FILM.ORG.PL

Koniec FILMU








Rafał Oświeciński
16.05.2013


Z grubej rury: czerwcowy numer miesięcznika FILM będzie jego ostatnim. Informacja od wydawnictwa Point Group:

Zdecydowaliśmy o zachowaniu brandu „Film” w wydawnictwie. To nadal jest silna i prestiżowa marka, która jednak potrzebuje nowej koncepcji rozwoju. Automatyczny transfer magazynu do Internetu nie zawsze okazuje się dobrym rozwiązaniem. 

Dziękuję Tomaszowi Raczkowi, który jesienią podjął się wyzwania tchnięcia nowego życia w magazyn „Film”. Wraz z zespołem wykonali kawał ciężkiej pracy i z punktu widzenia redakcyjnego odnieśli sukces, a czytelnicy docenili te zmiany. Niestety, nie przełożyło się to na wystarczający wzrost rentowności pisma.

Tyle od Michała M.Lisieckiego, prezesa Platformy Mediowej.

Numer majowy

 

FILM. 67 lat historii najlepszego polskiego dziennikarstwa filmowego. Ja osobiście Film zacząłem czytać jeszcze wtedy, gdy był dwutygodnikiem, gdzieś na początku lat 90. W osiedlowej wypożyczalni kaset video były dwa czasopisma, skrajnie się od siebie różniące – nieodżałowana „Cinema Press Video”, która fascynowała wszystkim tym, co krwawe, kolorowe i co mogłoby podniecać nastoletniego kinomana wychowanego na VHS, oraz „Film” właśnie, który wówczas prezentował artykuły najwyższej jakości, które, owszem, czytałem, nie do końca jednak rozumiejąc znaczenia słów, pochłaniając ciekawostki, reportaże, recenzje i analizy, które kształtowały trochę inną wrażliwość na X Muzę.

FILM, już jako miesięcznik, prenumerowałem przez ponad 10 lat. Gdzieś do połowy pierwszej dekady XXI wieku udało mi się zebrać prawie wszystkie numery, z których większość dopiero niedawno, z konieczności, zaniosłem na skład makulatury.  Lektura była przede wszystkim pielęgnowaniem fascynacji kinem, nauką o kinie, wykładem tego, w jaki sposób o nim pisać, na co i gdzie patrzeć. Recenzje Olszewskiego, Kurpiewskiego czy Wojciechowskiego były czymś ożywczym, wyjątkowym, autentycznie kreującym gust i oczekiwania wobec filmu. Były to teksty przenikliwie, pozbawione filmoznawczego napuszenia i napisane znakomitą polszczyzną – obecnie nie do przecenienia.

Bajka o tanim chwycie (klik)

W nowym stuleciu FILM nie był już tak samo dobry, tak samo intrygujący. Wielu autorów odeszło (m.in. do „Kina”, którego nigdy nie udało mi się polubić), jak w kalejdoskopie zmieniały się pomysły na czasopismo (raz kolorowo, innym razem powrót do tradycji, za moment kolejna rewolucja) – to nie mogło zostać niezauważone. Truizmem jest stwierdzenie faktu, że to internet zaskarbił sobie sympatię kinomanów kosztem wydania papierowego – FILM nie dawał nic, czego nie znaleźlibyśmy w sieci. Owszem, gwarantował od czasu do czasu wysoką jakość publicystyki, wciąż był matecznikiem dla młodych krytyków filmowych, ale jednocześnie nie spełniał pokładanych w nim nadziei – odkrywał to, co w internetach dawno odkryte; pokazywał to, co już pokazano. Naprawdę, nie pamiętam kiedy ostatnio FILM był na językach, kiedy jakiś artykuł, recenzja budziły jakieś emocje, dyskusje.

