Kino klasy Z

Toksyczny mściciel. Wizjonerstwo klasy Z

Było superbohaterów wielu, ale żaden z nich nie śmiał zagrać przy Toksycznym Mścicielu

Autor: Jarosław Kowal
opublikowano

Narodziny Tromaville - królestwa kiczu, tandety, szlamu i czarnego humoru

Superbohaterowie w filmie nie są ani wynalazkiem współczesnym, ani wynalazkiem opatentowanym przez Marvela do spółki z DC Comics. Dowód? Jeden z najlepszych… to znaczy najgorszych filmów w swojej klasie – Toksyczny mściciel.

W 1984 roku Spider-Man nosił czarny kostium; Jason Todd stał się Robinem; She-Hulk dołączyła do Fantastycznej Czwórki; ukazały się pierwsze numery Wojowniczych żółwi ninja oraz Transformersów; a Venom oraz niesławny Slipknot (który w kinowym Legionie samobójców odegrał – delikatnie pisząc – marginalną rolę) odnotowali komiksowe debiuty. Na taki świat Michael Herz oraz Lloyd Kaufman wydali szalone, brutalne, kiczowate arcydzieło, które na zawsze odmieniło oblicze kina… Kina klasy Z, rzecz jasna.

Legenda studia Troma zaczyna się właśnie w tym miejscu. Przed 1984 rokiem duet Kaufman/Herz zajmował się czerstwymi sekskomediami, ale kiedy pomysł przejęło Hollywood (i wpompowało w niego dziesiątki tysięcy dolarów), panowie skierowali wszystkie siły na bardzo specyficzną odmianę horroru. Dzisiaj ich dorobek uchodzi za kanoniczny w środowisku wielbicieli złych filmów, a sam Toksyczny mściciel może służyć za materiał instruktażowy. Zresztą od przygody z Tromą zaczynał niejeden filmowiec. To tutaj doświadczenie zbierał chociażby James Gunn, reżyser Strażników Galaktyki.

Duch epoki został oddany wzorcowo. Wojownicze Żółwie Ninja, Robocop, Pogromcy Duchów, Substancja, C.H.U.D.… Wszystkie te tytuły łączy jedno – szlam. W języku angielskim występują dwa określenie – ooze oraz slime – ale odnoszą się do tego samego, dosyć przypadkowego symbolu „śmieciowej” kultury lat osiemdziesiątych. Nie ma natomiast doskonalszego ucieleśnienia owego symbolu niż heros, którego siła i wygląd powstały właśnie po zanurzeniu w szlamie. Mimo wszystko warto pamiętać, że za tymi wszystkimi przedsięwzięciami nie stoją uciekinierzy z zakładów psychiatrycznych. Obecność szlamu w popkulturze nie wzięła się znikąd. Kaufman sięgnął po niego między innymi pod wpływem artykułu opowiadającego o dzieciach z Rio De Janeiro, które bawiły się w porzuconych przez władze pobliskiego szpitala pyłkach radu. Twórcy Toxiego opowiadali o tej i podobnych sytuacjach przy każdej możliwej sytuacji i – podobnie jak wcześniej twórcy Godzilli – starali się dotrzeć jak najdalej z proekologicznym przesłaniem, wykorzystując mało poważny ton o znacznie większym zasięgu niż merytoryczne artykuły naukowe w specjalistycznej prasie.

Nie bez przyczyny w późniejszych filmach Tromy pojawiał się Lemmy Kilmister – w świecie filmu nie ma studia, które byłoby wierniejsze ideałom D.I.Y. i punkrockowej wolności.

Studio Troma znane jest ze scen bliskich stylistyce gore i skrajnie niskich budżetów. Żeby mieć jasny obraz – pierwsza część Avengers kosztowała dwieście dwadzieścia milionów dolarów i nie przelano w niej ani kropli krwi; z kolei pierwsza część The Toxic Avenger zmieściła się w połowie miliona dolarów i dostarczyła tak niezapomnianych scen, jak potrącenie nastoletniego rowerzysty oraz zmiażdżenie jego głowy (ewidentnie będącej owocem) samochodowym kołem. Wydaje się wam, że nie ma większych psychopatów niż Negan? W takim razie musicie zobaczyć dwie rozbawione blondynki fotografujące resztki swojej ofiary za pomocą polaroidów. Jeszcze ciekawszą sceną jest urwanie pewnemu anonimowemu zbirowi ręki. W Hollywood potrzebne byłyby godziny pracy charakteryzatorów, efekty komputerowe i wiele innych zabiegów. Tutaj mamy natomiast aktora bez ręki, któremu na potrzebę kilku scen doczepiono rękę manekina. Kaufman i Herz nikomu nie dają taryfy ulgowej – dostaje się dziecku, starszej pani, kobiecie z niedoborem wzrostu, a nawet psu. Nie bez przyczyny w późniejszych filmach Tromy pojawiał się Lemmy Kilmister – w świecie filmu nie ma studia, które byłoby wierniejsze ideałom D.I.Y. i punkrockowej wolności.

Inspiracje latami osiemdziesiątymi są widoczne w wielu współczesnych filmach (chociażby w recenzowanym niedawno Beyond The Gates), Toksyczny mściciel jest natomiast ich perfekcyjną dokumentacją. W jednej ze scen młoda dama na widok Toxiego rzuca: „Obiecałeś zabrać mnie na koncert Davida Bowie’ego, a on nie jest Davidem Bowie’em” i faktycznie trudno znaleźć choćby krztę uroku w gumowej masce, paskudnych leginsach i intencjonalnie źle podłożonym głosie lektora, ale dla sympatyków tego rodzaju produkcji to Toxie jest prawdziwym Człowiekiem z Gwiazd.

korekta: Kornelia Farynowska

Ostatnio dodane