Nowy brytyjski film. SUBMARINE. Już ohajpowany, już oklaskany, już w sierpniu w naszych kinach. Budzi skojarzenia z tym, co było, co znane i widziane wiele razy, ale widok jest na tyle przyjemny, że warto zerknąć, gdy do kin zawita.

Jest bardzo brytyjski i brytyjsko brzmi i wygląda: dialogi, twarze, tło, wszystko – do bólu brytyjskie. Do tego perwersyjnie intelektualne, więc będzie można podywagować i poperorować na spotkaniach miłośników sztuki (DKF – istnieje jeszcze coś takiego?).

Jest o szczeniackiej miłości, więc będzie miało miejsce zauroczenie, nieporadność i idiotyczne podchody pełne romantyzmu, próby zdobycia serca i rozumu pożądanego obiektu. Zwieńczeniem będzie zapewne utrata dziewictwa, która jest fabularną podstawą tej opowiastki.

Jest rodzina w tle. Gówniarz chce ratować małżeństwo swoich – oczywiście, jakże by inaczej – zbzikowanych rodziców.

A jakbym miał skojarzyć jakieś tytuły, to po obejrzeniu trailera wpadają mi do głowy Juno, About a Boy, Billy Elliot, a najbardziej filmy Wesa Andersona, geniusza współczesnej komedii, w której absurd skutecznie miesza się z ogólną melancholią.

Obczajcie zwiastun.


Film recenzje ma znakomite i już teraz jest typowany do szeregu nagród. Nie ma się czemu dziwić – wygląda fajnie i brzmi fajnie.

Najlepsze zachowuję na koniec: reżyseruje Richard Ayoade. Imię i nazwisko zapewne nic Wam nie mówi, więc nie ma co zwodzić i się na jego temat rozpisywać: to po prostu ten stuknięty koleś z ekipy techników-magików „The IT-crowd”, czyli jednego z najlepszych seriali komediowych ostatnich lat (bodaj zakończonego kilka lat temu  wciąż granego na antenie Channel 4). Ha! Kto by się spodziewał!