Kłopotem były też zawirowania właścicielskie i – last but not least – zmiany redaktorów naczelnych, z których każdy miał za zadanie odzyskać starych czytelników, zdobyć nowych i zalśnić dawnym blaskiem. Obsada tego stanowiska to – od czasu odejścia Lecha Kurpiewskiego w 2002 roku – zazwyczaj kompletna pomyłka. Cel był prosty – znane nazwisko w roli naczelnego to gwarancja odpowiednich reklamowych przychodów i odpowiednich, nowoczesnych standardów pracy.  Najpierw Igor Zalewski i Robert Mazurek mieli ratować ten okręt – co dwaj dziennikarze  polityczni mieli wspólnego ze światem filmu i oczekiwaniami czytelników tego zaprawdę nie wiem. W każdym bądź razie obejmowali FILM w czasie, gdy sprzedaż oscylowała wokół 60 tys. miesięcznie. Później Agnieszka Różycka prosto z „Elle”.  Po niej – Marcin Prokop, tak, ten śniadaniowy celebryta. Po nim – po zmianie właściciela z Hachette na Point Group –  Jacek Rakowiecki, dziennikarz polityczny związany m.in. z „Rzeczpospolitą”, który rządził pismem przez 5 lat, a którego wypowiedzi na temat filmów zazwyczaj kwituję grymasem w kształcie WTF. I ostatnia zeszłoroczna zmiana, czyli głośne wejście Tomasza Raczka na krzesło naczelnego, który w licznych wywiadach rozpalał nadzieje na wyjście z dołka (tym bardziej, że redaktorem prowadzącym, na krótki moment, został Michał Oleszczyk, jedno z najlepszych filmowych piór w kraju, dla nas niegdyś zrecenzował „Smerfy” :)). Niestety, przez pół roku mu się nie udało – FILM kończy ze sprzedażą na poziomie 19 tysięcy egzemplarzy. W ramach ciekawostki dodam, że KMF czyta miesięcznie wielokrotnie więcej ludzi (i to tylko gdyby brać pod uwagę premierowe teksty, opasłego archiwum nie liczę).

A może już nie ma miejsca na tego typu prasę? Upadła „Cinema”, upadł „Świat Filmu”, upadło „Movie”, „Kino” leci na państwowej zapomodze (jak długo jeszcze, panie ministrze Rostowski?), a Agora zrezygnowała z „Magazynu Filmowego”. W zeszłym roku amerykański „Newsweek” zrezygnował z papierowego wydania, co wpisuje się znakomicie w ogólnoświatowe trendy – tradycyjna prasa, w dotychczasowym kształcie, powoli odchodzi do lamusa. Oczywiście płakać nie trzeba, bo ci, co mają na siebie pomysł, na pewno przetrwają. Ci bez pomysłu, jak FILM, niestety upadną prędzej czy później.

Dla polepszenia humoru sięgnijcie więc po EMPIRE i zobaczcie, jak się powinno robić fascynujący magazyn filmowy.

Rafał Oświeciński

Rafał Oświeciński

REDNACZ at FILM.ORG.PL
Celuloidowy fetyszysta.
Kino istnieje nie tylko dla rozrywki. Powinno budzić emocje. Powinno szokować ibulwersować. Powinno bez skrupułów zmuszać mózg i serce do wytężonej pracy. Dlatego wolę nieudane eksperymenty od udanych średniaków tworzonych od linijki.
Rafał Oświeciński






  • Mefisto

    No właśnie, Empire może (jak i w ogóle brytyjczycy – wszak jest też Total Film, a i chyba Cinema na zachodzie istnieje dalej?), a my znowu nie możemy. A przecież jeszcze 10 lat temu było ok…

    • Bo EMPIRE ma exclusive’y, materiały z pierwszej ręki, materiały premierowe, mnóstwo duuuużych obrazków i dostęp do każdej gwiazdy w prawie każdym momencie… Ameryka :]
      I mimo tego, że newsy są w internecie to bardzo często są to właśnie skany z takich magazynów jak np. EMPIRE

