Kino klasy Z

SANTO I ZEMSTA MUMII. Potęga lucha libre

Zastanawiacie się, co obejrzeć przed seansem nowej "Mumii"? Fraser, Karloff, Lee... Widzieliście to już dziesiątki razy. A co powiecie na legendę meksykańskich zapasów walczącą z aztecką mumią?

Autor: Jarosław Kowal
opublikowano

Gdyby Rick O'Connell nosił maskę...

Luchadorzy w meksykańskim kinie nie są zjawiskiem tak absurdalnym, jak mogłoby się wydawać europejskiemu widzowi. Walczyli z Marsjanami, satanistami, robotami, nazistami, żywymi trupami i wszelkimi innymi stereotypowo złymi postaciami, jakie przyjdą wam do głowy. Za jedne z najlepszych filmów uznawane są jednak potyczki z mumiami, a zwłaszcza Mumie z Guanajuato oraz Santo i Zemsta mumii.

Mumie zazwyczaj kojarzą się z tym, co można zobaczyć w trylogii rozsławionej przez Brendana Frasera, a już za chwilę najsłynniejszą mumią stanie się Sofia Boutella, która przywdzieje gnijące bandaże w najnowszym letnim blockbusterze Toma Cruise’a. Skojarzenie jest więc oczywiste – mumie to Egipt. Nie zapominajmy jednak, w jaki sposób zwolennicy teorii spiskowych próbują udowodnić obecność kosmitów na naszej planecie w zamierzchłej przeszłości. Jednym z najczęściej pojawiających się argumentów jest istnienie niemalże identycznie skonstruowanych piramid zarówno nad Nilem, jak i w Indonezji czy właśnie w Meksyku. Czym mumia aztecka różni się od tej zakorzenionej w kulturze Zachodu? Przede wszystkim zamiast bandaży nosi coś, co przypomina worek po kartoflach oraz papierową maskę wprost z kolekcji Michaela Myersa (tego w wersji Roba Zombiego), a w dodatku nie zabija magią, przywoływaniem plag czy innymi nadnaturalnymi mocami. Używa łuku.

Jeszcze ciekawszą postacią jest główny bohater, czyli El Santo – jeden z najbardziej zasłużonych popularyzatorów wrestlingu na świecie. W Meksyku uchodzi za legendę oraz bohatera wielu przypowiastek, a jego trwająca pół wieku kariera pełna jest komiksów, filmów, kreskówek i przede wszystkim pojedynków na ringu. Idol tłumów twierdził, że nawet do snu nie zdejmuje maski, publicznie uczynił to tylko jeden raz – tydzień później zmarł. Jak nietrudno się domyślić, „Święty” nie gra w Zemście mumii nikogo poza swoją życiową kreacją. Jest niezłomnym herosem gotowym do stoczenia bojów na śmierć i życie, a także służy radą młodemu Agapito (odegranemu przez El Hijo del Santo, czyli… syna Santo), którego pociesza słowami: „Zawsze będę się tobą zajmować, będziesz jak mój syn. Możesz teraz płakać, a jak już skończysz, nie płacz więcej, choćby nie wiem co się działo”.

Santo uchodzi za legendę oraz bohatera wielu przypowiastek, a jego trwająca pół wieku kariera pełna jest komiksów, filmów, kreskówek i przede wszystkim pojedynków na ringu.

Wyobraziliście sobie zamaskowanego mięśniaka prawiącego morały z aktorskimi zdolnościami na miarę Trudnych spraw? Macie rację, ale jeżeli kiedykolwiek oglądaliście galę wrestlingu (niekoniecznie lucha libre, wystarczy któraś z amerykańskich federacji), to doskonale zdajecie sobie sprawę z tego, że te wszystkie pojedynki Undertakera czy Johna Ceny są jedną wielką telenowelą, w której po prostu non stop ktoś się tłucze. Santo i Zemsta mumii utrzymane jest w klimacie tego typu gali, z tym że nasz luchador wchodzi w klincz z prastarą zmorą, gołymi rękoma pokonuje dziką panterę i bez trudu broni swego obozu przed uzbrojonymi bandziorami. Fabuła jest tak zła, jak po tym krótkim opisie mogliście wywnioskować, ale nie aż tak zła, jak pierwszy film z Santo w roli głównej, gdzie odziany w słynną srebrną maskę, prężący nagi tors, ozdobiony błyszczącą peleryną zapaśnik był… tajnym agentem policji. Czy jednak znalazłby się ktoś, kto patrząc na kadry, plakat lub trailer tego filmu, oczekiwałby fabularnych wyżyn? Trzydziesta produkcja z udziałem Santo jest koszmarnie zła, podobnie jak wszystkie poprzednie i wszystkie następne, ale właśnie po to sięgamy po kino klasy Z.

Santo i Zemsta mumii to zdecydowanie bardziej film przygodowy niż horror, a przy całej swojej prostocie i absurdalności jest stworzony z pasją, jakiej zabrakło przewidywalnej, schematycznej Mumii Stephena Sommersa (a nawet bardziej jej nastawionym na łatwy zarobek sequelom). Mumia w worku wygląda źle? Przypomnijcie sobie zmutowanego, cyfrowego Dwayne’a Johnsona z Mumia powraca – tak nisko nie upadł żaden film z luchadorami. Jeżeli chcecie wkroczyć do dziwacznego świata meksykańskich zapaśników, ten film będzie idealnym startem – fabuła nie przeszkadza akcji, akcja potęguje ludyczne doznania, a przy okazji widzowi nie dzieje się krzywda i nie zostaje ogłupiony przez kolejne hollywoodzkie klisze. Bierzcie czipsy i przyjaciół, lepszej rozgrzewki przed Mumią Kurtzmana nie znajdziecie.

korekta: Kornelia Farynowska

Ostatnio dodane