Kino klasy Z

OBCY 2. Włoski ksenomorf na Ziemi

Można narzekać na zwiastuny "Przymierza", można kpić z "Przebudzenia" i oburzać się na fatalne pojedynki z Predatorem, ale żaden "Obcy" nigdy nie będzie tak zły, jak film Ciro Ippolito.

Autor: Jarosław Kowal
opublikowano

Kompromitujące starcie

Odebranie Neillowi Blomkampowi możliwości nakręcenia nowej części Obcego nie powinno nikogo zaskakiwać. Ridley Scott już kiedyś przegapił szansę na opowiedzenie dalszego ciągu historii, którą stworzył, i nie mam na myśli ani Decydującego starcia, ani części trzeciej, ani Przebudzenia, ani nawet mariażu z Predatorem. Mam na myśli włoski sequel – Alien 2: On Earth.

Dzisiaj kwestie zastrzegania znaków towarowych na ogół rozwiązywane są jeszcze przed zapadnięciem pierwszego klapsa na planie filmowym, ale pod koniec lat siedemdziesiątych nie wszyscy przykuwali do formalności tak dużą uwagę. Ciro Ippolito błyskawiczne to wykorzystał i w jedenaście miesięcy po premierze przełomowego science fiction horroru Scotta zaprezentował jego kontynuację. Nie mockbuster, nie film fanowski, po prostu kontynuację zatytułowaną Alien 2. Zastanawialiście się kiedyś, dlaczego Cameron nie użył „dwójki” w nazwie swojego sequela? Teraz już wiecie.

W tamtych czasach powszechną praktyką we włoskim kinie było bezpardonowe podkradanie hollywoodzkich tematów i przerabianie ich na własną modłę. Shark to tamtejsze Szczęki, The Barbarians to Conan Barbarzyńca, 1990: The Bronx Warriors to Ucieczka z Nowego Jorku, a Terminator II to… Tutaj niespodzianka – Terminator II jest przeróbką drugiej części amerykańskiego Obcego. Dbałość o pozory była wysoka – zawsze w obsadzie pojawiali się anglojęzyczni aktorzy, a w przypadku On Earth nawet reżyser dla niepoznaki przyjął nazwisko Sam Cromwell. W rolach głównych wystąpili Belinda Mayne, która w CV ma także trzecioplanową rolę w Krullu, oraz Mark Bodin, jedna z pierwszych ofiar niesławnego (także włoskiego) Antropophagusa.

Do tych przedziwnych okoliczności dodajmy solidny zwiastun z obcym wychodzącym nie z żołądka, lecz poprzez oczodół, ponurą atmosferę, dziwaczne ujęcia i przyzwoite (w rozumieniu kina klasy Z) efekty specjalne, a maluje się przed nami świetny seans z cyklu „tak dobre, że aż złe”. Szybko okazuje się jednak, że wszystkie najlepsze sceny wykorzystano w trailerze, a większość z dziewięćdziesięciu minut filmu to dialogi na poziomie Trudnych spraw. Historia mogła być niezła. Budżet nie pozwalał na osadzenie scenariusza w kosmosie, więc koszmarną namiastkę ksenomorfa (gdyby Hulka zastąpić Shrekiem, efekt byłby porównywalny) ściągnięto na Błękitny Glob. Po dziś dzień nikt tego pomysłu nie testował, ale kolorowe skamieliny, telepatka okazjonalnie wyczuwająca zagrożenie i niekończące się pogaduszki o niczym skutecznie osłabiają jedyne, co mogłoby nadać tej produkcji status kultowej – absurd w najczystszej postaci. Niestety w trakcie seansu rzadko się zdarza rozdziawiać usta po to, aby się zaśmiać, częściej po to, by ziewnąć.

Ippolito dopuścił się grzechu kardynalnego i zapomniał, że film klasy Z może zrobić z widzem niemal wszystko, nie może jedynie znudzić.

Wolne tempo może być atutem nawet tak „złego” filmu, ale tylko wówczas, gdy służy czemukolwiek innemu niż walka o dobicie do pełnego metrażu. Gdyby ślamazarność On Earth przyczyniała się do budowania nastroju, nie miałbym absolutnie żadnych zastrzeżeń. Śledzenie ekipy przygotowującej się do ekspedycji w głąb jaskiń na kręgielni albo nawet samo przemierzanie bezkresnego, kamiennego labiryntu sprawiają jednak, że dowolna scena z Angielskiego pacjenta zaczyna przypominać Johna Wicka. To najpoważniejszy zarzut pod adresem włoskiego Obcego – przy całości utrzymanej w konwencji zwiastuna mielibyśmy piękny festiwal tandety, ale Ippolito dopuścił się grzechu kardynalnego i zapomniał, że film klasy Z może zrobić z widzem niemal wszystko, nie może jedynie znudzić.

Od strony samej historii Life 2 byłoby zdecydowanie trafniejszym tytułem dla filmu Ciro Ippolitiego, ale z której strony by nie spojrzeć, przedsięwzięcie to należy traktować wyłącznie jako ciekawostkę i najdziwniejszy rozdział w historii marki Alien, który ma z nią wspólny właściwie tylko kontekst. Czerpanie przyjemności z seansu Alien 2: On Earth jest możliwe tylko wtedy, gdy widz spełnia trzy podstawowe warunki: 1. bezwzględna miłość do serii (włącznie z uwielbieniem dla Przebudzenia); 2. duża paczka czipsów; 3. dobre towarzystwo. W innym przypadku szkoda waszego czasu.

korekta: Kornelia Farynowska

Ostatnio dodane