      • Mefisto

        Nie widzę problemu, żeby i FILM takowe materiały posiadał – oczywiście nie z Hollywood, ale chociażby z własnego podwórka, czy też z Europy. Ale jak widać lepiej zawiesić działalność…

        • etam

          Ja już prawie od 10 lat czytam tylko Empire i Kino. Ostatni numer FILMU który dało się czytać nabyłem chyba pod koniec lat 90 (niestety). Do Empire nie ma co naszego podwórka porównywać – i nie chodzi mi o exclusive’y itd bo Empire też długo pracowało na swoją reputację. Wydaje mi się, że bardziej chodzi też o to, że u nas kultura czytania totalnie zanika (wiem, że to niby trend światowy, ale u nas ewidentnie to widać). Sam np nie znoszę czytania dłuższych tekstów w Internecie – męczy mnie to. Natomiast w wersji papierowej to co innego. Empire jest idealnym magazynem dla wszystkich – masa materiałów o największych produkcjach, ale i o niszowych, wywiady z twórcami, artykuły na temat różnych jubileuszy (filmy, studia filmowe itp), ale również tematy zupełnie nieznane na zachodzi (kilka miesięcy był artykuł o polskiej szkole plakatu). Mają też wiele reklam – ale żadna z nich nie gryzie się z tematyką pisma, nie przeszkadza. Brak tam również ploteczek o powiedzmy kolejnym kryzysie Brada i Angeliny. Mają ciekawe dodatki i świetnie rozkładają punkt ciężkości pomiędzy wersją papierową, cyfrową a swoją stroną internetową. My chyba w Polsce nie doczekamy czasów by mieć filmowy magazyn na światowym poziomie – inna sprawa, że tak jest prawie w każdej dziedzinie naszego życia. Przykro mi, że FILM znika z powierzchni ziemi, ale z drugiej strony może i lepiej – od 13 lat wielu próbowało się zmierzyć z legendą i tradycją tego tytułu – bezskutecznie najłagodniej mówiąc. Bez hojnego sponsora, który przy okazji byłby filmowym pasjonatem i miał głowę na karku – nie ma co podchodzić do tego tematu

  • Carlos

    Pamiętam, że w jednym z numerów ukazał się artykuł o
    pogodynkach. To był ostatni FILM, który kupiłem.

  • Rasta

    Może KMF powinien pomyśleć o założeniu gazety?

    • Rafał Donica

      Jak jest pożar, to się ucieka, a nie pcha w ogień (no, poza strażakami), więc skoro tradycyjna prasa filmowa płonie, tzn. pada w Polsce sukcesywnie na gębę (poza KINEM – ale ono podtrzymywane jest od lat przy życiu przez kroplówkę z PISFu, więc to, z całym szacunkiem, nierentowny, sztucznie utrzymywany przy życiu trup, co z tego, że ambitny – skoro nie zarabia na siebie), a portale filmowe jak Filmweb, Stopklatka czy Film.org.pl spełniają wymagania współczesnego polskiego kinomana, który coraz częściej szuka aktualnych informacji w sieci, nie ma więc sensu pchać się w słowo drukowane, skoro ludzie coraz rzadziej szukają recenzji w kioskach / empikach, a coraz częściej w necie. W ostatnich latach powstało zresztą kilka filmowych tytułów, które zmyły się z rynku z podkulonym ogonem szybciej niż na niego weszły (nawet tytułów już nie pamiętam, bodajże Świat Filmu jeden się nazywał).

      • Z drugiej strony istnieją pisma kulturalne, gdzieś na uboczu, przez nikogo nie poganiane, w mniejszych nakładach, z dobrą treścią… Hmmm…

      • Mefisto

        Świat Filmu był fantastyczny, bo odpowiadała za niego stara ekipa FILMu z Kurpiewskim na czele. Zniknął, bo zdaje się był wydawany półprywatnie i nie miał wystarczającej reklamy. Ale przez te parę numerów prezentował świetny, wysoki poziom, przy którym spokojnie można było zapomnieć o internecie. Zresztą nie oszukujmy się, sporej ilości osób, w tym mi, net w kwestii filmowej służy głównie w przeglądaniu newsów z pierwszej ręki (z czym nawet Empire nie nadąża, bo się po prostu nie da) i oglądaniu trailerów, etc. Natomiast wywiady, większe artykuły, tego typu rzeczy – nie mam problemu by sięgać po nie w realu, zwłaszcza, że czytanie z ekranu jest na dłuższą metę męczące. Tylko, no właśnie, musi to mieć jakiś poziom i być wystarczająco obszerne/atrakcyjne, by opłacało się to kupować. Cinema kiedyś taka była, FILM jeszcze bardziej. Ciepło wspominam także Ekran i CPV, już abstrahując od tego, że te dwa ostatnie były ostro nastawione na rynek video, który w tej chwili już nie istnieje, a CPV był tworzony iście partyzancką, w dzisiejszym pryzmacie wręcz półlegalną metodą, więc nic dziwnego, że musiał w końcu upaść – także nie widzę przeszkód, by mimo mody na tablety i cały inny stos pierdół, mariaż papieru z procesorem nie mógł istnieć dalej. Przy czym zakładanie nowej marki mija się z celem, bo takowa zwyczajnie nie przetrwa w dzisiejszej dobie – trzeba by się było oprzeć na starej, sprawdzonej, czyli właśnie FILMie.

      • Panegiryk

        Z pewnością nie internet jest „winowajcą” a jakość wydawnictwa. Film powoli obniżał loty wraz z systematycznym zastępowaniem analiz i dużych recenzji pisanych przez świetnych krytyków na rzecz mini recenzji tworzonych przez dziwne młode siksy. Daleko mi od seksistowskich zapędów ale na przełomie lat 90/00 w redakcji znalazło się od groma młodych kobiet piszących skróty fabuł filmów z krótką opinią. Potem posypała się reszta. Ostatnim dobrym numerem który kupiłem był numer zawierający świetną analizę kina Martina Scorsese.

        IMO gdyby zebrać trochę kasy oraz przede wszystkim świetnych fachowców po piórze o filmoznawczej proweniencji dałoby radę wrócić do większych nakładów niż 19 k.

  • Rafał Donica

    Ja się trochę zaczynam niepokoić, bo upada każda gazeta do której cos pisałem. Padła CINEMA, Lśnienie, a teraz FILM. Dobrze, że mój poziom pisaniny jest za niski na KINO, bo i ono by pewnie padło jak bym coś tam opublikował :P Co do niepodołania przez P. Raczka, obiecywał kontakt z czytelnikami, dyskusje z czytelnikami, a zamiast tego na fan page’u FILMu 95% pytań od czytelników pozostawała bez żadnej odpowiedzi redakcji, za to co drugi-trzeci wpis dotyczył reklam audycji i innych przedsięwzięć prowadzonych / sygnowanych nazwiskiem p. Raczka, niezwiązanych z FILMem.

    • nie mówiąc o tym, że FILM poległ w sieci – czy ich strona w ogóle żyła? Znalezienie fan page na fejsie też nie należy do najłatwiejszych. Pod tym względem – słabo. Jak dzisiaj o internetach można zapominać?

      • Mefisto

        Swoją drogą jakoś dziwnie ta informacja zbiegła się z wyjazdem KMF do Cannes… :P
        Winię Karola.

  • Kazik

    Smutno, cholera. Ja akurat mam wszystkie numery filmu od 1998 roku a więc od czasu kiedy stał się miesięcznikiem. Słyszałem parę razy, że ze sprzedażą jest kiepsko, ale myślałem sobie, że jakoś to będzie.Desjudi ma jednak w pełni rację. Rzeczywiście, od dłuższego czasu „Film” nie miał do zaoferowania kompletnie nic. Jeżeli chodzi o poziom artykułów, to miałem czasem wrażenie, że czytam coś w rodzaju filmowego tabloidu. Jakieś kompletne pierdoły, typu zestawienia, kto, komu, za co i kiedy? Nie brakowało też plotek, ploteczek, jakiś durnowatych rankingów, czy pomysłów stricte satyrycznych, zupełnie nie pasujących do pisma o filmowym profilu, typu zestaw oryginalnych pytań albo 10 rzeczy, których nie wiedziałeś o swojej ulubionej gwieździe. Po prostu jakiś kompletny bełkot. Człowiek wzruszał ramionami, ale czytał z sentymentu tudzież z szacunku wobec znaczącej przeszłości. Zabawne jest to, że tego typu powyższe atrakcje miały w głowach redaktorów zapewne przyciągnąć czytelników.
    Tak jak gdyby nie istniał „pudelek”, „Gala”, czy inna „chwila dla debila”. „Film” by się utrzymał. Warunkiem były publikacje, które po prostu by się wyróżniały. Podobały mi się recenzje Bartosza Żurawieckiego. Albo Jan Olszewski. Ktoś z was pamięta jego słynny felieton „Syf czy grypa”? Takie rzeczy się czytało. Słowo odważne, idące pod prąd, mądrze prowokujące a nie idące w jednym szeregu ze stadem owieczek. Kolejna sprawa to choćby nieszczęsne wywiady w zdecydowanej większości zwyczajnie nie dające się czytać. Szło to mniej więcej tak: „- Jak to się stało, że postanowiłeś nakręcić ten właśnie film? Ach, to było niesamowite, wstałem rano, bolała mnie głowa i nagle wpadł mi pomysł na fabułę. To było niesamowite!” To wywiad z reżyserem. Zdarzały się też wywiady z aktorami lub z aktorem płci przeciwnej i szło mniej więcej tak. ” – Jak ci się wspópracowało z reżyserem X? Ach, wspaniale! Reżyser X doskonale panuje nad warszatem, zawsze wiedział co należy robić, był świetnie przygotowany do każdego ujęcia. Praca z nim to była dla mnie prawdziwa, niekłamana przyjemność” Nic, tylko ciągle ;pierdolenie, że wszystko zajebiste, super i na temat. Zero dociekliwych pytań ze strony prowadzącego rozmowę, zerwo takich czy innych wątpliwosci co do samego filmu. Film super, dziennikarz super, artysta też super i ogólnie wszystko raz jeszcze super zajebiste.
    Raczek pewnie myślał, że wystarczy samo jego nazwisko-łącząne wciąż z nieodżałowanym Kałużyńskim ( bardzo mi go brakuje, prawdę mówiąc. Panie Zygmuncie, był Pan wielki, ale wiedział Pan o tym:)) Niestety, miesięcznik „Film” od dłuższego czasu był bardzo zachowawczy, mam na myśli głównie recenzje, ale też szanujace wszelką polityczną poprawność felietony. Owszem, zdarzały się wyjątki jak choćby wspaniale polemiczny zestaw recenzji „Miłości” Haneke. Tylko dlaczego tak mało? Ostatnim dobrze piszącym „filmowym” dziennikarzem był właśnie Żurawiecki. Tyle, że w pewnym momencie przeszedł do swojego osobnego kącika w którym najczęściej zajmował się zagadnieniami typu „geje a reszta świata”. W sumie można był wyczuć, co się święci, kiedy w majowym numerze pojawił się wywiad (całkiem udany zresztą) z Danutą Szaflarską. Niby nic, tyle, że poprzedzony wstępem o pojawieniu się jej twarzy na okładce pierwszego numeru Filmu sprzed 67 lat. Faktem jest również, że od dosyć dłuższego czasu „Film” w żaden sposób nie był opiniotwórczy. Ba! Dlaczego to właśnie w Filmie nie ukazał się głośny wywiad z niejaką Białowąs Barbarą, właściwie to nie wywiad a rodzaj starcia z mężnym krytykiem. Kto wie, może napędziło by to magazynowi nieco wiecej czytelników? Żeby było śmieszniej. „Film” ocenił dzieło Białowąs całkiem nieźle jak na koszmarek, który popełniła. Serwis „Filmweb” okazał się jednak lepszy w te klocki.
    Co teraz? Pozostał tylko miesięcznik „Kino”. Drogi, nudny, przewidywalny i ogólnie jakiś taki dziwnie mało interesujacy. Głupio jakoś. Jaki będzie ten ostatni numer? Fajnie by było gdyby pojechali po bandzie:) Przyjebali komuś lub czemuś jakąś naprawdę ostrą recenzją, no bo co się może stać? Zamknął nam pismo?:) Tyle, że jakoś w to nie wierzę. Pewnie będzie zwyczajnie, grzecznie i jak ksiądz biskup przykazał, typu „drodzy czytelnicy, miło było, ale się skończyło” No, ale szkoda.

    • Masz dużo racji jeśli chodzi o zachowawczość. Nie kupowałem regularnie Filmu w ostatnich latach, ale to, co trafiało mi do rąk, było bardzo grzecznie, nie szarpało za emocje, nie prowokowało (nie w tani sposób), nie proponowało niczego, czego bym nie znalazł w sieci. Pierdoły – dokładnie tak.

      Aha, Film jako miesięcznik ukazuje się od ’93.

      • Kazik

        Prawda. 93. Wtedy na okładce był T-Rex z Jurrasic Park Pana Spielberga.

        Świat się nie kończy, tylko czasopismo Film a kończy sie dlatego, że było kiepskie i tyle.

      • Kazik

        Desjudi, ale chcąc jednak oddać pewną sprawiedliwość, warto napisać, ze „Film” pod wodzą Zalewskiego i Mazurka nie był wcale zły a na pewno nie był politycznie poprawny. Może oni dwaj ze światem filmu nie mieli za wiele wspólnego ale byli, czy nadal są, tego nie wiem, naprawdę przenikliwymi dziennikarzami. Pamiętasz ich program w TV? To była naprawdę mocna rzecz. I co? Zostali zdjęci z anteny. Pamiętasz program „Ale plama”? Świetny humor, przywalanie politykom aż furczało, do tego z prawdziwą werwą, pasją i jajem. I co? Won! Wcześniej jeszcze „listy o gospodarce” Won! Tak naprawdę, jedynym wolnym medium w tym kraju jest tygodnik „Nie”, podobno też niezbyt dobrze się sprzedaje. Każda próba wyścia poza utarte ramy poglądów spotyka sie z akcją odwetową. Owszem, wolność jest też w internecie, na You Tubie…
        Moim zdaniem „Film” jako miesięcznik był naprawdę dobry właśnie za czasów Mazurka, Zalewskiego i Prokopa również. Były w nim artykuły z werwą i czadem. Czuło się że to kogoś obchodzi. Potem zaczęła się ostra jazda w dół aż w końcu upadek na dno z dniem 16 maja 2013 r.

        • Mazurka i Zalewskiego kojarzę głównie z przeglądu tygodnia w dawnym Wproście – najlepsze dwie strony tygodnika. Jeśli chodzi o FILM za ich kadencji, to nie kojarzę za wiele. Oni, Prokop, Różycka – jakościowy spadek był nadto widoczny, szczególnie w porównaniu ze „Światem Filmu”, który chyba w podobnym czasie miał szczęście debiutować. Choć gwoli prawdy, dopiero Rakowiecki FILM pogrzebał. Do 2007 roku całkiem regularnie kupowałem, co drugi, trzeci miesiąc. Zmiana właściciela podziałała bardzo źle.

          • Panegiryk

            Nie zgadzam się co do spadku jakości za czasów Prokopa. O ile mnie pamięć nie myli faktycznie próbował coś zmieniać na lepsze.

    • Scarlet Pumpernickel

      Zgadzam sie z Kazikiem, Swiat (Film) sie konczy :)

  • MojeNajlepszeFilmy

    W ostatnich latach w filmie były artykuły „bulwarowe”, od czasu gdy stał się pismem, w którym było więcej reklam kosmetyków niż faktów.

    Wiadomości, które się w nim pojawiały można było poznać miesiąc wcześniej w internecie. To nie było Kino, od 2004/5 roku nie pojawiały się w nim artykuły o naprawdę wysokim poziomie albo analizy al’a Kwartalnik filmowy. To dziwne, że to pismo aż tak długo wytrwało, biorąc pod uwagę, że Cinema umarła wiele lat temu.

  • aimant

    ten raczek to raczej gwozdz do trumny. czlowiek znany z tego, ze skrytykowal jakiegos tam gniota a media zaczely zalamywac rzeczywistosc i kreowac go na zbawiciela polskiej kinematografii ktory jednym pierdnieciem sprawil, ze przecietny zjadacz chleba stal sie swiadomym oraz wybrednym widzem. zupelnie jakby krytyk filmowy po raz pierwszy wyrazil sie krytycznie o slabym filmie. pan raczek swoimi poczynaniami na roznych polach przyczynil sie raczej do tabloizacji niz do czegos dobrego.

  • Panegiryk

    Zwrócę uwagę jeszcze na jedną rzecz. Wznowiłem niegdyś kupowanie filmu akurat w czasach kiedy naczelnym był Prokop (tak, ten celebryta od telewizji śniadaniowej) i stwierdziłem że gazeta powoli powraca do formy. Więcej analiz, obszernych artykułów itd. To był całkiem niezły acz krótki wzlot bo kilka numerów później zmieniono naczelnego i nastąpił powrót bryndzy.

    • Jakub Piwoński

      mi też podobał się Film pod wodzą Prokopa.

      Film kupowałem i czytałem od małego. dzięki niemu mogłem przeniknąć i poznać filmowy świat. wychowałem się z nim i ukształtowałem swoją filmową osobowość. od zeszłego roku Filmu już nie kupuje, z powodów szerzej wymienionych przez was. decyzja o jego zamknięciu, bez względu na to jak bardzo jest oczywista, pozostanie jednak dla mnie decyzją smutną. czuję się tak, jakbym dorósł i mój odchodzący rodzić powiedział mi „no, teraz możesz przemierzać (filmowy) świat samodzielnie, jesteś gotów”. ;)

      • Guest

        Są jeszcze „Ekrany” :)

  • Piotr Wojtecki

    Mam teraz takie pytanie jako miłośnik prasy filmowej. Czy na rynku jest pozostał jeszcze jakiś tytuł piszący o kinematografii? Czy jedyną alternatywą dla Filmu jest Kino?

    • Grzegorz Fortuna

      Są jesczcze „Ekrany” :)

  • Aldik

    Film to ta cienka broszurka wypełniona w 60% reklamami :D wiecie kto jest winny redaktor i zarząd wydawnictwa. I te darmowe płyty grubości 0,5 mm.

  • DEXTER

    Polecam „Sight & Sound”, choć zawiera dużo trudnych, rzadko używanych słów przynajmniej dla nie anglisty.

  • Moni Ka

    Film kupuję od niedawna, ale jednak szkoda że już znika, generalnie ciągle czytam Cahieres du Cinema oraz brytyjski Empire, z polskich to przerzucam się na Kino…

  • Kazik

    Kurczę, kupiłem ostatni numer… cholera i jest… naprawdę dobry. Recenzje są super i nie piszę tego z poczucia przyzwoitości. Kurwa…. Cholernie szkoda.






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

CinemaFrankenstein: po plecach do celu

Następny tekst

Cannes, Dzień 1: Wilgotność 900%



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE